miałbym pytanie... jak domowym sposobem zrobić siatkę do odłowów ważek, aby po złowieniu nie stała im się krzywda.
Z kijem i obręczą nie byłoby problemu (ale podajcie proszę wymiary) ale z "siatką" już mam dylemat. Pończocha raczej się nie nadaje... to może firana czy jeszcze coś innego
_________________ ogłoszenie:
parkę boćków (którym w głowie prokreacja) do mojej platformy lęgowej przyjmę
stare przysłowie pszczół mówi:
Nie pozwalaj wycinać lasu! Kto wie, może kiedyś będziesz musiał zostać partyzantem!
krotom - idziesz do sklepu z materiałami i prosisz o tiul czy tam szyfon i z tego szyjesz siatkę, najlepiej w kolorze czarnym lub zielonym.
Ja tym od lat łowię motyle, to i do ważek będzie dobre
A gdyby przypadkiem w sklepie nie było szyfonu, to firanka też się nadaje (sama używam takowej siatki), byle była miękka.
Aha, prosiłeś jeszcze o wymiary. Z kijem - trzeba samemu wyczuć, jaka długość jest najlepsza, ale przyjmuje się najczęściej mniej więcej taką, jak długość ramienia użytkownika siatki. Obręcz - też zależy od upodobań, np. mi wystarcza średnica ok. 30cm (nawet trochę mniej), ale używane są i do 40cm. Co do długości worka - spotkałam się z paroma teoriami. W atlasie Buszki napisane jest, że powinna ona stanowić dwukrotną średnicę obręczy, gdzieś indziej znowu czytałam o długości równej dł. ramienia... Zatem właściwie to też jest kwestia indywidualną
Długość worka musi pozwalać na dobre jego zawinięcie, zaraz po złapaniu - ważka jest na tyle dobrym lotnikiem, że łatwo ucieka z siatki. Worek najlepiej w ciemnych barwach, gdyż owady te mają świetny wzrok. A jak to jest biała siata, to z połowów nici.
Ja używam siatki entomologicznej:
obręcz z lekkiego drutu - średnica 40 cm,
worek zielony - średnica 40cm, dł mojej ręki
kijaszek, składany teleskopowo - 74 cm
Nie robiona domowo, a kupiona przez net:
http://www.voodoo.pl/mrbutterfly/index.php
No wiesz, jak ja się machnęłam raz niezłapawszy owada, to za drugim razem ważka omijała mnie dziesięciometrowym łukiem
Podejście jej z zieloną siatą, ubranym w moro (buzia też obowiązkowo pomalowana w barwy lasu... ) jest łatwiejsze, niż paradowanie z białym materiałem po ważkowym terytorium
Żagnice dodatkowo można wabić na "furkot". Jeśli mamy już jednego owada w ręce, trzymamy go tak, aby kilka sekund pomachał sprzydłami. Inne ważki - słysząc taki furkot, szelest skrzydeł przedstawiciela swego gatunku - najczęściej zlatują się, by sprawdzić co jest grane.
No wiesz, jak ja się machnęłam raz niezłapawszy owada, to za drugim razem ważka omijała mnie dziesięciometrowym łukiem
Znam ten ból... Mnie do szału doprowadzały też Calopteryxy w lesie - gdy tylko chybiłam, te skubańce od razu przelatywały na wyższą gałąź. I tak coraz wyższa gałązka, coraz wyższa, normalne stairway to heaven A jako że ja do gigantów nie należę, to po jakimś drugim, trzecim "schodku" mogłam już tylko kląć sobie pod nosem
Co do spostrzeżeń ważkowych - warto pamiętać, że to owady terytorialne i nawet spłoszone potrafią przylecieć z powrotem na to samo miejsce (nawet na tą samą gałązkę). Dlatego czasami opłaca się trochę poczekać, oczywiście stojąc bez ruchu.
Ja dodatkowo, aby zwabić owady w pobliże siatki, robię im ruch: wyrzucam w górę jakieś okruszki, nasionka, czy kłoski traw - ważka przeważnie rzuca się w kierunku poruszającego się obiektu, celem sprawdzenia, czy czasem nie nadawałby się do zjedzenia...
Działa tylko na Anisoptera (te duże wachy)
Co do ważkowych ulubionych miejsc - owszem, wracają. Ale niektóre, niczym Anety Caloperyxy - zwiewają coraz dalej i dalej, nie pozwalając się zbliżyć. Kilka tygodni temu próbowałam sfotografować Erythromę (kochająca siadać na pływających liściach roślin wodnych). Wskoczyłam do wody (4-5 m głębokości), aparat w rękę i płynęłam powoli w jej kierunku. Niestety, co przybliżyłam się prawie na odległość strzału - ważka desantowała się kilka metrów dalej... i tak kilka razy... aż o mało nie zatopiłam cyfrówki...
Wskoczyłam do wody (4-5 m głębokości), aparat w rękę i płynęłam powoli w jej kierunku.
a jak chciałaś zrobic zdjecia w czasie pływania, toż to ekwilibrystyka wieksza niż na mojej drabinie
_________________ Tomasz Figarski "P.P.Ps"
"Poza gospodarczym wyrachowaniem leśnik musi mieć także i szerszy, przyrodniczy punkt widzenia; powinien mieć również na względzie wartość materialnie niewymierną, jaką jest piękno i urok lasu..." W. Koehler, 1961.
Mi mama nie pozwala nawet wejśc po stopy do wody z aparatem Co nie znaczy, że jak nie patrzy, to ją słucham, co innego pływac z cyfrówką - chyba, że ma wodoodporną obudowę
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum