Wysłany: 2008-06-28, 20:39 Bezpieczeństwo w terenie
Zapraszam do opowiadania o swoich terenowych przeżyciach.
Zeszłej nocy pojechaliśmy z grupą szukać koloni borowców. Trzy osoby miały do przejścia dwa transekty w lesie, jedna robiła miasto. Wszystko oczywiście w nocy.
Zaczęło się od tego, że musiałam minąć z koleżanką ognisko i około 7 podpitych facetów, koleżanka została złapana za ramię, wykazała się refleksem i poświeciła napastnikowi latarką po oczach, tamten spodziewał się raczej mężczyzny i puścił ją spostrzegłszy swoją pomyłkę. Szczęśliwie dla nas, mieli ochotę na bójkę a nie na coś innego
Następnie przechodząc po kłodzie przez strumyk wpadłam po pachy do wody, nie było tam głęboko, ale ja z wrażenia aż sobie przysiadłam . Nie poddałam się jednak i przez resztę nocy (4 godziny) szłam dzielnie naprzód
Po jakimś czasie usłyszałyśmy w środku lasu trzaski gałęzi, błysk latarki, a później zapaliły się jeszcze jakieś dwa światła. Odezwał się męski, ostry głos: "Kto tu jest?". Zgasiłyśmy latarki, to był jednak błąd. Facet dopiero wtedy się wystraszył i co raz ostrzejszym tonem zaczął pytać kto tu idzie. Powiedziałyśmy, że szukamy nietoperzy, poinformował nas wtedy że ma broń, że mógł coś nam zrobić, był wystraszony. W świetle latarki, strzebla rzucała długi cień i wyglądało to naprawdę przerażająco. Dopiero wtedy porządnie się wystraszyłyśmy. Mężczyzna zaczął tłumaczyć, że przyjechał z dziewczyną pod namiot, zobaczył jakieś światła, później zgasły, gdybyśmy z powrotem ich nie zapaliły, zacząłby strzelać
Dowiedziałyśmy się, że w tym lesie w przeciągu bodajże roku znaleziono 5 ciał .
Kolega, ten który robił miasto, dwa razy został zaczepiony przez grupę podpitych facetów, w tym raz doszło do szarpaniny, goniły go też psy.
Od tej pory wyjścia w teren zostają zminimalizowane do minimum i chodzimy większymi grupami.
Czy ktoś ma za sobą, serwujące podobną dawkę adrenaliny, przeżycia?
Jak sobie radzicie w takich sytuacjach?
Acha, zapomniałam o najważniejszym - znalazłyśmy dwie kolonie borowca
_________________ "Jeśli odnajdziesz 150-letni dąb, otul mgłą na jeszcze tyle lat, a drogowskazy odwróć na ślepe ścieżki i głoś, że ptak drapieżny stanął na czatach" Borys Rusko
Ostatnio zmieniony przez Asia_nmc 2008-06-28, 20:46, w całości zmieniany 1 raz
Hunt, to były okolice Siechnic, kilkanaście kilometrów od granic Wrocławia
_________________ "Jeśli odnajdziesz 150-letni dąb, otul mgłą na jeszcze tyle lat, a drogowskazy odwróć na ślepe ścieżki i głoś, że ptak drapieżny stanął na czatach" Borys Rusko
Aż takich przygód nie miałem. Raz włóczył sie za mną jakiś wielki pies, ale po chwili poszedł inną drogą. Troche mnie to wyleczyło z łażenia po lasach Innym razem kiedy stałem z lornetką oparty o rower zza zakrętu wyjechała jakaś staruszka, powiedziała: Ooo Jezu i szybko zawróciła, jestem aż taki straszny
niż zostać dziabniętym przez jakieś nieszczepione bydle...
Raz tak miałem,ale na szczęście w porę użyłem leżącego obok kija,i pies nie był potem taki groźny.
Nie raz miałem przygody z osobami,które rzucały,we mnie obelgami,na szczęście do rękoczynów nie doszło.
niż zostać dziabniętym przez jakieś nieszczepione bydle...
wiejskie psy sa przewaznie bojazliwe, ale czasami takze agresywne m.in. dlatego, ze czesto sa "czestowane" np. kamieniem czy kopniakiem (a petarda to juz ... ) wiec nie ma sie co dziwic, ze nie lubia obcych, poza tym, jezeli napotyka sie psa przy gospodarskie to nie ma sie co dziwic, ze jest agresywny - to jego robota i za to mu placa (a ze kiepsko to czesto szweda sie po okolicy)
czesto napotykam w terenie takie "bydleta" ale nigdy nie mialem z nimi wiekszego problemu, przewaznie ustepuja, zwlaszcza jak widza kij w rece (ktorego jeszcze nie mialem okazji uzyc), ale najbezpieczniej mi sie chodzilo gdy mialem do towarzystwa wlasne "bydle" lubiace bijatyki (obecny moj pies jest niestety z tych zaczepno-obronnych, zaczepia a potem trzeba go bronic )
Na prywatnych stawach rybnych niebezpieczni bywają też kłusownicy, jeśli ich się nakryje. Znajomy kiedyś ich przyłapał, oczywiście uciekli, a znajomy postanowił powiadomić właściciela. No i nieszcześliwie tamci zauważyli, że gdzieś dzwoni. Jak wrócił do samochodu to miał już gustowne ślady wyryte gwoździem na lakierze...
Mi się jeszcze taka sytuacja nie zdarzyła, częściej to oni uciekają, póki się ich twarzy nie widzi, ale na różnych ludzi można trafić Z resztą zagrożenie raczej niewielkie, w końcu facet na rowerze ucieka chyba szybciej, niż facet w woderach
A co do psów - czy nie lepsze od petard byłyby gwizdki odstraszające? Nie wiem, bo sam nigdy z tego nie korzystałem, ale poczucie bezpieczeństwa raczej to daje, a nie płoszyłoby się chyba wszystkiego w okolicy? A kupić to już można w granicach kilkudziesięciu złotych.
Poniewaz chodzilem po lesie licznie, samotnie i po zmroku, to moze warto sie podzielic.
Co do psow - psy boja sie, jak schylasz sie i podnosisz kamien z ziemi, albo chociaz udajesz. To dziala bez pudla, rowniez np. w Indiach czy Tybecie.
Z kolei w nocy, kiedy chodzilem przez wsie kampinoskie, mialem ze soba dluga galaz. Po prostu nie interesuje mnie ogladanie sie, czy pies tylko chce mnie obwachac, czy tez ugryzc. Raz taki pies podszedl do mnie i w ciemnosci uklul sie czubkiem galezi (nie mialem takiego zamiaru, po prostu sam glupol wlazl). Uciekl i zauwazylem, ze wyraznie zmienil ton ujadania na jakby nizszy. I co ciekawe, wszystkie kolejne psy we wsi zmienily ton i tej nocy nie podchodzily blisko. Tak dla badaczy komunikacji psowatych.
Jesli chodzi o ludzi, to to jest problem, chyba, ze masz czarny pas w karate. Tutaj pomaga okreslenie, ze sa miejsca, gdzie ludzie chodza, i tam, gdzie nie chodza. Bezpiecznie mozna chodzic w srodku lasu. Trzeba natomiast uwazac, jak wchodzi sie do wsi, pola namiotowego itp. zwlaszcza jesli slychac, ze byla dyskoteka. Rowniez niektore drogi lesne pomiedzy wsiami sa niebezpieczne. W praktyce okresla sie to obserwujac przejezdzajace samochody.
Z klusolami nie mialem problemu, bo po prostu udaje, ze mnie to nie obchodzi. Raz w Miliczu spotkalem o zmroku straznika rybackiego, ktory na moj widok uciekl.
Natomiast w nocy jesienia (sezon mysliwski) regularnie mrugam latarka. Istnieje bowiem pewne niebezpieczenstwo postrzelenia przez mysliwego. Z doswiadczenia i rozmow z mysliwymi wiem, ze mysliwi czesto strzelaja praktycznie na slepo do wszystkiego co sie rusza w nocy.
Natomiast zupelnie nie ma czego bac sie dzikow, odyncow, loch z warchlakami, zubrow z mlodymi, jeleni-bykow na rykowisku, wilkow, niedzwiedzi, rysi, zmij itp - na temat spotkan z dzikami byl kiedys osobny watek.
esli chodzi o ludzi, to to jest problem, chyba, ze masz czarny pas w karate. Tutaj pomaga okreslenie, ze sa miejsca, gdzie ludzie chodza, i tam, gdzie nie chodza. Bezpiecznie mozna chodzic w srodku lasu. Trzeba natomiast uwazac, jak wchodzi sie do wsi, pola namiotowego itp. zwlaszcza jesli slychac, ze byla dyskoteka. Rowniez niektore drogi lesne pomiedzy wsiami sa niebezpieczne. W praktyce okresla sie to obserwujac przejezdzajace samochody.
Jurek7 tu sie z tobą zgadzam u mnie jest taki ''lasek'' tak nazywają to miejsce gdzie przez obrzeżach lasu przebiega rzeka i drużka... tam właśnie jest niebezpiecznie gdy z kolegami idziemy zawsze pełno pijaków,ćpunów... itd.Nie wiadomo co sobie taki pijak uświadomi czy kto inny i może na ciebie pobić.Najwięcej ludzi jest w nocy Po tym lesie gdzie droga przebiega chodziłem w głąb jest tam pięknie ponieważ można dozo spotkać ptaków,ssaków itp. oraz Kleszczy ale przy rzece i drodze syf jak na wysypisku...!Z innych stron lasu piękne pastwiska i laki myślę ze te pijaki.... nie zniszczą natury..
_________________ Pozdrawiam Eryk
(Szukajcie mnie w Borach Dolnośląskich)
Między błotami swój żywot prowadzi
Kulig, na długich przeto nogach chodzi.
Nie wdzięcznym, ale głośnym krzyczy głosem
Pokiwając na wsze strony nosem".
Mateusz Cygański
Ja miałam pewną straszną przygodę.W sumie to nie był jakiś wielki las.Blisko mojego domu jest park do którego często chodzę.Za stawkiem jest taki lasek.No i ja raz szłam tym laskiem i poszłam w kierunku chaszczy żeby poszukać tam czegoś ciekawego.Pojakimś czasie niczego nie znalazłam więc zdecydowałam się pójść. Nagle jakiś wewnętrzny głos powiedział mi zeby się odwrócić.No więc obróciłam się i... .
Stał tam starszy facet koło 60.Chyba to był ekshibicjonista (zedytowane).......................
Ja przez pierwsze 10 sek stanęłam murem.A on do mnie
-Spokojnie możesz se patrzeć.
W tej chwili trochę oprzytomniałam i pomyślałam żeby zwiać z tąd.Zrobiłam kilka kroków żeby wyjść z tych chaszczy a on wtedy powiedział-A ja też idę w tamtą stronę.
Wtedy po prostu uciekłam.Byłam naprawdę przerażona.
Joanna: post został zgłoszony przez użytkowników jako zbyt wulgarny. Spotkałaś ekshibicjonistę kropka. Oszczędź nam szczegółów.
Natomiast w nocy jesienia (sezon mysliwski) regularnie mrugam latarka. Istnieje bowiem pewne niebezpieczenstwo postrzelenia przez mysliwego. Z doswiadczenia i rozmow z mysliwymi wiem, ze mysliwi czesto strzelaja praktycznie na slepo do wszystkiego co sie rusza w nocy.
Dokładnie tak samo postępuję. Jesienią często jestem w terenie właśnie po godzinie 17.00, wtedy wiadomo robi się już ciemno, a w moich okolicach też roi się od myśliwych. Latarka staje się wtedy nieodłącznym elementem wyposażenia
Na szczęście pijaków, żuli i innym ment społecznych nie widuję w terenie. Czasem samemu zdarzy mi się kogoś postraszyć wydając odgłosy dzików (przynajmniej mam pewność, że takie osoby nie prędko tam wrócą )
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum