Wysłany: 2004-01-15, 19:28 Rozwazania na temat ochrony przyrody
Przegladajac rozne watki na forum da sie zauwazyc pewna tendencje. Reintrodukujmy rodzime gatunki, wieszajmy budki aby przyciagnac ptaki, modyfikujmy srodowisko, aby poprawic warunki bytowe roznym grupom zwierzat (i roslin). Wszysko co obce, nierodzime jest zle. Tepmy to plugastwo zawleczone do naszego kraju itd itd. I tu zaczynaja sie nasuwac pewne pytania. Co to wlasciwie znaczy gatunek rodzimy? Jak dlugo musi jakis gatunek przebywac na danym terenie, aby zostac uznany za rodzimy? I jeszcze jedno, najwazniejsze pytanie. Czy my tak naprawde chcemy chronic przyrode? Czy tylko zachowac stan obecny, lub przywrocic cos, co kiedys bylo. I kolejne pytanie. Czy przyroda potrzebuje byc chroniona? Bo jak nie bedzie to co? Zycie na Ziemi zgine???
My sami rowniez jestesmy czescia przyrody, czy tego chcemy czy nie. W przyrodzie caly czas toczy sie walka o przetrwanie najlepiej przystosowanych. Czlowiek jako gatunek osiagna niewatpliwy sukces ekologiczny. Zdobyl pozycje dominujaca, jest bardzo plastyczny. Jest w stanie przeksztalcac srodowisko na niespotykana do tej pory skale. Nigdy zaden gatunek nie mial takich mozliwosci. Ale to ciagle czesc przyrody. Ale do czego zmierzam. Przyroda to twor dynamiczny, bedacy w ciaglym ruchu. Jedne gatunki gina, inne sie pojawiaja. Taka jest kolej rzeczy. Pytanie, czy powinnismy w to ingerowac zwiekszajac szanse jednych a ograniczajac innych? Czy mamy do tego prawo? Czy w ten sposob jeszcze bardziej nie ingerujemy w przyrode? Czy nie staramy sie poprawiac natury? Bo sprawia to wrazenie wielkiego zoo, w ktorym CHCEMY miec rozne gatunki. Moze powinnismy sie nie wtraca, a tylo obserwowac. Natura poradzi sobie sama. Zycie nie znosi prozni. W miejsca puste natychmiast wchodza nowe gatunki.
To takie pole dla przemyslen.
Wieczny m?ciciel
emzar
Wysłany: 2004-01-15, 21:32 Re: Rozwazania na temat ochrony przyrody
emzar napisał/a:
Przegladajac rozne watki na forum da sie zauwazyc pewna tendencje. Reintrodukujmy rodzime gatunki, wieszajmy budki aby przyciagnac ptaki, modyfikujmy srodowisko, aby poprawic warunki bytowe roznym grupom zwierzat (i roslin). Wszysko co obce, nierodzime jest zle. Tepmy to plugastwo zawleczone do naszego kraju itd itd. I tu zaczynaja sie nasuwac pewne pytania. Co to wlasciwie znaczy gatunek rodzimy? Jak dlugo musi jakis gatunek przebywac na danym terenie, aby zostac uznany za rodzimy? I jeszcze jedno, najwazniejsze pytanie. Czy my tak naprawde chcemy chronic przyrode? Czy tylko zachowac stan obecny, lub przywrocic cos, co kiedys bylo.
To całkiem rozs?dne pytanie. Moim zdaniem należy odpowiedzieć na dwa pytania żeby ocenić czy obcy gatunek należy zwalczać. Po pierwsze, czy migruje on z s?siednich krajów gdzie od dawna występuje w naturze? Jeli tak, to powstrzymać się tego raczej nie da. Przykład - jenot. Natomiast norka przybyła do nas na zasadzie "komandosa" - spadła nagle i z bardzo daleka. Generalnie takich przybyszów bym tłukł dla zasady bo istnieje ryzyko, że zagrozi istniej?cym gatunkom i wytr?ci ekosystem z równowagi na długi czas. Wprawdzie tylko ryzyko a nie pewnoć ale to wystarczy.
Załóżmy, że jednak mleko się rozlało, wysiłki były zbyt póĽne i/lub zakrojone na zbyt w?sk? skalę i gatunek się rozprzestrzenił. Drugie pytanie to włanie czy poważnie zagraża przeżyciu lokalnych gatunków i stabilnoci ekosystemu? Jeli nie, to bym go zostawił. Jeli jednak zagrożenie jest poważne to trzeba wytoczyć ciężkie armaty (o ile się da). Przykładowo na pytanie o norkę amerykańsk? nie udzielono jeszcze odpowiedzi, ale skłaniałbym się że nie jest fundamentalnym zagrożeniem.
emzar napisał/a:
I kolejne pytanie. Czy przyroda potrzebuje byc chroniona? Bo jak nie bedzie to co? Zycie na Ziemi zgine???
To pytanie jest już trochę kiepskie. Czy życie na Ziemi zginie? Jest takie uzasadnione podejrzenie. Ja wolałbym nie ryzykować. A Ty?
emzar napisał/a:
My sami rowniez jestesmy czescia przyrody, czy tego chcemy czy nie. W przyrodzie caly czas toczy sie walka o przetrwanie najlepiej przystosowanych. Czlowiek jako gatunek osiagna niewatpliwy sukces ekologiczny. Zdobyl pozycje dominujaca, jest bardzo plastyczny. Jest w stanie przeksztalcac srodowisko na niespotykana do tej pory skale. Nigdy zaden gatunek nie mial takich mozliwosci. Ale to ciagle czesc przyrody. Ale do czego zmierzam. Przyroda to twor dynamiczny, bedacy w ciaglym ruchu. Jedne gatunki gina, inne sie pojawiaja. Taka jest kolej rzeczy. Pytanie, czy powinnismy w to ingerowac zwiekszajac szanse jednych a ograniczajac innych? Czy mamy do tego prawo? Czy w ten sposob jeszcze bardziej nie ingerujemy w przyrode? Czy nie staramy sie poprawiac natury? Bo sprawia to wrazenie wielkiego zoo, w ktorym CHCEMY miec rozne gatunki. Moze powinnismy sie nie wtraca, a tylo obserwowac. Natura poradzi sobie sama. Zycie nie znosi prozni. W miejsca puste natychmiast wchodza nowe gatunki.
A to pytanie jest już całkiem pokićkane. Przecież ochrona przyrody to nie ingerencja w ni? tylko ograniczanie często nieprzewidywalnych skutków ingerencji człowieka.
Po pierwsze, czy migruje on z s?siednich krajów gdzie od dawna występuje w naturze? Jeli tak, to powstrzymać się tego raczej nie da. Przykład - jenot.
Co do jenota to jednak bym się nad tym zastanowił. Otóż znalazłem informacje że, do 1928 r. występował na wolnoci tylko we wschodniej Azji: w Kraju Ussuryjskim i Amurskim, wschodnich Chinach, Korei i Japonii. Dla pozyskiwania cennego futra aklimatyzowany w azjatyckiej i europejskiej częci byłego Zwi?zku Radzieckiego, sk?d wskutek wędrówek przedostał się do Europie wschodniej, północnej i rodkowej.
Wynika z tego, że prawd? jest to iż faktycznie jenot w naszym kraju znalazł się dzięki przywędrowaniu z s?siedniego kraju. Jednak z drugiej strony trudno mówić aby ten gatunek przywędrował do nas naturalnie ze wschodniej Azji( w dodatku w niecałe 30 lat ) gdyby nie " pomoc "( niepoż?dana w dodatku) Zwi?zku Radzieckiego.
Nie ma to jak wschodnio azjatycki gatunek przywleczony do rodkowej i wschodniej Europy
Wysłany: 2004-01-16, 14:08 Re: Rozwazania na temat ochrony przyrody
Cytat:
A to pytanie jest już całkiem pokićkane. Przecież ochrona przyrody to nie ingerencja w ni? tylko ograniczanie często nieprzewidywalnych skutków ingerencji człowieka.
Nie bardzo wiem co tu pokickanego. A ochrona jak najbardziej jest ingerencja. Przyklad: Mamy ł?czke na ktorej rosna rzadkie kwiatki. Odkrywa to stanowisko ekolog (przyrodnik) i stwierdza "Fiu fiu, cos takiego, to niesamowite co tu rosnie, trzeba to chronic ze wszyskich sil" I zakladany jest rezerwat scisly. A po paru latach stanowiska nie ma bo zaroslo drzewami. I co tu robic. Trzeba wycinac te paskudne drzewa co to wlaza bez pytania i niszcza w ten sposob naz przedmiot ochrony. I dalej okazuje sie, ze przedmiot ochrony mial racje bytu tylko na skutek stalej dzialalnosci czlowieka (np wypas bydla, koszenie trawy). Bez tego nastepuje naturalna sukcesja i sklad gatunkowy sie zmienia. I klops. Wiec albo ochrona bierna (brak ingerencji) i czekamy co sobie przyroda na miejscu sama stworzy niezaleznie od tego co my bysmy chcieli tam widziec, albo ochrona czynna (jak najbardziej ingerencja) aby roslo tam, czy mieszkalo, to co my chcemy.
Marzy mi sie stworzenie dwoch wielkich rezerwatow przyrody, w miare podobnych, z ktorych jeden pozostawiono by samemu sobie, a nad drugim sprawowano by opieke. Jak sie latwo domyslic tem drugi bylby "ladniejszy" (bardziej zgodny z oczekiwaniami) w stanie rownowagi utrzymywanej sztucznie. Ten pierwszy zapewne bylby duzo bardziej dynamiczny. Wejdzie szkodnik, to zezre co bedzie chcial i zdechnie z glodu, na miejce tego co zjadl pojawi sie cos innego, potem inny szkodnik itd (oczywiscie w tym wypadku szkodnik w ""). Pytanie ktory z nich bylby bardziej naturalny i stabilny...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum