FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum
Google  

Poprzedni temat «» Następny temat
Co teraz leci w waszych głośnikach?
Autor Wiadomość
martinez wu 


Posty: 285
Skąd: Solec Kujawski
Wysłany: 2008-07-11, 22:33   

Variete "Nowy Materiał"
przyjemna i klimatyczna płyta (choć bałem się jej sięgać jako zwolennik "zimnofalowego" Variete)
_________________
"Vsechny zdi, o ktere se rozbijim, jsou v me hlave"
<LVMEN>
 
 
 
martinez wu 


Posty: 285
Skąd: Solec Kujawski
Wysłany: 2008-07-16, 18:20   

Pewnie to info muzyczne jeno dla BeaJolKi
Portishead .... nowa płyta ....
powiem tak - se kiedyś to "P" wytatuuje bowiem mam wielki szacunek dla muzy, która od pierwszych dźwieków mówi, jaki to zespół czyni owe gamy ;)

płyta - jak dla mnie jest to tzw. "etap ewolucji grupy wokalno-muzycznej" zwanej Portishead (choć i tak poprzednie bardziej mnie ruszyły )
nie ma co narzekać - dobrze, ze w ogóle takowy kapel istnieje w galaktyce różnistej (zazwyczaj jednosezonowej lub jednodniwej muzy)
po prostu - big :res: dla P
_________________
"Vsechny zdi, o ktere se rozbijim, jsou v me hlave"
<LVMEN>
 
 
 
BeaJolKa 


Posty: 3376
Skąd: Gorzów n/Wartą
Wysłany: 2008-07-16, 19:03   

;) im częściej słucham tej płyty, tym bardziej mi się podoba :oki:
najbardziej podoba mi się "Plastic" , "Machine Gun"
zresztą "We Carry On" z fantastycznym wstępem też wymiata :]

nie umiem pisać recenzji, więc przytoczę tutaj taką recenzję, z którą w 100% się zgadzam :]

Cytat:
Wreszcie! Nowa płyta Portishead
Po wielu latach przerwy z nowymi albumami powracają grupa Portishead ("Third") i dawna wokalistka Tricky’ego Martina Topley-Bird ("The Blue God"). Gwiazdy nurtu trip-hop nie zamierzają jednak odcinać kuponów od dawnej sławy, ale znów potwierdzają pozycję niezwykle oryginalnych i poszukujących twórców
Obydwa wydawnictwa są przede wszystkim świetną okazją do przypomnienia sobie dwóch najwybitniejszych głosów brytyjskiej muzyki elektronicznej lat 90. Neurotyczna, zbolała, nieco onieśmielona ekspresja Beth Gibbons i mrocznie zmysłowy wokal Martiny Topley-Bird wyznaczały przed laty dwa bieguny nowoczesnego popu. W dużej mierze to właśnie one również zdecydowały o sukcesach Portishead i Tricky’ego, ale ich bristolskie pochodzenie zaważyło na tym, że tak niezwykłe indywidualności przez lata oceniano wyłącznie w kontekście jednego nurtu - bristol sound.

To własnie tam w latach 90. powstały takie arcydzieła jak "Blue Lines" Massive Attack, "Dummy" Portishead i "Maxinquaye" Tricky’ego. Mimo związków towarzyskich między muzykami biały hip-hop blues Portishead czy oparte na dubowej wibracji narkotyczne wizje Tricky’ego łączyło jednak niewiele. Poza tym, że znakomite i smutne piosenki znalazły oryginalną, nowoczesną brzmieniowo formę. Portishead stali się jednak silnym popkulturowym mitem, a Tricky w powszechnej świadomości zagościł tylko na chwilę. Jego traumy i paranoiczne wizje ubrane w rootsowe rytmy i psychodeliczne kolaże sampli były dla szerszej publiki nazbyt egzotyczne.

W kolejnych latach spośród tej wielkiej trójki, zwłaszcza Portishead doczekało się setek naśladowców. Wielu wydawało się, że "udręczony" kobiecy wokal, programowane beaty i worek marihuany to gwarancja artystycznej nieśmiertelności. Zapomnieli jednak o tym, że o sukcesie Anglików zadecydowała postawa na przekór modom, niechęć do kompromisów, poszukiwanie własnego głosu. Twórcy "Dummy" do tworzenia potrzebowali spokoju, intymności. Źle się czuli pośrodku medialnej wrzawy, którą wywołali. To dlatego na nowy studyjny krążek Portishead czekaliśmy ponad dekadę. Zaś Barrow i Gibbons po raz kolejny zagrali na nosie tym, którzy spodziewali się nostalgicznej wycieczki w przeszłość.

Album "Third" to dzieło na wskroś niekomercyjne, a Bristolczycy zamiast schlebiać popowym gustom rozbijają piosenkowe struktury brzmieniami z awangardowej tradycji. Wokal Gibbons wciąż brzmi przejmująco, jednak zamiast prowadzić melodyczny temat, niejednokrotnie staje się on po prostu równoważnym elementem w hałaśliwej orkiestrze dronów, mocnych beatów i gitarowych dystorsji. W singlowym „Machine Gun” Portishead zaskakują kanonadą rytmów electro, w „Small” ogłuszają jazgotliwymi psychodelicznymi pasażami. „The Rip” rozpoczyna się jak piękna folkowa piosenka, ale kończy się electrotransem, jakby Neu jamowali z Ellen Alien. Krautrockowych wątków jest tu zresztą znacznie więcej - choćby w "Silence", gdzie perkusja niemal imituje patenty Jakiego Liebezeita (Can). Chwilę wytchnienia przynosi jedynie króciutka balladka „Deep Water”, jakby wyjęta z archiwalnych folkowych kolekcji Harry’ego Smitha. Gibbons i Barrow wystawiają swoich dawnych fanów na ciężką próbę i doprawdy trudno się spodziewać, by ta niełatwa, niepokojąca muzyka na dłużej zagościła na listach przebojów. Zdaje się, że sam sentyment nie wystarczy.

Mimo większego potencjału komercyjnego nieco mniejsze szanse na powtórzenie sukcesu sprzed lat ma nieco zapomniana Topley-Bird. Podopieczna Tricky’ego tym razem ucieka od toksycznych klimatów wspólnych nagrań, ponieważ znalazła równie ciekawego artystycznego partnera DangerMouse (Gnarls Barkley, Gorillaz). To dzięki niemu na "The Blue God" mocno wybrzmiewają echa soulowej tradycji. Urocze "Baby Blue" mogłoby się nawet znaleźć na płycie Duffy, choć nagrania z "The Blue God" brzmią bardziej nowocześnie i mniej pastiszowo niż przeboje gwiazd retrosoulowego revivalu. Ciemnoskóra Brytyjka nie ogranicza się tylko do jednej formuły - "Snowman" to zaśpiewany ze zmysłową nonszalancją i pięknie zaaranżowany pop noir, zaś „Da Da Da” budzi skojarzenia z chansons Serge’a Gainsbourga. Jedynie nieco upiorny walczyk "Valentine" przypomina, że to ten sam głos, który kilkanaście lat temu wyśpiewywał mroczne erotyki z "Maxinquaye". I choć można żałować, że nowe piosenki Topley-Bird nie budzą już takich emocji jak dawniej, a Portishead bardziej fascynuje hałas niż harmonia, trudno się dziwić, że artyści z Bristolu nie chcą być niewolnikami własnej przeszłości.

Tym bardziej że młodsze pokolenia mają już innych bohaterów. Miłośników nowocześnie podanej, nieco introwertycznej liryki zaspokajają Thom Yorke czy siostry z CocoRosie. Fani rootsowych miejskich klimatów odlatują zaś przy dźwiękach dub stepu. Trip-hop nie żyje. Jednak dawne bristolskie gwiazdy mają się całkiem dobrze i na pewno nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.

Łukasz Lubiatowski



źródło
_________________
POMOC PTAKOM
 
 
 
Accipiter 
Dreptak bagienny


Posty: 4456
Skąd: Gierałcice(ONY)
Wysłany: 2008-07-16, 20:07   

U mnie w tej chwili DJ Lhasa - "Giulia" :-D
a przy okazji odsłuchałem sobie kilka nutek Stachurskiego :]
_________________




Paweł Wójcik
 
 
 
claviceps 
moderator
Siedzący Łoś



Posty: 3247
Skąd: Vratislavia
Wysłany: 2008-07-16, 20:14   

Tym razem oldskulowo-sentymalnalno-licealnie ;) czyli Metallica z jedynego właściwego okresu działalności swej :cool:
Jadziem chronologicznie:
"Kill'em All"
"Ride The Lightning"
"Master Of Puppets"
"...And Justice For All"

...i tyle :] "Czarnej" nie będę odsłuchiwał coby ogólnego klimatu nie psuć :P

So let it be written
So let it be done
I'm sent here by the chosen one...
_________________
Bart Smyk

"Na zielonej trawce
Pasły się pratchawce
Jeden mówi do drugiego:
Pożycz cewki Malpighiego"


Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!
 
 
 
Atterdag 
Kserotermanta


Posty: 2655
Skąd: Zewsząd
Wysłany: 2008-07-16, 21:41   

Oj ja też wczesne dzieje dziś...

Bathory - Bathory
Bathory - Return
Bathory - Under the Sign of Black Mark
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…

LSz FP
 
 
 
Piotr G. 

Posty: 119
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-07-17, 20:55   

Dziś trochę Oi!

Troopers - Troopers (1996)
Troopers - Marchenprinz (1997)
Świetna kapela z Berlina.
Na deser coś ze Szwecji.
Melodyjny punk 77!

Date X - Blinda romanser/ Trappuppgang 7" (1981)
Date X - Trappuppgang LP (1981)

Pozdrawiam
Piotrek
 
 
martinez wu 


Posty: 285
Skąd: Solec Kujawski
Wysłany: 2008-07-18, 21:19   

BeaJolKa napisał/a:
;) im częściej słucham tej płyty, tym bardziej mi się podoba :oki:
najbardziej podoba mi się "Plastic" , "Machine Gun"
zresztą "We Carry On" z fantastycznym wstępem też wymiata :]

nie umiem pisać recenzji, więc przytoczę tutaj taką recenzję, z którą w 100% się zgadzam :]

Cytat:
Wreszcie! Nowa płyta Portishead
Po wielu latach przerwy z nowymi albumami powracają grupa Portishead ("Third") i dawna wokalistka Tricky’ego Martina Topley-Bird ("The Blue God"). Gwiazdy nurtu trip-hop nie zamierzają jednak odcinać kuponów od dawnej sławy, ale znów potwierdzają pozycję niezwykle oryginalnych i poszukujących twórców
Obydwa wydawnictwa są przede wszystkim świetną okazją do przypomnienia sobie dwóch najwybitniejszych głosów brytyjskiej muzyki elektronicznej lat 90. Neurotyczna, zbolała, nieco onieśmielona ekspresja Beth Gibbons i mrocznie zmysłowy wokal Martiny Topley-Bird wyznaczały przed laty dwa bieguny nowoczesnego popu. W dużej mierze to właśnie one również zdecydowały o sukcesach Portishead i Tricky’ego, ale ich bristolskie pochodzenie zaważyło na tym, że tak niezwykłe indywidualności przez lata oceniano wyłącznie w kontekście jednego nurtu - bristol sound.

To własnie tam w latach 90. powstały takie arcydzieła jak "Blue Lines" Massive Attack, "Dummy" Portishead i "Maxinquaye" Tricky’ego. Mimo związków towarzyskich między muzykami biały hip-hop blues Portishead czy oparte na dubowej wibracji narkotyczne wizje Tricky’ego łączyło jednak niewiele. Poza tym, że znakomite i smutne piosenki znalazły oryginalną, nowoczesną brzmieniowo formę. Portishead stali się jednak silnym popkulturowym mitem, a Tricky w powszechnej świadomości zagościł tylko na chwilę. Jego traumy i paranoiczne wizje ubrane w rootsowe rytmy i psychodeliczne kolaże sampli były dla szerszej publiki nazbyt egzotyczne.

W kolejnych latach spośród tej wielkiej trójki, zwłaszcza Portishead doczekało się setek naśladowców. Wielu wydawało się, że "udręczony" kobiecy wokal, programowane beaty i worek marihuany to gwarancja artystycznej nieśmiertelności. Zapomnieli jednak o tym, że o sukcesie Anglików zadecydowała postawa na przekór modom, niechęć do kompromisów, poszukiwanie własnego głosu. Twórcy "Dummy" do tworzenia potrzebowali spokoju, intymności. Źle się czuli pośrodku medialnej wrzawy, którą wywołali. To dlatego na nowy studyjny krążek Portishead czekaliśmy ponad dekadę. Zaś Barrow i Gibbons po raz kolejny zagrali na nosie tym, którzy spodziewali się nostalgicznej wycieczki w przeszłość.

Album "Third" to dzieło na wskroś niekomercyjne, a Bristolczycy zamiast schlebiać popowym gustom rozbijają piosenkowe struktury brzmieniami z awangardowej tradycji. Wokal Gibbons wciąż brzmi przejmująco, jednak zamiast prowadzić melodyczny temat, niejednokrotnie staje się on po prostu równoważnym elementem w hałaśliwej orkiestrze dronów, mocnych beatów i gitarowych dystorsji. W singlowym „Machine Gun” Portishead zaskakują kanonadą rytmów electro, w „Small” ogłuszają jazgotliwymi psychodelicznymi pasażami. „The Rip” rozpoczyna się jak piękna folkowa piosenka, ale kończy się electrotransem, jakby Neu jamowali z Ellen Alien. Krautrockowych wątków jest tu zresztą znacznie więcej - choćby w "Silence", gdzie perkusja niemal imituje patenty Jakiego Liebezeita (Can). Chwilę wytchnienia przynosi jedynie króciutka balladka „Deep Water”, jakby wyjęta z archiwalnych folkowych kolekcji Harry’ego Smitha. Gibbons i Barrow wystawiają swoich dawnych fanów na ciężką próbę i doprawdy trudno się spodziewać, by ta niełatwa, niepokojąca muzyka na dłużej zagościła na listach przebojów. Zdaje się, że sam sentyment nie wystarczy.

Mimo większego potencjału komercyjnego nieco mniejsze szanse na powtórzenie sukcesu sprzed lat ma nieco zapomniana Topley-Bird. Podopieczna Tricky’ego tym razem ucieka od toksycznych klimatów wspólnych nagrań, ponieważ znalazła równie ciekawego artystycznego partnera DangerMouse (Gnarls Barkley, Gorillaz). To dzięki niemu na "The Blue God" mocno wybrzmiewają echa soulowej tradycji. Urocze "Baby Blue" mogłoby się nawet znaleźć na płycie Duffy, choć nagrania z "The Blue God" brzmią bardziej nowocześnie i mniej pastiszowo niż przeboje gwiazd retrosoulowego revivalu. Ciemnoskóra Brytyjka nie ogranicza się tylko do jednej formuły - "Snowman" to zaśpiewany ze zmysłową nonszalancją i pięknie zaaranżowany pop noir, zaś „Da Da Da” budzi skojarzenia z chansons Serge’a Gainsbourga. Jedynie nieco upiorny walczyk "Valentine" przypomina, że to ten sam głos, który kilkanaście lat temu wyśpiewywał mroczne erotyki z "Maxinquaye". I choć można żałować, że nowe piosenki Topley-Bird nie budzą już takich emocji jak dawniej, a Portishead bardziej fascynuje hałas niż harmonia, trudno się dziwić, że artyści z Bristolu nie chcą być niewolnikami własnej przeszłości.

Tym bardziej że młodsze pokolenia mają już innych bohaterów. Miłośników nowocześnie podanej, nieco introwertycznej liryki zaspokajają Thom Yorke czy siostry z CocoRosie. Fani rootsowych miejskich klimatów odlatują zaś przy dźwiękach dub stepu. Trip-hop nie żyje. Jednak dawne bristolskie gwiazdy mają się całkiem dobrze i na pewno nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.

Łukasz Lubiatowski



źródło



recenzja całkiem prawdziwa :)
ja teraz sobie odświeżam starych dobrych BITELSóW :res:
jakie to miłe dźwięki !!!!

a Portishead i tak pewnie zabrzmi w mych uszach tej nocy, nie ma na to rady ;)
_________________
"Vsechny zdi, o ktere se rozbijim, jsou v me hlave"
<LVMEN>
 
 
 
Michu 


Posty: 1854
Skąd: Białystok
Wysłany: 2008-07-19, 20:59   

Ja ostatnio "katuję" Stare Dobre Małżeństwo z przerwami na Daab i Tilt. Te 2 ostatnie woli moja Monika choć ja gustuję w SDM. :) Na razie Nightwish czy Anathema poszły w chwilową odstawkę, ale pewnie wrócą za jakiś czas. ;)
_________________
Michał Polakowski
 
 
 
Atterdag 
Kserotermanta


Posty: 2655
Skąd: Zewsząd
Wysłany: 2008-07-19, 21:40   

A ja dalej Pan.Thy.Monium - Od czasu do czasu przyda się odrobina szaleństwa w muzyce :D
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…

LSz FP
 
 
 
tadekptaku 
Człek z zewnątrz


Posty: 841
Skąd: Black Water V-y
Wysłany: 2008-07-20, 21:21   

glos wybierania polaczenia do felka :D
_________________
Bedziemy miec 2 irlandie w Polsce :) Gdzie ja wtedy wyjade? :D
Bird Track member
http://www.birdtrack.net
BWI member
http://www.birdwatchireland.ie
 
 
 
Mrówek 
Uwaga Blondynka


Posty: 373
Skąd: łąki Nowohuckie
Wysłany: 2008-07-21, 09:29   

szanty.
_________________
http://mrowekzlasu.posadzdrzewo.pl/
oto moje drzewo :D
 
 
 
Michu 


Posty: 1854
Skąd: Białystok
Wysłany: 2008-07-21, 14:12   

U mnie do łask wrócił ostatnio Nightwish. ;)
_________________
Michał Polakowski
 
 
 
krotom 
administrator
ludź od prądu



Posty: 7902
Skąd: Brodnica
Wysłany: 2008-07-21, 14:20   

sokól and pono & Franek Kimono - "w aucie"

będę brał cie... w aucie... cie... ehe :radosc2:
_________________
ogłoszenie:
parkę boćków (którym w głowie prokreacja) do mojej platformy lęgowej przyjmę :!:

stare przysłowie pszczół mówi:
Nie pozwalaj wycinać lasu! Kto wie, może kiedyś będziesz musiał zostać partyzantem!
:cry: Winer'owi... Q pamięci :(
 
 
 
Wężosław 
moderator
Staszek B.



Posty: 654
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2008-07-22, 16:42   

duffy mercy, a tak wogle to porzuciłem rmf i teraz słucham radia zet
_________________
Proszę nie podawać na forum dokładnej lokalizacji stanowisk Gniewosza Plamistego i Węża Eskulapa, ze względu na ich ochronę !!!
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group -

oceń stronę w
katalogu molos.pl
oceń stronę w
katalogu przyroda.org