8. VII. 2006
Granicę polsko - słowacką przekraczamy na przejściu turystycznym w Zwardoniu.
Pierwotny plan dojazdu do Kralovan, po drodze na pierwszy słowacki dworzec, ulega zmianie. Jedziemy do Ruzemberoka.
Linia kolejowa biegnie malowniczą doliną Wagu, z okien pociągu podziwiamy szczyty Małej i Wielkiej Fatry, nad którymi raz po raz niebo rozswietlają pioruny Gdy zbieramy się do wysiadki leje już na całego. Wyciągamy parasole, zakładamy worki na plecaki i przez Likavkę wchodzimy w masyw Wielkiego Chocza. Swoją drogą, to 'sołtys' musi mieć dobre układy z ichniejszym pttkiem, gdyż szlak biegnie przez wszystkie zakamarki miasteczka
Nad miasteczkiem górują ruiny potężnego IV-wiecznego zamku Likava. Z wielkim bólem uiszczamy opłatę przy bramie wjazdowej i biegniemy powspinać się na mury i pooglądać widoki na okolicę. Odkryliśmy też wejście schodami wykutymi w skale, przy którym nie było pani z biletami
Hrad Likava
Kawałek drogi za zamkiem czeka na mnie niespodzianka - cieszynianka wiosenna , a kawałek drogi za cieszynianką niespodzianka kolejna - buławniki czerwone i tojad lisi
Poza tym w lesie i na jego obrzeżach roi się od: podkolanów białych i zielonawych, buławników wielkokwiatowych, stoplamków, kruszczyków rdzawoczerwonych, żłobików koralowych, ozorek zielonych, lilii złotogłów i innych takich tam.
cieszynianka z ciemnego lasu
buławnik czerwony
ozorka zielona
tojad lisi
Raryty nie zostały jednak docenione (jak zwykle) przez resztę ekipy, więc musze szybko chować aparat i ich gonić. Pod wieczór dochodzimy do Stredniej Polany pod Choczem, gdzie w Hotelu na pięterku spędzamy noc.
późne popołudnie nad Małą Fatrą
Hotel Chocz
9. VII. 2006
Rano, głośnym 'zdrawim was' budzi nas słowacki turysta. Jemy śniadanie, pakujemy bety i ruszamy stromym podejściem na szczyt. Po drodze roślinność nabiera charakteru wysokogórskiego. Idziemy przez murawki na których znaleźć można m.in. gółkę długoostrogową, storczycę kulistą, pełniki europejskie, goździki okazałe.
storczyca kulista
jedyny motylek, którego zdołałam upolować
Jeszcze tylko zarośla kosodrzewiny, parę skałek (ze skalnicą gronkową i rojnikiem górskim) i stajemy na szczycie Wielkiego Chocza (1611m npm ). Pogoda się poprawiła więc widok z góry rozciąga się przepiękny. Jak na dłoni widać Zapadne i Niżne Tatry, Liptowską Marę, Wielką i Małą Fatrę, wzniesienia Orawskiej Magury, niestety naszych gór już nie dostrzegliśmy
Mała Fatra z Chocza
Stromą ścieżką zbiegamy w dół - znowu słychać odgłosy burzy. Na szczęście przechodzi bokiem. Gubimy szlak i zamiast zejść prosto w dolinę, schodzimy stokówką trawersującą sąsiedni szczyt. I dobrze. Podziwiamy widoki zamiast iść zacienioną doliną. Chocz wygląda stąd niemal jak nasze Trzy Korony ze Sromowców Niżnych
choczańskie 3 korony
Wieczorem (z małymi oporami) wskakujemy do ciepłych źródeł w dolinie Kalamenskiej.
Na noc rozbijamy namioty na polu nad wsią.
zachód
"na polu nad wsią"
10. VII. 2006
Dzień rozpoczynamy od stromego podejścia. Wchodzimy na Liptovski Hrad - najwyżej położone na Słowacji ruiny średniowiecznego zamku. Mogliśmy spać tutaj.. Jest nawet miejsce na ognisko Z zamku kolejny raz podziwiamy górujący nad okolicą majestetyczny Chocz. Kwitnących lilii jak zwykle nikt nie widzi
Za to wszyscy bezbłędnie oznaczyli owocujące okazy Fragaria vesca
Liptovski Hrad
Liptovska lilia
Stromą i dość uciążliwą dróżką schodzimy do doliny Sesterskiej. Ku uciesze kierowców ciężarówek z drewnem bieżemy kąpiel w strumyczku i robimy pranie.
Dolina Sesterska doprowadza nas (asfaltem) do Malatiny, omijamy jednak miasteczko i (asfaltem) podążamy do doliny Prosieckiej. W górnej części utworzona jest ona przez dość ciasny skalny wąwóz, w którym poruszanie się mają ułatwiać różnego rodzaju mostki, drabinki, łańcuchy i poręcze. Napewno chodzenia po wąwozie nie ułatwiła nam grupka dzieci z rodzicami, ciotkami i wujkami idąca z naprzeciwka.
pojawiają się pierwsze szczyty Zapadnych Tatr
wąwóz
W wąwozie znowu spotykamy kruszczyki rdzawoczerwone, szerokolistne, listery jajowate, stoplamki, żłobiki koralowe i... dwulistnika muszego. Mój aparat wyczuł dramatyzm chwili i nie podołał próbom zrobienia ostrego zdjęcia
dwulistnik muszy
Dolina doprowadza nas do Prosieku. Pożerami bażanty i kanapki i ruszamy w stronę doliny Kwaczańskiej. Po drodze mamy jak na wyciągnięcie ręki..
Niżne Tatry
Dolina Kwaczańska też ma charakter kanionu, jednak szlak wiedzie starą rządową drogą idącą dość wysoko nad dnem doliny. Droga jest monotonna. Na końcu doliny znajdują się dwa młyny wodne, w których mamy zamiar spędzić noc. Pan 'zarządca' ma duże opory (wbrew temu co pisał w naszym przewodniku op karpackim sercu Europy), ale w końcu śpimy na stryszku w zamian za ranne rąbanie drewna.
11.VII.2006
Około 8 rano zjawiają się pierwsi turyści. Szybko zbiegamy ze stryszku, jemy śniadanie, rąbiemy drewno z szopki i znikamy zanim okolica młynów zaludni się jeszcze bardziej.
Obłazy o poranku
Resztę dnia spędzamy w knajpce w Hutach, gdyż.. we wtorki sklep jest tutaj nieczynny Późnym popołudniem jedziemy autobusem do Zuberca, skąd udajemy się już w Tatry..
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum