Ja w Jasionce miałem pierwsze w tym roku spotkanie z kleszczem... niewiadomy niczego po obserwacji zaganiacza/wistunki popatrzyłem na ręke a tam takie małe sqbaństwo zaiwaniało po skórze, przygl?dn?łem sie bliżej - stwierdziłem ze to kleszcz i plask tyle go widziałem...
Cos czuje że to nie był ostatni raz
BHP to nie tylko kleszcze.... więc do głowy przyszła mi następna kwestia
Czy zabieracie w teren jakieś "przyrządy" , preparaty, które podnoszą bezpieczeństwo - np na jakieś bezpańskie psy, na agresywnych tubylców. Ja w plecaku od pewnego czasu noszę gaz pieprzowy - może to okazać się mało skuteczne, ale jakoś mimo to pewniej się czuję.
A jakie jeszcze macie BHPowski tematy, które można tu poruszyć?
Jak psiknąłem kiedyś psa gazem jakimś (już nie pamietam, co to było) - na Polach Mokot.w Wawce, gdy tam jeszcze biegałem, a psisko się czepiło, luzem było - to potem miałem wyrzuty sumienia, bo strasznie wył ... zapewne zafundowałem mu ostre katusze a nawet męczarnie, nieświadom piorunującego efektu Chyba lepiej hukiem odstraszyć niż narażać Canusa na bezpośredni atak na jego śluzówkę węchową, która jest zapewne taką "piętą achillesową" zębacza...
Czy zabieracie w teren jakieś "przyrządy" , preparaty, które podnoszą bezpieczeństwo - np na jakieś bezpańskie psy, na agresywnych tubylców
na psy:
ciezki but
wiekszy pies do towarzystwa
kijki w zimie (oprocz tego ze ulatwiaja chodzenie mozna sie opedzac)
glos urala z magneta (dziala na male psy tam gdzie sa urale)
na tubylcow:
unikac ale nie uciekac, olewac
czasami stroj lesno-mysliwski, zwlaszcza z nozem przy pasie powoduje ze ludzie omijaja tak ubranego przyrodnika bokiem
Na wiejskiego psa nic tak dobrze nie działa uspokajająco niż widok niezłego drąga w ręce. Gaz w praktyce bywa zawodny, zwłaszcza jak pies już pędzi i ma sie dużo kieszeni..
sprawdzone na mojej skorze - dziala
jedyny mankament jest taki, ze duzo czasu moze uplynac zanim sie psie towarzystwo od nas oddali... ewentualnie mozna samemu isc, ale doslownie przesuwac sie stopa za stopa, tak zeby ruch byl jak najmniejszy (tez sprawdzone w przeze mnie w terenie)
Jako ze sam mam psa i nieraz musialem rozdzielac walczace psy polecam psi NOS - walnac a na 99% ucieknie (pod warunkiem ze nie ugryzie wczesniej ale jakos dotad uniknalem tego). A tak naprawde to najlepszy sposob na psy to duzy pies na wycieczki, jak mialem sporego wyzla to nie moglem chodzic gdzie badz bo w razie czego to on jezdzil po innych psach. Teraz mam polwilczura, ktorego czasami trzeba ratowac z opresji bo podskakuje wiekszym.
Ja mam teriera amerykanskiego (baaardzo lagodny do wszelkich pokojwo nastawionych stworzen) ale w mojej obronie potrafi atakujacego psa zmasakrowac (niestety)
Z BHPowskich zagadnień to podzielę się tym, że przed paroma dniami poważnie zainwestowałem w swoje bezpieczeństwo - mianowicie zaopatrzyłem się w elementarne materiały opatrunkowe i odkażające, które od teraz będą już na stałe w plecaczku. Aha no i jeszcze rękawiczki lateksowe w razie gdybym jakiegoś awitruposza chciał ogladać - nie myślcie że wpadłem w jakąs panikę z powodu H5N1 - zwyczajnie myślę, że w teren powinno się zabierać takie gadżety
mianowicie zaopatrzyłem się w elementarne materiały opatrunkowe i odkażające, które od teraz będą już na stałe w plecaczku
alez to standart, bez takiego ekwipunku nie nalezy wybierac sie w teren, zwlaszcza ten dzikszy ... chociaz moze sie i przydac w miejscach zamieszkalych bo tam chyba nawet latwiej o roznego rodzaju "kontuzje"
Pawelele, w zaistniales sytuacji epidemiologicznej chyba nie ma co liczyc, ze bedzie wabil drapole na "trupka"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum