PRZYRODA Strona Główna PRZYRODA
Forum dyskusyjne PRZYRODA to doskonale miejsce do wymiany informacji, poszerzania wiedzy, rozwiazywania problemow i wszystkiego co tylko zwiazane z przyroda i jej ochrona.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Ekwador
Autor Wiadomość
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:33   W glanach przez swiat to juz ostatni

Cytat:
Hola!!
Quito, stolica, właściwie to będę teraz pisał Kito bo tak się poprawnie wymawia.
W polskiej telewizji niedouczeni dziennikarze wymawiają inaczej; chyba jedyną osobą którą słyszałem że poprawnie wymawia jest Makłowicz, ale program swój robił właśnie tu, a jak się jest tu to wie jak się jak mówić poprawnie. Zresztą sam nauczyłem się poprawnie mówić Kito dopiero w marcu w Chile kiedy to Chilijczycy mnie poprawili i wytłumaczyli że ta nazwa jest stara bo tak to miasto się nazywało jeszcze za Inków w języku Kiczua.
W Kito spędziłem 2 dni i jedną noc. Jechałem i wyjeżdżałem z niego w nocy, a po górskich dziurawych drogach pełnych serpentyn zbyt dobrze się nie jedzie. A do tego uszy bolą - taka jest zmiana ciśnień na tych sporych wysokościach, pierwszy raz miałem coś takiego w autobusie. Co jakiś czas musiałem sobie dmuchać uszy coby wyrównać ciśnienie. Po drodze mieliśmy nawet kontrole, wyglądało to jak granica, ale to był punkt kontrolny policji narkotykowej. Autobusy z zewnątrz nie wyglądają zbyt dobrze, ale w środku są całkiem fajne, tylko dziwią drzwi hydrauliczne oddzielające kierowcę od reszty autobusu, tak jakby się bali pasażerów, może trzeba się bać???
Jeszcze w Coca dostałem maila od Matiego, mojego Niemca z Yasuni żeby się spotkać jak będę w Kito. No i jeszcze napisał, że jego kolega Ekwadorczyk jak się dowiedział że jakiś Polak będzie w Kito to koniecznie musi się ze mną spotkać. Zadzwoniłem do niego jeszcze z Coca i się umówiliśmy, że odbierze mnie z dworca o 6 rano, a z Niemcem umówiłem się o 10 rano pod katedrą. Hmmmm... Po drodze był wypadek - jakaś olbrzymia ciężarówka z rurami ugrzęzła na górskiej drodze i zablokowała ją totalnie na co najmniej 2 h i przez to przyjechaliśmy nie o 6 tylko o 9. Ekwadorczyk Segundo czekał na mnie 1,5h od 6 i wymiękł. Z kolei Niemiec czekał na mnie godzinę, ale nie pod Katedrą, ale pod Bazyliką. Ale udało mi się wieczorem spotkać z Segundo na piwie, a wszyscy razem spotkaliśmy się na drugi dzień już pod właściwą katedrą.
Pierwsza rzeczą jaką ja zrobiłem to poszedłem do Wojskowego Instytutu Geograficznego i się zaopatrzyłem w dokładne mapy 50 000 kawałka selvy który jest najmniej zamieszkały przez ludzi w całym Ekwadorze. W tym rejonie mieszkają niecałe 3 osoby na kilometr kwadratowy, za rok będzie jak znalazł:-) Tylko znowu mi doszło trochę klamotów do taszczenia a rulon 30 map nie jest zbyt wygodny. Kupowałem też mapy pogranicza z Peru więc musiałem wypełniać jakiś kwestionariusz że to dla celów turystycznych i wypisywać dane z paszportu. U nas chyba takich cyrków nie ma, ale i tak dobrze że można takie mapy kupić. Już widzę jak się kupuje dokładne wojskowe mapy w Rosji; szpiegiem jesteś na dzień dobry jeśli tylko o to zapytasz :-)
Kito to całkiem przyjemne miasto. Tzn. by było przyjemne gdyby nie ten bandytyzm. Są dzielnice gdzie jeśli nie jesteś w czołgu a przeżyjesz tam chwilę to wyjdziesz goły i wesoły że żyjesz. Plac centralny jest ok., nawet wieczorem, bo jest masa policji, ale już boczne uliczki wokół, tam był mój hotel, to masakra po zmroku. Nocnych zdjęć na cale szczęście nie robi się w nocy tylko jak jest trochę jeszcze widno, więc jakoś wróciłem te 3 ulice do hotelu ze sprzętem. Dobrze że noszę z sobą statyw, on jest dłuższy od noża. Ale ma jedna wadę - ma krótszy zasięg niż pistolet.
Mój hotel należał do droższych - 24 baksy, ale wolę wydać trochę więcej i mieć pewność że jak wrócę do niego to mój laptop będzie w moim plecaku a nie już na bazarze. W hotelu też był net bezprzewodowy, według obsługi zasięg jest tylko na korytarzu, pól godziny próbowałem się połączyć i nic, a w moim pokoju, który graniczył z korytarzem, bez problemów!!! Jak się zastanowić to te 24 baksy to nie jest taka zła cena, hotel naprawdę dobry a tyle bym musiał w Dublinie zapłacić za łóżko (piętrowe) w 12 osobowej sali w jakimś zapyziałym hostelu.
Wieczorem udało mi się spotkać z Segundo. Miły facet koło 50, był kiedyś w Polsce jeszcze za komuny, a teraz lubi Polaków, nawet gościł paru w Kito. Trochę mówił po Polsku, tzn. znał parę zwrotów i liczebników. Zresztą jego angielski był niewiele lepszy niż jego polski i często mówił po hiszpańsku, czasem coś dodając po angielsku lub po polsku, ale gościa spoko można było zrozumieć. Były tylko czasem momenty np. Pytam go czy wie jak się nazywa największe polskie miasto, w odpowiedzi tak. No to ja powtarzam, a on tak; to znowu powtarzam i w odpowiedzi słyszę 3 razy tak. Ok., to już dalej nie ma sensu pytać i zauważyłem, że jak Segundo nie wiedział o co pytam to odpowiadał tak. Ale chyba tak mają wszyscy Latynosi. Nie chcą z siebie zrobić idioty to ci zawsze coś odpowiedzą żeby być miłym i żeby nie wyjść na idiotę że się nie wie. Masakra jest jak się ich pyta o drogę. Segundo ciągle dużo mówił ciepłych słów na temat mojego kraju i co jakiś czas się pytał co coś znaczy po Polsku lub czy dobrze coś wymawia. Pod koniec mnie zapytał co znaczy "sperdzialaj glapi uju", hmmmm fajnych spotykał wcześniej Polaków jak tak do niego mówili.....
Dowiedziałem się od niego że sytuacja Ekwadoru jest coraz lepsza, ale dużo Ekwadorczyków ucieka do Europy i Stanów (wcześniej jeden Huarani mówił mi że jego ziomek jest w Amsterdamie). Przez to mają braki pracowników, więc Ekwador ma z kolei dużo emigrantów z Peru i Kolumbii. Zapytałem czy Polacy też emigrują do Ekwadoru to powiedział że z roku na rok jest ich coraz więcej, ale w więzieniach, bo siedzą za narkotyki.
Okazuje się że mimo że Ekwador jest katolickim krajem to za dużo osób nie wierzy, tzn. wierzy ale nie chodzi do kościoła, prawie jak w Europie. I mówił, że nasz Papież był super, a że za Benedyktem tu się nie przepada. Jak mu powiedziałem, że w Europie mówi się na niego Pancer Papa lub B16 tak jak ciężkie bombowce z 2 wojny światowej to się zaczął śmiać. Mówił że jak JP2 był w Ekwadorze to na wszystkich zrobił duże wrażenie. To że mówił po hiszpańsku to luz, zwłaszcza że to podobny język do włoskiego, ale on też mówił w Kiczua i drugim języku indiańskim!
Segundo coś zaczął mówić o polskim tańcu tzn. o Polce. Musiałem go wyprowadzić z błędu że to nie polski taniec tylko czeski. Zdziwił się nieźle, a potem stwierdził że to tak samo jak z kapeluszem Panama, który jest wręcz narodowym symbolem Ekwadoru i tu został wymyślony.
Jedna rzecz mnie trochę tylko zastanawia. Jak idziesz gdzieś z Ekwadorczykiem to licz się z tym że będziesz musiał za niego płacić. Oczywiście oni są biedniejsi od nas, ale nigdy nie są skorzy do płacenia i bez zażenowania pozwalają ci za wszystko płacić. No cóż, albo trza się przyzwyczaić albo z nimi nie spotykać. Może jak któryś z nich by przyjechał do Polski to by też mi za wszystko płacił?
W ogóle musiałem też na początku wizyty w Kito doprowadzić swoje buty po Amazonii do porządku. Nigdy nie korzystałem z usług pucybuta. Pamiętam jak w Konstantynopolu latali za mną coby usilnie mi glany wyczyścić, a ja zawsze od nich uciekałem. Nie lubię jak ktoś mi grzebie przy glanach, to takie osobiste. Po prostu są rzeczy tak osobiste że się nie daje ich komuś innemu do dotykania. Na pewno to będzie aparat fotograficzny, szczoteczka do zębów, czy też dziewczyna; oczywiście glany są trochę niżej w hierarchii, ale zawsze to coś osobistego. Zresztą korzystanie z usług pucybuta wydawało mi się zawsze takie poniżające, tzn. poniżenie dla pucybuta. Zawsze chciałem go ustrzec przed tym poniżeniem, a on jest szczęśliwy jak może mi buty wypucować, bo na tym zarabia i może będzie miał trochę kasy na przeżycie do jutra. Głupio się czuję podczas tej czynności - siedzę wygodnie jak panisko, a on mi grzebie przy stopach. Ale nic, dałem się namówić tym razem. Zapytałem ile - jeden dolar, ok. Ale jak pucybut zobaczył dokładnie moje amazońskie błoto to stwierdził, że to będą 3 dolce. A niech mu tam będzie. Tym bardziej że naprawdę gość się postarał.
Na drugi dzień spotkaliśmy się już w trzech pod właściwą katedrą. Trochę zwiedzaliśmy miasto. Segundo robił za przewodnika. Niemiec się nudził. Większość tych rzeczy widział, więc jak wchodziliśmy do jakiegoś muzeum czy kościoła to on kładł się na chodniku i zasypiał, my się wtedy z niego śmieliśmy że wygląda jak bezdomny. Lubię zabytki, ale te jakoś średnio mi podchodzą. Jestem fanem gotyku i starszych okresów. Tylko mogę se wyobrażać jak tu było fajnie z 500 lat temu. Po Inkaskich budowlach nawet fundamenty ciężko znaleźć. Oczywiście wszystkie świątynie zostały poburzone i na ich miejscach pobudowano kościoły. Jakoś nie rozumiem tego barbarzyńskiego zwyczaju. Ale w chrześcijańskim świecie to jest norma. Chociaż Islam pod tym względem chyba robił podobnie, bo Haga Sofia w Konstantynopolu też została przerobiona na meczet.
Kościoły tutaj to prawie sam hiszpański barok, z zewnątrz jeszcze wyglądają fajnie, ale w środku.... nie lubię baroku; dla mnie to takie discopolo architektury. Do ozdoby jednego z kościołów użyto 9 ton złota!!! oczywiście złota zrabowanego na Indianach. Ciekaw jestem co by było gdyby to Indianie odkryli Europę? Czy byśmy musieli co roku oddawać daninę 100 dziewic do Watykanu coby je złożyć w głównej europejskiej świątyni słońca?
Kito jest położone na wysokości około 3 tyś metrów i czuć to jak się chodzi po tych stromych uliczkach czy wchodzi na samiuśki szczyt neogotyckiej Bazyliki (102metry). Zadyszkę łapie się szybko, a czasem w głowie się kręci. Czasem mi krew leci z nosa po lataniu samolotem, teraz to samo miałem w Kito.
No i w Kito chyba są jedyne szklarnie w Ekwadorze. Wszystkie szklarnie na świecie są po to żeby imitować klimat występujący właśnie tu (no może przesadziłem z tym że wszystkie) na równiku. Ale że Kito leży tak wysoko to jest znacznie chłodniej niż na nizinach. W ogrodzie botanicznym mają kolekcję roślin z różnych stron Ekwadoru i sporo z nich rośnie w dwóch dużych szklarniach. Jak chodziliśmy po tym z Matem to stwierdziliśmy że przydałaby nam się maczeta. A najlepiej wpuścić tu naszego przewodnika Carlosa, on to by tu zrobił porządek.
Trochę Mata nie rozumiem; on tu siedzi już z 2 miesiące i nic nie robi, a ma siedzieć jeszcze z miesiąc. Zero pracy, zajęć, jakiejś nauki czy imprezowania wieczorami. Po prostu śpi i jest i to wszystko, dziwię się że w tę slevę ze mną poszedł, zresztą na Park Yasuni namówił go Segundo. Ja bym nie wyrobił tak bezczynnie egzystować z dala od domu tylko dlatego że tu jest tanio. Jakaś bzdura, mógłby se chociaż częściej wycieczki robić.
Obok ogrodu botanicznego jest vivarium. Mają tam kolekcje gadów i płazów głównie z Ekwadoru.
Mnie tu głównie interesowały żółwie, więc sobie trochę pofociłem, ale zabrakło mi jednego nie było mata mata. Występuje on w Amazonii tam gdzie byłem i Indianie go znają. Niestety jest nie do wyczajenia bo nie ma on w zwyczaju grzać swojego opancerzonego tyłka na słońcu, tylko siedzi zagrzebany na dnie i czeka na swą ofiarę. Niezłą ma nazwę łacińską Chelus fimbriatus. Pasuje jak ulał - cały jest w wyrostkach i wyglądał jakby właśnie wyszedł z piekła. Można by jego postacią zobrazować podwodną wersję jeźdźca apokalipsy. Do tego jest bokoszyjny czyli nie chowa szyi w sposób jak to robi większość żółwi (czyli skrytoszyjnych). Robi to na jedna stronę. Jednym słowem dziwoląg do sześcianu, zawsze miałem do dziwolągów jakiś pociąg i tak mi zostało :-)
Kito ma jeszcze jedną zaletę - nie ma tu kogutów. W tych amazońskich wiochach to można było oszaleć. Kolo czwartej rano światło skacze o jakieś 2 luksy czego oko ludzkie nie jest w stanie zarejestrować, ale oko koguta widzi tę różnicę doskonale. Wtedy to pierzaste bydlę zaczyna koncert. W tym czasie moja ręka bezwiednie zaczyna nerwowo poszukiwać maczety. Nie mogłem ścierpieć gada. W Kito na szczęście nie ma z tym problemów.
Ale są za to wielkomiejskie problemy – korki. To miasto chyba ma korki całodobowo. Masakra. Stoi się w nich naprawdę długo.
No i wszędzie dużo bananowej młodzieży, tzn. bananowa to trochę złe określenie na młodzież w kraju gdzie banany się je do każdego posiłku i w sumie zastępują tu ziemniaki. Może lepiej by pasowało określenie żurawinowa młodzież, ale myślę że tu o żurawinach nikt nie słyszał. No to takiej młodzieży jest masa. Są jacyś metale i ludzie z dziurami w twarzy, a w tych dziurach maja poumieszczane kawałki metalu, prawie jak w Polsce.
No ale zauważyłem jedno: tu jakoś dziwnie za mną się oglądają laski. No to normalne że jestem ładny i przystojny, ale się niektóre gapiły bardzo bezczelnie. Ogoliłem się przecież. Aż ręką pomacałem się po czole czy mi przypadkiem trzecia noga nie wyrasta, wszystko było w normie. Jedna kelnerka w restauracji tak się na mnie zapatrzyła że mało co się nie zabiła na krześle. Skończyło się na obitej nodze.
Przeginka była jak już wyjeżdżałem z Kito i na dworcu przed wejściem do autobusu też młoda laska (mimo ze obok byli faceci) poddała mnie drobiazgowej kontroli tzn. przeszukaniu. Nie mam nic przeciwko macaniu, ale myślę że takie publiczne to nie za bardzo. Tłumaczyła się, że to względy bezpieczeństwa, czy ja wyglądam na terrorystę?? Tym bardziej że nie zauważyłem coby macała innych pasażerów. Nic, latynoskom można to wybaczyć, żeby jeszcze znały angielski, rosyjski, lub chociaż czeski. Ech....
Segundo chodził że mną cały dzień i pokazał parę ciekawych rzeczy, a przede wszystkim super się targował, więc jego obecność była jak najbardziej wskazana i pozwalała sporo zaoszczędzić. Ale nic, szybko opuściłem to bandyckie miasto i się udałem nocnym autobusem do Puerto Lopez.


Puerto Lopez......
Ciepły wieczorek, szumi sobie ocean, nad nim latają fregaty i pelikany. We łbie szumi mi ekwadorskie piwo zmieszane z ekwadorską pinakoladą, miedzy paluchami stop szeleści piasek a to wszystko próbuje zaszumić Bob Marlej z pobliskiej restauracji. Kurde jest super, uwielbiam to miejsce!! Spędziłem tu 2,5 dnia. Najważniejsze że to rybacka mieścina. Więc rano jak się wychodzi na plażę to można zobaczyć masę rybaków i masę ryb. Tu pracować jako ichtiolog to trzeba się nieźle namęczyć coby się tych wszystkich gatunków nauczyć. Z ptaków dominują pelikany i fregaty. Super by się to łapało bo podłażą bardzo blisko. Najlepsze są fregaty, bo jak rybacy noszą kosze z rybami na barkach to te bydlaki im te ryby wybierają, a że czarne ptaszysko ma prawie 2,5 metra rozpiętości skrzydeł to można się ich przestraszyć. Są super zwinne mimo swej wielkości, czego nie można powiedzieć o pelikanach.
Generalnie lubię wybrzeże, bo można sobie tu chodzić i zawsze się jakąś fajną padlinę znajdzie wyrzuconą na brzeg. Tu też było sporo egzotycznych ryb jak mureny czy nadymki no i znalazłem szczątki żółwia morskiego. Tak właściwie to jestem hydrofilny; niech se inni lubią góry, ja to lubię wodę. No może otwarty ocean to trochę za dużo tej wody, ale woda w skali mniejszej jak na przykład rozlewisko, moczary... hm zawsze chodzenie po bagnach mnie wciągało, chyba dlatego tak lubię selve amazońską.
Dziwna rzecz, jakieś 2 miesiące temu na statku dziabnął mnie albatros czarnobrewy, kurde ślad mam do tej pory, chyba będę miał bliznę. W sumie jako przyrodnik powinienem się cieszyć. Zawsze to jakiś szpan. Będę mógł teraz imponować młodym ornitolożkom, jeszcze muszę trochę więcej takich pamiątek zdobyć. Widzisz mała tu mnie dziabnął białobrewy ooo a patrz na plecy ta szrama po harpii, a tu i tu odsłaniam swoje łydki i pokazuję między włosami ślady po dziobach pingwina adeli. Szpan na maksa!
Wokół Peurto Lopez jest park narodowy. Chroniący suchy las i wybrzeże. Tylko ja tego sposobu ochrony w ogóle nie mogę pojąć. Rybacy koszą hurtem ryby jak leci w okolicznych wodach, a w tym lesie na terenie parku chałupa przy chałupie, wygląda to jak zwykła zapyziała wiocha a nie teren chroniony.
Pierwszego dnia wybrałem się na oglądanie wielorybów. Według przewodnika jest ich tu dużo, ale między sierpniem a początkiem września. A teraz mamy koniec października. Chcieli mnie naciągnąć na kurs łódką, koszt 25 baksow. Koleś mimo moich powątpiewań stwierdził, że je zobaczymy na 100%, jak tak to jadę, a raczej płynę. Kurde i znowu ci Niemcy. Byli ze mną w łódce, laska z kolesiem z Austrii, Austryjacy to dla mnie Niemcy. To tak jakby traktować jako nie Polaków Kurpia czy Ślązakiem, godoją trochę inoczej, ale się dogadać można, i tylko taka różnica, że jak się Kurp na ciebie wkurzy to dostaniesz od niego siekierką, a jak Ślązak to zapewne kilofem. Tak czy inaczej chyba będę musiał pojechać do Berlina. Tam to przynajmniej nie będzie niemieckich turystów.
Po pól godzinie płynięcia krypą sternik stwierdził, że wieloryby zobaczymy teraz albo za parę godzin. Po 3 h pomyślałem, że jedynym wielorybem jakiego zobaczę dzisiaj to będzie ta Austryjaczka (no bez przesady aż tak straszna nie była), no ale po następnej godzinie znaleźliśmy dwa skaczące humbaki. Zastanawia mnie czy te humabaki były tak głupie że przegapiły odpłynięcie reszty grupy na Antarktydę czy na tyle cwane, że po co marznąć na południu mimo że tam teraz lato, jak można cały rok grzać swe gigantyczne dupska w równikowym słoneczku. Patrząc jak one skaczą i se chlapią płetwami to można dojść do wniosku, że to jedne z weselszych zwierzaków. Jak wracaliśmy to jeszcze po drodze zczailiśmy humbaczycę z cielakiem.
W niedzielę umówiłem się z jednym rybakiem, że ma mnie zabrać na połów. Miało być jutro czyli w poniedziałek o 15, a w nocy powrót. Pytam dlaczego nie dziś, a on że to niedziela i nie. Okazało się że koleś ze mnie jaja se zrobił, bo go na drugi dzień nie bylo. Oczywiście to wioska rybacka i rybaków ci u nas dostatek. Od razu znalazłem drugą ekipę co mnie mogła zabrać, tylko jest jeden problem, oni wychodzą na 2 dni. To był poniedziałek, powrót w środę po południu, samolot mam w czwartek o 8 rano jakieś 150 km albo i więcej od Peurto Lopez. Nie ma szans. Kurde, gdybym wiedział że tak będzie to bym zagadał z rybakami co wychodzili w niedzielę, a tacy byli na pewno i z nimi bym się zabrał.

Mam dla nich szacun. Ich łodzie mają około 8 metrów i są odkryte. Wychodzą jakieś 30 mil na ocean i tam stawiają sznury lub sieci. Dwa dni w odkrytej łodzi na oceanie, to budzi respekt. Nic, już wiem że za rok będę musiał tu przyjechać i trochę więcej czasu se na rybaków zarezerwować tak coby pofocić ich pracę.
Ostatniego dnia na plaży spotkałem jakieś laski co mierzyły płaszczki i rekiny rybakom. Zbierały dla kogoś dane. Studentki kurde znowu... Niemki – co za ekspansywna nacja; gdzie się nie ruszysz oni tam są. Ale nic, zaczęliśmy gadać i jak się dowiedziały (a właściwie gadałem z jedną) że pracuje na dużych statkach z rybakami jako obserwator. To zaczęła ta jedna się użalać że to jest problem że duże statki łowią za dużo, że w jeden dzień łowią tyle co ci wszyscy tu rybacy w tydzień, jakby to była moja wina!! Równie dobrze ja mógłbym po niej jechać że "jej" rybacy ogołacają wybrzeże z żyjątek wodnych i to na terenie który ponoć jest Parkiem Narodowym. Zresztą nie można powiedzieć że duże statki są be, a przybrzeżni rybacy cacy, bo jedni i drudzy jak łowią bez kontroli to robią straszne spustoszenie. Parę godzin później jadąc do Guayaquil one wsiadły do busa. Pokazałem im moje klucze FAOwskie z chrzęstnoszkieletowymi. Oczywiście one takich nie miały, więc zgwałciły mi laptopa za pomocą pendrajwa. No cóż, niech im będzie można się czasem czymś podzielić. Może będzie lepiej im się oznaczało.
Puerto Lopez to super miejsce ale szok ani razu jak tu byłem nie święciło słońce!!!! Nie żeby to przeszkadzało, bo jest ciepło, ale jak gadałem z miejscowymi to słońce ma wyjść dopiero w grudniu!!! Co za dziwna tu panuje pogoda!
Guayaquil
No i w końcu Guayaquil. Już wygląda bardziej przyjaźnie niż na początku. W taksówce przywitał mnie karaluch, potem znalazłem swój hotel. Hura, moje graty czekały na mnie! Dostałem inny pokój, ale karaluchy były te same. Nawet robiły wrażenie większych i bardziej utuczonych, a potem była masa małych. Chyba te dzieci co były tu ostatnio trochę urosły i się rozmnożyły. Tak szczerze to chyba najbardziej zakaraluszony hotel w jakim byłem, ciekawe ile mam teraz ich w torbie czekających na podroż transkontynentalną i czekających tylko na to żeby odświeżyć krew polskich karaluchów. Pewnie zależy im na tym żeby w polskiej populacji nie było chowu wsobnego. W pokoju była też packa na muchy tzn. na karaluchy bo nie było ani jednej muchy, a za to te małe cholery łatały wszędzie.
W Guayaquil odwiedziłem swoje stare kąty. Popatrzyłem na rzekę gdzie pływają w zależności od odpływu lub przypływu w jedną lub w drugą, pola hiacyntów wodnych. Prawie jak na Wiśle, tylko na Wiśle zimą pływa kra, a tu ciepłolubna Echichornia.
No i te latynoski, w sumie przez ten miesiąc się na nie napatrzyłem i już nie wydają się takie super. Tzn. są super ale odsetek ładnych dziewczyn w Polsce jest znacznie większy (nie, to na pewno nie jest wynik lizusostwa przed powrotem:-). Jak się jakaś ładna znajdzie latynoska to klękajcie narody!
Wyczaiłem w centrum mały parczek, a tam masę legwanów zielonych. Była ich chyba z setka, na drzewach na trawniku, na chodniku. W ogóle się ludzi nie bały; potwory miały tak do 1,5m. Ich ilość przytłacza tym bardziej że park to za dużo powiedziane. To miejsce miało wielkość Soho Sq w Ladku. No i na takiej małej powierzchni legwany kopią se nory pod starannie pielęgnowanymi krzewami i leżą na środku chodnika i trzeba uważać coby ich nie zdeptać. Zacząłem niektóre karmić czekoladą, nawet im smakowała (to pewnie niezbyt dobry pokarm dla nich, ale czekoladę jadły już mi papugi i tapir w zoo), jeden nawet mnie dziabnął, chociaż mają małe ząbki, ale są duże i silne, to dziabnięcie było do krwi. Potem jednego wziąłem w ręce, nie spodobało mu się to i mnie drapnął pazurem. Kurde, znowu do krwi, to akurat mało ważne, bo to nie pierwszy i zapewne nie ostatni zwierzak co narusza moją skórę, ale on zadrapał mój ślad po albatrosie!!!! Kurde, jak ja będę teraz szpanował!!! Legwany też się trzyma w Europie, a albatrosy nie, więc po legwanie to żaden szpan. Nie lubię już legwanów, mógł mi zniszczyć taką ładną bliznę!!!
Od jakiegoś czasu zaniedbałem dezynfekcję. Tzn. już od dawna, bo jeszcze w Yasuni jak z Niemcem i Carlosem jednego wieczoru przesadziliśmy z dezynfekcją, to już miałem dość do końca. Zwłaszcza że ten ich rum jest paskudny, nawet jak się go zmiesza z lianami czy koka. Poza tem po powrocie do cywilizacji kontynuowałem dezynfekcję piwem, ale piwo chyba jest za słabe. Więc poszedłem na kompromis i zacząłem dezynfekcję piniakoladą. To już lepsze, ale nadal pewnie za mało procent. Luz, jak na razie zemsta Montezumy mnie nie dopadła. Jestem ciekaw czy mam jakiegoś pasażera na gapę w swoim
Ostatni wieczór był niezły. Kupowałem wieczorkiem w monopolowym piniakoladę coby do kraju przywieźć. Już mam wychodzić, a słyszę wyborowa. Okazało się że wyborowa jest tu w sklepach i Latynosi ja kupują i lubią, tego bym się nie spodziewał. Żubrówka, chopin tak, ale wyborowa???
Lubię Ekwador aż żal wylatywać. Jestem na lotnisku właśnie. Może stanie się jakiś cud i na przykład samolot się popsuje albo odwołają loty bo Chiny zrzuca atomówkę na Amsterdam??? Chyba nie mam liczyć co na takie szczęście, jak na razie samolot jest podstawiony, ale może jednak coś się stanie..... Tak czy inaczej tu jest super. Po paru tu spędzonych tygodniach i ostrym jeżdżeniu można zobaczyć dużo gatunków ptaków. Na złość dla klubu 300 można po tym złożyć klub 1000 hehehe. Na szczęście nie jestem zaliczaczem, wiec klub 300 może spać spokojnie.
Ponadto mam fuksa. Nikt mnie nie okradł, nikt nie pobił. Pod tym względem np. Maroko jest bezpieczniejsze, no chyba że podejdzie do ciebie pan, przytuli się do ciebie i najpierw krzyknie Allahu Agbar, a potem odpali trotyl pod dzialaba. Ale to też nikłe prawdopodobieństwo, tak samo małe jak to, że w twój dom walnie satelita. Poza bezpieczeństwem w dużych miastach to jak dla mnie Ekwador jest teraz numer jeden jeśli chodzi o podróżowanie.
Po tym wyjeździe wiem już że tu muszę wrócić. Z reguły jak jeździłem to miałem zasadę że jeden kraj odwiedzam jeden raz bo szkoda czasu odwiedzać te same miejsca kilka razy. Świat jest duży, życie krótkie. Do tej pory jedynym odstępstwem od tej reguły była Gruzja. To jest kraj do którego chcę wrócić. Teraz już wiem, że na pierwsztm miejscu stawiam Ekwador. Jak się uda to wrócę tu za rok, ale już na dłużej, może jeszcze zrobić przy okazji Kolumbię Wenezuelę i Peru?? Samemu nie chce mi się jeździć, bo wolę z kimś pogadać po ludzku, a nie pisać te durne długie maile. A poza tym w dwie osoby jest taniej i bezpieczniej. Więc chyba muszę ogłosić konkurs na osobę towarzyszącą. Oferty proszę składać elektronicznie wraz ze zdjęciem i życiorysem itd...:-) Płeć nie ma znaczenia, no może ma intersexy, transwestyci i transseksualiści będą brani pod uwagę w ostateczności.
Preferuję jedną osobę do towarzystwa, bo jeżdżenie w 3 to już trochę dużo, gorzej się dogadać. Dwie osoby szybciej dojdą do porozumienia niż 3. No a po takim wyjeździe zostaje się albo najlepszymi przyjaciółmi albo wrogami do końca życia :-)
Dobra, to już ostatni mail mam nadzieję, że ci co czytali się nie nudzili. Teraz czas wrócić do cywilizacji, nie chce mi się ale muszę. Teraz się zacznie, Sjagon. Każą mi jakieś przewody otwierać (dobrze że mam luzackiego profesora), babranie się z wypluwkami oraz bardziej przyjemne spotkania ze znajomymi w knajpie lub w lesie.
Dla tych którym się podobało jest szansa że w marcu będzie coś jeszcze wysyłane i pisane, ale tym razem z Iranu. Wiec Insh Alalah w marcu Iran :-)
A teraz:
Polsko twój syn wraca!!!
Pzdr
Tomasz ibn Jaqb


Guayaquil w samo poludnie, nie spij bo cie okradna, lub przynajmniej sfoca.jpg
Plik ściągnięto 1882 raz(y) 84,08 KB

Guayaquil, dama z leniwcem, nie sadzilem ze ma taka delikatna siersc, tzn leniwiec, bo dama nie dala sie wyczochrac.jpg
Plik ściągnięto 1909 raz(y) 54,59 KB

Guayaquil, jak ja nie lubie takich centrow od Nowego Yorku po Moskwe wygladaja wszedzie tak starasznie, a dotego w nich sa juz swieta.jpg
Plik ściągnięto 1881 raz(y) 100,29 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:34   

...

Guayaquil, neotropikalna wiewiora, klucz do ssakow jest gleboko schowany, wiec sprawdze w kraju.jpg
Plik ściągnięto 1880 raz(y) 49,51 KB

Guayaquil, neotropikalne drapole, Vultur gryphus.jpg
Plik ściągnięto 1876 raz(y) 74,6 KB

Guayaquil, no i na koniec trafil sie lel, Nyctibius sp.jpg
Plik ściągnięto 1888 raz(y) 89,31 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:35   

...

Guayaquil, nudzilo mi sie wieczorem to pobawilem sie w znikanie.jpg
Plik ściągnięto 1877 raz(y) 65,28 KB

Guayaquil, prezent dla elementu zenskiego, zeby niebylo ze jestem taki seksista, chociaz w ostatnim mailu mialy na co popatrzec.jpg
Plik ściągnięto 1875 raz(y) 45,12 KB

Guayaquil, takie dwa czopiradla,Ara ararauna.jpg
Plik ściągnięto 1879 raz(y) 69,31 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:36   

...

Guayaquil, tam gdzie stoi duzo takich panow, to jest wmiare bezpiecznie.jpg
Plik ściągnięto 1892 raz(y) 49,5 KB

Guayaquil, typowa ekwadorska rodzinka, tylko nadmienie ze panna jest na wydaniu, tata nie ma nic przeciw Polakom, dla zainteresowanych moge podeslac namiary.jpg
Plik ściągnięto 1887 raz(y) 58,38 KB

Guayaquil, wlasnie zjadlem polskie lody Algida tzn tutaj Pinguino, a teraz psychicznie nastawiam sie na opuszczenie tego pieknego kraju.jpg
Plik ściągnięto 1887 raz(y) 39,82 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:37   

...

Guayaquil,Uwaga, Uwaga na terenie calych stanow rozpoczela sie inwazja waranow, tzn legwanow. Bardzo maly kawlaek zieleni (w posatci legwana zielonego) w centrum miasta.jpg
Plik ściągnięto 1998 raz(y) 94,57 KB

Puerto Lopez fregata to duze beszczelne ptaszysko, nie trzeba dlugiego obiektywu coby ja sfocic.jpg
Plik ściągnięto 1886 raz(y) 56,19 KB

Puerto Lopez, a to lokalna sroka Momotus sp..jpg
Plik ściągnięto 1883 raz(y) 93,47 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:38   

...

Puerto Lopez, Arenaria interpres.jpg
Plik ściągnięto 1878 raz(y) 49,99 KB

Puerto Lopez, Dolar pisakowy, Pani w barze nie hciala go przyjac, jak padnie dolar USA to i tak przejda na piaskowego.jpg
Plik ściągnięto 1904 raz(y) 120,44 KB

Puerto Lopez, fregata to ptak z koszmaru, jak rybak szybko nie biega to mu wybiora wszytkie ryby.jpg
Plik ściągnięto 1891 raz(y) 48,6 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:39   

...

Puerto Lopez, humbak to najwiekrzy na swiecie latajacy organizm, jak ktos mi pokaze latajaca sekwoje lub chociaz pletwala blekitnego to zmienie zdanie.jpg
Plik ściągnięto 1918 raz(y) 48,75 KB

Puerto Lopez, i takie paskudy tez tu laza, Columbina cruziana.jpg
Plik ściągnięto 1880 raz(y) 87,29 KB

Puerto Lopez, jakis Heliaster czyli bardziej rozgwiezdzona rozgwiazda.jpg
Plik ściągnięto 1883 raz(y) 108,13 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:39   

...

Puerto Lopez, Malea sp i Homo sp.jpg
Plik ściągnięto 1876 raz(y) 33,02 KB

Puerto Lopez, miejska Egretta thula.jpg
Plik ściągnięto 1875 raz(y) 35,28 KB

Puerto Lopez, Mimus longicaudatus.jpg
Plik ściągnięto 1881 raz(y) 55,89 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:40   

...

Puerto Lopez, nie wiem dlaczego wlasciciele hoteli przejawiaja taki sadyzm w stosunku do swoich klijentow, dobrze ze mma pojemne kieszenie, nie ma jak poreczne klucze do pokoju.jpg
Plik ściągnięto 1878 raz(y) 35,76 KB

Puerto Lopez, oskubany kogut do walk.jpg
Plik ściągnięto 1898 raz(y) 90,56 KB

Puerto Lopez, Palamis platurus, najbardziej jadowite stworzenie jakie trzymalem w lapie.jpg
Plik ściągnięto 1888 raz(y) 28,57 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:41   

...

Puerto Lopez, pelikan obok freagaty to podstawa portotowo - plazowej ornitofauny.jpg
Plik ściągnięto 1883 raz(y) 56,76 KB

Puerto Lopez, Prawdopodobnie Balistidae cztli pewnie rogatnica.jpg
Plik ściągnięto 1877 raz(y) 53,77 KB

Puerto Lopez, stoisko z sokami to po prawej smakuje jak dynia to polewej jest smaczniejsze.jpg
Plik ściągnięto 1878 raz(y) 60,78 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:42   

...

Puerto Lopez, takie jezdza tu u nas taksowki.jpg
Plik ściągnięto 1875 raz(y) 49,29 KB

Puerto Lopez, takie tez sie lapia wyglada jak maly napoleon ale oznacze pozniej.jpg
Plik ściągnięto 1885 raz(y) 66,83 KB

Puerto Lopez, u nas w Ekwadorze rybacy maja wiecej do dzwigania.jpg
Plik ściągnięto 1884 raz(y) 78,33 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:42   

...

Puerto Lopez, w koncu jakas fajna padlina, zolw morski, lubie plaze bo tam zawsze sie znajdzie jakas fajna padlina.jpg
Plik ściągnięto 1878 raz(y) 75,79 KB

Puerto Lopez., Nasz ekwadorski slon, Numenius phaeopus.jpg
Plik ściągnięto 1876 raz(y) 79,79 KB

Quito, cmentarz w podziemiach bazyliki.jpg
Plik ściągnięto 1883 raz(y) 74,01 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:43   

...

Quito, do ozdoby tego kosciola uzyto 9 ton zlota.jpg
Plik ściągnięto 1894 raz(y) 105,9 KB

Quito, ech te Ekwadorki, czy w poludnie czy wieczorem wygladaja slicznie.jpg
Plik ściągnięto 1915 raz(y) 64,61 KB

Quito, lokalny kos, Turdus fuscater lub Turdus serranus, tak czy inaczej samiec.jpg
Plik ściągnięto 1885 raz(y) 83,75 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-11-06, 16:44   

THE END

Quito, mrowka legionistka.jpg
Plik ściągnięto 1877 raz(y) 52,78 KB

Quito,Batrachemys raniceps po hiszpanku Cabeza de sapo, tlumaczac nazwe hiszpanka i lacinska to zolw zaboglowy, wyglada na bokoszyjnego ale swojej zabiej glowy nie dam.jpg
Plik ściągnięto 1878 raz(y) 49,38 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
lotr 


Posty: 730
Skąd: ...
Wysłany: 2008-11-07, 11:04   

Ech, szkoda, że to już koniec.
Można by z tego niezłą książkę wydać ;)
:res: :res: :res:
Szkoda, że nie mogę sobie pozwolić (na razie mam nadzieję :P ) na dłuższe wakacje, bo z miejsca bym CV słał ;)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



I N F O R M A C J A
Forum Przyroda wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas korzystania z naszych usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, oznacza to, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki

© PRZYRODA.org | Noclegi Świerże Górne, Kozienice, Chinów - wysoki standard, niskie ceny!

phpBB by przemo  
POLECAMY
hwww.lto.org.pl

www.kuling.org.pl

www.kp.org.pl

www.nietoperze.pl



REKLAMA




.