chyba znamy tego samego człowieka, ja gdy poznałem go przed dwoma laty także byłem urzeczony jego opowieściami - wtedy też zaprezentował nam swoją kolekcję ksiażek i własnoręcznie nakręconych filmików przyrodniczych ( a miał tego cały, sporej wielkości pokój) - pamietam, że wowczas nocne przyrodników rozmowy przedłużyły nam sie do rana niemalże i również wtedy zaprezentował nam swoje zdolności, "naprawiając" w ciągu minuty kolano jednemu z kolegów i tym samym ratując losy wyprawy bo chłopak nie mógł juz chodzić
_________________ Tomasz Figarski "P.P.Ps"
"Poza gospodarczym wyrachowaniem leśnik musi mieć także i szerszy, przyrodniczy punkt widzenia; powinien mieć również na względzie wartość materialnie niewymierną, jaką jest piękno i urok lasu..." W. Koehler, 1961.
oj działo sie ostatniego tygodnia na Pogórzu Przemyskim i w Bieszczadach, a także w Krakowie i Bochni - poznałem Wężosława , pięknie ugościła nas Balnica dopisały pilchy, dopisały węże, poza tym wyjące wilki, gwiżdżąca sóweczka, pliszki górskie w otworze wentylacyjnym , znalezienie dwóch zrzutów jelenia, wspinaczki na 30-metrowe jodły, przemyt Afganów, węskotorówka bieszczadzka, Pani leśniczyna z Sękowca , Al na Leśnym!!, zdany transport (tak w międzyczasie ), parasolkowa impreza pod Bochnią, zjawy, "Romantico" i jazda pod prąd na bocheńskim rynku - to tak w telegraficznym skrócie , a na relacje przyjdzie czas...
_________________ Tomasz Figarski "P.P.Ps"
"Poza gospodarczym wyrachowaniem leśnik musi mieć także i szerszy, przyrodniczy punkt widzenia; powinien mieć również na względzie wartość materialnie niewymierną, jaką jest piękno i urok lasu..." W. Koehler, 1961.
Przemyskim i w Bieszczadach, a także w Krakowie i Bochni - poznałem Wężosława , pięknie ugościła nas Balnica
Domyśliłam się że pojechaliście Z Marcinem Krzyżakiem kęcić program , bo na jednym zdjęciu czarnej zmii które mi przesłał Wężosław była profesjonalna kamera z nogami operatora
Domyśliłam się że pojechaliście Z Marcinem Krzyżakiem kęcić program
tak, zgadza sie Joanno, nawet dwa programy
_________________ Tomasz Figarski "P.P.Ps"
"Poza gospodarczym wyrachowaniem leśnik musi mieć także i szerszy, przyrodniczy punkt widzenia; powinien mieć również na względzie wartość materialnie niewymierną, jaką jest piękno i urok lasu..." W. Koehler, 1961.
no to pora na krótką, skleconą naprędce relacyjkę:
Zaczęło się w niedzielę, 8 lipca, od wstępnych przygotowań; następnie telefoniczna rozmowa z Marcinem i już poniedziałkowym rankiem o 4:30 siedzę za kółkiem mojego postrachu furmanek, kierunek Cracovia. Podróż mija bez przeszkód – po 6 jestem już pod Wydziałem Leśnym, jeszcze sprawdzenie wyników egzaminu z urządzania – 5.0 wprawia mnie w iście sielankowy nastrój, pora więc na poranne śniadanko. Przed 7 telefon, Marcin: „Jesteśmy pod leśnym!”, rzut oka w lusterko i tuz za moim zderzakiem pojawia się biały Volkswagen. Przywitanie z Marcinem, Wieśkiem i Wężosławem i już jedziemy na „Rybitwy”. Oczywiście obyć się nie mogło bez śmiechowej scenki z owymi Rybitwami, które wziąłem za bardzo dosłownie, z ornitologicznego punktu widzenia, podczas gdy jest to….giełda rolna . W drodze chłopcy opowiadają mi o ostatnich zdjęciach w Pieninach. Na Rybitwach robimy zakupy, coś dla popielic (orzechy, morelki), coś dla koni balnickich (marchew, jabłka, siemię) i wyruszamy w długą drogę do Birczy na Pogórze Przemyskie. Podróż mija w przyjemnej atmosferze, czas schodzi nam na dyskusjach o przyrodzie, piłce noznej i …klerze . Po drodze dołączają ludzie, bez których nie byłaby możliwa realizacja programu - Krzysiek – operator i Paweł – dźwiekowiec. Na obiad docieramy do Birczy, a zaraz po nim ruszamy w drogę do domostwa Andrzeja – człowieka mieszkającego z popielicami. Drogi stają się coraz mniej i mniej główne, a ostatni odcinek przyprawia o zawrót głowy kierującego Wieśka. W końcu docieramy na miejsce – auta jednak dalej nie pojadą – nie decydujemy się na przekroczenie nimi kładki z desek, więc resztę drogi pokonujemy na nogach. Głównych aktorów zastajemy jednak śpiących w szczelinach ścian, jest wiec czas na rozmowy z „ludzkimi” domownikami Andrzejowego przybytku. Przy akompaniamencie ciszy raczymy się owocami lasu, oraz przyszłym posiłkiem popielic – orzechami laskowymi i morelami. Im bliżej wieczoru tym bardziej narasta podniecenie na myśl o rychłym spotkaniu pilchów – w końcu udajemy się do przedpokoju – popielice się ruszyły! Początkowo nieśmiało, potem zachęcane przez gospodarza coraz odważniej glisy prezentują się nam na podsufitowych belkach, mało tego, decydują się nawet na pobranie orzeszków z ręki . Wszyscy są zachwyceni, zebrany zostaje piękny materiał filmowy, a Andrzej barwnie opowiada o miłych współlokatorach. Po wieczornych uniesieniach popielice znikają a nam pozostaje pożegnać się i udać na spoczynek, na którego miejsce wybieramy Zatwarnicę – przystanek w dalszej drodze w Bieszczady. Po deszczowej nocy, wypoczęci udajemy się z Wężosławem na poszukiwanie gadów – żmij, zaskrońców i padalców. Wytrwałość Staszka owocuje złapaniem dużej samicy zaskrońca i kilku padalców – gady pięknie prezentują się do kamery, a Staszek barwnie i ciekawie o nich opowiada. Około południa słoneczko zaczyna przypiekać, „To dobra pogoda na węże” – mówi Staszek. I rzeczywiście – chwila spaceru herpetologa i już piękna żmija zygzakowata uwija się miedzy palcami. Decyzja Marcina – „Kręcimy!”, taka okazja może już się nie powtórzyć. Wobec powyższego w Dolinie Sanu zostajemy aż do obiadu. Po południu jednak wyruszamy dalej, w kierunku Cisnej, która przywitała nas deszczem. W duszy rozbrzmiewa jednak poetycka nuta, „powrócisz znów do Cisnej…”, tak, jestem tutaj znowu, w tym magicznym miejscu w sercu Bieszczad…. Na obiad udajemy się do słynnej „Siekierezady”, robimy zakupy w „dużym” sklepie, po czym niezwłocznie udajemy się w kierunku Balnicy. Na spotkanie wyjeżdża nam Wojtek, rezydent i właściciel domu na Balnicy. Po serdecznych powitaniach, czas na przepakowanie wszystkich rzeczy do wojtkowego UAZa - samochody osobowe dalej nie pojadą. Przed nami jeszcze kilometrowy spacer torami bieszczadzkiej wąskotorówki, póki urokliwej polance nie wyłoni się nam gospodarstwo na Balnicy. Po powitaniach z bliskimi Marcina i Wojtka, przychodzi czas na rozpakowanie, zajęcie materacy i chwile oddechu. Nie wszyscy jednak odpoczywają. Wraz ze Staszkiem udajemy się na spacer po pobliskich lasach – obserwujemy kumaki, słuchamy szczekającego kozła a w wędrówce towarzyszy nam Luna – pies Wojtka – zwierzę o mieszance krwi wilka, wilczaka i owczarka. Zaiste przyjemniej spacerować z takim towarzystwie, zwłaszcza w lasach, w których nietrudno o spotkanie wilków czy niedźwiedzi. Wracamy przed zmrokiem – towarzysze wyprawy już wypoczęci – zasiadamy wiec do spożycia hitu wieczoru – Finlandii Mango z colą, w którą to zaopatrzyła Pawła żona. <dziękujemy >. Śmiechom i żartom nie ma końca. Wieczorem Marcin oznajmia jednak– „For przyjeżdża dzisiaj, będzie o północy w Sanoku, Wiesio po niego wyjedzie, Tomek pojedziesz z nim, bo boje się go samego do lasu puszczać?”. Wraz z Wężosławem chętnie się na nocną jazdę po Bieszczadach zgadzamy. Wyruszamy przed 11, ciemno jak w …, jednak udaje nam się niemal bezbłędnie dotrzeć do Wieśkowego Volkswagena. Jedziemy! W Sanoku jesteśmy parę minut po północy, na dworcu już czeka For – przywitana i wraz z zastępcą szefa SP wyruszamy w drogę powrotną. For po zajęciu miejsca zaczyna od otworzenia Harnasia, a my wraz ze Staszkiem czujemy w kościach, że teraz to dopiero będzie się działo . Podróz mija nam przyjemnie na nocnych przyrodnikach rozmowach. Docieramy do Balnicy ponownie, po czym rychło udajemy się na spoczynek, jutro czeka nas bowiem pracowity dzień. Ale z Forem jak to z Forem, noc okraszona musiała zostać kilkoma zabawnymi dialogami jak np. ten po zgaszeniu swiatła:
For: „Poświecić Ci?”
Wężosław w odpowiedzi: „Nie, już wszedłem”
Potem było jeszcze gilganie Fora po resztakach włosów i w takiej przyjacielskiej atmosferze zapadamy w objęcia Morfeusza.
Ranek, pobudka, toaleta, a za oknem mokro, nas to jednak nie zraża, więc wraz z Forem uzbrojeni w 6-metrową drabinę wyruszamy na kontrole budek zawieszonych w okolicy domu na Balnicy, towarzyszy nam Staszek oraz nasi niezawodni filmowcy. Już od pierwszych budek, okazuje się że zajmowalność przez pilchowate 100%, brak jednak zwierzaków. W jednej z budek zwodnicza pajęczyna, dwie kolejne na jodłach na wysokościach 15-20m. Takiej drabiny nie mamy, jednak dla leśnika nie ma nic trudnego, najpierw For, potem ja wdrapujemy się na jodły po gałęziach, w pierwszej z wysokich budek były w zeszłym były osy – teraz jednak okazuje się iż ich tam nie ma ufff – to by dopiero było, nie For? . W kolejnych budach są już pilchy – spotykamy orzesznice i popielice Zdjęcia wychodzą świetnie (chyba). Pełni zadowolenia i satysfakcji udajemy się na posiłek, wieczór będzie nasz! Po południu wraz z Marcinem Forem, Staszkiem, Pawłem i Krzyśkiem udajemy się w kierunku Matragony, bo popodziwiać majestatyczne, pomnikowe drzewa rosnące przy nieoznakowanym szlaku. W drodze powrotnej dopisuje mi szczeście – w odległości 1 m od siebie znajduje dwa zrzuty jeleni-byków. <nareszcie > Oczywiście wyszło na to że ktoś mi dwa razy rogi przyprawił Udajemy się także w rejon Solinki, bo zobaczyć piękne kwieciste łąki, rozsiane wśród lasów – wymarzone miejsce obserwowania żmij – tych jednak nie spotykamy, oglądamy za to służące do wypału węgla drzewnego – retorty. Przed zmrokiem wychodzimy jeszcze z nadzieją spotkania pilchów i rzeczywiście, po kilku minutach ciszy popielice odzywają się swoimi charakterystycznymi głosami. Zapiera dech w piersiach widok lasu „od wewnątrz” w świetle reflektora, wszyscy czujemy się jak w ogromnej zielonej kaplicy, a z koron dobiegają piski popielic. Powrót z lasu sprzyja rozładowaniu wcześniejszego napięcia, zaczynają się żarty i dowcipy, For chwali się białogłowom swoim wielkim sprzętem, a potem deklaruje się, ze wsadzi go w dziuple, w której zamieszkała rodzina popielic )). Wieczór przy ognisku, urozmaicany polskim malibu (żołądkowa z mlekiem) oraz słowackimi piwami, umilają nam wyjące w oddali wilki. Do późnych godzin trwają nocne przyrodników rozmowy. Następnego dnia rano znów prym przejmują gady, a to za sprawą Wężosława, który po godzinnym spacerze wraca dostojnie z workami pełnymi niespodzianek. Ogromny, agresywny zaskroniec, padalec, czy żmija, „Ale taka mała…”, jak twierdził Staszek, wzbudzają duże zainteresowanie. Wężosław raz jeszcze opowiada o wężach i dzieli się ze słuchaczami garścią praktycznych rad na wypadek spotkania żmiji. Ostatnie ujęcia z gadami, kiedy to Staszek opowiada o początkach swojej przygody z wężami i pora na wypuszczenie. W międzyczasie spotykamy panów ze Straży Granicznej – nad Balnicą akcja – w nocy odbył się przemyt kilku Afgańczyków – wzmożone siły naziemne i lotnicze ruszają do akcji. Potem jeszcze kilka scen poświęconych pilchom, wraz z Forem opowiadamy o dziuplastych drzewach, trześniach, budkach lęgowych i badaniach pilchów, aż w końcu nadchodzi ta długo odwlekana chwila – pora się żegnać . Z Balnicy wracamy kolejką wąskotorową – podróż w otwartych drzwiach wagonika sprzyja podziwianiu przyrody oraz przemyśleniom i refleksjom nad jej pięknem. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w Cisnej – był cynk że w okolicy pojawia się melanistyczna żmija – nie mija zatem 5 minut i Staszek bardzo sprawnym ruchem wyciąga spomiędzy kolejowych podkładów dorodny okaz. Jako że miejsce uczęszczane, zdjęciom towarzyszy tłum gawiedzi, nie obywa się też bez złośliwych uwag kilku podchmielonych piwoszy podsklepowych, naszczęście przynajmniej niektórzy z nich wykazali dobra wolę i pozytywnie wypowiadali się o żyjących w ich pobliżu żmijach. Znów poraża pewność i spokój Wężosława, pytam: „Staszku, a jak ucieknie?”, „Jak ucieknie, to ją złapię”-odpowiada spec .
Potem jeszcze pyszny obiad w bistro w Cisnej i pora wracać. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w Komańczy, to ostatnie sceny i czas pożegnań – Wężosław z Krzyśkiem i Pawłem jadą przez Rzeszów, pozostali prosto do Krakowa przez Bochnię.
Tych kilka, pięknych dni tylko zaostrza apetyt na Bieszczady, takich miejsc jak Balnica jest już niewiele, ale ważne że są…. Pewne jest jedno – jeszcze tam wrócę….
_________________ Tomasz Figarski "P.P.Ps"
"Poza gospodarczym wyrachowaniem leśnik musi mieć także i szerszy, przyrodniczy punkt widzenia; powinien mieć również na względzie wartość materialnie niewymierną, jaką jest piękno i urok lasu..." W. Koehler, 1961.
NIGDY W ŻYCIU
To ma być program edukacyjny a nie show, w którym się wężami wywija na wszystkie strony bez żadnego wyposażenia i krzyczy "Jedno ukąszenie tego gada napewno mnie zabije!!!" Takich ryzykownych zachowań nie popieram i nie powielam
Swoją drogą toś to dobryńko opisał
_________________ Proszę nie podawać na forum dokładnej lokalizacji stanowisk Gniewosza Plamistego i Węża Eskulapa, ze względu na ich ochronę !!!
NIGDY W ŻYCIU
To ma być program edukacyjny a nie show, w którym się wężami wywija na wszystkie strony bez żadnego wyposażenia i krzyczy "Jedno ukąszenie tego gada napewno mnie zabije!!!" Takich ryzykownych zachowań nie popieram i nie powielam
Przykro mi ze żle odebrałeś mój komplement. Myslę że Austin Stevens jest bardzo w porządku. Jeśli wkładasz węże do worków to też przecież mocno ingerujesz. Austin tak nie robił (przynajmniej na ekranie) traktuje węże delikatnie i ma odpowiednie chwytaki choć niekoniecznie musi dotknąć każdego węża, wyciąga im kleszcze czy oskubuje z wylinki która im przeszkadza. Po prostu jest w ciekawych miejscach do których większość z nas nie dotrze. Jesteśmy z moją Ewcią wielkimi fankami tego pana, tylko mąż zazdrośnie twiedzi
że to "picuś" . Mam nadzieję że jeszcze coś nakręci. Jak dla mnie to bardzo edukacyjne programy i uczą poszanowania dla węży.
Są jacys inni prezenterzy NG którzy postępują bardzo nie w porzadku - wyciągają na siłe pytony z nor w kilka osób albo męczą węże tak że wymiotuja to co zjadły. Dziwie sie ze to jest puszczane.
Takich ryzykownych zachowań nie popieram i nie powielam
pełny profesjonalizm na każdym kroku
Joanna napisał/a:
Jeśli wkładasz węże do worków to też przecież mocno ingerujesz
no wydaje mi się, że wkładnie zwierząt (czy to węży czy innych) do ciemnych, miękkich worków jest chyba najlepszym sposobem przetrzymywania - ogranicza stres i możliwości uszkodzeń, pozwala zwierzakom uspokoić się i jest na pewno mniej stresogenne niż ekwilibrystyczne sposoby prezentowane przez przygłupich showmanów z tv nakrecajacych tylko koniunkture, kase i niestety zła opinię gadów, pokutującą na każdym kroku ; dlatego jeszcze raz wielkie uznanie dla Staszka, za decyzje, podejście, zachowanie...
_________________ Tomasz Figarski "P.P.Ps"
"Poza gospodarczym wyrachowaniem leśnik musi mieć także i szerszy, przyrodniczy punkt widzenia; powinien mieć również na względzie wartość materialnie niewymierną, jaką jest piękno i urok lasu..." W. Koehler, 1961.
Niekoniecznie przykro, po prostu Austin Stevens kojarzy mi się z Animalsowymi showmanami i tyle. Niestety naoglądawszy się programów popularnych na Animal Planet młodzież często chcę spróbować swoich sił w "poskramianiu" węży i to mnie przeraża.
Ja zachowuję spokój obchodząc się z wężami, nie rzucam się, nie skaczę przy nich, chciałem pokazać, że węże to delikatne stworzenia, jest wspomniane, że nie powinno się ich łapać dla zabawy o czym nie mówi się w np popularnym Łowcy Krokodyli.
Łapanie węży do worków jest wbrew pozorom dobrym rozwiązaniem, ponieważ
green power napisał/a:
ogranicza stres i możliwości uszkodzeń, pozwala zwierzakom uspokoić się
.
Cytat:
wielkie uznanie dla Staszka
Dzięki
_________________ Proszę nie podawać na forum dokładnej lokalizacji stanowisk Gniewosza Plamistego i Węża Eskulapa, ze względu na ich ochronę !!!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum