Ognisko na 3 metry, BureQ Squad, Wybuchy i Detektywi (W11?) z TV, 2 pary młode.. a to wszystko w Forumowym (i nie tylko) duchu! Nie pamiętam takiego Tęczyna
(może dlatego że ja i GP w tym roku nie piliśmy alkoholu? )
By tradycji stało się zadość
Trochę statystyk:
było nas +25 licząc znajomych Felixa (A jego znajomi to przeca i nasi znajomi)
najdalej zamieszkały osobnik - TadekPtaku
najbliżej zamieszkały osobnik - Kalina (i duch Burka)
Największe zamówienie piwne - 14 Felix
Najmniejsze zamówienie piwne - Gp, Al, Ja
Najgłośniejszy śmiech - Athene
....
No a teraz do rzeczy. W piątkowe popołudnie dotarliśmy na zamek. Na początku ja, For, Parus'ka, Sonia i Kalina. Było radośnie już w aucie a to był dopiero początek. Pierwszy szok - na zamku stoją pseudonamioty, jest rozkopane i dostajemy wiadomość że dziś nie jesteśmy sami. Trafiliśmy na plan filmowy Detektywów. Z uwagi na to początek ogniska do którego przygotowania czyniłem ja i Parus - zbiórka a potem zrywka drewna za pomocą Kuc'a , się trochę przesunął i ognisko rozpoczęło się o 23? Do tego czasu zjechała na zamek większa część ekipy. Równie zdziwieni jak my, oglądali palenie namiotów archeologów, bieganie na czas z kamerą, i takie tam inne Jedna z pań detektywów - Karolina - jaka w serialu taka i w rzeczywistości I Res! że łyknęła z nami na ogrzanie w czasie deszczu Wszak łikend się zbliżał. Później przyrodników rozmowy przyogniowe i odwrót do snu krainy. Co poprzedzone było spotkaniami z Załogą Poszukiwaczy Zaginionego Burka, czyli autochtonami by nie pisać tubylcami w strojach sportowych.
O poranku zaskoczenie no.1 Kessy wstała wcześnie, a potem trochę marudziła że ptaki nie lecą, ale to nie było zaskoczeniem. Plan był prosty - jedziemy na pilchy do Racławki. Dostałem Su(zu)kę pod opiekę i ruszyliśmy. Ekipa druga która pewnie coś o tym napisze później dotarła zdecydowanie później. Statystyka była niezła 4 zwierzaki, niektóre pchały się na nas, a inne smakowały Felk'a. Tu dołączyła do nas jeszcze dwójka przyrodników, którzy nie wiedzieli że zostaną z nami do niedzieli Namiot się im znalazł, koce, śpiwory, karimaty.. zasadniczo wszystko co potrzebne do przeżycia. Na miejscu przygotowania do ogniska, w między czasie straszyły białe damy na zamku które nawet okupiły się 40% by wejść na zamek i sobie zdjęcia porobić Później już tylko gitary, łapania ciem, śpiewy, kiełbaski, szaleńcze skoki przez ognicho które miało kilka metrów wysokości momentami, batalia na intelekt i charaktery z najazdem ludności miejscowej, latające żagwie, ... i przyrodników przy ogniu rozmowy.
Ten-Czyn godny zapamiętania!! Dzięki wszystkim i do zobaczenia na jubileuszowym 5tym za rok!
_________________ "Those were the days of good hunting and good sleeping" Rudyard Kipling
Było bardzo fajnie następnym razem załatwiamy sobie jakiegoś kierowce i L4 co bym i ja mógł skosztować troszkę %. Dzięki za super wieczorek i miło nam ze mogliśmy poznać resztę jakże zgranej ekipy
_________________ Dawid
Małopolskie Towarzystwo Ornitologiczne
Miło było się spotkać w tak doborowym towarzystwie! W tych pięknych okolicznościach przyrody (i kultury).
Działo, oj działo się w tym roku na Tęczynie, chyba najwięcej spośród wszystkich tu spotkań. Dzięki za spotkanie .
P.S. A film ze spotkania pomału zaczyna się sklejać. Powinien być całkiem interesujący .
dziękuję wszystkim za przybycie. Ilosc osob przerosla moje oczekiwania. Procz dodatkowych atrakcji w sensie serialu Detektywi oraz nocnych przyrodników rozmów - poza atmosferą imprezową był rowniez aspekt przyrodniczy - czyli orzesznice w rezerwacie Dolina Racławki, popielica w Lesie Zabierzowskim oraz nocne poszukiwania Kessy jej niedoscignionej sowy
Wczoraj zaowocowało w Puszczy Niepołomickiej 3 osobnikami S.uralensis - w tym jeden widziany osobnik. S.aluco nie bede liczył ale tez było sporo.
Za rok 5 - lecie Imprezy na Teczynie (strach sie bać co sie bedzie działo).
Wrócimy tam za rok
No to teraz moja relacja Dla mnie impreza zaczęła się już w Krakowie gdzie brygada „DD”(dzielnych dziołch) spotkała się na pizzy gdzieś przy Al. Słowackiego ... Bagaż na plecy i dawaj na busa do Krzeszowic, który podjechał jak na zawołanie. W Krzeszowicach przesiadka na busika do Rudna (w busiku miły pan kierowca, który chyba na wszystkie panny poniżej 40-ki miał ochotę ), a z Rudna spacer pod górę - że bagaże były ciężkie, a my już nie takie młode-trzeba było choć trochę je opróżnić . W międzyczasie dostałyśmy smsa od Logana:
” Zacznijcie się malować bo tam podobno film kręcą”. Jak się okazało Pan doktor miał racje pisząc te słowa, a że my przezorne dziopy jesteśmy to make-up już w Krakowie zrobiony był na wypadek łapania stopa . Hehe... Dotarłyśmy szczęśliwie. Detektywi pokrzyżowali nam plany zabierając dziedziniec jako potencjalne miejsce do rozbicia namiotów.. ale Dysia widocznie poczuła atmosferę Sherlocka Holmesa i ruszyła w poszukiwaniu...placu na namiot – byłby to widok nudny gdyby nie udział FORumowej maczety, którą Laszka konkretnie władała!- oj nie chciało by się jej podpaść pod nogi w tym czasie...
Dojechała reszta ekipy , Pan doktor ze wsparciem w postacie Zielonej Mocy (fachowo po angielsku - Green Power ) oraz Zimorodkowych skrzydeł (fachowo po łacinie Alcedo sp. )
Chwilę później dotarły memoki (fachowej nazwy nie ma - po prostu MEEEEE ) i zaczęło się... Śmiechy, hihy na planie filmowym. Co z tego że jakiś Pan krzyczał „cisza na planie” a drugi „dlaczego tam jeszcze coś słychać w tle?”- na rozbawionych Forumowiczów rady nie było! Ku uciesze naszej trafiliśmy na scenę pożaru, a więc megaognicho zapłonęło pod czujnym okiem Pana Kazia – byłego sapera Zadrżały serca nasze w obawie o pomnik przyrody bardziej niż o nas samych, ale nic nikomu się nie stało, a widok wart zapamiętania . Na szczęście i nieszczęście zaczęło padać, więc ekipa TVN przerwała zdjęcia i wszyscy schowaliśmy się w zamkowe mury integrując różnymi trunkami. dla Karoliny i Phoenixa <ok>:D
Ok 23 po trzykrotnej powtórce jednego ujęcia (nie wiem co im przeszkadzało.. ) zakończyli zdjęcia a my konkretnie rozpoczęliśmy już imprezowanie
Koło godzin późnonocnych lub wczesnorannych ustały Polaków rozmowy.....nawet MEMEEEE umilkło...
Sobota rano... Pierwsze forumowe stwory opuszczają zacisza namiotów...Krótka integracja na dziedzińcu zamkowym, podglądanie Fora w namiocie, pożegnanie z Loganem, któremu weseliska się zachciało i Parus, która robaki wybrała...Potem szybkie oporządzenie, kurs do miasta po prowiant- czytaj 34 piwa i jakieś różniaste różności....W końcu teren! Ponieważ nie było wielu środków transportu (czytaj dwa ) nie obyło się bez przygód Pojechałyśmy z Dysią w wesołym samochodzie dostawczym, gdzie zapakowano nas z Alem , Gpim i Marcinem . Podróż zaowocowała nakręceniem teledysku do Joł Joł squad Chcieliśmy dogonić ekipę Suzukową, ale autko odmówiło nam posłuszeństwa na środku skrzyżowania. Wtedy okazało się że Hawaj (Mahaj, Hahaj) jest przygotowany na każdą ewentualność i wyciągnął gdzieś z zakamarków owej skody scrabble i szachy Podjęłam się zadania i rozegraliśmy partyjkę na masce samochodu po uprzednim zepchnięciu go na podwórko Pana, któremu przeszkodziliśmy w malowaniu ogrodzenia kompresorem .
Ostatecznie auto na szczęście odpaliło i dotarliśmy do Doliny Racławki. Mieliśmy jeszcze bardzo dużo miejsca z tyłu dlatego postanowiliśmy po drodze zabrać od leśniczego drabinę i tak razem z nią udaliśmy się do lasu w celu kontrolowania zorzeszniałych (i jak się okazało zżabiałych) budek. Poza orzesznicą w jednej z nich znaleźliśmy Księciunia (czytaj ropuszka) ale nikt nie odważył się go pocałować . Wróciliśmy również skodą robiąc furorę wśród innych kierowców na trasie, dla GP za rozkręcanie osobników siedzących w czerwonym samochodzie za nami
Po powrocie do obozowiska powitaniom znów nie było miary...Przybyli kolejni forumowicze...Piosu, Mrówek, Orchid z Qbą i jeszcze dwójką twarzyczek...rozpoczęliśmy kolejne przygotowania do imprezki- czytać polowanie na badyle...maczeta poszła w ruch, niektórzy cięli co popadło inni robili za konie pociągowe znosząc zielsko na kupkę, jeszcze inni cięli, łamali (i się i gałęzie)...aż oko się cieszyło!...Znalazły się też dwie grupy stworzone do wyższych celów- jedna siedząco-pijąco-hihrająca się, druga strasząca świeżych małżonków dzidami i gałęziami (biedne świeżo połowione małżynki...)! Koło 19 ognisko znów zapłonęło.. pojawił się alkohol, kiełbaski, gitara i trele po których aż głos straciłam! Impreza była przednia...więcej nie opowiem bom padła na karimatę...
Buziaki dla wszystkich uczestników! Obyście dopisali co najmniej w takim składzie za roczek!
Agata
yo, yo, czyli... spojrzenie na świat okiem Poszukiwacza Zaginionego Burka
uchodźcy...
partyjka szachów
brama nie do sforsowania
_________________ Tomasz Figarski
"Poza gospodarczym wyrachowaniem leśnik musi mieć także i szerszy, przyrodniczy punkt widzenia; powinien mieć również na względzie wartość materialnie niewymierną, jaką jest piękno i urok lasu..." W. Koehler, 1961.
hehe, znany i lubiany kawałek ; często wykonywany także przy ogniskach - że też nie przyszło nam do głowy zaśpiewać go na zamku
_________________ Tomasz Figarski
"Poza gospodarczym wyrachowaniem leśnik musi mieć także i szerszy, przyrodniczy punkt widzenia; powinien mieć również na względzie wartość materialnie niewymierną, jaką jest piękno i urok lasu..." W. Koehler, 1961.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum