Opowieść z dreszszczykiem:
Idę sobie z kolegą przez Czarnohorę i...
O 17-tej doszliśmy do Popa Iwana. Namiot rozbiliśmy na pierwszym piętrze w zrujnowanym korytarzu, sądząc, że jesteśmy oryginalni. Dostaliśmy się nawet na drugie piętro, wspinając się po resztkach klatce schodowej. Nie daliśmy rady wejść na najwyższą, trzecią kondygnację i dach wieży, bo prowadziła do niej betonowa pochylnia bez schodków, za to z przepaścią na jej dolnym końcu. Obudowaliśmy namiot murkiem z cegieł aby powstrzymać wszędobylską chmurę przed jego wychłodzeniem.
Około 20.30, gdy leżeliśmy już grzecznie w śpiworkach rozległo się z dołu dzwonienie krowiego dzwonka. Dobiegało z coraz to innej strony aż w końcu rozległo się dokładnie pod nami, ze środka budynku. Kiedy usłyszałem dodatkowo “Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus“ poczułem silne zaniepokojenie. Oczami wyobraźni widziałem oszalałego pasterza-pustelnika z siekierą w rękach. Założyliśmy buty, spakowałem scyzoryk i zeszliśmy na dół...A tam spotkaliśmy przewodnika beskidzkiego z Krosna oraz jego młodzieżową grupę. Przyszli od strony Stoha. Przewodnik miał dołączony do plecaka krowi dzwonek. Grupa ta okazała się trochę większymi kozakami niż my gdyż zanocowali na dachu budynku - dzięki umiejętnemu wykorzystaniu siekiery i zbutwiałych desek zbudowali prowizoryczne schodki na betonowej pochylni.
A teraz historia z dreszczykiem oraz oczami złowrogo błyskającymi w mroku...A działo się to wszystko roku pańskiego 2004 pomiędzy górami Piatra Crie Lui a Fogaraszami w jednym z 3 najpiękniejszych krajów na świecie:
"Tej nocy mieliśmy spać na leśnej polanie. Rozbiliśmy się nieopodal pustej chaty pasterzy – pełnej jedynie krowich placków. Kiedy zapadła ciemność rozpaliliśmy ognisko i przygotowywaliśmy breję. Wtedy Miśka powiedziała, że chyba coś chodzi po lesie niedaleko nas. Radek poszedł sprawdzić. Wrócił i stwierdził, że między drzewami świeci się wiele par oczu. Po wstępnych oględzinach stwierdziliśmy, że to wataha około 8 wilków! Mieliśmy petardy do odstraszania psów pasterskich, niestety te wilki nie oglądały Discovery i nie wiedziały, że powinny być ogólnie płochliwe. Nie przestraszyły się noża szturmowego, kijów ani petard. W związku z tym nocleg spędziliśmy zabarykadowani w osranej chacie pasterskiej, z rozbitymi namiotami porzuconymi na zewnątrz. "
ps. drzwi nie było, barykade zrobiliśmy z podestu zbitego z desek, który leżał na błocku w tej pozbawionej podłogi stodole.
W związku z tym nocleg spędziliśmy zabarykadowani w osranej chacie pasterskiej, z rozbitymi namiotami porzuconymi na zewnątrz. "
ps. drzwi nie było, barykade zrobiliśmy z podestu zbitego z desek, który leżał na błocku w tej pozbawionej podłogi stodole.
No ale czy te wilczyska na was nastawały i następowały czy tylko Wam ślepiły
Niezapomniane- chochliki górskie, skurczybyki wszystko potrafią poprzestawiać,
popielice
dobieraja sie do zarcia nawet w plecaku
raz koledze przegryzly nówke plecak alpinusa
For Bacówki na Obidowcu udzieliły Nam schronienia. Aczkolwiek pierwszy dzień i ostatni- pod chmurką.
Popielice tak, jedna szturmem przypuściła atak na paczkę papierosów
Mi tez przegryzła nowy plecak alpinusa Może to ta sama była?
Chochliki mianowicie , to takie górskie istoty, które lubią przestawiać różne rzeczy. Notorycznie zmieniały położenie czołówki, albo różnych innych przedmiotów
Co do tych wilków: jak zobaczyliśmy w lesie błyszczące oczy to się zebraliśmy w "kupę" i wpadliśmy na skraj lasu strzelając petardami, krzycząc i machając palącymi się gałęziami. Oczka znikały, ale po chwili znów się zapalały...
To mi przypomina zawody w Dog Trekkingu, które odbywały się nocą. Przejście przez las z czołówką, to istna rewia mody i dziwactw dla zwierzaków. W takich sytuacjach zastanawiam się kto jest obserwatorem, a kto obserwowanym
Po wstępnych oględzinach stwierdziliśmy, że to wataha około 8 wilków! Mieliśmy petardy do odstraszania psów pasterskich, niestety te wilki nie oglądały Discovery i nie wiedziały, że powinny być ogólnie płochliwe.
Wilki to nic dziwnego w Fogaraszach
Nie kimałem w namiotach ino w cabanach
Do Cabany Barcaciu podchodzily pod samo schronisko a Peter i Michaj barykadowali swoje osły w zagrodzie coby je wołki nie zjadły
Podobne spotkania z wilkami mialem i ja wlasnie w Gorcach i wielu innych znajomków
DogTrekkingowa napisał/a:
For Bacówki na Obidowcu udzieliły Nam schronienia. Aczkolwiek pierwszy dzień i ostatni- pod chmurką.
ja najczesciej kimam w rejonie Gorca Kamienieckiego
DogTrekkingowa napisał/a:
Popielice tak, jedna szturmem przypuściła atak na paczkę papierosów
Mi tez przegryzła nowy plecak alpinusa Może to ta sama była?
Popielice w bacowkach nie boja sie ludzi
Na Hali koniecznej w bacowce kolo Prehyby jadly nam z reki
a jak sie im cos chowa dzadza se rade
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum