PRZYRODA Strona Główna PRZYRODA
Forum dyskusyjne PRZYRODA to doskonale miejsce do wymiany informacji, poszerzania wiedzy, rozwiazywania problemow i wszystkiego co tylko zwiazane z przyroda i jej ochrona.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Tony
2006-04-08, 20:49
Warszawiacy! Ujcie Wisły czeka na nas!
Autor Wiadomość
Rey 


Posty: 8448
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-23, 22:02   

Tony napisał/a:
Z biciem serca czekam na fotki - jak się przyglądam tym naszym, dochodzę do coraz większej pewności, że jednak to nie była morska.


Szczerze mówiąc to jak się przypatrzy na fotki i opisy gatunkowe sieweczek mongolskiej i morskiej to robi się coraz ciekawiej...
_________________
Marcin
The Show Must Go On
 
 
 
Hubert 


otop

Posty: 6019
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-23, 22:29   

Teraz pewnie jak będziemy jechać gdzieś grupą to zawsze przed wyjazdem będziemy sprawdzać cechy diagnostyczne rarytów :] .

[ Dodano: 23 Listopad 2005, 22:32 ]
Mam prośbę do wszystkich ludków, którzy robili zdjęcia chmurek w czasie wyjazdu o podesłanie ich do mnie, na.
Ostatnio zmieniony przez Hubert 2006-12-13, 22:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Rey 


Posty: 8448
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-25, 15:57   

Wyniki obserwacji z wyjazdu są przedstawione w Obserwacjach Ptaków.
_________________
Marcin
The Show Must Go On
 
 
 
Tony 
Ordo Praedicatorum


otop

Posty: 2729
Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-11-25, 21:30   

Oto obiecane wspomnienia z wycieczki nad morze. Pewnie coś pochrzaniłem z chronologią - wybaczcie.

Przygotowania logistyczne do wycieczki w Ujście Wisły i okolice zaczęły się już na początku listopada. Po trzech tygodniach ustalania terminów, składu ekipy i poszukiwaniu odpowiedniego transportu w końcu nadszedł 19 października, godzina 5.30 rano.
W 16-osobowym gronie (nie licząc pana kierowcy) ruszyliśmy na podbój północy. Na razie północ bardziej podbijała nas, zarzucając gnający po polskich drogach biały busik milionami śnieżnych płatków.
Po częściowym uzupełnieniu niedoborów snu zatrzymaliśmy się przy karczmie gdzieś za Nidzicą. Pokryte śnieżną warstwą drzewa i pola, iskrzące się w promieniach porannego słońca tworzyły piękny krajobraz. Na miejscu można było podziwiać tutejszą menażerię, w skład której wchodzily m.in. króliki i tak egzotyczny stwór jak bażant złocisty, ale także i łania, która wyraźnie była nami zainteresowana (a zwłaszcza naszymi rękawami). Z wywieszonej nad zagrodą tabliczki dowiedzieliśmy się, że łania straciła matkę i została wykarmiona smokiem. Niektórzy zaczęli nerwowo się za tym smokiem rozglądać, inni zaś dziarsko pomaszerowali do karczmy na śniadanie.
Około 12 dotarliśmy do Gdańska. W miarę zbliżania się do miasta odnotowywaliśmy zwiększoną częstość pojawiania się przy drodze myszołowów, a na jednym z pól wypatrzyliśmy również spore stado czajek (ok.40). W Gdańsku jako przewodnik popełniłem kardynalny błąd, nie zwracając uwagi panu kierowcy, że warto by było pojechać obwodnicą Trójmiasta, zamiast pakować się w sam jego środek. Tym samym straciliśmy półtorej godziny, ale za to obejrzeliśmy sobie przez okna główne gdańskie zabytki i zwiedziliśmy większość stacji benzynowych, gdzie kierowca bez większych sukcesów usiłował zdobyć winietę.
Z pomocą przyjaznych tubylców ok. 13.30 dotarliśmy do Rewy. Zostawiliśmy bus i wysypaliśmy się na wybrzeże, gdzie momentalnie została wypatrzona lodówka. W oddali majaczył zarys Szpyrku, czyli Mierzei Rewskiej, gdzie kłębiły się mewy i kormorany. Postanowiliśmy ruszyć w tamtą stronę, tym bardziej, że ze strony przeciwnej nadciągały dziwnie ciemne deszczowe chmury. Dopadły nas przed dotarciem nad Szpyrk, lecz aura okazała się na tyle łaskawa, że popadało chwilkę, po czym wróciła piękna pogoda. O tym, że żywioły nie dały do końca za wygraną, świadczyło ogromna biała chmura, która pionowo schodziła do morza (widoczne jest to chyba na zdjęciach Diafory). Po przejściu tych kilkuset metrów i przejrzeniu paru mniejszych stad mew (wypatrzyliśmy wśród nich między innymi mewę siodłatą) dotarliśmy do nasady Szpyrku. Tu przeżyliśmy pierwsze ptasiarskie rozterki - czy kierować się dalej w głąb cypel, gdzie przez lunety wypatrzyliśmy żerującego piaskowca i grupkę jakiś innych biegusów, czy też maszerować raczej w kierunku Mechelinek, gdzie na wodach zatoki unosiły się perkozy dwuczube, szlachary, gągoły i lodówki. Zdecydowaliśmy się na pierwsze rozwiązanie i była to decyzja słuszna, jak się miało później okazać.
Szpyrk podzielony był na połączony z lądem cypel i wysepkę, na której trzymały się ptaki. Krótkie przelukanie ogromnej chmary pozwoliło nam stwierdzić, że przed sobą mamy kormorany, mewy srebrzyste, mewy siodłate i śmieszki. Być może gdzieś schowała się również mewa żółtonoga, ale my skoncentrowaliśmy się a siewkusach, których chyba nikt się o tej porze specjalnie nie spodziewał (chociaż zjazd nad Jeziorskiem pokazał, że siewki to bardzo wytrzymałe ptaki). Stadko biegusów okazało się biegusami zmienymi, z którymi żerował jeden piaskowiec. Rozmiarem górowała nad tym małym tałałajstwem siewnica, patrząca na biegającą wokół niej drobnicę z wyraźną wyższością.
Żerowały po obu stronach zatoczki, która przedzielała Szpyrk, przefruwając od czasu do czasu z jednej na drugą. Poważnie niepokoiliśmy się o ich dalsze losy, kiedy pewien niedzielny spacerowicz zaczął się do nich zbliżać na niebezpiecznie małą odległość. Kiedy był mniej więcej parę metrów od stadka, wszystkie ptaki schroniły się po drugiej stronie zatoczki. Spacerowicz się wycofał a my nawet nie mieliśmy jakoś czasu ochrzanić go za jego zachowanie, po pochłonęło nas obserwowanie kamusznika, który pojawił się nie wiadomo skąd. Ptak nie był już w swej pstrokatej szacie godowej, ale i tak na wszystkich robił wrażenie.
No i wtedy. Wtedy pojawiła się ONA.. W pewnym momencie w lunecie w stadku biegusów ukazał się ptak zbliżonych do nich wielkością, ale o zdecydowanie krótszym dziobie, jednolicie jasnokremowym (być może białym i zniekształconym przez światło powoli zachodzącego słońca) spodzie i brązowym wierzchu. Było jasne, że mamy przed sobą sieweczkę. Jednak niewielkie rozmiary, wyjątkowo "kompaktowa" sylwetka i dziwne rozmieszczenie białych plam na głowie, a przede wszystkim brak zamkniętej obroży sprawiły, że zaczęliśmy się jej bacznie przyglądać. Sieweczka miała nas głęboko gdzieś i zapylając jakby miała w d...e mały motorek, żerowała po plaży. W końcu doszliśmy kolegialnie do wniosku, że nie jest to sieweczka obrożna ani rzeczna, a zatem sprawa jest ciekawa. Jako że nie było wśród nas żadnego "wyczesywacza" nie braliśmy pod uwagę jakiś sieweczek pustynnych i takich tam. Prostą drogą eliminacji doszliśmy do wniosku, że mamy przed sobą sieweczkę morską. Muszę przyznać, że świadomość tego faktu była niezmiernie podniecająca i tak jak ja (i pewnie parę innnych osób w naszej grupie) czują się chyba tylko sportowcy po wywalczeniu złotego medalu na olimpiadzie. Staraliśmy się ptaszka zdidżiskopingować (ale to po spolszczeniu dziwnie wygląda), by potem mieć coś do przedstawienia Komisji Faunistycznej, bo opis w tej chwili nie był pewnie specjalnie precyzyjny.
Większość naszego czasu na Szpyrku spędziliśmy na obserwacji owego pięknego ptaka, aż wokół nas zaczęło się ściemniać. W związku z tym poczęliśmy się wycofywać, zahaczając jeszcze o plażę ciągnącej się do Mechelinek, skąd roztaczał się piękny widok na zatokę i górującą nad nią dawną torpedownię.
Obserwacje uczciliśmy w karczmie "Checz kole Szperka", gdzie raczyliśmy się specjałami kuchni kaszubskiej oraz gastronomicznymi standardami kuchni polskiej i światowej.
Droga powrotna minęła bez większych przygód. Pewnym przeżyciem było wysłuchanie wymiany zdań między panem kierowcą i kilkoma młodymi mieszkańcami Gdyni, którzy w krótkich żołnierskich słowach wskazali nam drogę do Gdańska ("za skrzyżowaniem w lewo i napiep.....ć prosto!"). Przed biurem OTOP czekał już Piotr Kamont - opiekun rezerwatu Beka - który oprowadził nas po biurze i wskazał miejsca, gdzie możnaby odpocząć po emocjach minionego dnia.
Dalsza część wieczoru zleciała nam na integracji grupy i przeglądaniu różnych otopowych publikacji, które licznie zalegały główne pomieszczenie. Tradycyjnie, jak to przy takich wyjazdach bywa, rekordy zagęszczenia ludzi na metr kwadratowy biła kuchnia, zaopatrzona m.in. w takie dobrodziejstwo cywilizacji jak lodówka.

Następnego dnia zwinęliśmy rano klamoty i koło ósmej ruszyliśmy do rezerwatu "Ptasi Raj". Z trafieniem nie było już żadnych problemów i po wysypaniu się z naszego środka transportu powędrowaliśmy ścieżką przyrodniczą. Na początku droga wiodła przez las, gdzie wokół nas
fruwały sobie bogatki i modraszki. Po pewnym czasie doszliśmy do zarastającego trzciną jeziora Karaś, gdzie stała bardzo piękna wieża obserwacyjna (wcześniejsi turyści nie zaznaczyli tu specjalnie swojej obecności, co w polskich warunkach jest zjawiskiem zaskakującym). Na wodzie, poza kilkoma łabędziami niemymi, nie działo się właściwie nic, więc bez żalu poszliśmy dalej.
Teraz maszerowaliśmy przez las, gdzie pojawiały się stadka raniuszków i czyży. Jednak najciekawsze było jeszcze przed nami. Ryzykując połamanie wszystkich kończyn, pokonaliśmy oblodzoną ścieżkę do wieży obserwacyjnej nad Jeziorem Ptasi Raj. Stamtąd, przez wąskie okienka w ścianach wieży, mogliśmy uważnie przejrzeć wody jeziora. Dzięki temu wszscy mogli sobie dobrze obejrzeć stadka bielaczków, pięknie wybarwionego samca szlachara czy lodówki. Nie zabrakło również gągołów, łysek, czernic, cyraneczek czy gągołów.
Czas i dalsze plany naten dzień wygoniły nas po pewnym czasie z wieży. Przez lasy i zarośla doszliśmy do brzegu morza, po drodze podziwiając m.in. mieszane stadko czyży i czeczotek.
Morze było tego dnia hojne. Na wodzie unosiły się stada lodówek i perkozów dwuczubych, obok których bez większych problemów udało nam się zobaczyć również perkozy rogate w szatach zimowych. Po dłuższej penetracji lunetą udało nam się namierzyć również kilka stad uhli, gdzie dominowały pięknie wybarwione, smoliście czarne samce z białymi lusterkami na skrzydłach i wielkimi pomarańczowymi dziobami. Podziwiając unoszące się nad falami mewy wykryliśmy również 2 mewy małe - 1 juvenalną i 1 dorosłą.
Początkowo mieliśmy w planach dojście do falochronu i poszukanie biegusa morskiego, ale rzeczywistość skorygowała nasze plany i po pokonaniu kilkuset metrów plażą musieliśmy wracać do busa, by zdążyć zwiedzić ostatni punkt w programie - Ujście Wisły.
Przy marszu do Ujścia wystąpiły pewne kłopoty z koordynacją interpersonalną, w wyniku czego powstały dwie grupy - jedna poszła brzegiem Wisły Przekopu, druga, liczniejsza, poszła przez sosnowy las, a potem brzegiem morza. Miło było popatrzeć na kolejne stadka ślicznych lodówek, które dawało się podziwiać nawet bez lornetek.
Ujście Wisły powitało nas dwiema odległymi wysepkami, czarnymi od kormoranów. Po dłuższej chwili zjawiła się również druga grupa (ci, co szli brzegiem) i wspólnie prowadziliśmy dalsze obserwacje. Tych jednak nie było za wiele - sporo mew, zwłaszcza srebrzystych. Pogoda psuła się coraz bardziej (śnieg zaczynał sypać coraz gęściej), więc po posileniu się artykułami czekoladowymi i wykonaniu grupowego zdjęcia (niestety, bez paru osób, które zdecydowały się wcześniej wrócić), rozpoczęliśmy wędrówkę powrotną. Umilały ją nam żerujące wśród sosen mysikróliki.
Tu właściwie możnaby zakończyć opisa nszej wycieczki. Po zaopatrzeniu się w zapas żywności ruszyliśmy w drogę do Warszawy. Do stolicy przybyliśmy koło wpół do dziewiątej wieczorem.
Cztery dni później na PPPtaki pojawiła się informacja, że w Jastarni obserwowana jest sieweczka mongolska, która może być tym samym ptakiem, którego oglądaliśmy na Szpyrku. Jednak póki nie wyślemy zgłoszenia do KF i nie dostaniemy potwierdzenia, lepiej nie zapeszać.
Jako organizator powinienem w pierwszej kolejności podziękować NFOŚ, za dofinansowanie naszej wycieczki - dzięki tym pieniądzom kosztowała ona tyle, ile kosztowała.
Lecz wielki respekt należy się przede wszystkim uczestnikom wycieczki, którzy z anielską cierpliwością wytrzymywali moje nerwowe poganiania i ogólnie nie zawsze przyjazne wobec świata zachowania, jak równiż historie transportowe (pamiętajmy o winietach :) )
Mam nadzieję, że pomimo różnych plam i gaf, które bardzo często były moją winą, nikt się do OTOPu nie zraził i zobaczymy się w jeszcze szerszym gronie na kolejnej wycieczce.
 
 
 
Diafora 


Posty: 1339
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-26, 09:27   

Tońjo lepiej bym tego nie ujęła, może wycięła ten fragment, w którym l domagasz żeby wszyscy napisali, że było ok i żebyś sie nie przejmował.
o ten

Tońjo napisał/a:
Lecz wielki respekt należy się przede wszystkim uczestnikom wycieczki, którzy z anielską cierpliwością wytrzymywali moje nerwowe poganiania i ogólnie nie zawsze przyjazne wobec świata zachowania, jak równiż historie transportowe (pamiętajmy o winietach )
Mam nadzieję, że pomimo różnych plam i gaf, które bardzo często były moją winą, nikt się do OTOPu nie zraził i zobaczymy się w jeszcze szerszym gronie na kolejnej wycieczce.



To ja Cię jednak pogłaszcze i pocieszę pytając wprost: O czym Ty mówisz?
(o jaki eufemizm paskudny :mrgreen: )

Pojechałąm z WAmi za Waszą wiedzą i doświadczeniem i nie zawiodłam się, wycieczka dostarczyła mi wrażeń chociaż nie widziałam raryta sieweczki starczy mi jednak, że towarzyszyłam Wam w tym odkryciu, choćby nieco oddalona. Subtelna agiatcja i plan ochrony wodniczki wzruszyły moje sceptyczne serce i może wstąpie do Otopu. Dziekuje za podjęcie trudu organizacji, dziekuje za zacne towarzystwo, wszystkim Warszawiakom, którzy się wycofali mogę na nosie zagrać (choć zastanawiam sie gdzie byśmy mieli bagaże trzymać gdyby te 4 osoby były). Pewnie sę jeszcze do jakiejś wycieczki przyłaczę (nie krzyczcie ze szczęścia :wink: )

ΔiαΦoρα
_________________
N I E M A S P R A W I E D L I W O Ś C I
J E S T E M T Y L K O J A
ŚMIERĆ

 
 
petrelos 
_____________


Posty: 701
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-28, 11:50   

no, a oto nasz busik :wink:


[ Dodano: 2005-11-28, 20:06 ]
oj, sorry troche się forum rozjechało..........
_________________


Tutaj mozesz zobaczyc prawdzıwa ı jedyna dzıka Turcje
 
 
 
Rey 


Posty: 8448
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-08-16, 16:54   

Ostatni akord tej wycieczki znajdziecie w temacie orzeczenia KF :]
_________________
Marcin
The Show Must Go On
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



I N F O R M A C J A
Forum Przyroda wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas korzystania z naszych usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, oznacza to, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki

© PRZYRODA.org | Noclegi Świerże Górne, Kozienice, Chinów - wysoki standard, niskie ceny!

phpBB by przemo   - recenzje mang
POLECAMY
hwww.lto.org.pl

www.kuling.org.pl

www.kp.org.pl

www.nietoperze.pl



REKLAMA




.