Nie ma sie co wilkom dziwić. Ludzie też kombinują żeby sie nie narobić, a mieć coś do gara włożyć
W Indiach, w okolicach gdzie żyją tygrysy, miejscową ludność namówiono do hodowli bydła, które można trzymać w oborach.
Bardzo proste rozwiązanie, godne naśladowania w rejonach gdzie są duże straty ponoszone na skutek dużych drapieżników.
Jeśli wszędzie bydło byłoby tak hodowane, to chyba tylko myśliwi nie zgodziliby się z reintrodukcją wilka w rejonach jego dawnego występowania.
Trzy dziki zostały potrącone przez osobowe bmw, gdy przebiegały przez krajową „siódemkę” w Głuchowie, w gminie Grójec. Zderzenie z samochodem było dla nich śmiertelne.
Do zdarzenia doszło dziś w nocy. Według relacji kierowcy, zwierzęta stadem przebiegały przez dwupasmówkę. Liczyło ono siedem sztuk. Trzy dziki, jeden dorosły i dwa młode, wpadły pod samochód. Zabite dziki zabrał potem jeden z łowczych koła łowieckiego.
W samochodzie otworzyła się poduszka powietrzna i kierowcy nic się nie stało. Zniszczone zostało auto: zderzak, lampa, pokrywa silnika, przedni pas, chłodnica. Do strat należy zaliczyć również pękniętą przednią szybę.
myślę, że większą stratą niż pęknięta szyba są zabite dziki...hmm... tak się tylko zastanawiam...zawiniła brawura kierowcy? bo przecież żeby wjechać w trzy dziki trzeba chyba mieć wyjątkowego... pecha ...szkoda dzików...szkoda każdego zwierzaka co ginie pod kołami ...tylko raz w życiu widziałam żywą jeszcze ofiarę takiego wypadku...kilka lat temu ktoś potrącił młodą sarnę i odjechał...tą samą drogą jechali moi rodzice...mimo chęci i próby pomocy, sarenka nie przeżyła...w wyniku zderzenia z samochodem pękła jej miednica, co zmniejszyło jej szanse
takiego widoku...zwierzaka zupełnie bezradnego się nie zapomina
_________________ "Tylko milczenie
jest właściwym językiem
w obcowaniu z nimi
Tylko w wielkiej ciszy
słyszy się ich głos
Pociąg osobowy relacji Mikołajki-Olsztyn wjechał w stado dzików. Zabił dwadzieścia jeden zwierząt. Prawdopodobnie tych, których strachu przed człowiekiem oduczył sam... człowiek.
Niedziela. Dochodzi godzina 21. Jadący z Mikołajek pociąg osobowy zbliża się do granic Olsztyna. Jest na odcinku między Nikielkowem a Trackiem, kiedy maszynista dostrzega z daleka stado dzików. Zwierzęta idą po torowisku w kierunku miasta. Maszynista trąbi, ale dziki w ogóle nie reagują. W najlepsze idą dalej. Kilka sekund później jest już po wszystkim. Ważący kilkaset ton żelazny kolos robi ze zwierząt krwawą miazgę. - Siła uderzenia była tak duża, że pociąg aż podskoczył - mówi Grzegorz Prusik z PKP Cargo w Olsztynie.
Solidnie uszkodzona lokomotywa będzie wymagać remontu.
- One zachowywały się tak, jakby w ogóle nie bały się człowieka. Mamy więc powody przypuszczać, że zginęły, niestety, zwierzęta oswojone przez ludzi - wyjaśnia Józef Sawiński, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego w olsztyńskim Urzędzie Miasta. - Apelowaliśmy wielokrotnie, żeby nie dokarmiać dzików, bo w ten sposób wyrządza im się krzywdę.
Na samym początku tego wątku jest ankieta, a w ankiecie coś w stylu "... jeśli ktoś jest zainteresowany wynikami tej ankiety proszę o podanie adresu mailowego". Trochę wody w Wiśle już upłynęło a jestem ciekaw co tam wyszło. Czy ktoś z Was (tych którzy wypełnili ankietę) dostał jakieś wyniki?
Masz rację. To już rok (jak ten czas leci).
Musze się przypomnieć magistrantce z SGGW. Być może obroniła juz prace magisterską i można opublikowac wyniki.
Ja głownie głosowanie śledziłem na bieżąco i wiem, że zdecydowana większośc respondentów uczestniczyła w zderzeniu jako kierowca lub pasazer. Tylko około 5% odpowiedziało, że nie widzi zabitych zwierząt na lub przy drogach.
Oczywiście wyniki te nie mogą być miarodajne, bo grupa respondentów nie została dobrana losowo, pokazuje to jednak, że problem z kolizjami ze zwierzetami jest spory.
Trzy osoby doznały obrażeń, w tym jedna ma złamany obojczyk, po zderzeniu osobowej mazdy z łosiem. Do wypadku doszło na drodze niedaleko Śniadowa (podlaskie). Zwierzę nie przeżyło wypadku.
Do wypadku doszło w poniedziałek po zmroku na trasie Jakać Dworna – Śniadowo. Samochodem jechało pięć osób. Łoś przebiegał z lewej strony jezdni na prawą, auto uderzyło w niego przodem.
Pomocy medycznej udzielić trzeba było trzem osobom. Jedna z nich trafiła do szpitala, ale po opatrzeniu obrażeń została zwolniona do domu. Auto jest poważnie zniszczone.
"Jedź łośtrożnie"
W województwie podlaskim, gdzie są duże ostoje łosia, wypadki drogowe z udziałem tych zwierząt zdarzają się przynajmniej kilka razy w roku. Wśród nich są również zdarzenia kończące się śmiercią ludzi.
Żeby zwrócić kierowcom uwagę na niebezpieczeństwo, Biebrzański Park Narodowy, który jest miejscem bytowania dużej populacji łosia, rozpoczął w grudniu akcję informacyjną „Jedź łośtrożnie”.
Kierowcom rozdawane są przez pracowników parku i policję ulotki informacyjne i nalepki ostrzegające o wypadkach powodowanych przez łosie. Akcja potrwa do wiosny.
Prawie zawsze winny jest kierowca
Leśnicy i policjanci są przekonani, że prawie w każdej sytuacji zderzenia z łosiem, to kierowca jest winny. Zastępca dyrektora BPN Andrzej Grygoruk powiedział, że kierowcy rzadko przestrzegają znaków ostrzegających przed zwierzętami leśnymi na drodze.
W jego ocenie, gdyby jeździli wolniej, mieliby szansę zahamowania lub ominięcia zwierzęcia i uniknięcia wypadku. Łoś zwykle bowiem nie wbiega nagle na jezdnię.
Przypomniał, że wskutek rozrastania się populacji, w północno-wschodniej Polsce łosie można spotkać praktycznie w każdym większym kompleksie leśnym, nie tylko na terenie parku.
W momencie zderzenia łoś wpada do środka auta
Ze względu na wielkość zwierzęcia, kolizja z łosiem może zakończyć się tragicznie, a na pewno dużymi stratami materialnymi. Dorosły samiec łosia może ważyć do 400 kg.
Przy zderzeniu z autem, zwykle zwierzęciu podcinane są nogi i całą masą łoś wpada do środka auta.
Zagrożenie na drodze te zwierzęta stanowią zwłaszcza jesienią, gdy z bagien wędrują do lasu, by w nim łatwiej przetrwać zimę.
mon//mat
_________________ "Those were the days of good hunting and good sleeping"
Inicjały, płeć i uczelnia się zgadzają.
Mam obiecane, że najpóźniej w marcu będa wyniki ankiety. Na razie wiem tylko, że są one bardzo ciekawe.
Wyników nie możemy opublikowac przed obroną pracy.
Być może niektórzy z Was, którzy wypełnili ankietę i pozostawili adres e-mail, dostali na skrzynkę informację od autorki.
Pełna analiza wyników ankiety dostępna jest tylko w pracy dyplomowej. Na stronie zamieścimy ją w terminie późniejszym z powodu planów autorki dotyczących napisania kilku artykułów na podstawie swojej pracy.
Na razie więc musicie zadowolić się analizą wyników w wersji okrojonej.
Adam Wajrak 2008-05-06, ostatnia aktualizacja 2008-05-05 17:33
Kolizje ze zwierzętami to tylko pół procent zdarzeń drogowych - twierdzi policja. Naukowcy sądzą, że naprawdę jest ich niemal dziesięciokrotnie więcej. W Polsce wciąż robi się bardzo mało, by zapobiegać tego typu wypadkom
Majowy weekend był zapewne tragiczny nie tylko dla ludzi. Na lokalnych drogach, na których zwykle ruch jest niewielki, raptem zaroiło się od aut. Efekt? Tysiące zabitych większych i mniejszych zwierząt.
Gdy natężenie ruchu wynosi tysiąc pojazdów na dobę, większości zwierzaków udaje się ją bezpiecznie przejść. Gdy jest ich dwa razy więcej, udaje się to co drugiemu osobnikowi. Przy 10 tys. samochodów na dobę tworzy się bariera nie do przebycia. Największa śmiertelność panuje na trasach, na których natężenie waha się od 5 do 7,5 tys. pojazdów na dobę. To dlatego, że gdy natężenie sięga 8 tys. aut, hałas jest tak duży, że odstrasza zwierzęta od drogi.
Europejskie i amerykańskie dane na temat ginących na drogach zwierząt są wstrząsające. W Hiszpanii minimalną liczbę ssaków, ptaków, gadów i płazów zabitych na drogach ocenia się przynajmniej na 10 mln rocznie. W Belgii jest to 4 mln. W Danii ginie 1,5 mln ssaków, 3,7 mln ptaków i 3 mln płazów. W Stanach Zjednoczonych tylko w 1991 roku doszło do 500 tys. kolizji z jeleniami. W Szwecji roczne straty spowodowane zderzeniami z łosiami i sarnami wynoszą 100 mln euro - dotyczy to tylko zdarzeń zgłoszonych policji, realny koszt jest najprawdopodobniej dwa razy wyższy.
A jak to wygląda w Polsce? Nie wiadomo. - Choć w wielu krajach już dawno zauważono, że kolizje z dzikimi zwierzętami to poważny problem, w Polsce wciąż nie ma rzetelnych statystyk - mówi Sylwia Borowska, która na Wydziale Inżynierii i Kształtowania Środowiska warszawskiej SGGW obroniła niedawno pracę magisterską pt. "Kolizje z dzikimi zwierzętami na drogach w Polsce". Praca, która powstała pod kierunkiem prof. Michała Wasilewskiego, to pierwsze opracowanie, w którym została podjęta próba pokazania tego problemu w skali całego kraju.
Najgorzej jesienią
Praca, która powstała pod kierunkiem prof. Michała Wiśniewskiego, to pierwsze opracowanie, w którym została podjęta próba pokazania tego problemu w skali całego kraju.
- Policyjne statystyki mówią, że wypadki z udziałem zwierząt to tylko 0,5 proc. wszystkich zdarzeń drogowych. Ale dotyczy to też zwierząt domowych i jestem przekonana, że to bardzo zaniżona liczba - twierdzi Borowska. Dzięki pomocy zajmującego się sprawami komunikacji stowarzyszenia SISKOM Sylwia przeprowadziła ankietę wśród kierowców i osób im towarzyszących. Kierowcom zadano 14 pytań dotyczących kolizji. Dotyczyły one miejsca zdarzenia, wielkości zwierzęcia oraz pory dnia. Pytania dotyczyły też zgłoszenia wypadku władzom. - Okazało się, że liczba podawana przez policyjne statystyki jest dziewięciokrotnie zaniżona. Może to wynikać z tego, że zdarzenia są zgłaszane bardzo rożnym służbom albo nie są zgłaszane w ogóle, gdy np. straty są niewielkie.
Jakie zwierzęta najczęściej były ofiarami wypadków? Wśród dużych ssaków pod kołami ginęły głównie sarny, które stanowiły 36 proc. wszystkich zabitych zwierząt. Następne były zające - 21 proc., lisy - 9 proc. dziki - 6 proc., jelenie - 5 proc., wiewiórki - 3 proc. oraz łosie - 2 proc.
Do 39 proc. kolizji dochodziło jesienią; latem do 32 proc. - Jesień można tłumaczyć aktywnością godową zwierząt takich jak jeleń lub przemieszczaniem się ich w kierunku zimowisk. Połowa wypadków miała miejsce w lesie. Większość wydarzyła się w nocy - 37 proc., i o zmierzchu - 29 proc. Powodem kolizji w 92 proc. było nagłe wtargnięcie zwierzęcia na jezdnię.
Nie wierz w gwizdki
Naukowcy coraz częściej wskazują, że przy lokalizacji nowych dróg trzeba uwzględniać korytarze migracyjne zwierząt i po prostu ich drogami nie przecinać. Niestety, nie zawsze jest to możliwe, zresztą wiele dróg już przecina szlaki wędrówek zwierząt. Budowa specjalnych przejść jest bardzo kosztowna i inwestorzy starają się tego unikać.
Tańszą alternatywą dla przejść miały być tzw. wilcze oczy, czyli światła odblaskowe, które w momencie nadjeżdżania samochodu odbijają światło reflektorów w kierunku lasu i płoszą zbliżające się do szosy zwierzęta. Najnowsze amerykańskie badania pokazały jednak, że "wilcze oczy" nie są skuteczne. Podobnie jest z gwizdkami montowanymi na samochodach (ich gwizd, powodowany pędem powietrza, miałby płoszyć zwierzęta).
Najtańszą i dość skuteczną metodą są po prostu dodatkowe tablice ostrzegawcze. Mogłyby być na nich sylwetki różnych zwierząt i na przykład pora roku lub godziny, w jakich można się spodziewać zwierząt. W Niemczech są znaki informujące, że na odcinku najbliższych stu metrów między godziną 18 a 6 rano można spodziewać się wydr. - Takie znaki lub tablice mogą być ustawiane sezonowo - tylko na okres migracji. Mogą to być też włączane na czas wędrówki zwierząt świetlne tablice informacyjne. Powinno się to odbywać przy współpracy z lokalnymi organizacjami przyrodniczymi, bo ich członkowie najlepiej znają zwyczaje zwierząt. Chodzi głównie o to, by u kierowców nie doszło do efektu spowszednienia znaku. Wtedy przestają na niego reagować - mówi Borowska.
W Polsce ustawia się głównie znaki "Uwaga, dzikie zwierzęta" z rysunkiem skaczącej sarny, niestety, dość często w miejscach przypadkowych. Są już jednak pierwsze jaskółki zwiastujące zmiany. W Łodzi przy współpracy nadleśnictw i przyrodników drogowcy montują sezonowe tablice z sylwetką jeża i wiewiórki. Dobrym sposobem jest też ograniczanie prędkości. W słynnym amerykańskim parku Yellowstone częstość kolizji z owcami kanadyjskimi na odcinkach dróg z ograniczeniem prędkości i po ustawieniu znaków ostrzegawczych zmalała o 33 proc., podczas gdy ruch wzrósł o 50 proc.
Zbierać dane
Tylko w Niemczech w 2006 roku firmy ubezpieczeniowe wypłaciły z powodu kolizji z dzikimi zwierzętami 450 mln euro odszkodowań . W Polsce nikt nie ma takich danych. Ubezpieczenia odnotowują je w kategorii "inne". Część informacji trafia do nadleśnictw i konserwatorów przyrody, a część na policję. Zdarza się też, że potrącone zwierze jest traktowane jako "zdobycz" i ląduje w bagażniku, choć jest to przestępstwo.
Bez dokładnych danych trudno jest podejmować sensowne działania zapobiegawcze, choć niektóre rzeczy można by zrobić od razu. - Najlepiej byłoby, gdyby informowana i odpowiedzialna za zbieranie danych była policja, która na miejsce jechałaby z lekarzem weterynarii. Tak jest w wielu krajach Europy. Chodzi o to, by można było rozpoznać gatunek zwierzęcia, ale też udzielić mu pomocy. Tacy dyżurni lekarze weterynarii powinni współpracować z policją, szczególnie w regionach, gdzie kolizji jest dużo - wyjaśnia Sylwia Borowska. - Niestety, u nas dość często zdarza się, że ranne zwierzę kona otoczone tłumem gapiów lub co najwyżej ściągane jest do rowu.
miałem dziś przykrą bocianią interwencję, zadzwonili do mnie ze straży pożarnej że jakaś kobieta z auta zadzwoniła do nich że przy krajowej 15-tce w rowie przy drodze leży żywy bocian. Okazało się że to dorosły bociek który miał kolizję z jakimś samochodem. Ptak niestety doznał paraliżu kończyn, przez co nie było innego wyjścia jak skrócić jego cierpienie
Nie ma sie co wilkom dziwić. Ludzie też kombinują żeby sie nie narobić, a mieć coś do gara włożyć
W Indiach, w okolicach gdzie żyją tygrysy, miejscową ludność namówiono do hodowli bydła, które można trzymać w oborach.
Bardzo proste rozwiązanie, godne naśladowania w rejonach gdzie są duże straty ponoszone na skutek dużych drapieżników.
Jeśli wszędzie bydło byłoby tak hodowane, to chyba tylko myśliwi nie zgodziliby się z reintrodukcją wilka w rejonach jego dawnego występowania.
W Bieszczadach zagryzane są tylko zwierzęta domowe zostawiane bez nadzoru. Często gęsto nocą pod lasem. Nie są pilnowane nawet przez kundle.
Dr Wojciech Śmietana próbuje pomóc hodowcom. Darowuje im przeszkolone psy pasterskie. Szczenięta w okresie socjalizacji przez kilka miesięcy przebywają z owcami. Po takim "szkoleniu czują się owcami". Ostatnio obserwowałam Wandę pilującą stada pod Połoniną Wetlińską. Ona jest alfą.Pastuch jest pod wrażeniem pracowitości suni. "Odwala" za niego połowę roboty. Rano sama wyprowadza stado, około 19 sprowadza do koszaru.
Koszar (plastikowe paliki, 5 białych taśm z "drucikiem" ułożonych w określonej odlgłości plus baterie słoneczne) znakomicie sprawdzją się. Nikos właściciel stada bardzo sobie chwali i koszar i Wandę.
Same zwierzęta, gdy czują się zagrożone zmieniają swoje zachowanie. Dziś zatrzymałam sie z grupą na sery u Nikosa. Krowy zaczęły zbliżać się do ludzi. Pasły się tuż przy nas. Po raz pierwszy widziałam aby się tak zachowywały. Okazało się, ze nocą wilki zagryzły małego cielaka. Matka i jej towarzyszki boją się podchodzić do lasu. Wolą być wśród ludzi, tuż przy drodze.
Dziś w drodze do pracy natknąłem się na rozjechaną samicę krogulca i młodego szpaka. Prawdopodobnie z upolowanym ptakiem usiadła na jezdni i instynkt łowiecki okazał się silniejszy od samozachowawczego. Nie tak dawno na tej samej drodze kierowca na moich oczach rozjechał na miazgę trznadla, który nie kwapił się z odlotem. Samochód nie jechał nawet specjalnie szybko, ale najsmutniejsze jest to, że kierowca w ogóle nie zareagował. Nie było próby hamowania czy ominięcia, co przy tej prędkości nie byłoby wcale trudne.
O rozjechanych jeżach nawet nie będę wspominał.
Dotąd wydawało mi się, że kierowcy robią takie rzeczy złośliwie albo przez nieostrożność. Mam jednak wrażenie, że dla wielu osób zwierzę na drodze nie jest obiektem jakiejkolwiek refleksji. Ot, przyroda sama sobie poradzi. Taka obojętność jest chyba najbardziej przerażająca.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum