Wysłany: 2008-07-17, 20:49 Sąd w Sokółce ukarał dwójkę działaczy ekologicznych
Wyrok jest powiązany z głośną sprawą wycinki dębów w Rezerwacie Przyrody Starodrzew Szyndzielski. Wyrok wydał Sąd Grodzki w Sokółce podczas zaocznej rozprawy, na której nie było oskarżonych. Dwóch działaczy Pracowni Na Rzecz Wszystkich Istot usłyszało zarzut pieszego poruszania się poza wyznaczonymi szlakami po rezerwacie bez wymaganego zezwolenia a także mieli zrywać ściśle chronioną roślinę - Brodaczkę Pospolitą. Zarzuty są absurdalne - mówi Adam Bohdan z Pracowni Na Rzecz Wszystkich Istot - "w Rezerwacie nie ma żadnego oznaczenia szlaków, więc poruszaliśmy się drogami, a porostu nie zerwaliśmy, tylko podnieśliśmy gałązkę, którą ścieli leśnicy. Wszystko po to, by zadokumentować zniszczenia." Dodaje też, że działał w wyniku wyższej konieczności.
Mimo to sąd w Sokółce nie miał wątpliwości, że prawo zostało złamane. Dwójka ekologów musi zapłacić po 300 złotych grzywny. Mogą się też od tego wyroku odwołać, co zamierzają zrobić. Zdaniem ekologów, wyrok jaki wydał sąd jest swoistą zemstą nadleśnictwa za ich działania, bo to właśnie Pracownia powiadomiła Ministerstwo Środowiska o nieprawidłowościach w Rezerwacie Przyrody Starodrzew Szyndzielski.
Przypomnijmy, że chodziło o wycinkę ponad 150 dębów zaatakowanych przez małego chrząszcza z gatunku opiętków. Wycinkę na wniosek Pracowni wstrzymał Minister Środowiska. Większość ekspertyz jakie zlecono w tej sprawie stwierdza, że była ona bezzasadna, a działania Nadleśnictwa Czarna Białostocka znacznie obniżyły wartość przyrodniczą rezerwatu
Sąd karze ekologów, którzy ujawnili wycinkę dębów w rezerwacie
22 kwietnia Adam Bohdan i Tomasz Tumiel udali się do rezerwatu Starodrzew Szyndzielski by poinformować robotników wycinających drzewa o postanowieniu ministra nakazującym wstrzymanie prac. Zdaniem leśniczego nadzorującego prowadzone prace naruszyli wtedy prawo. Na jego wniosek Wyrokiem Sądu w Sokółce członkowie Pracowni na rzecz Wszystkich Istot - Adam Bohdan i Tomasz Tumiel zostali ukarani grzywną w wysokości 300 zł. Sąd zarzucił im naruszenie art. 15 ust. 1 pkt. 1 Ustawy o ochronie przyrody, który zakazuje budowy obiektów budowlanych na terenie rezerwatu. Pozostałe zarzuty sądu, to zerwanie brodaczki (porostu chronionego) oraz poruszanie się poza szlakami do tego wyznaczonymi.
Zdaniem oskarżonych jest to nieporozumienie, gdyż nigdy nie wznosili żadnych obiektów w rezerwacie. Nie zgadzają się również z zarzutem zerwania brodaczki. Próbka chronionego porostu, którą mieli przy sobie ekolodzy pochodziła z opadłej na ziemi gałązki jednego ze 190 dębów ściętych 22 kwietnia na wniosek Nadleśniczego Nadleśnictwa Czarna Białostocka. Podnosząc z ziemi porost ekolodzy kierowali się wytycznymi wybitnej specjalistki od porostów - dr Katarzyny Kolanko z Instytutu Biologii w Białymstoku, zdaniem, której zabranie opadłego na ziemię porostu nadrzewnego nie powoduje szkody w środowisku, gdyż porosty nadrzewne po opadnięciu na ziemie ulegają obumarciu. Porost został zabrany w celu oznaczenia gatunku, a tym samym oszacowania szkód w środowisku powstałych po wycięciu drzew, na co w krótkim czasie Pracownia otrzymała zgodę Ministra Środowiska. Pracownia we współpracy z dr Kolanko dokonała kompleksowego rozpoznania porostów porastających wycięte dęby, które uległy zniszczeniu. W wyniku przeprowadzonych prac okazało się, że wszystkie zbadane drzewa były porośnięte gatunkami chronionymi. W trakcie wycinki zniszczeniu uległo 11 gatunków porostów zagrożonych wyginięciem, figurujących na czerwonej liście porostów, 3 stwierdzone gatunki wymagają tworzenia stref ochronnych. Zdaniem dr Kolanko "w rezerwacie doszło do poważnego uszczuplenia występujących tam populacji gatunków z rodziny Bryoria i Usnea". Jak twierdzi prof. Cieślinski gospodarka leśna stanowi (obok zanieczyszczenia powietrza) największe zagrożenie dla porostów.
Ekolodzy chcieli we współpracy z naukowcami z Politechniki Białostockiej zbadać dodatkowo florę rezerwatu, jednak zgodę konserwatora na prowadzenie inwentaryzacji zaskarżyły Lasy Państwowe.
- "Bardzo nas dziwi to, że Lasom nie zależy na zaktualizowaniu danych dotyczących walorów przyrodniczych rezerwatu" - mówi Adam Bohdan.
Nie ulega wątpliwości, iż zgłoszenie przez nadleśniczego rzekomego naruszenia prawa i wyrok sądu jest zemstą za ujawnienie zabiegów, jakie w rezerwacie prowadziły od lat Lasy Państwowe. Ekolodzy ujawnili, że od końca 2005 roku leśnicy wycieli w rezerwacie ponad 1000 dębów!
Oskarżeni podkreślają, że działali w myśl dozwolonej prawem zasady wyższej konieczności chcąc powstrzymać wycinkę drzew - co nakazał Minister. Twierdzą, iż poruszali się zgodnie z przepisami - tj. po szlakach, za jakie uznali drogi na obszarze rezerwatu. Faktem jest, że przy żadnej drodze wjazdowej do rezerwatu nie ma mapy przedstawiającej rozmieszczenie szlaków, po których należy się poruszać. Obowiązujący w rezerwacie zakaz poruszania się poza wyznaczonymi szlakami, które de facto nie są wyznaczone, jest niedorzeczny i daje leśnikom podstawy do ukarania każdego, kto znajdzie się w rezerwacie. Ekolodzy zauważają, że przez środek rezerwatu przebiega droga ze znakiem zakazu wjazdu, po której każdego dnia przejeżdżają dziesiątki pojazdów.
- "Ta sytuacja pokazuje, że Lasy Państwowe traktują rezerwaty jak prywatny folwark, z którego można czerpać profity z wycinki tysięcy drzew, a do którego prawo wstępu mają tylko wybrani" - komentuje sprawę obwiniony Adam Bohdan.
W ostatnich dniach na wniosek Ministra sprawę opiniowała Państwowa Rada Ochrony Przyrody i ekspert Ministerstwa dr Lech Buchholz. Obie opinie są miażdżące dla Lasów Państwowych.
Szkoda ze LP i sądy nie są tak rygorystyczni we wszystkich sprawach
nie wiem jak sądy, ale jeśli wierzyć dzisiejszym doniesieniom to CBA zatrzymała dzisiaj dyr, z-cę i jeszcze kogoś z białostockiej RDLP - i kto by pomyślał, że Tomek T. ma takie wpływy
Sądy grodzkie są strasznie skorumpowane, to jest siedlisko korupcji jak puszka Pandory. Wyrok na zamówienie. Raczej powinni poza odwołaniem się zgłosić to do CBA. Aż się prosi.
To też może być uznane za próbę zastraszenia, bo w końcu to ekolodzy i mogą być niebezpieczni i zagrozić czyimś interesom.
Pierwszoplanowi politycy PiS - Krzysztof Putra i Krzystof Jurgiel -
oraz Genowefa Wiśniowska z Samoobrony interweniowali w dyrekcji Lasów
Państwowych, żeby ta sprzedała firmie meblarskiej Rakom drewno na
specjalnych warunkach. Efekt - skarb państwa stracił 5 milionów. -
Nigdy w tej sprawie nie interweniowałem - broni się w rozmowie z
"Dziennikiem" Putra.
W połowie 2007 roku Lasy Państwowe zmieniły zasady sprzedaży drewna.
Można było kupować je bez aukcji, w tzw. trybie eksperckim.
Skorzystała na tym firma Rakom, produkująca meble.
W tym czasie metr sześcienny oferowany w systemie aukcyjnym osiągał
cenę ok. 290 zł, a Rakom płacił 180 zł
- powiedział wysoki rangą urzędnik Lasów Państwowych.
Skarb państwa stracił na transakcji 5 milionów złotych.
Szef białostockich Lasów Państwowych został już zatrzymany przez CBA.
To on zgodził się na zakup drewna przez Rakom po niższej cenie, a ze
stratą dla skarbu państwa. Jednak nie tylko on może być zamieszany w
tę sprawę. Jak podaje "Dziennik", na rzecz Rakom lobbowali czołowi
politycy ówczesnej koalicji, związani z Podlasiem. Krzystof Putra -
ówczesny wicemarszałek Senatu, Krzystof Jurgiel - minister rolnictwa w
rządzie Marcinkiewicza i Genowefa Wiśniowska - ówczesna wicemarszałek
Sejmu.
Proszę o interwencję. Mam nadzieję, że przychylne załatwienie sprawy
pozwoli na kontynuację i dalszy rozwój działalności Rakom - pisze w
liście do dyrekcji Lasów Państwowych Wiśniowska. Podobny w treści list
wysłał również Jurgiel. Telefonicznie za firmą wstawił się Krzysztof
Putra.
Na efekty nie było trzeba długo czekać. Andrzej Matysiak, ówczesny
szef Lasów Państwowych w liście do Wiśniewskiej zapewnia, że podległy
mu urząd zajmie się tą sprawą. Parę miesięcy później zmieniono zasady
sprzedaży i Rakom kupił drewno po zaniżonej cenie.
Osoby zamieszane w tą sprawę odpierają zarzuty. - Nigdy w tej sprawie
nie interweniowałem - broni się Putra. Jurgiel przyznał, że wysyłał
jakieś pismo w sprawie Rakomu, ale nie pamięta jego treści. Obu
przesłuchała już CBA.
Stronniczość sądu nietrudno wykazać jeżeli stoi za tym określony interes
gdyby każdy w takiej sytuacji nie zgłaszał tego właściwym organom niemożliwe byłoby wykrycie korupcji w sądzie
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum