PRZYRODA Strona Główna PRZYRODA
Forum dyskusyjne PRZYRODA to doskonale miejsce do wymiany informacji, poszerzania wiedzy, rozwiazywania problemow i wszystkiego co tylko zwiazane z przyroda i jej ochrona.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Sudety
Autor Wiadomość
IrekM 
Myśliwy


Posty: 1205
Skąd: Lubomierz
Wysłany: 2007-08-15, 07:28   

A no jest taki zwyczaj. W miejscu gdzie Śląska Droga (czarny szlak) skręca ostro w lewo a w prawo odchodzi żółty szlak do Strzechy Akademickiej przez Biały Jar, jest kupa kamieni i resztki cokołu po pomniku. 20 marca 1968r. w Białym Jarze zeszła lawina, która zasypała grupę turystów trawersującą Biały Jar, zginęło wtedy 19 osób. Później przy zakręcie Śląskiej Drogi postawiono pomnik ku pamięci ofiar. Nie stał chyba nawet przez rok, zabrała go również lawina. Podobno gdzieś jeszcze można znaleźć jego fragmenty. No i utarł się taki zwyczaj, żeby idąc tym szlakiem dorzucić po kamieniu w pobliżu cokołu.
_________________
IREK
pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć tłumne armie reguły

MOJA OKOLICA

ZA DWA LATA KONIEC ŚWIATA
 
 
Atterdag 
Śmiałek Darniowy


Posty: 3399
Skąd: Północ-Południe
Wysłany: 2007-08-15, 13:42   

Oczywiście to z tą grupą wiąże się kolejna historia skarbów ukrytych w Białym Jarze... bo na Dolnym Śląsku wszędzie są historie o skarbach i duchach...
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…
 
 
 
IrekM 
Myśliwy


Posty: 1205
Skąd: Lubomierz
Wysłany: 2007-08-15, 13:59   

Tak, tak, "bursztynowa komnata" ukryta jest w Białym Jarze, Sowiej Dolinie albo gdzieś w starych kopalniach na zboczach Śnieżki :-D

A w ogóle, Atterdag, napisałbyś w końcu tę relację z Rudaw Janowickich.
_________________
IREK
pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć tłumne armie reguły

MOJA OKOLICA

ZA DWA LATA KONIEC ŚWIATA
 
 
Atterdag 
Śmiałek Darniowy


Posty: 3399
Skąd: Północ-Południe
Wysłany: 2007-08-15, 14:13   

Będzie w przyszły wtorek - to już pewne jak nowe wybory :D

A wymieniłęś zaledwie kilka miejsc gdzie podobno ma się ona znajdować.... a tak szczerze to na Kłodzku podczas liczeń nietoperzy natrafiliśmy na ślady poszukiwaczy (świdry do poszukiwań geologicznych wychodzące ze stropu i zostawione) oraz częściowo odkopane, a wcześniej zamurowane pomieszczenia...
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…
 
 
 
IrekM 
Myśliwy


Posty: 1205
Skąd: Lubomierz
Wysłany: 2007-08-15, 14:25   

Atterdag napisał/a:
A wymieniłęś zaledwie kilka miejsc gdzie podobno ma się ona znajdować.

:lol: :lol: :lol: Mieszkam w Sudetach od urodzenia, tu chyba wszędzie pochowane są bursztynowe komnaty, bomby atomowe i złoto Wrocławia. Poszukiwacze skarbów grasują na terenie całego Dolnego Śląska, nie wiem tylko ilu jest znajdywaczy :-D
_________________
IREK
pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć tłumne armie reguły

MOJA OKOLICA

ZA DWA LATA KONIEC ŚWIATA
 
 
Atterdag 
Śmiałek Darniowy


Posty: 3399
Skąd: Północ-Południe
Wysłany: 2007-08-15, 16:06   

Mniej niż w okolicach Torunia gdzie mój znajomy kopie ;)

W Sudetach już łatwiej o okazy geologiczne jak ktoś lubi zbierać (ja lubię)...

Prawda jest taka, że dopóki Niemcy nam nie powiedzą, to raczej nie znajdziemy :D
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…
 
 
 
claviceps 

Posty: 4869
Skąd: DNA
Wysłany: 2007-08-16, 00:42   

Sorki za OT, ale muszę zapytac:
Atterdag napisał/a:
na Kłodzku podczas liczeń nietoperzy

Dagi, a kiedy na tych liczeniach byłeś :?:
_________________
bart smyk
 
 
Atterdag 
Śmiałek Darniowy


Posty: 3399
Skąd: Północ-Południe
Wysłany: 2007-08-16, 01:01   

Hmmmm..... niech pomyślę.

2006 Srebrna Góra
2004, 2005 Kłodzko

Wszystkie na przełomie styczeń/luty jakoś...

W ramach działań Sekcji Chiropterologicznej UMK Toruń :D

Ehhhhh nocleg na Donjonie i choroba forteczna :roll:
 
 
 
Hubert 


otop

Posty: 6019
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-08-16, 12:49   

Co to jest choroba forteczna?
 
 
Atterdag 
Śmiałek Darniowy


Posty: 3399
Skąd: Północ-Południe
Wysłany: 2007-08-16, 15:30   

Hmmmmm.... to taka "nasza" nazwa potoczna na to co dzieje się z człowiekiem po 12 godzinach w chodnikach minerskich. Światłowstręt i widzenie korytarzy. Gdy już wyjdziesz to co normalne oślepia Ciebie najmniejsze światło, a do tego gdy zamykasz oczy dalej widzisz podziemia. I gdy zasypiasz, śnią Ci się podziemia. Po paru dniach można tak troszkę oderwać się od rzeczywistości. W szczególności gdy w ciemności podziemi zaczynasz mieć omamy wzrokowe i słuchowe, które też są objawem tej choroby. Ale to całkiem sympatyczne jeżeli nie masz klaustrofobii lub zakłóceń równowagi...
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…
 
 
 
Atterdag 
Śmiałek Darniowy


Posty: 3399
Skąd: Północ-Południe
Wysłany: 2007-08-21, 22:38   

Wieki upłynęły od wyjazdu w góry... wody wiele (z mydlinami) też... ale postanowiłem dziś zawezwać sił Sventevitha by mi przypomniał wyjazd i zamierzam wam objaśnić jak się udało majówkowe urlopowanie :D

Z podobnymi opóźnieniami nadejdą raporty z paru innych miejsc, więc proszę się w cierpliwość uzbroić...


OK. Zacznijmy. Obędzie się bez dat, ponieważ część łikendu przepracowałem i się trochę gubię w umiejscowieniu w czasie :P


Dzień I "Wielka Wędrówka"

Każdy wyjazd zaczynamy od pierwszego etapu. Jest nim dojazd, który zarówno Black Fairy jak i mnie zajął prawie cały dzień. Dziękuję tutaj PKP za bezpieczne dowiezienie mnie do Festung Breslau, ale o tym nazajutrz.

Dzień II "Drużyna się Zbiera"

Mamy zatem nazajutrz. Ja siedzę dzielnie w pociągu, do którego wsiadłem w Poznaniu i mam zamiar przejechać nim aż do naszego celu, jakim jest Jelenia Góra. Fairy przyjeżdża pociągiem na ten sam peron i szybko lokalizuje jedyny słuszny wagon. Pociąg rusza i mkniemy w dzikie ostępy Sudetenlandu. Co niektórzy przesypiają/odsypiają ten etap, ale ja wraz z Reisefieber i chorobą kolejową tkwię z nosem przyklejonym do szyby by ujrzeć w oddali Ślężę, a następnie Wałbrzych z moim ulubionym wiaduktem wiodącym w stronę Kamiennej Góry (czyli niestety nie po trasie).
Wczesnym rankiem lądujemy na opustoszałej stacji w Hirschbergu (Jeleniej Górze). Żadnej informacji, rozkładu, słowem nic nam nie podpowiada jak się stąd wydostać. Pakujemy się do jakiegoś busa (trasy nie były uprzednio planowane) i za borgowe ceny jedziemy do Karpacza. Autobusik pełen, pieniążki miło brzęczą pani kierowcy w portfelu, a my podskakujemy na wybojach i wbijamy się klinem w Karkonoskie przedgórze.
Poranek w Karpaczu jest taki jak życie nocne w Owczarach. Senny. Pusto na ulicach, sklepy zamknięte, szlaki nieoznakowane. Podchodzimy do góry i siadamy w parczku (z ładnymi okazami buka w odmianie purpurowej) i knowamy, a zarazem spożywamy śniadanie. Cel jest jasny. Nocleg mamy w Bukowcu więc musimy kawałek drogi pokonać. Czasy wskazują, że będzie to miła przechadzka, więc niczego nieświadomi ruszamy na szlak. Po pół godzinie w końcu opuszczamy Karpacz i zagłębiamy się w ostęp leśny. Ostęp nie jest zbyt wielki, ale przynajmniej drzewa nie zasłaniają Karkonoszy pokrytych śniegiem. Od czasu do czasu odpoczywamy na łączkach (fajne gatuneczki, nawet dzięgiel leśny się już dobijał do wegetacji), a ja przy każdej okazji depcę neofita jak KB przykazał - Rdestowiec japoński. Mijamy ścieżkę dydaktyczną oraz las jodłowy i przebijamy się dosyć wygodnym szlakiem do Kowar. Forma po zimie i siedzeniu w biurze już nie ta, więc krótka trasa okazuje się wcale nie taka krótka. Fakt, faktem dotarliśmy do Kowar. I co robi stary kolejarz? Skręt w lewo i do najbliższej nieistniejącej stacji i na stary wiadukt :D Cóż, czasem trzeba wybaczyć odrobinę dziwactwa. Robię całą masę fotek torom oraz sypiącemu się, a zabytkowemu budynkowi stacji Kowary Średnie, a następnie przez młode klony się przebijając idziemy na wiadukt. Tam postój oraz podziwianie widoków. Trochę kłopotu sprawiło nam wydostanie się z powrotem na szlak. Podejrzewam, ze nawet wleźliśmy komuś w szkodę, ale kozy na nas gospodarzowi nie doniosły. Całe szczęście uniknęliśmy przeprawy przez strumień.
Kowary, jak większość sudeckich miasteczek, lata świetności ma już za sobą. Kopalnictwo upadło, przemysł lekki podupadł, domy się sypią i tylko Nepomucen stoi jak stoi, a kamieniczki przypominają o starych dobrych czasach. Jeszcze okazja na pizzę i odwiedziny apteki by zdrowie ratować i w drogę już czas ( z obowiązkową wizytą na nieczynnej stacji Kowary i kilka fotek. Od stacji niedaleko nad Zalew w Kowarach gdzie nadarza się okazja na kolejny postój.



Odpoczynek zanim zaczniemy powoli wkraczać w Rudawy Janowickie. Góry, choć niskie budzą respekt pozbawionych pierwszego zapału wędrowców, ale nic to, schronisko czeka! Ruszamy. I tu jest problem. Nie wiem jak to zrobiliśmy, ale zgubiliśmy szlak i ścięliśmy go jakoś dziwnie omijając Skalną Bramę :] Za to napotkaliśmy parę fajnych głazów, olszynę źródliskową oraz pikną łąkę o znaczeniu wysoce relaksacyjnym.
Nogi protestowały, ale schronisko blisko i iść trzeba. Zarzucamy znów plecaki, które zdają się być z kamienia i idziemy. Nogi rozdeptujemy na asfalcie i prawie czołgając się po wybitnie słabym czasie dochodzimy do PTSM :D Jesteśmy przed czasem troszkę, ale wpuszcza nas pani kierowniczka, pyta się o rezerwację, wydaje klucze, a następnie płacimy (dostałem zniżkę studencką!)D). Chwila odpoczynku i ciągnę Fairy w siną dal niestrudzenie i prowadzę po najciekawszych zakątkach ukochanego Bukowca. Wąskie ulice.... prowadzą nas do lokalnego sklepiku. Tam dowiadujemy się, że Browar Lwówecki nie działa i zaopatrujemy się w inne co nieco, ale również piwne. Ruszamy dalej dzielnie dzierżąc wałówkę. Przemierzamy uroczą miejscowość oglądając barokowy kościółek i za małym stawem piękna zabytkową Karczma (niestety przerobiona na dom). Kawałek dalej usytuowany jest kościół późnogotycki ze stojącym tuż u jego wejścia krzyżem cholerycznym (odpędzał choroby i pewnie bolszewików). Stamtąd na pamięć szukam drogi do założenia parkowego niegdyś najwspanialszego w swym romantyzmie (moda taka ;) ) w Sudetach i świadczącym o potędze rodu Redenów. Udało nam się obaczyć Domek Ogrodnika, a w świątyni Ateny wypiliśmy piwo. Siedzieliśmy sobie na wzgórzu, z usuniętą roślinnością - tak by kiedyś jaśnie państwo mogli podziwiać Śnieżkę. Portyk miło ocienia, a piwo wspaniale smakuje. Wszak to dobry koniec dnia. Jeszcze tylko rzut oka na okoliczne skały oraz zrujnowany dwór i wracamy by odespać podróż...

Dzień III "Drużyna rusza dalej"

Długo nie zabawiliśmy w Bukowcu, a szkoda, bo w tej miejscowości warto by dłużej posiedzieć, ale czas nas goni i każe ruszać dalej. Pakujemy się i o poranku powoli pniemy się wygodną drogą pod górkę mijając krzyż pokutny, który pokazuje, że jak mieszkańcom nadepnie się na odcisk to i ubić potrafią. Znowu brak formy dopieka i gdy przychodzi zejść z drogi na szlak organizujemy przystanek.
Wciąż towarzyszy nam piękny widok na Śnieżkę i Karkonosze oraz ładne łąki, na których pasą się qnie :)Szlak biegnie obrzeżem strasznie rozwleczonych po górach Kowar i prowadzi przez Bukową i Średnicę. Całkiem przyjazne górki z położoną między nimi formacją skalną o wdzięcznej nazwie Diabelska Ambona. Fairy zrobiła mi zdjęcie jak przemawiam, ale niestety jakieś (nie)czyste siły prześwietliły tę klatkę filmu. Wracamy do plecaków skrzętnie ukrytych pod moją maskującą kurtą i przemieszczamy się na wschód. Do Przełęczy pod Średnicą niektórzy nie wiedzą co ich czeka :D Ale tam, gdy droga zaczyna się piąć pod górę tak wesoło już nie jest, ale... ważne, że dotarliśmy bez zbędnych kontuzji, a ja i Fairy budowaliśmy dzielnie formę. Na Kamiennej Ławce pokazuję, co jest celem tej eskapady, a następnie wiedzeni przeczuciem większego zapotrzebowania na kalorie pożeramy większość zapasów.
Skalnik zdobyty! A raczej ciekawsza Mała Ostra (:D) z widokiem na skalnikowe gołoborze (bazaltowe bodajże). Góra niewielka, ale zacna i satysfakcja ze zdobycia duża. Uwielbiam widok z niej na Karkonosze i Pogórze Sudetów oraz rozciągające się dalej masywy i grzbiety gór. Siedzimy i delektujemy się przy okazji zagubionym i odnalezionym w plecaku piwem. Jest czas, są widoki, można posiedzieć. Wszak daleko już iść nie musimy. A widok jest wspaniały...



Długo jednak marudzić nie można i idziemy dalej. Schodzimy ostrożnie z najwyższego szczytu w Rudawach Janowickich i kierujemy się na schronisko o wdzięcznej nazwie Czartak :] . Droga przez niestety paskudny las świerkowy, którego nie powinno tam być, z którego drzewa wynosi woda, a poprzednim razem w nim nieomalże rozjechali mnie crossowcy :/ W okolicy również widać efekty suszy, która trzyma Rudawy od ponad roku i wszystkie małe torfowiska przy źródełkach powoli zasychają :(
Docieramy do schroniska, które jak się okazało zamieniło się w gospodarstwo agroturystyczne. Opłata jednak nie za duża i przystajemy na warunki. Dostajemy ciekawy pokoik z.... wielkim gniazdem pszczół we framudze okiennej - dobrze, że nie w środku. Niestety wietrzenie zatem odpadało. Wychodzimy na zewnątrz podelektować się wieczorkiem, a ja uświadamiam Fairy gdzie idziemy jutro i chyba w związku ze zmęczeniem nie ginę na miejscu, albo dyplomatycznie to rozwiązałem :D I tu niespodzianka. Znajomi, którzy już od tygodnia rozbiajają się po Sudetach na rowerach dzwonią i pytają się gdzie jesteśmy i czy można u nas rozbić namiot. Dowiadujemy się, że można i po krótkim oczekiwaniu znajomi rozprawiają się na rowerach z dystansem o wiele dłuższym niż my na piechotę w cały dzień :D Witamy się i zbieramy w pobliskim wąwozie drewno na mini ognisko. Dominują tematy kolejowe i przygodowe - wszak ile można o roślinach ;)
Spożywamy jedyną znalezioną kiełbasę i przywiezione z pobliskiej miejscowości przez dzielnego Przemka piwo. W końcu nastaje noc i strudzeni całodzienną tułaczką udajemy się do alkowy na spoczynek...

Dzień IV "Góra Przeznaczenia"

Poranek spokojny, śniadanie w dobrych humorach i ruszamy w drogę. Nasi znajomi już o świcie pomknęli na pociąg do Marciszowa, więc idziemy sami. Przez Dolomity i Rędzinki pokonujemy 2 góreczki i następuje efekt "ja tam nie idę". Poprzednim razem już to przechodziłem, ale nie uległem. Schodzi się po prostu z masywu i coraz niżej i niżej i niżej, a przed oczyma wypiętrza się Wielka Kopa. Galicyjska konsternacja i po targach stwierdzamy, że omijamy górkę i weźmiemy ją taktycznie od drugiej strony. Trasa jest rzeczywiście prostsza i stwierdzamy, że nią też ruszymy na pociąg przy okazji wyjazdu. Mijamy ponownie łąki oraz ziołorośla nadrzeczne, a następnie przez kolejne łączki z bogatym udziałem dziewięćsiłu wbijamy się na Przełęcz Rędzińską. Stamtąd malowniczą drogą, śpiewając pradawne pieśni wędrowców schodzimy do miejscowości Bacówka. Wszak stamtąd już tylko rzut beretem do głównej atrakcji! A są nią Kolorowe Jeziorka w Wieściszowicach :D Droga wygodna, asfaltowa schodzi powoli serpentyną przez małe łęgi oraz powoli zanikające łąki. Czynię jeszcze jedno zdjęcie po drodze albo i więcej by uchwycić chwilę i czem prędzej udajemy się w dalszą drogę.



Kolorowe Jeziorka. Piękne miejsce. Dawne wyrobiska miedzi i pirytu gdzie wybijająca woda barwiona jest na różne barwy przez związki chemiczne. Moja alchemiczka odżywa zafascynowana potężnymi wyrobiskami, jamami, które wyglądają jakby miał z nich wychynąć smok oraz.... tłumami turystów. Staramy się ich unikać i w ciszy spożywamy posiłek. Jeziorka ciężko opisać lepiej zatem pokażę zdjęcia:





Purpurowe odwiedzone, Błękitne również... pora na Szmaragdowe. Ono położone jest najwyżej i na tyle ukryte by większość turystów odpadła po drodze. My nieobciążeni nadmiernym bagażem niestrudzenie pniemy się pod górę i docieramy by usłyszeć od turystów, że jeziorko wyschło :]
Nie zdziwiło mnie to, bo przy marnych opadach odżywało ono tylko w okresie roztopów. Schodzimy na dno i podziwiamy skalne ściany i zagłębienie, w którym powoli dogorywają wszędobylskie torfowce. Chwila odpoczynku, zdjęcie i ruszamy dalej. Czas na Gwóźdź (do trumny) programu, czyli Wielką Kopę. Od tej strony na szczęście nie taki diabeł straszny i w naprawdę dobrym czasie docieramy na dawny punkt widokowy (wieżę rozebrano) i podziwiamy widoki. Ehhh, warto było się wspiąć. Ale czas się sturlać, a do schodzenia górka ta odnosi się jak do wspinaczki nań - jest więc TRUDNO! Ale co to dla nas, doświadczenie przez minione dni wzrosło, a bez plecaków nam to niestraszne. Schodzimy przez świerki powalone zimowym huraganem i czekające na uprzątnięcie by już po chwili delektować się słonkiem na kolejnej łące. Przed nami powolny powrót do kwatery głównej. Przechodzimy ponownie przez malownicze Rędziny, a za nimi przystajemy jeszcze by porobić zdjęcia dziewięćsiłom, krzyżownicy i geum rivale :) Po kolejnej chwili rzut okiem na zachód słońca nad odkrywką dolomitu i już prawie w domu. Szczęśliwi z braku strat w ludziach i po wrażeniach dnia pakujemy się i zmykamy spać, bo niestety o poranku czeka nas początek wędrówki na PKP :(

Dzień V "Powrót, z tarczą"

Wstajemy o przedświcie, za oknem brzask rozpościera swe skrzydła złocąc góry odblaskiem pawich piór. Niestrudzeni wędrowcy idą wsparci o siebie przez drzemiące góry. Świat powoli budzi się do życia, gdy odwracają się na Przełęczy by jeszcze raz spojrzeć na kochane Rudawy. Czy to koniec? A gdzieżby :]

Do Wieściszowic docieramy w rekordowym czasie - sam nie wiem jak udało się zyskać tak szybko dobrą formę, może po prostu mięśnie po miesiącach gnicia w pozycji siedzącej w pokojach/biurach przypomniały sobie, co to znaczy trud wędrówki? Jak zwał tak zwał, ważne że działa. We Wieściszowiacach delektujemy się świeżymi drożdżówkami i oranżadą na miejscu (ambrozja!) po czym ruszamy do Marciszowa. Trasa miła, najpierw wałem, a potem asfaltową drogą przez podgórski krajobraz i całkiem ładny Marciszów. Miejscowość wita nas porankiem i widokami na arcyważny węzeł kolejowy, który od lat 80tych zdegenerował się z 6 do 2 linii. Działa kasa, więc biletu kupujemy i okazuje się, że mam całkiem niezłe i tanie połączenie, a i moja miła też niezgorsze. Czekamy na jednym z nieużywanych peronów (są 4 działa 1) i rozglądamy się pustym smutnym widoku. W końcu nadjeżdża pociąg, który przez malownicze Sudety powoli zawozi nas do Wrocławia... tam drużyna rozstaje się i każdy, na szczęście bez problemów wraca do siebie...


Bien :]
Więcej zdjęć kiedyś tam jak w biurze znajdę :D

PS Trzeba wkrótce znów w Sudety ruszyć :D
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…
 
 
 
Wychuchol 


Posty: 962
Skąd: Joozephoslaw
Wysłany: 2007-08-22, 10:03   

Atterdag napisał/a:
Hmmmmm.... to taka "nasza" nazwa potoczna na to co dzieje się z człowiekiem po 12 godzinach w chodnikach minerskich. Światłowstręt i widzenie korytarzy. Gdy już wyjdziesz to co normalne oślepia Ciebie najmniejsze światło, a do tego gdy zamykasz oczy dalej widzisz podziemia. I gdy zasypiasz, śnią Ci się podziemia.


Oooo, to nie tylko moja przypadłość ? Ja takie cuś mam po łażeniu po jaskiniach :-D
 
 
Jaworek 


Posty: 212
Skąd: Sudety
Wysłany: 2007-10-09, 14:49   

Atterdag napisał/a:
....a następnie Wałbrzych z moim ulubionym wiaduktem wiodącym w stronę Kamiennej Góry (czyli niestety nie po trasie).


Jako mieszkaniec okolic Wałbrzycha i osoba co nieco obyta z tutejszą koleją próbuje dociec o jaki wiadukt chodzi, ponieważ w Wałbrzychu nie ma wiaduktu do Kamiennej Góry, a jedynie w stronę Kłodzka jest malowniczy, potężny wiadukt niedaleko Wałbrzycha Głównego. Odbicie do Kamiennej Góry jest przed Marciszowem, a więc jakieś 25 km dalej.


Atterdag napisał/a:
Trasa miła, najpierw wałem, a potem asfaltową drogą przez podgórski krajobraz i całkiem ładny Marciszów


I z tym się nie zgodzę, bo Marciszów to jedna z najbrzydszych miejscowości w okolicy i nawet mój lokalny patriotyzm nie jest w stanie zagłuszyć tej szpetoty. I nie mówię tu o otoczeniu (bo to jest super) i o tym, że miejscowość strasznie podupadła (bo to w regionie standard). Marciszów nie ma tego niesamowitego charakteru jak np. Jedlina Zdrój, Chełmsko Śląskie, Sokołowsko, Dobromyśl, Uniemyśl, Okrzeszyn, Paczyń i wiele innych miejscowości w okolicach Wałbrzycha i Kamiennej Góry.

W każdym razie to tylko mój punkt widzenia, skrajnie stronniczy i poparty nie tylko obiektywnymi dowodami. Dzięki za ciekawą relację i ogromne uznanie dla odwagi, jaką była decyzja o dojechaniu z Wrocławia do Jeleniej Góry pociągiem- pokonanie trasy trochę ponad 100 km w 4 h wymaga ogromnej cierpliwosci. Niestety wielokrotnie sie o tym przekonałem :lol: :lol: :lol:
 
 
IrekM 
Myśliwy


Posty: 1205
Skąd: Lubomierz
Wysłany: 2008-01-27, 18:56   

Grzebiąc trochę w sieci za moim ukochanym regionem, znalazłem coś takiego:
http://www.hydrus.pl/panoramy.html
szkoda tylko, że nie wszystkie panoramy są szczegółowo opisane.
Jak coś jeszcze ciekawego (wg mnie :-P ) znajdę, to wlepię.
_________________
IREK
pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć tłumne armie reguły

MOJA OKOLICA

ZA DWA LATA KONIEC ŚWIATA
 
 
IrekM 
Myśliwy


Posty: 1205
Skąd: Lubomierz
Wysłany: 2008-04-16, 11:15   

W niedzielę, korzystając z ładnej pogody, zrobiliśmy sobie z Michaliną małą (zależy dla kogo ;-) ) wycieczkę. Wybraliśmy się w Góry Izerskie w niższą ich część nazywaną Kamienickim Grzbietem.

Konkretnie była to wyprawa do Wolframowego Źródła. Trasa krótka na zasadzie "tam i z powrotem". Samochód zostawiliśmy w miejscowości Przecznica i na początku bez znaków a następnie szlakiem żółtym, ruszyliśmy w góry.

Żółty szlak prowadzi bardzo malowniczym wąwozem Mrożynki nazywanym Ciemnym Wądołem. Na szlaku, mimo prowadzonych prac leśnych, widać całe mnóstwo tropów jelenich. Wyjście o świcie mogłoby przynieść ciekawe spotkania, gdyż okolica obfituje w tereny otwarte - młodniki i uprawy. Z uwagi, że nasza wycieczka miała miejsce w godzinach południowych, na spotkanie zwierza raczej się nie nastawialiśmy.

Wolframowe Źródło znajduje się na wysokości ok. 750m npm, pomiędzy Tłoczyną - 785m npm a Kowalówką - 888m npm. Miejsce jest bardzo ciekawe, związane z pogańskimi kultami. Ok. XI-XII w. (początki chrystianizacji Sudetów) Wolframowe Źródło zostało nazwane Źródłem św. Wolfganga i obecnie na mapach można znaleźć obie nazwy. W okolicy można jeszcze poszukiwać nikłych śladów po Pogańskiej Kaplicy oraz resztek pnia po podobno najokazalszej jodle na Dolnym Śląsku.

Od Wolframowego Źródła wybraliśmy się jeszcze obejrzeć miejsce gdzie jeszcze parę lat temu stała Bycza Chata. Niewielki domek (coś w rodzaju chatki) - stara osada leśna. Rozebrana parę lat temu przez Nadleśnictwo z uwagi, że nie miał się tym kto zająć i plątał się tam różny element.

Cały Grzbiet Kamienicki Gór Izerskich jest mało popularny a świetnie nadaje się do turystyki rowerowej.

Do samochodu wracaliśmy trochę na przełaj wzdłuż potoku, co było dla mnie ciekawym doświadczeniem, gdyż idąc z dzieckiem trzeba patrzeć pod cztery nogi. Tutaj miałbym kilka uwag dla tych, którzy planują zacząć ciągać na wycieczki swoje pociechy.

Wycieczka nie może być długa, cztery godziny, to wg mnie max. Wycieczka musi mieć jakiś cel, który może zainteresować dzieciaka. Widziałem w jaki sposób podziałało dojście do Wolframowego Źródła na Miśkę, z marudzącego już trochę i powłóczącego nogami (jestem zmęczona, kiedy wreszcie dojdziemy ?) dziecka przemieniła się w "czorta", którego upilnować nie mogłem. Ale to w końcu magiczne miejsce. A brać dzieciaki w góry warto.

Trochę zdjęć można zobaczyć tutaj

A poczytać co nieco o okolicy tutaj
_________________
IREK
pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć tłumne armie reguły

MOJA OKOLICA

ZA DWA LATA KONIEC ŚWIATA
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



I N F O R M A C J A
Forum Przyroda wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas korzystania z naszych usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, oznacza to, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki

© PRZYRODA.org | Noclegi Świerże Górne, Kozienice, Chinów - wysoki standard, niskie ceny!

phpBB by przemo  
POLECAMY
hwww.lto.org.pl

www.kuling.org.pl

www.kp.org.pl

www.nietoperze.pl



REKLAMA




.