ale wiecie co taka jest prawda ze np.ludzie z mojego otoczenia nie rozumieja moich zainteresowan.
tak mnie to wkurza ze ludzie nastawieni sa w wiekszosci na zysk,ludzie mlodzi,bez pasji!bez zainteresowan.koncza jakies studia a nie maja pojecia co chca w zyciu robic...
w tym roku rozpoczynam pierwszy rok ochrony środowiska i już mnie koleżanka uświadomiła, że na tym kierunku będę miał być może 5 osób znających się i lubiących przyrodę. reszta to niezdecydowani, złaknieni zysków po ukończeniu tak nowoczesnego kierunku jak ochrona środowiska. a co do znajomych to nawet się nie wypowiem (głupie docinki i brak zrozumienia )
_________________ Maciej Szajda
Poznańska Grupa OTOP
www.otop.org.pl
Niemalże tak samo jest u mnie. Niestety
Jak chodzę po lesie, koło zbiorników itp. z lornetką i aparatem, to ludzie, którzy ewentualnie się tam gdzieś znajdują patrzą się na mnie jak na dziwaka. Myślą pewnie "a tu znowu jakiś kretyn ptakom pod spódniczki zagląda..." - tak to mniej więcej jest
Mam to samo,ludzie pewnie zadzwonili by to szpitala psych,żeby przyjechali po mnie z kaftanem.
Oto moja historia:
Pewnego razu mój tato zbudował budkę dla ptaków i powiesił na drzewie rosnącym niedaleko mojego domu. Po kilku miesiącach (w jesieni) wyszłem na to drzewo i tam ujrzałem martwe ptaki (prawdopodobnie bogatki) i pomyślałem, że jeśli ptaki giną to trzeba im pomagać. Poprosiłem mamę, żeby mi kupiła jakąś książkę o ptakach którą później okazała się książka "Ptaki w ogrodzie". No i tak się zaczęło... i trwa do dziś... i mam nadzieję że nigdy nie przestanie trwać...
Historyjka dotycząca mojego zamiłowania do zbierania piórek (z dedykacją dla Numeniusa)
Dawno temu, kiedym była tycim smykiem (sorki Clavik) w wieku lat kilku, tata zabierał mnie na wycieczki do lasu, gdzie pokazywał różności typu muchomorek, wiewiórka, piórko na ziemi... no i zapałałam wielką chęcią do znoszenia piór do domu. Dostałam drewnianą podstawkę z wywierconymi otworkami, gdzie sobie te piórka wtykałam. Perłą kolekcji były pokrywa sójki oraz lotka dzięcioła dużego, którą oznaczyłam jako kukułkę Miałam też lotkę łabędzia niemego, niestety ze śladami opon samochodowych Kolekcja powiekszała się, w końcu miała coś około 20 sztuk ...jednak nadszedł przeklęty dzień, w którym przeczytano mi pewną książeczkę o ptaszku (niestety nie pamiętam tytułu ani autora...ani nawet gatunku ptaszka). Ptaszek ów w finale dokonał żywota, a opowieść kończyła się radą: "Więc jeśli, drogie dzieci, znajdziecie gdzieś piórko, puśćcie je na wiatr, niech przypomni sobie, że kiedyś było ptakiem". No i wyrzuciłam całą kolekcję przez okno Było to dokładnie 20 lat temu
ja powiem a raczej napisze tylko tyle pamietam ze od malego chodziłem z tata do lasu i mi sie to podobało (dalej mi sie podoba) a rok temu tak mnie ptaki (polski) zafascynowały ze poswiecami im teraz caly wolny czas
Nie miałem chyba jako takiej przygody z ptakami...przyszły tak jakoś , może trochę "odgapiłem" od brata...
Z motylami było podobnie. Mój brat hodował motyle , i mie się to bardzo spodobało.Brał mnie na spacery , gdzie znajdowaliśmy różne gąsienice.W końcu sam zacząłem je szukać, i znosiłem je dla brata.Po paru latach , gdy brat poszedł na studia przejąłem jego hodowlę.I tak to się jakoś dotrzymało do dziś.
Obecnie hoduję głównie zawisaki , w tym momencie wszystkie zimują.
Pióra doszły przed rokiem , gdy znalazłem oskób dzięcioła dużego.Obecnie mam pare gatunków zadowalających mnie, np.lerka , słonka , myszołów ,paszkot i in.
O mojej przygodzie chyba tyle.
Pozdrawiam
U mnie zaczęło się na początku podstawówki ksiązkami podróżniczymi Alfreda Szklaeskiego (tymi o Tomku Wilmowskim), a potem mamusiny ogródek i rosnące w nim zielsko; również chęć zgłębienia tajemnic Dużego Jeziora Żnińskiego, jego drugiego, odległego o 3 km brzegu brzegu, zatoczek i rozlewisk Gąsawki, więc w duzym stopniu wpłym uroku łatwo dostępbej przyrody. Zawsze chciałem ze znajomymi za młodu obejść je wkoło- Wielka Wyprawa:) Poszliśmy, ale zgubiliśmy się w trzcinowisku
Potem drzewka, sadzenie z nasion w doniczkach z domowymi roślinami, na ogródku (bardzo cierpiałem, gdy jak miałem 13 lat, mama wyrwała z ogródka 2 letniego, wysokiego na metr (z pędami świętojańskimi) dęba szypułkowego
Jak chodzę po lesie, koło zbiorników itp. z lornetką i aparatem, to ludzie, którzy ewentualnie się tam gdzieś znajdują patrzą się na mnie jak na dziwaka. Myślą pewnie "a tu znowu jakiś kretyn ptakom pod spódniczki zagląda..." - tak to mniej więcej jest
Heh, czasem zdarza mi się łowić (nietoperze) koło szlaków lub ścieżek, wtedy czasem ktoś się napatoczy i zapyta co robię i w ogóle ("nietoperze?? to okropne, blee"..nie da się na to poderwać... kogokolwiek ). Kiedyś w Pieninach rozłożyłem siatkę w poprzek strumyka tuż przy szlaku turystycznym, którym schodzili ostatni turyści (było już prawie ciemno) i oczywiście zapytali co robię. Odpowiedziałem, że łowię ryby latające. Oczywiście uwierzyli..:)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum