Opowiem troszkę o spotkaniu mieszkańców Myscowej i przysiółka Kąty-Zagrody z przedstawicielami RZGW i posłem S. Zającem (dostepnym tylko telefonicznie), które miało miejsce 15 dnia marca 2007 roku.
Całą imprezę zorganizowało Radio Rzeszów, była to audycja NA ŻYWO. Z sił "ekologicznych" był Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemii i Damian Panasiuk - ekonomista, którego rozprawa doktorska obejmowała temat opłacalności zespołu zbiorników w Czorsztynie. Jak się szybko okazało cała audycja miała dowieść "słuszności" budowy zbiornika. Najdłużej mówił pan posioł PiS Stanisław Zając (z-ca przewodniczącego KOŚZNiL), choić nie było go w sali. Ludzie krzyczeli, ze bał się i nie przyjechał, a on, ze ważne obowiązki itd. Większość mieszkańców, którzy się wypowiadali było przeciw. Jedna z pań prowadzących usilnie szukała tych ZA. W końcu jakoś w połowie audycji (45 minut-całość) udało się zabrać głos p. Panasiukowi. Potem jeszcze kilka razy udało się skontrować jakąś wypowiedż czy to Robertowi czy Damianowi. "Ekolodzy" skupili się na podważeniu sensowności i opłacalności budowy zbiornika. (Czyli zaczeli mówić językiem jakim mówią urzędnicy - nie o przyrodzie ale po prostu - o kasie; tak żeby wszyscy zrozumieli ) Z RZGW udało się przemówic tylko p. Filimowskiemu, ale mieszkańcy (szczególnie mieszkańcy Kątów) delikatnie mówiąc nie byli zachwyceni. Kilka słów powiedział wójt gm. Krempna, kilka znacznie ciekawszych chyba pijany sołtys Myscowej. (coś o ekologach i wyp-raszaniu.)
Ogólny zamysł całej audycji polegał na tym, aby przekonać/przekupić mieszkańców Myscowej, a zarazem pogrozić i zapewnić o nieuchronności decyzji, przy okazji mówiąc też, ze mają swój udział w procesie decyzyjnym (sic!). Na koniec pan Zając próbował coś powiedzieć o tm, że ekolodzy się nie znają na całej procedurze wyznaczania i ingerowania w obszary NATURA 2000, ale został wyciszony.
O wiele ciekawsza były rozmowy po audycji. Z tego co udało mi się dowiedzieć OOŚ jest już zawieziony do gminy. Teraz pozostaje codziennie sprawdzać, czy nie został wyłożony. Pytalem też pana Filimowskiego o cerkiew, coś bąknął, że trzeba będzie rozebrać, więc podejrzewam, iż będą próby wykreślenia obiektu z rejestru zabytków. Z Magurskiego nie było nikogo. Nie zostali zaproszeni, sami też nie przyjechali.
Już od kilkudziesięciu lat mieszkańcy Myscowej zastanawiają się, czy ruszy budowa zbiornika na Wisłoce i czy będą musieli się stąd wynosić
Przewidziani do zalania
Ponad sto domów, drogi i mosty, pola i łąki, zabytkowa cerkiew i wiekowy cmentarz - wszystko to może niedługo zniknąć pod wodą. O tym, że Myscową przewidziano do zalania, wiadomo już od 40 lat. Dotychczas nikt w to nie wierzył...
Jednak ostatnio mówi się o tym coraz głośniej. Choćby w miejscowej szkole. Czternaścioro uczniów od czasu do czasu powtarza, że już niedługo szkółka znajdzie się na samym dnie zbiornika. - Myślę, że dzieci nie są świadome tych słów, tylko powtarzają opinie rodziców zasłyszane w domu - mówi Urszula Ziomek, dyrektorka Niepublicznej SP w Myscowej.
A ludzie mówią różnie.
Myscowa to niewielka wioska w gminie Krempna, w powiecie jasielskim. Sklep w centrum, drewniany przystanek, kilka gospodarstw dla turystów, kilkanaście rolniczych - ekologicznych. Po wsi plączą się łaciate krowy. Ludzie albo wyjechali, albo są na bezrobociu. Inni ledwo wiążą koniec z końcem, próbują żyć z rolnictwa. Okolica ładna - zabudowania wcisnęły się w dolinę Wisłoki otoczoną sięgającymi 600-700 m n.p.m. wzgórzami Beskidu Niskiego.
To właśnie między te wzgórza zostanie wlanych 65,5 mln metrów sześciennych wody zbiornika retencyjnego Kąty - Myscowa.
Idea budowy zapory w górnej części Wisłoki pojawiła się w... 1967 r. Miały powstać trzy zbiorniki zapobiegające powodziom - właśnie na Wisłoce, a także jej dopływach Ropie i Jasiołce. Na razie wybudowano tylko jeden: w Klimkówce niedaleko Gorlic (rzeka Ropa).
Po wybraniu lokalizacji zapory w przysiółku wsi Kąty - Zagrodach ruszyły nawet prace projektowe, ale przerwano je w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Potem przez pewien czas myślano tylko o małym zbiorniku, aby do koncepcji znacznie większego powrócić w 1995 r. Zaczęto prace geodezyjne i geologiczno-inżynierskie, jednak wciąż brakowało pieniędzy. Ostatnio projekt wpisano do rządowego Programu Operacyjnego "Infrastruktura i Środowisko" - jako projekt rezerwowy. Zbiornik ma kosztować ok. 700 mln zł, jest szansa na pomoc finansową UE.
Odkąd wymyślono zbiornik, ludzie
żyją w niepewności
- Tyle lat to trwa i nic!- utyskuje Krystyna Frankiewicz, starsza gospodyni z Myscowej. - Już wtedy mówili, że będą wysiedlać, żeby się nie budować, nie sadzić drzewek. Potem była cisza, a teraz znowu kramarzą... - załamuje ręce.
Wydawało się nawet, że z planów budowy ostatecznie zrezygnowano, bo gmina zaczęła wydawać pozwolenia na budowę. Ludzie zainwestowali też w gospodarstwa, aby dostosować je do unijnych wymogów. - Sprzedaję mleko. Nie opłaca się to najlepiej, ale trochę grosza z tego jest - przyznaje Jarosław, syn Krystyny Frankiewicz. Oboje są przeciwni budowie zbiornika. Mówią, że teraz dobrowolnie nie opuszczą gospodarstwa.
- Właściwie to żyjemy z dnia na dzień. Nie wiadomo, czy wkładać w coś pieniądze, czy nie - mówi z kolei Maria Stoś. - Wszyscy młodzi uciekają, bo nie widzą przyszłości.
Pracy na miejscu nie ma, a żeby dotrzeć do Jasła - trzeba nadłożyć kilkanaście kilometrów, bo krótsza droga dwa razy przekracza Wisłokę - po betonowych płytach. Rzeka często przybiera i samochody toną. A nikt przecież nie zbuduje mostu na terenie, który ma być zalany. Z tego też powodu w Myscowej nie ma wodociągu, kanalizacji, oświetlenia, porządnych dróg...
Pomiędzy tymi brodami stoją domy przysiółka Zagrody. Ponad dwadzieścia gospodarstw i już sąsiednia gmina Nowy Żmigród. To tu zapora o wysokości 43,4 metra, ma przegrodzić koryto Wisłoki.
- Czterdzieści lat nie możemy doczekać się mostu i chyba się nie doczekamy. Dwóch, co się o niego starało, już umarło. Czasem ludzi do karetki trzeba było końmi przewozić przez rzekę - przypomina sobie Józef Piwowar, gospodarz z Zagród. Jego dom jest ostatni przed planowaną tamą. To mu się nie podoba: - Nie będę do końca życia patrzył na beton!
Podobnego zdania są wszyscy mieszkańcy Zagród. Dlatego poszli do Andrzeja Kasprzaka - tego, który niedawno przeniósł się z Warszawy do Myscowej - po radę i pomoc.
- Postanowiliśmy zapytać ludzi o zdanie. Z przeprowadzonych rozmów wynika, że przeważająca część mieszkańców jest przeciwna powstaniu zbiornika - mówi Kasprzak. Przeważająca część, czyli 63 spośród 105 właścicieli gospodarstw, które prawdopodobnie będą wysiedlone - w Myscowej (75 gospodarstw), Zagrodach (23), Polanach Ostrysznem (6) i Krempnej (1). Budowę poparło tylko 20 gospodarzy, a trzech nie miało zdania. Z kilkunastoma pozostałymi nie udało się skontaktować.
Te wyliczenia nie przekonują sołtysa Myscowej Józefa Żarnowskiego: - Przy tym poziomie wiedzy o zbiorniku, jaki mamy, tylko idiota może mówić albo "tak", albo "nie".
Na pismo wysłane przez mieszkańców na początku marca - z zapytaniem o plany wobec nich - władze województwa dotychczas nie odpowiedziały: wojewoda Ewa Draus i marszałek Zygmunt Cholewiński. Nie odpisał też minister środowiska prof. Jan Szyszko. Sprawą za to
zainteresowali się ekolodzy
Prezes Towarzystwa na rzecz Ziemi z Oświęcimia Robert Wawręty nie ma wątpliwości: - Hydrotechnicy szykują nam "Rospudę bis"!
Ekolodzy nie chcą zbiornika m.in. dlatego, że pod wodą znajdzie się część Magurskiego Parku Narodowego. Do tego mógłby negatywnie oddziaływać na kilka obszarów europejskiej sieci Natura 2000. Boją się, że nie zostanie uszanowane unijne prawo ochrony środowiska. - To właśnie ignorowanie tzw. dyrektywy siedliskowej spowodowało tak ostrą reakcję Komisji Europejskiej w sprawie Rospudy - przypomina Robert Wawręty. Złamana zostanie też dyrektywa wodna, która zakazuje m.in. pogarszania ekologicznego stanu wód płynących. Jakby było mało, dolina Wisłoki w Myscowej to tzw. siedlisko "stop-over" - miejsce odpoczynku i żerowania migrujących ptaków. Co roku jesienią w ramach Akcji "Carpatica" liczą je tu i obrączkują ornitolodzy amatorzy.
Obrońców przyrody nie przekonują słowa zwolenników budowy zbiornika, że nie tylko zapobiegnie on powodziom na terenie powiatów jasielskiego, dębickiego i mieleckiego, ale także będzie stanowił rezerwuar wody pitnej dla ok. 20 tysięcy osób (co dziesiątej z nich trzeba regularnie tę wodę dowozić, reszcie notorycznie doskwierają niedobory). Mówią, że to inwestycja nieopłacalna, że za mało przyniesie korzyści w stosunku do ceny. - Nie lepiej dać te pieniądze na rozwój regionu, niż ładować je w beton? - pytał niedawno dr inż. Damian Panasiuk, ekspert ekonomiczny Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Ekolodzy zaktywizowali się, bo od ubiegłego roku sprawa budowy wyraźnie przyspieszyła. Są ku temu powody.
- Nigdy dotąd nie pojawiła się realna szansa na pozyskanie tak dużych pieniędzy. Wystarczy spojrzeć, jak długo trwała realizacja podobnych inwestycji, kiedy nie było dostępu do środków Unii Europejskiej - tłumaczy Krzysztofa Bełz, rzeczniczka Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie.
To przyspieszenie biegu spraw spadło na ludzi w Myscowej jak grom z jasnego nieba. Nawet ci, którzy dotychczas byli za budową zbiornika, bo nie wierzyli, że pomysł zostanie zrealizowany, teraz przeszli do opozycji. Nie wiedzą, dokąd zostaną przesiedleni. - Chcą nas do lasu jak bydło wysłać? - pytają. - Społeczeństwo jest już zmęczone - przyznaje radny gminny Zdzisław Kłosowski.
- Nikt z nami na ten temat jeszcze nie rozmawiał. Dano nam do zrozumienia, że dowiemy się w swoim czasie, ale wtedy może być już za późno - obawia się Małgorzata Kasprzak.
Krzysztofa Bełz uspokaja: - Nic nie będzie się działo za plecami ludzi. Niezależni rzeczoznawcy wycenią majątki, inwestor będzie prowadził z każdym mieszkańcem indywidualne rozmowy. Chodzi przecież o to, żeby wszyscy byli zadowoleni. Każdy będzie mógł wybrać, czy chce tylko pieniądze, czy inną działkę i środki na budowę domu. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to nawet wybudujemy ten dom. Powstanie specjalny program pomocy.
Może być jednak trudno dojść do porozumienia, bo zwłaszcza starsi są przeciwni wysiedleniom i już zapowiadają opór. - Tu się położę, w tym gnoju, i niech mnie biorą siłą! - mówi w oborze Krystyna Frankiewicz.
Zdaniem Krzysztofy Bełz z KZGW mowa o "Rospudzie bis" i porównywanie sprawy zbiornika w Myscowej do kontrowersji wokół budowy obwodnicy Augustowa jest nieuprawnione. - Tam już maszyny wjeżdżały na plac budowy, a tu jesteśmy jeszcze
przed etapem konsultacji
Niedawno raport o przewidywanym oddziaływaniu zbiornika na środowisko trafił do Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie. Na jego podstawie wojewoda wyda tzw. decyzję środowiskową, która zadecyduje o dalszych losach inwestycji i będzie konsultowana z mieszkańcami. W obu gminach trzeba również uchwalić miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, bez których budowa nie ruszy. Także w stosunku do nich mieszkańcy będą mogli zgłaszać uwagi.
- To, czy powstanie zbiornik, czy nie, będzie suwerenną decyzją ludzi stąd - mówi z przekonaniem sołtys Józef Żarnowski. - Zobaczymy, co się nam proponuje w zamian. Jeśli nasze wnioski nie zostaną uwzględnione, żaden radny nie zagłosuje za tym planem.
Są jednak tacy, dla których budowa zbiornika może się już zaczynać. - Jeśli dobrze zapłacą, niech nas nawet zaleją pod sam komin - mówi jedna z młodych mieszkanek Myscowej.
- Sprzedałbym dom nawet i dziś. Niech od razu biorą na biuro - nie ukrywa 77-letni Stanisław Piątek. Porządny, murowany budynek stoi na zboczu, przy bocznej błotnistej drodze - pierwszy w górę rzeki od planowanej zapory. - Ja tu już dość się namęczyłem. Gdzie się nie pójdzie, tam góra. Teraz nawet we wsi człowiek chciałby wyleźć z chałupy na asfalt, a tu co? Jakoś sobie poradzę...
Dużo młodszy Krzysztof Delimata, właściciel pasieki i rzemieślnik, ma podobne zdanie: - Tu tylko śpię, a pracuję poza Myscową. Tak jak wielu innych, bo dla przedsiębiorców nie ma tu warunków do zarabiania.
Nie zapowiada się jednak, żeby na dniach musieli się pakować. Procedura będzie długotrwała, m.in. wskutek sąsiedztwa obszarów Natura 2000, trzeba zasięgnąć opinii Komisji Europejskiej. - Jeśli przyzna rację nam, a nie ekologom, zbiornik może zostać wybudowany w latach 2010-2016 - uważa dr Janusz Filimowski z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie.
- Zwolennicy budowy nie pokazali jak dotąd żadnych przekonywających dowodów, że cele zbiornika zostaną spełnione. Nie wiadomo, czy zapewni bezpieczeństwo istotnie większej liczbie mieszkańców niż liczba tych, którzy muszą być wysiedleni w związku z jego budową... - twierdzi Robert Wawręty.
PIOTR SUBIK
Liczba zbiornika
427
Tyle hektarów zaleje planowany zbiornik retencyjny Kąty - Myscowa na Wisłoce w Beskidzie Niskim
Jutro (poniedziałek) w krajowym wydaniu Wyborczej ma być artykuł o zbiornikach większy.
Cytat:
Czy zapory chronią przed powodziami ?
- Zanim zaczniecie budować kolejne zapory, sprawdźcie, czy naprawdę ochronią nas przed powodzią - apelują ekolodzy do władz i hydrologów.
- Nie należy całkowicie rezygnować z zapór. Ale ich budowa powinna mieć mocne uzasadnienie społeczne, ekonomicznie i środowiskowe. Trzeba przeliczyć, czy zamiast budować zapory nie lepiej przenieść zagrożone gospodarstwa tam, gdzie nie dosięgnie ich woda - podkreśla Robert Wawręty, prezes Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Bo może się okazać, czego dowodzą ekolodzy, że liczba gospodarstw, które ochroni zapora, będzie mniejsza niż tych, które trzeba będzie przenieść, aby ją wybudować. Warto też sprawdzić, czy są szanse na dofinansowanie z Unii (maleją one, jeśli zapora ma być budowana na obszarach Natury 2000).
Od lat ekolodzy proponują też odczuwalne podniesienie stawek ubezpieczenia nieruchomości na terenach zalewowych, które ograniczyłyby ich dalszą zabudowę.
- Są miejsca, gdzie budowa zapór może być konieczna - bo np. trzeba ochronić duże miasta - ale bardzo drogie inwestycje, które nieodwracalnie niszczą przyrodę, powinny być ostatecznością - podkreśla Wawręty, współautor opublikowanego niedawno raportu na temat zapór.
Ekolodzy z Towarzystwa na rzecz Ziemi i Polskiej Zielonej Sieci z pomocą ekspertów hydrologów i przyrodników oceniają skuteczność przeciwpowodziową siedmiu takich obiektów. Istniejące: (• Czorsztyn-Niedzica na Dunajcu (małopolskie), (• Nysa na Nysie Kłodzkiej (opolskie), (• Dębe na Narwi (mazowieckie), (• Włocławek na Wiśle (kujawsko-pomorskie), budowany: (• zapora Świnna Poręba na Skawie (małopolskie) oraz planowany: (• Racibórz na Odrze (woj. śląskie) oraz (• Kąty-Myscowa (Krempna) na Wisłoce (woj. podkarpackie, w pobliżu Krosna). O tej ostatniej politycy PiS mówią już, że może być „drugą Rospudą” - planowana inwestycja ingeruje w obszary Natury 2000. - Efekt ich budowy okazuje się niewspółmierny do poniesionych kosztów.
Wysiedlić 400 domów, żeby ochronić 100
Według autorów raportu, którzy przeprowadzili komputerową symulację powodzi, z siedmiu badanych zapór tylko planowany zbiornik Racibórz Dolny efektywnie ochroni okolicę przed wodą.
Włocławek i Dębe - nie mają na nią żadnego wpływu. Czorsztyn, Nysa, Świnna Poręba i Krempna tylko nieznacznie mogą wpłynąć na obniżenie poziomu wody.
Z analizy wynika, że gdyby na Skawie pojawiła się taka fala powodziowa jak w 2001 r., zapora Świnna Poręba (koszt budowy prawie 1,7 mld zł) ochroniłaby od 57 do 93 domów zagrożonych w dolinie Skawy. Tymczasem budowa zapory wymusza przesiedlenie ponad 2 tys. osób z 411 gospodarstw w 10 miejscowościach.
Z kolei gdyby na Wisłoce pojawiła się taka fala jak w czerwcu 2006 r., to zbiornik Krempna (652 mln zł) ocaliłby tylko ok. 92 domów, podczas gdy planowane przesiedlenia dotkną 384 osób. - Analizie poddaliśmy tylko budynki mieszkalne, bo najważniejsza jest ochrona ludzi. Oczywiście np. w dolinie Wisłoki są też inne zagrożone zalaniem obiekty: kościół, rafineria, zakład mas bitumicznych czy dom schadzek - mówi Wawręty.
Nowe podejście, szersze spojrzenie
- Choć metoda wydaje się zbyt pobieżna, autorzy wskazują na właściwy kierunek - szukanie rozwiązań bez mocnej ingerencji w przyrodę i gigantycznego nakładu finansowego - komentuje raport prof. Elżbieta Nachlik, hydrolog z Politechniki Krakowskiej. - W ostatnich 50 latach nie było pieniędzy na kompleksowe inwestycje, więc budowano to, na co akurat było nas stać i co wydawało się potrzebne. To doprowadziło do karygodnego błędu: zbiorniki są często jednocześnie elektrownią wodną, tamą dla fali powodziowej i miejscem rekreacji. A tych funkcji nie powinno się łączyć, bo wtedy żadna nie będzie spełniona - dodaje.
Nachlik nie ufa jednak do końca wynikom symulacji ekologów: - Raport jest częściowo tendencyjny, bo do jednego worka wrzuca zapory, które mają pełnić funkcje przeciwpowodziowe, i te, które nigdy takiego przeznaczenia nie miały. Np. zapora we Włocławku była zaplanowana jedynie jako elektrownia wodna - mówi.
- Dobierając zapory, nie kierowaliśmy się ich faktycznym przeznaczeniem. Ale przy każdej powodzi politycy twierdzą, że nawet takie obiekty jak stopnie wodne Włocławek czy Dębe chronią przed powodzią, i przekonują do budowy kolejnych. Chcieliśmy pokazać, że nie zawsze wiedzą, o czym mówią - wyjaśnia Wawręty.
Wy dyskutujcie, my budujemy
W przekonaniu o słuszności budowy kolejnych zapór polityków wspierają Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej. Tam wciąż panuje zasada - dobra rzeka to uregulowana rzeka.
- Dla podniesienia poziomu ochrony przeciwpowodziowej, szczególnie w przypadku rzek górskich, należy wykorzystywać wszystkie możliwe środki i metody - mówi Elżbieta Seltenreich, dyrektor małopolskiego RZGW.
Jej zdaniem, aby skutecznie walczyć z powodziami, należy budować systemy zapór, wałów i dbać o powiększenie obszarów naturalnej retencji, czyli miejsc, gdzie deszcz może wsiąkać w ziemię. - Oczywiście najskuteczniejsze byłoby wyludnienie wszystkich dolin rzecznych. Ale to nie udało się do tej pory w żadnym cywilizowanym kraju - kwituje.
W połowie marca RZGW wystąpiło do Wojewody Podkarpackiego o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Przedłożyła Raport o oddziaływaniu tejże inwestycji na środowisko. Dane te urząd wklepał na strony (czyli niejako zatwierdził) 20.III.2007. Jednak OOŚ zostal przesłany do wykonawcy (INTEGRATED ENGINEERING Sp. z o.o.) w celu uzupełnienia. Przed czerwcem mają się odbyć konsultacje społeczne.
Nie zawwsze działa, wiec podam trasę "na piechotę": strona Podkarpackiego UW, dalej - z prawej kolumny wybieramy "Informacje o środowisku", następnie wybieramy "Formularz E" i na drugiej, bądź trzeciej stronie winna znajdywać się karta tego raportu.
1. OOŚ odesłany do poprawki. 44 uwagi od Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego. Termin do którego inwestor ma oddać uzupełniony raport to 30.06.2007, z tym, że na życzenie RZGW termin może zostać (i prawdopodobnie zostanie) przedłużony.
zarzuty to m.in.:
- nie rozpatrywanie wariantów alternatywnych
- brak inwentaryzacji przyrodniczej po za terenem MPN (teren MPN to 15% czaszy planowanego zbiornika)
- brak opisu kompensacji przyrodniczych
- brak opisu wpływu na konkretne gatunki i siedliska chronione dyrektywami: ptasią i siedliskową
2. Pan Stanisław Zając (PiS) nie próżnuje i spotkał się (w końcu!) z mieszkńcami terenu przewidzianego do zalania. Oczywiście ze spotkania nie wysunięto żadnych wniosków. Teraz pan Z. chce zrobić dla wójtów i radnych gmin Krempna i Nowy Żmigród wycieczkę do Świnnej Poręby, aby pokazać jak tam przesiedleńcy się cieszą. Pan poseł zapowiedział też, że postara się aby projekt budowy zbiornika Kąty-Myscowa przesunąć na indykatywnej liście projektów mających być finansowanych z Funduszy Strukturalnych (PO Infrastruktura i Środowisko) z zadań rezerwowych, do zadań podstawowych. Rozchodzi się o jedyne 170 mln euro.
3. Projekt ustawy zakładającej budowę zbiornika Kąty-Myscowa uznany został za niezgodną z Ustawą o finansach publicznych.
Eeee, już to widziałem. Artykuł słabiutki. To, że na każdej rzece beskidzkiej ma być zbiornik pisałem już ponad rok temu. Podawałem wtedy również linka do tej "szokującej" mapki. W ramach ścisłości to na Białej tarnowskiej i na Osławie jeszcze budować nie chcą Artykuł niby nowy, ale bardzo nieaktualny. A mnie szczególnie wkurza mnie zdanie:
Cytat:
Z przeprowadzką pogodzili się już mieszkańcy okolicznych wsi. Wykazują wręcz irytację i zniecierpliwienie przedłużającym się terminem rozpoczęcia prac.
...bo jest nie prawdziwe.
Większość mieszkańców Myscowej i Kątów-Zagrody, czyli ludzie z tych 102-105 domów "do zalania" (a nie 125! - choć nie liczymy gospodarczych) są przeciwko zaporze, czemu wyraz dali w liście do ministra Szyszki (02.2007) i do Marszałka i Wojewody Podkarpacia (03.2007)
Ludzie z Krempnej też nie powinni się cieszyć, bo od ich strony ma być strefa cofkowa zbiornika.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum