PRZYRODA Strona Główna PRZYRODA
Forum dyskusyjne PRZYRODA to doskonale miejsce do wymiany informacji, poszerzania wiedzy, rozwiazywania problemow i wszystkiego co tylko zwiazane z przyroda i jej ochrona.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Chile
Autor Wiadomość
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-09-28, 22:15   

...

Mala besta, rekin foremkowy Isistius brasiliensis.jpg
Plik ściągnięto 2177 raz(y) 42,14 KB

miecznik w pelnej krasie, 4,2 metry ryby.jpg
Plik ściągnięto 2272 raz(y) 83,69 KB

ostatani posilek miecznika, ten kalamar mial z 1,5m dlugosci.jpg
Plik ściągnięto 2147 raz(y) 67,42 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-09-28, 22:16   

...

parada potworow jakis glowonog.jpg
Plik ściągnięto 1929 raz(y) 76,33 KB

parada potworow nitkodziob.jpg
Plik ściągnięto 2004 raz(y) 79,84 KB

parada potworow, nie mam pojecia co to jest.jpg
Plik ściągnięto 1996 raz(y) 57,19 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-09-28, 22:16   

...

pol godziny spiningowania, 2 godziny walki i w efekcie 3 metry zarlacza blekitnego, do podbieraka sie nie zmiescily, bylo trza dzwigiem.jpg
Plik ściągnięto 1969 raz(y) 89,45 KB

portret glownego sponsora wyjazdu, ostrobok Trachurus murphyi.jpg
Plik ściągnięto 1959 raz(y) 84,22 KB

prosze zapaic pasy i odplywamy do Ekwadoru, w koncu!! tylko ja w tym towazystwie mam uprawnienia na prowadzenie miecznika.jpg
Plik ściągnięto 2104 raz(y) 73,69 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-09-28, 22:17   

...

rekin foremkowy czyli dzihadysta to on atkauje amerykanskie, atomowe okrety podwodne.jpg
Plik ściągnięto 2007 raz(y) 37,04 KB

robotki reczne.jpg
Plik ściągnięto 1960 raz(y) 96,49 KB

standardowa praca ichtiologa, szukanie otolitow, w tym przypadku potrzebujemy bardzije specjalistycznego sprzetu, czyli pila i mialem jeszcze tasak.jpg
Plik ściągnięto 1962 raz(y) 62,58 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-09-28, 22:18   

...

ten kawalek miecznika poplynie do Peru.jpg
Plik ściągnięto 1959 raz(y) 52,77 KB

Tetragonurus atlanticus portret.jpg
Plik ściągnięto 1953 raz(y) 88,29 KB

Tetragonurus atlanticus wyglada jak jakas kopalna rybka.jpg
Plik ściągnięto 1980 raz(y) 72,36 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-09-28, 22:19   

...

w paszczy ryby.jpg
Plik ściągnięto 1947 raz(y) 59,04 KB

wiem wiem to troche profanacja zwlok, ale jakos musialem sie pobujac ze swoim rekinkiem.jpg
Plik ściągnięto 1949 raz(y) 43,46 KB

zarlacz blekitny.jpg
Plik ściągnięto 1937 raz(y) 73,12 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-10-07, 23:08   ostatni

Cytat:
Wolki morskie posle rybalki plynut w selvu
Hola!!
Na to wyglada, ze to ostatni juz moj tasiemiec iz okeana, wilcze stado floty rybackiej rozplywa sie do portow lub na inne lowiska. Ja za pare godzin schodze na lad. Strasznie jestem podjarany i przez to nie moge spac, ale to w sumie dobrze, bo mam jeszcze troche zaleglej roboty papierkowej, a poza tym musze przygotowac sie do wyprawy. Dawno juz tak nie bylem podjarany. Nawet ostatni wyjazd do Sachary Zachodneij i Maroko to byla prawie rutyna, mimo ze pierwszy raz na kontynencie afrykanskim i najadalej na poludnie wyprawa wtedy. Wyjazdy do zachodniej Europy lub do naszych sasiadow, to traktuje praktycznie tak samo jak wyjazd do Barczewa czy Swinoujscia (co wcale nie znaczy ze nie lubie jezdzic do Barczewa czy na Ukraine a wrecz przeciwnie). Chyba ostatni raz bylem tak podjarany z 7 lat temu jak jechalem na Kaukaz lub podczas pierwszego wypadu na Ukraine i do Turcji ale to byl chyba Kenozoik albo pozna Kreda hehehehe... Nigdy nie bylem w tropikach, a tu mam na Ekwador miesiac:-) W podstawowce zaczytywalem sie w Arkadym Fidlerze a co tydzien ogladalem Tony Halika. A teraz sam bede mogl zatakowac Amazonie:-), a wlasciwie jej doplyw Napo. Czasy wielkich odkrywcow juz minely (zeby bylo smiesznie to w oceanach jest jeszcze chyba najwiecej do odkrycia:-), ale teraz moge sie troche poczuc jak Dybowski, Cook, Darwin i cala plejada wiekich przecierajacych szlaki w nieznnane, chociaz w ich czasach nieznane bylo niewyobrazalnie bardziej nieznane niz teraz. Ruscy sie smieja ze mnie zezra indianie jak zezarli Cooka, no z ta roznica, ze go chyba zezarli Maorysi, albo jakis inny lod polinezyjski :-)
Na statku panuje bardzo pozytywna atmosfera. Coraz czesciej czuc w powietrzu zapach wody kolonskiej, tak jak by marynarze przyzwyczjali sie stopniowo do zycia w cywilizowanym swiecie, wsrod ludzi i zaczynaja krok po kroku, najpierw zapach. A czlowiek to jedna z nielicznych istot, ktora zamiast wzmocnic swoj natoralny zapach - to go maskuje, lub wrecz z uporem maniaka stara sie go pozbyc (no moze niektore drapiezniki tez tak robia przed polowaniem, smarujac sie odchodami swych potencjalnych ofiar:-). Ale w sumie wole juz ta wode kolonska niz zapach niemytych nog peruwiancow, co przychodza do mnie po zdjecia. Chociaz u mnie w kabine super zapachu nie ma, bo ja jako naczelny smieciaz organiczny RP susze sobie jakies kawalki zwierzakow:-) Peruwiancy zmieniaja sie tutaj i ja razem z nimi, a reszta jeszcze plynie tydzien i wymieni sie na Antylach Holenderskich (ja mam bilet z przesiadka na Antylach a dokladnie na Bonaire, wiec sie przyjrze temu miejscu z lotu ptaka:-), u wybrzezy Wenezueli. Niektorzy plywali juz pol roku, dla mnie 2 miesiace to troche dlugo, a pol roku z kalendarza to maxymalna przeginka. Zastanawiajac sie, to moj najdluzszy rejs jak do tej pory. Co prawda plywalem Oceania na Szpic 2,5 miecha ale tam bylo o tyle fajnie, ze co pare dni gdzies schodzilismy na lad na pare godzin. Fakt, to byly bezludne tereny najczesciej, ale mozna bylo rozprostowac swoje gnaty, no i ta przyroda... Podoba mi sie jak sie jest dluzszy czas na morzu i sie schodzi to wtedy nogi i blednik nie dowierzaja przez pare godzin, ze sa na stalym ladzie i nic nie buja, ale czlowiek sie czuje jakby bujalo. Tylko to tyczy glownie malych jednestek o wiekrzej bujliwosci, tu grunt jest bardziej stabilny nawet podczas sztormu, wiec raczej tego uczucia miec nie bede.
Kurde musze to napisac jezcze raz, jestem baaardzo podjarany tym ze laduje na rowniku. No w koncu wyladuje w kraju gdzie lato trwa caly rok, zycie plynie wolniej i jest jedna z najwiekszych bioroznorodnosci na swiecie. W Ekwadorze jest okolo 3 000 gatunkow ( a pewnie jak sie je tu troche pobada, to bedzie ich znacznie wiecej:-) ptakow kiedy w calej Europie nie ma nawet pol tysiaca. Ekwador w ilosci gatunkow ptakow przypadajacych na jeden kraj jest na pierwszym miejscu na swiecie. No a poza tym maja mase innych ciekawych zwierzakow, lacznie z niedziwiedziem (chyba andyjskim) jedynym niedzwiedziem na kontynencie poludniowoamerykanskim.
No i te wulkany (Ekwador ma najwyzszy na swiecie wulkan, chyba cos okolo 6 tys metrow), to akurat mnie mniej jara ale pod tym wzgledem to Ekawdor to taka tropikalno - kontynetalna wersja Islandii.
Ale nic bedzie trzeba wszystko obejrzec na wlasne oczy. I obalic pare mitow. Ze tam mozna zlapac jakies chorubsko, ze kazdy latynos to nozwownik czajacy sie tylko do gardla gringo itd.... Zobaczmy co z tego wyjdzie.....
Poki co ciagle jestem na statku. NO i poza ogolna rodoscia ciagle slychac tu stukanie i pukanie. To ekipa obstukuje farbe coby potem na nowo pomalowac statek. Jest taka zasada, ze marynarze nie moga sie nudzic, bo im glupoty do lba przychodza no i potem ciezko dyscypline zachowac, wiec jak nie ma nic do roboty to zawsze jest cos do pomalowania. Mysle, ze kazdy statek na taka ewentualnosc na poklad zabiera pare ton farby. Mam tylko nadzieje, ze nie zmienia calkiem koloru statku, cobym go poznal go za rok (o ile bede jeszcze raz plywal). Inna zmiana jest to, ze nie ma juz calodobowych wacht, tylko jedna w dzien. Jak nie ma potrzeby, to lepiej spac w nocy, a w dzien pracowac. No oczywiscie sa osoby, co musza miec wachte w nocy: mechanicy, oficerowie z mostku, ale reszta w tym czasie smacznie spi. Fajnie w ogole wyglada sterownie takim statkiem - ustawia sie w kompie kurs i statek plynie sam. Tak szczerze, to podczas takiego przelotu mozna wszytko ustawic i opuscić mostek na 2-3 dni i powinno byc ok. Ale oczywiscie nikt tak nie robi, bo statek widmo, bez nikogo na mostku, to troche przeginka. Co prawda sie zdarza, ze przez 10-20 minut nikogo na mostku nie ma.
Ostatnio zaczalem troche gadac z 2 oficerem, mlodym Holendrem. Gosc standarowo jest luzakiem i maniakem wedkarskim, chociaz ani razu go tu nie widzialem z wedka. Jego miloscia sa karpie i w Europie glownie je lowi. Ja za ta ryba nie przepadam, dla mnie to taki prosiak zyjacy w wodzie. Najbardzie mnie rozwalilo, ze koles ma ze soba gazetke. Gazeta ma 200 stron jest miesiecznikiem i w calosci jest poswiecona lowieniu karpi!!! Owszem, sa tam reklamy, ale na 200 stronach jest duzo artykulow, wszystko monotonne o karpiu. Dla mnie to ekstremum nie do przejscia i nawet bedac po rybactwie mnie to dziwi. Jeszcze rozumiem gazetki o lowieniu na muche, ta metaoda lowi sie lososiowate, a tu nalezy paredziesiat gatunkow, a poza tym mozna tez lowic inne gatunki ryb na muche. Koles tlumczy mi sens istnienia gazety tylko o karpiu (zeby bylo smiesznie na zachodzie jest ich kilka!!!) tym, iz to madra ryba i zeby ja przechytrzyc trzeba co chwile jakas nowa technike wedkarska stosowac (ku uciesze producentow sprzetu, przynet wedkarskich i niewatpliwie redakcji owego miesiecznika). Na zachodzie ludzie lowia ryby w specjalnych stawach i obiektach, a po zlowieniu robia se z nimi zdjecie i wypuszczja. Karp jest ryba dlugowieczna i taki prosiak co ma 20pare kilo pewnie co roku jest pare razy na haku. Wiec jest ostrozny i trzeba niezle umiec go przechytrzyc, zeby polknal akurat twoja przynete. Ryba wie, ze jak zezre cos podejrzanego to musi odbebnic niezbyt przyjemny dla niej rytuala walki z czlowiekiem. Najsmieszniejsze jest to, ze on (tak jak wiekszosc ludzi na zachodzie) uwaza ze zjadanie ryby - a nie wypuszczanie (czyli to co robii wiekszosc polskich wedkarzy) - to barbarzynstwo. Ja uwazam, ze raczej to co oni robia to barabarzynstwo, polowanie tylko wtedy ma sens, kiedy sluzy pierowtnej formie, czyli zaspokojeniu glodu (a nie przyjemnosci lub pozyskaniu trofea). Najciekwasze jest to, ze jak z nim gadalem, to mowil, ze zdazlo mu sie ze statku rybackiego lowic rekiny na wedke. Oczywiscie po takiej "wedkarskiej przygodzie" biedny rekin najczesciej ginal na pokladzie, a bynajmniej zjadany nie byl tylko martwy ladowal za burta. I to my jestesmy barbarzyncami???
Skoro jestem przy rekinach to warto odnotowac, ze ten zarlacz, ktorego zasuszylismy kawalek, nawet jest dobry. Tzn. troche wloknisty i w tej wersji tzn, posolony i ususzony bylby kapitany do piwa. Szkoda ze tego piwa tu nie ma, ale juz za pare godzin juz bedzie dostepne w nieogranicznoej ilosci na ladzie:-) A co do rekiniego miesa to najwazniejsze, ze sie obawy nie sprawdzily i nie zachodzi moczem, tak jak pierwotnie myslalem, albo zachodzi a ja mam cos nie tak ze zmyslem pownienia i smaku, chociaz sadzac po mojej tolerancji na chili to pewnie tak:-) No i mieso jego jest super chude, a wrecz bardzo chude porownujac do miecznika. Chociaz ta cecha moim wschodnim slowianskim braciom nie odpowiada. Wedlug nich laska powinna byc chuda ale ryba to juz tlusta. Chociaz z tym chudymi laskamki to tez nie tak do konca, na ruskiej glubince to raczej niedozywione kobiety tak holubione na zachodzie nie ciesza sie za bardzo wzieciem.
Poza malowaniem to chlopaki, ci co normalnie pracuja przy stawianiu tralu, musz teraz czyscic siatki z roznych resztek rebich i innych stwotrzen, bo smierdzi to niemilosernie, zwlaszcza w tym tropikalnym upale. Przy tej czynnosc sa rozne rozmowy. I ostatanio cos tam zeszlismy na luzny temat po ktorym jeszcze bardziej zaczalem sie zamykac w kabinie dla osobistego bezpieczenstwa.
U nas sie mowi "zeby zycie mailo smaczek raz dziewczyna raz chlopaczek". Ale w ruskojezycznych krajach mowi sie to troche inaczej "Adin raz to nie pederast". Mam nadzieje, ze nikt nie zechce na koniec sprobowac chociaz adin raz... Zenia stwierdzij jeszcze, ze wtaroj raz to kak pierwyj raz. To ja go zapytalem a kak jest z trietim?? Tak samo kak z drugim? A on na to ze do trietgo to nie doszedl. No niezle, pewnie jeszcze nie doszedl...
Ale jeszcze troche wracajac do wedkarstwa to doszedlem, ze to nie jest sport dla mnie. Ja to jestem maxymalista i jednak wole lowienie ryb w hurcie, wedka czy nawet sznur, wonton to detal jak juz lowic to tonami, a najlepiej setkami ton. Aczkolwiek dla czlowieka tony to abstrakcyjna liczba i chyba brzmi to podobnie przynajmniej dla przecietnego zjadacza chcleba jak sie powie, ze sie zlowilo 20 ton lub 200 ton. Czlowiek jest istota, ktorej swiat raczej sklada sie z kilogramow. Czlowiecza masa tez jest wyrazana w kilogramach, wiec i czlowiek przelicza wszystko na kilogramy, no chyba, ze jest konsumetem roznych specjefikow psychotropowych, to wtedy raczej jego swiatem rzadza gramy.
W mojej przygodzie poludniowoamerykanskiej martwi mnie strasznie pozim mojego hiszpanskiego. Zasob slow tragedia, a poza tym czuje sie jeszcze gorzej, niz jedno z plemion murzynskich, co nie ma w swoim jezyku czasu przyszlego. Ja tez w hiszpanskim nie doszedlem jeszcze do tego czasu a, to strasznie glupie uczucie nie miec przyszlosci i nie moc jej nawet wyrazac. Malo tego, to przeszlosci tez nie mam, bo tego czasu tez nie przerobilem. Wiec w moim jezyku nie ma przyszlosci, ani co gorsza przeszlosc, zyje tylko terazniejszoscia, ech bedzie trza improwizacja na maksa. O dziwo jest u nas na statku jedne Rusek, co mowi bardzo dobrze po hiszpansku, no w sumie mieszkal na Kanarach 6 lat. Ale Peruwiancy go nie lubia. On jest malo (zly) - jak mi jedne z nich powiedzial. Przez niego zablokowali dla zwyklej czesci zalogi internet, bo koles se czesto lazil po stronach porno i pewnie przez to komputer zlapal jakiegos syfa lub inna kaputerowa chorobe weneryczna. Zreszta koles prosil mnie, zebym porobil mu zdjecia do CV czy czegos tam no i mu porobilem potem sie okazlao ze prosil mnie zebym je wyslal ale nie do pracodawcy tylko do lasek ktore poznaje na serwisie randkowym (jest zalogowany na 3). Twierdzi, ze tylko tak z nimi gada, to igra, zhona tolka seriozna. A ja myslalem, ze jak sie nie ma sklonnosci gejowskich to zony nie mozna zdradizc na statku... a jednak. Zreszta nasz bosman, Zenia :-) (jedyny poza mna Polak), tez go nie lubie, bo koles sie zrobil bardzo leniwy, zwlaszcza ostatnio i robic mu sie nie chce.
A ze zdjeciami jest maskara, co chwila ktos do mnie przychodzi, coby je zgrac. Ja im ciagle mowie maniana a oni przychodza dzis!!!! Ale nic juz mam tego dosyc i wziolem sie za siebie, przejrzalem jakies 60 giga fot i powybieralem co dla kogo i juz mam z tym spokoj. Podczas pierepisywania snimek (kurde pisze juz jak Moskal) Fanurowi, temu Tatarowi, to puscilem mu Azan - wolanie na modlitwe. Jak to uslyszlam to od razu a co to?? Wylacz to!! A ja czemu?? Przeciez ty Muzulman!!! On da ja Muzulman ale ja ch...owy, Muzulman. To to ja wiem, ze z niego taki Muzulman jak ze mnie baletnica:-) wcina wieprzowine, az mu te male lekko skosne oczka lataja, wodke tez lubi, a jesli chodzi o ramadan, to tylko wie, ze teraz jest.
Po mnie pewnie beda plakac zwlaszcza jeden Rosjanin z Klajpedy, ktoremu robie za listonosza. Tzn. on pisze u mnie listy do zony, a ja je wysylam ze swojej skrzynki i potem odbieram odpowiedzi. Mam jazde, bo sie sadzi z gosciem, co mu spartaczyl budowe, wiec musi tym kierowac ze statku. Teraz jak mnie nie bedzie, bedzie mial kontakt z domem utrudniony.
Mowiac o stosunkach narodosciowych, to jak pislaem Holendrzy, poza tym ze delikatnie mowiac nie lubia Niemcow, to tez nie przepadaja za Amerykanami. Reakcja na moje opowiesci na temat rekina atakujacego amerykanskie okrety podwodne jest "oo super!!!" Rozumiem, ze Rosjanie nie luba Amerykancow, ale Holendrzy?? Chyba wojna terroru (ktora oczywiscie popiera Kazachstan najwiekszy eksporter potasu, tak, tak ostatnio znowu obejrzalem Borata) zrobiona przez USiA generalnie malo komu sie podoba (poza Kazachstanem).
Inny stosunek narodowosciowy, o ktorym tu wspominalem juz kiedys, to to, ze podczas rejsu chyba nie uslyszalem zeby Rosjanin powiedzial ze ktos jest Ukraincem (a mamy tu jedengo z Kaliningradu). Mowia po prostu Hahol. A pozniej jak zapytam co to jest to tlumacza, ze to Ukrainiec ktoremu wszedzie dobrze, tyko nie w Ukrainie i mieszka poza Ukraina. Puki tu jestem musze zapytac ta ruska 5 kolumne z Litwy, jak sie nazywa Moskal, ktoremu wszedzie dobrze, tylko nie w Rasiji i mieszka naprzyklad w republikach Pribaltyjskich?
Rozwalil mnie tez 1 oficer, co twierdzi, ze jak jestesmy na niemieckim statku to powinnismy szprechac po faszystowsku, hehehehe dobre na pokladzie mamy 2 Niemcow i poza paroma Holendrami, nikt szprechania nie fersztejen. Chociaz on jeszcze spoko bo on po murzynsku gada, ale ten z maszyny to w ogle, zagadka jest dla mnie jak on sie dogaduje z Ruskami, z ktorymi musi pracowac.
Za burta, jesli chodzi o ptaki, jak na razie spokojnie, dawno temu juz minelismy zwrotnik, no i lataly jeszcze spory kawal za nami jakies szalone wracabniki i burzyki bialobrode, ktore sie jeszcze nie zorientowaly ze zalecialy sie za nami troche za daleko. Ale juz od ponad doby i ich nie widzialem. Wczoraj latal wokol statku Olush (to po rusku, po naszemu gluptak), ale z tropikalnych ptakow morskich jeszcze nic. Aczkolwiek dzis rano pojawil sie znowu olush i byly tez 3 mewy, a takze latala jakas wieksza siewka z dlugim zakrzywionym dziobem, cos w klimatach naszego kulika. Do brzegu teraz mamy jakies 250km wiec musiala sie niezle nalatac. Lazilem po pokladzie, bo pewnie gdzies tu wyladowala, ale nie znalazlem (moze znajde jutro jej truchlo?). Zastanwiam sie, co musialo sie takiej siewce we lbie pokielbasic, coby poleciec se w ocean, ktory dla takiego ptaszka jest nie do przelecenia. I ciagle mnie wkurza to ze nie wzialem sobie knizki Birds of Peru, eh... Poki co podsylam zdjecia z ptasiej olimpady. Zawsze po olimpiadzie jest paraolimpiada, ale jak sie okazuje, to ptaki robia rowniez swoja wlasna po tym. Wiec zapraszam na ptasia olimpiade, Pacyfik 2008. Jeszcze z takich ostatnich ptasich obserwacji to ta, ze albatrosy potrafia byc naprawde agresywne i pokazac kto tu rzadzi. Jak im sie nie spodoba jakis mniejszy ptak, co mu che zabrac rybe, to przywracaja go do porzadku, chwytajac za szyje i pod wode, prawie jak nasze labedzie do krzyzowek :-) . Ale jak komus bedzie brakowalo relacji na temat ptakow, to zapraszam do Empiku za tydzien, dwa - ukaze sie jesienny numer Ptakow Polski - a tam 4 strony artykulu o rurkonosych na Poludniowym Pacyfiku:-).
Aaaa i jeszcze ze zwierzecych obserwacji wyczailem pierwszego owada od 2 miesiecy. Mala mucha lazila po szczece mojego rekina, jak sie tu znalazla nie mam pojecia - do ladu to bylo co najmniej z pol tysiaca km a na statku zero owadow!!! Nawet muszek owocowych nie ma.
No i jeszcze napisze, ze schodze w Pto. Bolivar, przy granicy z Peru. Port na mapie wyglda niezle - dookola rosnie duzo namorzynow:-), a ten port to chyba jedno z najwazniejszych miejsc przeladunku bananow. Zal mi Peruwiancow, armator troche na nich zaoszczedzil i zamiast samolotem, wysyla ich do domu autobusem, znajac zycie nie bedzie to mercedes z klima i regulowanymi fotelami, tylko stary szkolny bus z USiA. Stany tymi autobusami to chyba cala ameryke na poludnie od siebie zasypali i bynajmniej dzieci nimi nie jezdza. Peruwiancy tym autobusem beda jechac 22h!! Ja sie w sumie zastanawialem, czy z nimi sie do tej Limy nie zabrac, ale mam bilet na samolot (niestety tym razem w ekonomie, co za granda!!) mam z Guayaquil (nie wiem kiedy naucze sie to wymawiac, a to najwieksze miasto Ekwadoru), ktory nie jest tak daleko od miejsca naszej teleportacji ze statku.
Peruwiancy zawsze maja najbardziej przerabane, w kabinach dwuosobowych siedza po 3 czy nawet 4, bo im podostawiali luzka coby wiecej ich wlazlo, i tak mieszkac pol roku!! Ale to i tak jeszcze luksus, jak ich jest za duzo na statku, to czeka na nich na pokladzie kontener. Jak myslicie, ilu Inkow wejdzie do kontenera? pytanie proste - 15!!! Lozka stoja obok siebie i jak sie wcisnie jeszcze jedno to juz wypelniona bedzie przestzren w 100% a lozka sa trzypietrowe. Spac na pokladzie, w kontenerze, masakra!! Ten pusty kontener z pustymi pryczmi strasznie przygnebia, bardziej przypomina labier lub barak w polskim obozie koncentracyjnym. Fajny jest napis na tablicy ogloszen. W skrocie, tresc jego brzmi: mysle, ze byliscie dobra zaloga, dziekuje za wspolprace i mam nadzieje ze zobaczymy sie za rok. kapitan.
Wiadomosc z ostatniej chwili: do ladu zostala wartosc tylko dwucyfrowa wyrazana w milach morskich. Nie pisalem wczesniej, ale mimo, ze minelismy zwrotnik - to ostatnie 2 dni byly pochmurne i nie upalne, ale tez nie zimne. Ostatniego wieczorka wyszlo slonko i sie pojawily jakies nowe ptaki, Niestety nie lataly zbyt blisko, a ze byly male to ciezko powiedziec co to, ale widac ze lata tego chwastu ornitologicznego sporo, nawet krazyla jakas rybitwa. A cala noc za nami lata jakas mewa a wlasciwe chyba z 3, ciekawe czy czekaja na jedzonko, czy moze zalezy im na tym cobysmy je odprowadzili do brzegu??. Za pare godzin schodze na lad i musze wygladac glupio, bo az sam sie smieje do siebie, ze juz koniec rejsu i w koncu zobacze normalny swiat, tylko tyle, ze w wersji tropikalnej. Z jednej strony tesknie juz za domem i za starymi kątami i ludzmi, ale z drugiej strony tak se mysle, co bym w tym domu teraz robil?? Na pewno bym sie nie nudzil, mi to chyba nie grozi. Ale z drugiej strony tu jest wiecj mozliwosc na spedzanie czasu. Tzn. tu jest wszytko nowe, a wiec wiecej korzysci odniose teskniac za domem przez miesiac, a jezdzac tutaj. Ale zobaczymy. Teraz sie tez ciesze, ze bede kozystal z urokow cywilizacji tzn. bedzie dzialal moja smycz. Jakies esemsy itd. pewnie niebawem przyjda (o ile plus ma podisana umowe z jakims tu operatorem:-) no i w koncu bede mogl cos kupowac, a to przyjemnosc z ktorej nie korzystalem juz 2 miesiace. Miec przy sobie pieniadze i je wydawac:-) NO i w koncu widok plci przeciwnej i to nie w filmach czy na obrazkach ale w wersji zywej, ehhhhh.... W koncu:-)
Haste la Vista Amigos!!!!!
Tomasz Ibn Jaqb


czyszczenie siatki w zwrotnikowym slonku.jpg
Plik ściągnięto 1924 raz(y) 103,78 KB

i ciegle te ostukiwanie farby.jpg
Plik ściągnięto 1928 raz(y) 77,04 KB

jak to sie mowi u nas w Ameryce Rabota nie wolk w lies nie ubiezhy.jpg
Plik ściągnięto 1916 raz(y) 50,3 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-10-07, 23:10   

...

nasz statkowy kowboj a raczej fiszboj.jpg
Plik ściągnięto 1912 raz(y) 58,78 KB

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 biegi wodne.jpg
Plik ściągnięto 1942 raz(y) 52,56 KB

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 biegi wodne dyskwalifikacja za podskoki i zbyt duza pomoc skrzydlami.jpg
Plik ściągnięto 1939 raz(y) 48,76 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-10-07, 23:11   

...

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 boks dziobany.jpg
Plik ściągnięto 1986 raz(y) 85,8 KB

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 kickoboksing dziobany.jpg
Plik ściągnięto 1977 raz(y) 80,15 KB

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 narciarstwo (a wlasciwie pletwiarstwo) wodne.jpg
Plik ściągnięto 1909 raz(y) 48,71 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-10-07, 23:12   

...

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 proba przekupstwa sedziego.jpg
Plik ściągnięto 1923 raz(y) 96,42 KB

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 regaty zeglarskie.jpg
Plik ściągnięto 1920 raz(y) 80,3 KB

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 rzut ostrobokiem.jpg
Plik ściągnięto 1926 raz(y) 55,64 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-10-07, 23:13   

...

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 skoki spadochronowe (bez spadochronu).jpg
Plik ściągnięto 1937 raz(y) 45,12 KB

Ptasia Olimpiada Pacyfik 2008 szybowcowanie niskowodne.jpg
Plik ściągnięto 1935 raz(y) 49,43 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-10-27, 10:16   

UWAGA!

to jest meil niechronologiczny - gdzies mi umknął :) - ale dzięki pomocy gryphusa jest gotów do powieszenia. Dla niezorientowanych przypominam, że obecnie Tomek jest w Ekwadorze i wrażenia z selvy opisuje w tym wątku (Ekwador)

a tu jeszcze powiew pacyficznej bryzy:

Cytat:
Hola!!!
Kolejny tydzień i kolejna relacja z linii ognia a właściwie z linii wody:-)
Kręcimy się teraz w miarę niedaleko od wyspy Robinsona, tylko te niedaleko w rożnych miejscach może mieć rożne znaczenie. Jesteśmy na największym z oceanów, więc i poczucie odległości jest też trochę inne. Czyli te niedaleko oznacza że jesteśmy parędziesiąt mil od 200 milowej strefy Chilijskiej wokół wyspy, czyli te 200 mil plus parędziesiąt mil to w sumie pól tysiąca kilometrów. Nam jako statkowi rybackiemu nie wolno linii tej strefy przekroczyć. Jak byśmy w nią wpłynęli od razu by nas zaaresztowali. W sumie to jest ciekawe prawo: wystarczy że jakieś państwo ma na ocenie jakąś skałę wystającą z wody, nawet bez mieszkańca, a od razu ma pokaźny obszar oceanu, gdzie o łowieniu i wydobywaniu z dna surowców decyduje tylko ono, czy zostawi to sobie na wyłączność czy pozwoli z tego korzystać innym, a jak tak to za ile. Ten stan rzeczy zawdzięczamy w dużej mierze Islandczykom co wywalczyli tę strefę dzięki wojnom dorszowym. Chociaż pewnie i bez tego by one powstały, co nie zmienia faktu że Islandczycy jako pierwsi z zaciętością szaleńca wywołali wojnę dorszowa (a właściwie 3) w obronie swojej strefy i nie posiadając własnej armii wygrali ją z rybakami i angielską royal navy.
Nie wiem jak tam u was w Polsce(podobno kosta) ale u nas na Pacyfiku czuć coraz mocniej wiosnę. Dni są coraz cieplejsze i nie ma takiego przeraźliwego chłodu jak się słońce schowa za chmurami. Mi dodatkowo uczucie wiosny potęgują wrażenia zapachowe. Pewnie nie jedna osoba się zdziwi, ale ja wiosnę czuję za sprawą moich gumaków które sobie suszę czasem w łazience na grzejniku. Dla większości osób może zapach rozgrzanej gumy nie kojarzy się najlepiej, ale dla mnie jak najbardziej. Od razu mi się przypomina Wadag jak stojąc po kolana na środku wartkiego nurtu z wędką wyczekuję brania klenia. Wtedy ta cześć woderów wystająca ponad wodę w promieniach czerwcowego słońca tak się nagrzewa że wydaje taki sam zapach jak moje kalosze na grzejniku teraz. Na Wadogu to wszystko zmieszane jest z zapachem mięty rosnącej tam wszędzie i świeżo wyjętego z wody klenia i stanowi super kompozycję zapachową. Echhhh można se powspominać, w tym roku ani razu nie byłem nad Wadogiem:-(. Co prawda na wrażenia estetyczne nie mam co narzekać bo nocą ocean mieniący się srebrną poświatą od księżyca w pełni też wygląda super, tak samo jak krzyż południa oraz mój ulubiony gwiazdozbiór Orion, który w Polsce jest gwiazdozbiorem zimowym. Jak brzmi motto Tomka Sowinskiego - nie ma rzeczy których nie można sfotografować, ale w tym wypadku to jest chyba wyjątek (piszę o księżycu i jego blasku na tafli oceanu), niestety nie jedyny. Tzn. sfocić to można, ale klimatu się raczej nie odda, nawet jak ma się w aparacie baaaardzo duże ISO. Wiec teraz wychodzi ze mnie samolubstwo i tym widokiem mogę się upajać sam.
Czasem się wkurzam jak peruwiańcy skończą swoją robotę a ja nie, to wtedy stają w kółko dookoła mnie i patrzą co ja z rybami robię. Potem trzeba im tłumaczyć po co się rozcina rybie głowę i co się wyjmuje im z mózgów. Że te kamyczki to są otolity i po tym można zobaczyć ile ryba ma (a właściwie po takim zabiegu to miała) lat itd... Zresztą to trzeba tłumaczyć wszystkim, ci co mieli z ichtiologami do czynienia to wiedzą że te kamyki z głowy służą do określenia wieku ryby. Ale duże było moje zdziwienie gdy nasz Tatar zapytał co ja z tymi rybami robię. To ja mu tłumaczę co i jak i na koniec mówię że jeszcze z mózgu im wyciągam takie kamyki.. A on aaa otolity. Okazało się że on jest po technikum rybackim w Archangielsku i na zajęciach cięli otolity i określali wiek, kurde ja tego na studiach nie miałem!!! Tzn. oglądaliśmy pod mikroskopem ale nikt nas nie uczył jak się je tnie itd.. A oni mieli to w technikum!!! Zresztą kończyć szkołę w Archangielsku to musi być niezła jazda do koła podbiegunowego to jeszcze trochę jest., ale białe noce już mają. No i pod Archangielskiem jest chyba główna baza atomowych okrętów podwodnych.
Jeszcze nie ma żadnej informacji od speców z Holandii na temat mojego rekinka sprzed tygodnia (przedwczoraj się złapał drugi bardzo podobny, ale w nienajlepszym stanie). Dzięki Radkowi udało mi się z domu dostać skany mojej książki o rekinach. No i przeglądając ją, to za bardzo żaden stwór z tamtej kniżki nie wygląda dokładnie jak ten mój. Co prawda opisy nie są pełne, wiec wolę poczekać aż się wypowiedzą spece. Ale wynika z tego że jest duża szansa że mój nowy czarnuch może być czymś nowym. Z drugiej strony nie ma co się dziwić bo co chwila się odkrywa jakiś nowy gatunek. Średnio rocznie po kilka gatunków kręgowców wyższych. W latach 90 XX w odkryto nawet ssaka nazwanego pseudooryksem ważącego koło 100kg!!! Jak taki kolos przetrwał niezauważony do prawie końca XX wieku??? O tym jak mało wiemy na temat przyrody świadczy fakt że ekosystem pod naszą burtą w głównej mierze pewnie opiera się na bakterii Prochlorococcus czerpiącej energię ze słońca. Jest to prawdopodobnie najliczniejszy organizm na ziemi bo występuje we wszystkich oceanach; w 1 mimilitrze wody mieści się jego 70 - 200 tyś komórek. Masowo też musi być go baaardzo dużo skoro ryb tu jest sporo, a one są raczej na szczycie piramidy troficznej. Tzn. że producentów pierwotnych tzn. tej bakterii i fitoplanktonu musi być kilkadziesiąt razy tyle. No ale do czego zmierzam, ten najprawdopodobniej najpospolitszy na naszej planecie organizm i podstawa łańcuchów troficznych w oceanach został odkryty dopiero w 1988r!!! Już od dawna była genetyka, a mikrobiologia była w bardzo zaawansowanym stadium rozwoju, badania oceaniczne też się prowadzi już od bardzo dawna, a coś takiego uszło uwadze badaczy!!! Fakt jest faktem że Prochlorococcus nawet jak na bakterie jest bardzo mała co zapewne utrudniło jej odkrycie.
Wracając do rekinów to ostatnio wpadł mój ulubieniec. Dla mnie to jest najpiękniejsza ryba świata. Już od czasów późnej podstawówki, kiedy zobaczyłem film przyrodniczy z nim jako jednym z bohaterów, to od razu stal się moim ulubieńcem. Długo musiałem czekać żeby go zobaczyć, ale w końcu :-) Idealny rekin, idealna ryba, idealny zabójca przystosowany to przemierzania błękitnych przestrzeni naszej planety. Czyli żarłacz błękitny. Żal zwierzaka że był już martwy, znacznie bardziej bym wolał go zobaczyć w wersji żywej, pod wodą, nurkując obok niego. Rybacy twierdzą, że bardziej im żal delfinów które czasem wpadają jak łowili na Atlantyku. W sumie ludzie mają z nimi więcej wspólnego, bo to też ssaki, no i krąży mit o ich super inteligencji. A tak naprawdę są inteligentne, ale bez przesady, ich poziom inteligencji to coś między psem a rezusem, czyli odnosząc do naszych warunków bardziej inteligentny (jeśli w tym przypadku o inteligencji można mówić) dres lub szalikowiec, któremu na przykład udało dostać się na studia. Ale wracając do naszego żarłacza, dla mnie jest on śliczny, ma piękny kształt ciała i ten kolor..... czyli mój ulubiony błękit który przechodzi w biel a na styku ma trochę srebra, istne cudo. Nie był duży - tylko 1,5 metra i niecałe 14kg. Normalnie dorasta do 3,5m a podobno może czasem przekroczyć nawet 6m długości. Po rusku fajnie się nazywa - glubaja akula, jeszcze lepiej brzmi to po litewsku Melinasis riklys, ale wolę tego języka nie używać. Ciągle próbuję się nauczyć słowa nietoperz po litewsku. Ale z moją dysklesją nie jest łatwo, często przekręcam jedną literkę i Litwini mają niezły ubaw. Bo zamiast mysz ze skrzydłami (Šikšnosparnis) wychodzi mi dupa ze skrzydłami (Šiknosparnis).
Dwa dni po wcześniejszym mieczniku wpadł nam następny. Ciut mniejszy i nieco bardziej kompletny, Tzn. był cały od oczu do ogona. Czyli bez miecza i kawałka czaszki. Miecz później znalazłem w przetwórni w zbiorniku gdzie się pompuje ryby do sortowania. Co by o nim nie powiedzieć ale oczko to on ma niezłe. Pierwszy raz widziałem takie gigantyczne oko u ryby a właściwie w ogóle u kręgowca. Zaobserwowałem też fajną prawidłowość. Po złowieniu najpierw zabierają się do jego sprawienia ci co pracują na pokładzie, czyli cześć ruskojezyczna załogi i wtedy miecznik jest miocznikiem. Zostaje pocięty i podzielony, między ludźmi z pokładu, a reszta kawałków idzie do kuchni. Po tym jak już zostanie kręgosłup z kawałkami mięsa i flakami miocznik zamienia się w Pez espada. Czyli przychodzą peruwiańcy i wycinają kawałki mięcha z części ogonowej i przy szkielecie a jest tego jeszcze parę ładnych kilogramów. I tak wszyscy są zadowoleni ze złowienia wielkiej ryby i mało się marnuje.

Ostatnio też nam wpadło parę większych kalmarów należących do gatunku Jumbo flying squid Dosidicus gigas. Tzn. wpadało toto wcześniej, ale dopiero parę dni temu były osobniki całe, a nie w kawałkach. Te miały po 2m długości, a długość dzwona bez macek 90 cm, co prawda dorastają one do rozmiarów dwa razy większych, ale te też robią wrażenie. Fajny mają dziób - takim to już mogłyby zrobić krzywdę człowiekowi. No i te ich olbrzymie oczy. Prawie jak rybie. Soczewkę mają ciekawą, bo nie jest okrągła jak u ryb tylko ścięta od frontu i na tym ścięciu jest tak jakby przyklejona półkula, może jak ptaki drapieżne mają na środku soczewki coś, ale szkło powiększające?? Głowonogi mają najbardziej skomplikowane i najdoskonalej zbudowane oko w świecie bezkręgowców. Fakt jest faktem nasze jest znacznie lepsze, ale jak na bezkręgowca to bardzo zaawansowana technologia. Chętnie to oko bym porównał z okiem ssaka. Raz w sumie miałem okazję takie oko oglądać jak Ahmed z Eliną zaprosili mnie na kolację i zaserwowali swoją narodową potrawę czyli gotowaną glowę barana. Jakoś wtedy nie miałem ochoty się oku za bardzo przyglądać. Zresztą szybko je zjadłem jako pierwsze, bo się nie czułem pewnie, jak ten oskórowany i ugotowany baran gapił się na mnie. Ale co ciekawe soczewki nie miał (coś tak twardego bym poczuł), podobno podczas gotowania wypada. Wracając do kalmarów to oczywiście się z nim sfociliśmy. I jeden Rosjanin poprosił mnie cobym mu i kumplowi zrobił fotkę z kalmarem. No i zapytał czy będzie mógł ją potem na płytkę lub fleshke (pendrajwa) zgrać. A ja luz zresztą ściągniesz se z netu ze strony "pedersty z nashego suda" (pedaly z naszego statku) Ale koleś spoważniał i od razu do mnie że zaraz za burtą wyląduję. Okazuje się, że nazwać kogoś pederastą to największa obelga w Rosji. On ma cię prawo za to zabić, tak jak Szkot którego niechcąco nazwiesz Anglikiem, a właściwie to jest chyba jeszcze gorsza obelga. Z tego widać że człowiek uczy się całe życie i widzę że z pederastów żartować nie można. Nieźle to świadczy o Rosjanach bo to w Polaka wmawiają głupoty że są najbardziej homofobiczną nacją w Europie. Ciekawe jest też że w języku rosyjskim pedersta można przetłumaczyć jako pedał i jako pedofil, to chyba świadczy najlepiej jaki jest stosunek Rosjan do homoseksualizmu, ale pewnie za jakiś czas i do nich dojdzie poprawność polityczna i jakoś te słowa rozdzielą.
Ciekawie wygląda jak się wyciąga tral i jest do siatki parę ryb zaczepionych, ale w worku nie ma kompletnie nic. Te kilka ostroboków to muszą być chyba ostatnie ciapy w tym oceanie. Odłączyły się od ławicy i nie wyczuły że od tej olbrzymiej siatki trzeba uciekać, ale chyba w każdej populacji znajdą się takie "ostatnie pierdoły". Trochę ich szkoda ale co zrobić.
A co się dzieje z ptakami?? Ciągle latają. Prawie po tygodniowej nieobecności pojawiły się znowu warcabniki. Myślałem że poleciały na legowiska, a one se teraz żerują za statkiem w najlepsze i to znowu w znacznej ilości. Co się z nimi działo przez tydzień to nie mam pojęcia. Pojawił się też nowy dla mnie gatunek burzyka, burzyk różowonogi. No i czasem są w większej ilości też duże albatrosy z grupy wędrownej. Ostatnio widziałem ich koło 5ciu. Jeden młodziak zaczął se buchtować w worku ze śmieciami wyrzuconym z naszego statku. To jest dla nich duże zagrożenie, bo mimo że albatrosy mają dobry wzrok i dobry węch to tysiące lat ewolucji nauczyło je że to co pływa po oceanie to się je. Widziałem już zdjęcia szkieletów albatrosów gdzie w miejscu brzucha była duża kupka plastiku, jakieś szczoteczki do zębów, maszynki do golenia. No cóż po takim objedzie to rzeczywiście można przelecieć na tamten świat. Gadając z rybakami okazuje się że trochę ptaków wpada do sieci jak łowią w Mauretanii. Głównie to są głuptaki które jak strzała spadają na ryby i ich głowy utykają w sieci. O dziwo ponoć sporo z nich jest jeszcze żywa!!! Aż mam ochotę tam popłynąć; można by było ich sporo obrączkować (tylko bym se musiał rozszerzyć licencję).
Parę dni temu mieliśmy znowu tankowanie. Standardowo podpłynął do nas Ophelia. Załoga sami Polacy. Więc znowu miałem se z kim pogadać. Statek jak się okazuje jest Duńczyków, tzn. firma dla której pływa jest duńska, ale zarejestrowana w Norwegii i statek też pływa pod banderą norweską a załoga w 100% polska. Fajny był tekst jednego Polaka, tzn. pytanie czy nie mamy tu na wymianę jakiś pornoli bo oni po 2 miesiącach w morzu mają już wszystkie przestrzelane. Niestety nie mieliśmy tzn. nikogo nie znalazłem kto by się chciał wymienić. Ech ciężki los marynarski....... Gadałem z nimi na temat Peru i wszyscy marynarze mają takie samo o nim zdanie - jeden wielki bandytyzm. miasto zbrodni, nawet w dzien. Podobno policja jest w opancerzonych autach z bronią na wierzchu, miło... A jak stali na redzie to pilnowało statku dwóch uzbrojonych ochroniarzy, bo Inkowie bawią się w piratów i podpływają do statków na małych łódeczkach coby je okraść.
Ostatnio też trafiłem na strzyżenie Inkow. Te kurde karakany (jak to na nich jeden z Litwinów mówi) od razu chciały mnie też machnąć. Od razu stwierdzili że to zrobią za darmo. Odpowiedź była szybka i brzmiała: nunca jamás. Ale wieczorem kąpiąc się przez chwilę pomyślałem że może warto było skorzystać?? Właśnie mi się szampon do czupiradla skończył, będę musiał w statkowym sklepiku kupić nowy, a strzyżenie za darmo... ale chyba dobrze że se odpuściłem. Może powinienem przystrzyc brodę?? Bo już powoli zaczynam wyglądać jak Osama lub jeden z mędrców syjonu. Chociaż bardziej mój wygląd chyba teraz przypomina Teodora Kaczyńśkiego, ale nie tego z rodziny prezydenta czy premiera ale tego z Usa unabombera, co go złapali parę lat temu. Broda to zacna rzecz już latopisy starostuskie podają że mężczyzna powinien mieć brodę na obraz Boga Ojca i dlatego wszyscy mężczyźni w Rosji brody nosili. Z kolei inne latopisy czy już świeższe traktaty ruskie podają jak żonę kijami okładać żeby posłuszna była. Ech ci nasi ekscentryczni bracia ze wschodu:-)
Jak tak przebywam z Rosjanami zwłaszcza z tymi z Litwy to sobie myślę, że w przyszłości Litwa, tak samo zresztą jak inne republiki bałtyckie będzie z nimi miała w przyszłości bardzo duży problem. Zwłaszcza jak będzie dochodzić do napięć to mają potężną piąta kolumnę na swoich ziemiach. Nie sadzę żeby przez najbliższe 2-3 pokolenia sytuacja miała się ku zmianie. Chyba powinni w 1991 roku zrobić okrutne, ale chyba dla Litwinów najlepsze posunięcie, czyli w czysto stalinowski sposób wszystkich Rosjan wywieźć za granice. Jak dobrze że my nie byliśmy republiką Związku Radzieckiego bo by było u nas dokładnie to samo.
Podobał mi się ostatnio tekst jednego Rosjanina do Peruwiańców wydających posiłki w kantynie. Koleś podszedł i powiedział "Amigo daj kabs" (zapis fonetyczny:-) O dziwo Amigo zrozumiał, ale nieźle: jedno zdanie a każde słowo w innym języku. Zresztą jak nie znasz hiszpańskiego to do Peruwiańców możesz mówić w jakimkolwiek języku a efekt będzie podobny, czy to angielski czy polski czy mandaryński.
Komp z którego najczęściej korzystam stoi na dole w przetwórni. Holendrom się nudzi i praktycznie codziennie zmieniają zdjęcie na pulpicie. I te zmiany są falami na ich oceanie nudy, raz przez kilka dni zmieniają na zdjęcia statków. Tego pojąć nie mogę: pływać na morzu i jeszcze na komputerze oglądać statki, toż to jakiś marynistyczny masochizm!! No i drugi temat to gołe rozkraczone baby. W sumie nie wiem co jest leprze bo jeśli chodzi o typ urody to oni maja zupełnie inny gust od mojego, albo bardzo mały wybór zdjęć, ale chyba ta pierwsza opcja jest prawdziwa. Tak czy inaczej masochizm w obydwu przypadkach..... Ale z drugiej strony chyba ze mną nie jest tak tragicznie skoro po ponad 6 tygodniach na morzu są laski co mi się nie podobają.
Przebywając tu z rybakami już od ponad 1,5 miesiąca zdobyłem na tyle ich zaufania że mogę już ich swobodnie focić. Po części sami mnie o to proszą, bo wiedzą że można do mnie przyjść, a ja im te fotki zgram potem. Chociaż nie zawsze są zadowoleni; ostatnio jeden Litwin był średnio zadowolony jak go fociłem podczas grania w warcaby, na zdjęciu widać że przegrywa z Mauretańczykiem. To że akurat grali w godzinach pracy to na zdjęciu nie było widać:-). Jak idę czasem z aparatem to słyszę od ruskojęzycznych tekst: "O idzie nasz korespondent "życia Warszawy". Muszę ich poprawiać, że nie z Warszawy tylko z życia Olsztyna. Ale mogę im wybaczyć, bo mimo że mam awersję do tej mieściny to rozumiem że niewiele więcej z miast Polski znają.
No i na koniec wiadomość z ostatniej chwili: 3h temu wpadł kolejny dziwoląg. Znowu rekin i znowu cudo. Oznaczyłem go jako Isistius plutodus po murzyńsku Largetooth cookiecutter shark (nazwa sugeruje że to bardziej ciasteczkowy potwór) po hiszpańsku Tollo cigarro dentón czyli zębacz cygarowy. Nasz mutant jest mały - ma 42cm z mojej literatury wynika że nie był wcześniej notowany na wschodnim Pacyfiku tylko w zachodniej jego części (Australia i Okinawa) oraz karaiby, rozrzut w występowaniu ma niezły. Ma strasznie małe płetwy, i jest długi. Bardziej wygląda jak skrzyżowanie rekina z dżdżownica, ale bardziej pasuje do niego z glizdą. Okazuje się że ten rekin jest zewnętrznym pasożytem!!!! Podejrzewam że to taki odpowiednik oceanicznego kleszcza lub nietoperza wampira, o ile żywi się on krwią a nie innymi tkankami. Chociaż go lepiej porównać do węgorzyka urynowego, czyli małego sumika żyjącego w Amazonii i okolicach, który też pasożytuje na rybach, wczepia się w skrzela, a że wabią go związki azotu wydalane przez skrzela, to często wchodzi w jamę brzuszna ludzi którzy nieostrożnie sikają podczas kąpieli. Zgon następuje w męczarniach brrrr... Mam nadzieję, że nasz rekinek aż taki ekstremalny nie jest. Dzięki pasożytnictwu nie musi być super pływakiem. Ponadto ma najpotężniejsze szczęki w stosunku do swojej wielkości i strasznie duże zęby. Generalnie wygląda jak z jakiejś strasznej kreskówki dla dzieci, narysowanej przez niechlujnego pseudo artystę malarza. Uwielbiam tę robotę - zawsze wpada cos ciekawego, Zwłaszcza nocą kiedy mutanty z głębin podpływają pod powierzchnie wody. Dla takich chwil warto tu być i się męczyć z dala od domu:-)
Jak się okazuje to jeszcze pewnie tu połowimy jakieś 3 tygodnie, nie wiem czy jest sens przy tej ilości ryby co łowimy, ale jak to kiedyś ktoś mądry powiedział - gdzie kończy się logika tam zaczyna się rybactwo:-) Tak czy inaczej pomęczę was jeszcze jakimiś mailami. Ten ma trochę więcej chyba tekstu i zdjęć, ale to dla tych co ostatnio marudzili że mało piszę i mało zdjęć wysyłam:-), a inni niech cierpią lub po prostu nie czytają i nie oglądają:-)
Gorąco pozdrawiam
Tomasz ibn Jaqb


blekitna ekipa.jpg
Plik ściągnięto 1929 raz(y) 97,42 KB

burzyk rozowonogi (Puffinus creatopus).jpg
Plik ściągnięto 1954 raz(y) 39,27 KB

chlopaki z Opheli oni nas tankowali i w koncu mozna z kims po ludzku pogadac, oni bede w kraju wczesniej niz ja.....jpg
Plik ściągnięto 1950 raz(y) 88,68 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-10-27, 10:17   

...

czy te oko moze klamac, w zyciu nie pomyslalbym ze rybka moze miec tej wielkosci oko, pez espada.jpg
Plik ściągnięto 1966 raz(y) 54,95 KB

Dosidicus gigas 200cm z mackami i Homo sapiens 167cm z kaskiem.jpg
Plik ściągnięto 1933 raz(y) 82,92 KB

Dosidicus gigas dziob potwora.jpg
Plik ściągnięto 1974 raz(y) 93,73 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-10-27, 10:18   

...

Dosidicus gigas ramie z przyssawkami.jpg
Plik ściągnięto 2007 raz(y) 80,13 KB

dwa mlodziaki jeden czarnobrewy a ten z przodu to albatros z grupy wedrownych.jpg
Plik ściągnięto 1934 raz(y) 77,85 KB

interkontynentalny mecz w warcaby, ale kicha Afryka pokonala Europe!!.jpg
Plik ściągnięto 1962 raz(y) 71,62 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
szymbz 

kuling

Posty: 2566
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-10-27, 10:18   

...

Isistius plutodus jak by jego nazwe przetlumaczyc z hiszpanskiego to by brzmiala zebacz cygarowy.jpg
Plik ściągnięto 1966 raz(y) 35,42 KB

Isistius plutodus portret rekina pasozyta, takiego morskieg kleszcza.jpg
Plik ściągnięto 1969 raz(y) 42,17 KB

Isistius plutodus, ciasteczkowy potwor ma najpotezniejsze szczekiu u rekinow w stosunku do wielkosci ciala usta chyba tez ma najwiekrze.jpg
Plik ściągnięto 1939 raz(y) 46,06 KB

_________________
http://rejsynaptaki.blogspot.com/
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



I N F O R M A C J A
Forum Przyroda wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas korzystania z naszych usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, oznacza to, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki

© PRZYRODA.org | Noclegi Świerże Górne, Kozienice, Chinów - wysoki standard, niskie ceny!

phpBB by przemo   - opowiadania
POLECAMY
hwww.lto.org.pl

www.kuling.org.pl

www.kp.org.pl

www.nietoperze.pl



REKLAMA




.