Estetyki to bardzo Cię przepraszam ze mnie nie wyplenisz ,zdaję sobie sprawę że jest jak jest ale Obecnie ludzie decydują jak wygląda zasób rodzimych roślin Gdyby nie presja czlowieka wcale nie wiadomo jak to by wyglądało w XI -XIII wieku byl sporo cieplej w Polsce niż obecnie{jak na warunki przyrodnicze} wiesz jakie rośliny rośly wtedy w Polsce To ze mamy mniej więcej zbadaną rożnorodność gatunkową od końca XVIII wieku nic nie mówi są drzewa sporo starsze niż te badania U mnie sto metrów od domu rośnie dąb szypułkowy któremu z marszu daje 350-400 lat swoją drogą to nie zebralem nigdy zołędzi
_________________ "Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament" .
Wiedzialem ze śie moim postem zajmiesz to zacznę tak ludziska wyciupali 60-70 % lasóqw w Polsce u mnie na Ponidziu 85% jedyny las obrazujący jak to kiedyś wyglądało to rez Grabowiec wisienka stepowa,dyptam itp. itd. i wg Ciebie to są rośliny rodzime Gdyby nie czynna ingerencja ludzi od czasów przedwojnia to by guzik byl a nie wisienka i dyptam {swoją drogą za 10 -15 lat ten rezerwat będzie można zlikwidować bo przyjęte formy ochrony sie nie sprawdzają miłka wiosennego naliczylem chyba z 10 roślin a stanowisko niby miało być obfite } jak niby przyroda ma sie sama rządzić skoro są ludzie którzy decydują co jest dobre -a co zle , poza tym dochodzi jeszcze ingerencja "cywilizacyjna" A tak już poza sporem to co sądziśz o Azalii pontyjskiej -rodzima czy nie bo ja co artykól to czytam że tak i nie i ze czieżko powiedzieć w sumie
_________________ "Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament" .
roślinność jest zmienna w czasie i przestrzeni, ale flora jest już znacznie bardziej stabilna. Wiele gatunków może funkcjonować na zasadzie metapopulacji. A "las" "lasowi" nierówny. "Klimaks" w postaci zwartego lasu z cienioznośnym runem to tylko jedna z postaci lasu. A człowiek nie jest jedynym czynnikiem, który powoduje zaburzenia w lesie i uruchamia/blokuje procesy sukcesyjne. W przyrodzie, zwłaszcza naturalnej, takich czynników jest wiele. Odsyłam do tematu naturalne pożary.
No właśnie myślałam, że takie szkodniki jak norki i piżmaki pod ochroną nie są
Oj uważaj co piszesz...
To jest częśc ekosystemu... (choć owszem, norki u nas być nie powinno) gdybyśmy pozostawili go samemu sobie pojęcie szkodnika zniknęło by ze słownika...
To jest częśc ekosystemu... (choć owszem, norki u nas być nie powinno) gdybyśmy pozostawili go samemu sobie pojęcie szkodnika zniknęło by ze słownika...
Generalnie nie uznaję pojęcia "szkodnik", ale trochę inaczej ma się sprawa z gatunkami obcymi w naszej faunie (czyli np. norka i piżmak). Gdybyśmy nie ingerowali w ekosystemy, te gatunki najprawdopodobniej nigdy by się tu nie pojawiły. W przypadku norki jej negatywny wpływ na rodzime organizmy jest oczywisty i jestem za jej eliminacją. Z piżmakiem jest chyba trochę inaczej, zdaje się że po okresie ekspansji ostatnio jakby przystopował (może to zasługa norki ). Ale generalnie uważam, że elementy obce pod względem biogeograficznym, które zasiedliły nasze ekosystemy dzięki człowiekowi, powinny być usuwane.
_________________ Bart Smyk
"Na zielonej trawce
Pasły się pratchawce
Jeden mówi do drugiego:
Pożycz cewki Malpighiego"
Oczywiście sie z Tobą zgadzam. Też bardzo nie lubie pojęcia szkodnik, kiedyś pewna forumowiczka mi to dobitnie wytłumaczyła i mój świato pogląd sie odwrócił
Mimo wszystko uważam ze z norką czy bez wszystko samo by wróciło do normy bez naszej ingerencji i to szybciej niż mozna by sie spodziewać. No ale skoro w środowisko ingerujemy to $%^&* norke trzeba tepić
Cóż,ja mam inne zdanie na ten temat:
Po pierwsze,nie uznaję pojęcia " szkodnik " - tylko my nimi jesteśmy.
Po drugie uważam,że zwierzęta takie jak norka Amerykańska czy szop pracz i tak by się jakoś dostały do Polski ( np.z Niemiec ),zwierzęta nie uznają granic i nie wiedzą o tym,że nie są tu mile widziane.
A po trzecie - nie wyobrażam sobie wytępienia całego gatunku ( norka ),jeśli tak będziemy postępować,to będziemy gorsi od najgorszego zwierzęcego " szkodnika "...
Po drugie uważam,że zwierzęta takie jak norka Amerykańska czy szop pracz i tak by się jakoś dostały do Polski ( np.z Niemiec ),zwierzęta nie uznają granic i nie wiedzą o tym,że nie są tu mile widziane.
lis22, chodzi nie o Polskę, tylko w ogóle o Europę. Chyba że uważasz, że Atlantyk też by przepłynęły
lis22 napisał/a:
A po trzecie - nie wyobrażam sobie wytępienia całego gatunku ( norka )
To znajdź proszę miejsce, w którym ktokolwiek taką rzecz postuluje
Norka, szop, jenot, piżmak i inni przybysze z daleka są gatunkami absolutnie niezbędnymi do funkcjonowania ekosystemów tak samo jak każdy inny gatunek zwierzęcia, rośliny, grzyba i bakterii, ale w "swojej" krainie biogeograficznej
PS. Teriomodzi, może przenieście kilka ostatnich postów do Obcych gatunków bo się mały OT zrobił.
_________________ Bart Smyk
"Na zielonej trawce
Pasły się pratchawce
Jeden mówi do drugiego:
Pożycz cewki Malpighiego"
Przepraszam za słowo "szkodnik" - nie chciałam, żeby miało ono aż tak negatywny wydźwięk. Ja tego słowa używam często w stosunku do mojego królika i myszoskoczka Też jestem zdania, że największym szkodnikiem (w bardziej negatywnym znaczeniu) jest człowiek.
Chodziło mi raczej o to, że takie nowo wprowadzone gatunki mogą czynić szkodę naszej rodzimej faunie. Nie specjalnie, taka jest po prostu ich natura. Nie jestem za tym, żeby je zabijać bez litości (bo to przecież też żywe istoty i czują), chociaż gdybym miała do wyboru wydre i norkę, wybrałabym wydrę.
To jak jest w końcu z tymi obcokrajowcami? Zółwie czerwonolice przecież nie są pod ochroną..
PS Miałam okazje obserwować piżmaka tam, gdzie powinien sobie występowć i gdzie nikt go nie ma prawa "szkodnikiem" nazywać oraz w Polsce i prawdę mówiąc wielkiej różnicy nie zauważyłam. Zwierzątko urocze w jednym i drugim przypadku ^^
Aleksandra Stanisławska 12-08-2008
ostatnia aktualizacja 12-08-2008 20:11
Najazd żółwi czerwonolicych, szopów praczy i pseudopiranii na Polskę. Co trzecia ryba, co dziesiąty ssak, ptak i gad to obcy naszej przyrodzie gatunek
Szopy pracze już mieszkają na naszych bagnach
To nie piranie pojawiły się w polskich wodach, jak donosiły niedawno tabloidy, ale ich pozornie nieszkodliwi roślinożerni krewniacy. Pozornie, bo ryby te dysponują znacznie bardziej niebezpieczną bronią niż ostre zęby. Pseudopiranie znalezione w systemie ocieplanych wód elektrowni w Szczecinie były zakażone tropikalną przywrą nieznaną do tej pory nauce.
To jedno z wielu zagrożeń, jakie stwarzają przywleczone do Polski gatunki inwazyjne. Naukowcy z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie naliczyli ich już ponad 120, a dane te zamieścili w uruchomionej niedawno internetowej "Księdze gatunków obcych inwazyjnych w faunie Polski".
Dr Wojciech Solarz, współtwórca "Księgi", ocenia, że co trzecia ryba oraz co dziesiąty ssak, ptak i gad w Polsce to obcy naszej przyrodzie gatunek. Wymienione w dokumencie zwierzęta wypierają swoich polskich konkurentów, masowo pożerają inne gatunki, zarażają je chorobami, przemycają swoje geny do rodzimych populacji i podkopują gospodarkę.
Jak się tutaj dostają? Niezauważalnie przekraczają granice, przybywają do nas jako domowi pupile albo pasażerowie na gapę w wodach balastowych statków oceanicznych.
Bycza babka atakuje
Jednym z takich niemile widzianych gości jest podobny do meduzy żebropław z gatunku Mnemiopsis leidyi, którego znaleziono w zeszłym roku w Zatoce Gdańskiej. Okazało się, że to, niestety, ten sam gatunek, który ponad dziesięć lat temu zaatakował morza: Czarne i Kaspijskie, gdzie niemal doprowadził do upadku rybołówstwa, zjadając larwy ryb i plankton.
Jedynym sposobem na powstrzymanie go było sprowadzenie innego żebropława, który jest drapieżnikiem odżywiającym się wyłącznie żebropławami. Ale wody Bałtyku są dla niego za mało słone, więc wydaje się, że nic nie ocali naszych śledzi i szprotów.
Na celowniku obcych przybyszy znalazły się również flądry żyjące w Zatoce Gdańskiej. Poważnie zagraża im przybyła z Morza Czarnego ryba o nazwie babka bycza, jej bezpośrednia konkurentka, która nieubłaganie zajmuje jej tereny.
W naszych wodach małż o nazwie racicznica zmienna nie czyni jeszcze większych szkód, ale w USA, gdzie masowo występuje w Wielkich Jeziorach, porasta podwodne instalacje, doprowadzając nawet do awarii systemów chłodzenia elektrowni jądrowych.
Pupil z Allegro
Egzotyczne morskie zwierzęta z łatwością pokonują strefy klimatyczne, podróżując w wodach balastowych statków. Jedynym sposobem ochrony naszych akwenów przed pasażerami na gapę są przepisy zabraniające spuszczania balastu na płytkich wodach przybrzeżnych. Polska powinna podpisać stosowną konwencję UE w ciągu najbliższych kilku lat.
Duża część problemów z inwazyjnymi gatunkami to zasługa hodowców bez wyobraźni, wypuszczających na wolność niechcianych pupili. Spośród 440 gatunków ptaków żyjących w Polsce aż 60 zostało sprowadzonych z zagranicy. Aby kupić sobie takie zwierzę, nie trzeba nawet wychodzić z domu – wystarczy kliknięcie w internetowym serwisie aukcyjnym. Handel obcymi gatunkami nie jest jeszcze w Polsce zabroniony (stosowna ustawa czeka na ratyfikację).
Młody rozkoszny szop pracz, śliczna norka amerykańska czy jenot to wydatek ok. 1000 złotych. Zwierzęta te dorastają i przestają być rozkoszne, a stają się kłopotliwe. Wypuszczone na wolność, świetnie sobie radzą w niemal każdym środowisku w naszym kraju. Efekt? Niszczą ptasie gniazda, zjadają pisklęta i gryzonie, a w dodatku konkurują o pożywienie m.in. ze żbikami.
Żubry chorują
Szopy i jenoty można już spotkać praktycznie w całym kraju, norka skolonizowała Polskę północną i wschodnią. Podobnie jest z żółwiami czerwonolicymi występującymi w całym kraju, a zwłaszcza w podgrzanych sztucznie zbiornikach. Gady te wypierają stamtąd polskie żółwie błotne, ale też przenoszą pasożyty, na które nasze zwierzęta nie są odporne.
Choroby przywlekane przez intruzów to groźba dla wielu polskich gatunków. Uwaga naszych naukowców skupiła się na żyjących na wolności żubrach, które zostały zaatakowane przez azjatyckiego nicienia Asworthius sidemi wysysającego krew ze ściany żołądka. Pasożyt nie doprowadza do śmierci ofiary, ale niepokój budzi fakt, iż zaatakował całą populację polskich żubrów. U przebadanych osobników naliczono aż po kilkanaście tysięcy intruzów.
Nicień do naszego kraju nie przywędrował sam. Jego nosicielem jest sprowadzony z Azji do Europy jeleń sika, który bardzo dobrze przyjął się w Polsce i na wolności, i jako zwierzę hodowlane. Jeleń sika zaraża jelenie szlachetne, a od nich zaraza przeniosła się na i tak niewielką populację polskich żubrów. Jakie będą długoterminowe skutki, naukowcy jeszcze nie wiedzą.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum