zynnik antropogeniczny który powinien byc ograniczony w ingerencję w przyrode na tyle na ile to możliwe...
niestety, w warunkach ekosystemów "nie-klimaksowych" i związanych z nimi gatunków, a także w przypadku ekosystemów silnie zaburzonych przez człowieka (np. poprzez wprowadzenie obcych gatunków), ingerencja w przyrodę jest główną metoda jej ochrony.
Wolicie patrzeć biernie i bezczynnie, jak zanikają kolejne gatunki i ekosystemy
popatrzcie na problem nie antropocentrycznie, a trochę w szerszym zakresie, może filozoficznie
No właśnie na tym cały problem polega, że nie jesteśmy w stanie spojrzeć nie-antropocentrycznie (przynajmniej ja nie potrafię ). Nasza świadomość nie jest jakimś darem otrzymanym z zewnątrz; ona powstała w wyniku ewolucji gatunku ludzkiego, a więc z definicji nie możemy się wznieść ponad ludzki punkt widzenia, gdyż jesteśmy przez niego ograniczeni.
Namor napisał/a:
Niezależnie od działań człowieka pewne gatunki się pojawiały, a pewne znikały. Czasami w wyniku jakichś katastrof, a czasami z jakichś dla nas niezrozumiałych względów
Jasne. Powiem więcej: człowiek też jest częścią biosfery; wszystko co robi (włącznie z zanieczyszczeniami, tępieniem gatunków i wybuchami atomowymi) jest składowym elementem historii naturalnej Ziemi - czyli ochrona przyrody jest całkiem bez sensu, bo przecież nie powinniśmy ingerować w naturalne procesy. Oczywiście zawsze możemy spróbować wyróżnić procesy "bardziej" naturalne, które chronimy, i te "brzydkie" antropogeniczne, które chcemy powstrzymać - w tym momencie przyjmujemy antropogeniczny punkt widzenia (no bo na jakiejś podstawie trzeba je rozróżnić) i kółko się zamyka
Ergo, ochrona przyrody jest z założenia antropocentryczna, ale jest to tzw antropocentryzm ograniczony (uwzględniający potrzeby innych gatunków).
I tak nie jesteśmy w stanie zaprzestać ingerowania w przyrodę. Dlaczego więc nie robić tego z wykorzystaniem wiedzy, którą do tej pory zdobyliśmy, a która pozwoli zminimalizować zmiany którymi i tak nieźle namieszaliśmy (na przykład bezmyślnie łamiąc granice biogeograficzne)
_________________ Bart Smyk
"Na zielonej trawce
Pasły się pratchawce
Jeden mówi do drugiego:
Pożycz cewki Malpighiego"
człowiek też jest częścią biosfery; wszystko co robi (włącznie z zanieczyszczeniami, tępieniem gatunków i wybuchami atomowymi) jest składowym elementem historii naturalnej Ziemi - czyli ochrona przyrody jest całkiem bez sensu, bo przecież nie powinniśmy ingerować w naturalne procesy.
Takie podejście pociąga jeszcze dalej idące wnioski: możemy robić co nam się podoba, bo jako że jesteśmy elementem przyrody to wszystko co zrobimy będzie naturalne.
Tyle że to nie znaczy wcale że nie należy chronić przyrodę, ale że przyjęliśmy w rozważaniach złe założenia!
Namor napisał/a:
Nie jesteśmy Bogiem, aby decydować, jakie gatunki mają żyć między Bugiem a Odrą.
Vide: Genesis 1,28 (ale należy pamiętać że to i przed potopem i przed grzechem pierworodnym)
Ale z drugiej strony również: Iob rozdziały 38-39, nieco trudniejszy 28
Poztym 40,15-24 tylko lepiej czytać w Jakubie Wójku, bo tysiąclatka ma zamiast behemota hipopotama co wypacza nieco sens (behemot - liczba mnoga [w hebrajskim użyta tu jako wzmocnienie, nie wyraża ilości] od behemah - bestia).
claviceps napisał/a:
człowiek też jest częścią biosfery; wszystko co robi (włącznie z zanieczyszczeniami, tępieniem gatunków i wybuchami atomowymi) jest składowym elementem historii naturalnej Ziemi - czyli ochrona przyrody jest całkiem bez sensu, bo przecież nie powinniśmy ingerować w naturalne procesy.
Takie podejście pociąga jeszcze dalej idące wnioski: możemy robić co nam się podoba, bo jako że jesteśmy elementem przyrody to wszystko co zrobimy będzie naturalne.
Tyle że to nie znaczy wcale że nie należy chronić przyrodę, ale że przyjęliśmy w rozważaniach złe założenia!
to właśnie miałem na myśli; chodziło mi o pokazanie, że ochrona przyrody jest z założenia antropocentryczna, a więc nie ma sensu silić się na "nieantropocentryczny" punkt widzenia żeby określić gdzie możemy ingerować, a gdzie już nie.
Zakładając, że chronimy przyrodę (chyba co do tego się zgadzamy ), zakładamy: po pierwsze – że chronimy „tu i teraz” (w sensie stanu zastanego przez człowieka w okolicach rewolucji przemysłowej, bo przecież od w/w rewolucji zaczęliśmy zmieniać biosferę tak gwałtownie); po drugie – że chcąc ochronić (a miejscami przywrócić) równowagę w przyrodzie – musimy w nią ingerować, na przykład usuwając gatunki, którym stworzyliśmy warunki do inwazji na nowe ekosystemy.
_________________ Bart Smyk
"Na zielonej trawce
Pasły się pratchawce
Jeden mówi do drugiego:
Pożycz cewki Malpighiego"
Mi się wydaje że nawet człowiek może w pewnym zakresie decydować o tym jak ukształtuje przyrodę, ale nie bezmyślnie, to znaczy primo widząc konsekwencje trochę dalej niż do płota, ale też i nie zakładając że wszystko można robić, bo przecież ludzkość ma już taką wiedzę że może ingerować w procesy (taka pycha z której potem schną jeziora Aralskie, a Rospudy są zabudowywane drogami).
Uj, chyba trochę schodzę z tematu obcych gatunków .
Mi się wydaje że nawet człowiek może w pewnym zakresie decydować o tym jak ukształtuje przyrodę, ale nie bezmyślnie, to znaczy primo widząc konsekwencje trochę dalej niż do płota, ale też i nie zakładając że wszystko można robić, bo przecież ludzkość ma już taką wiedzę że może ingerować w procesy (taka pycha z której potem schną jeziora Aralskie, a Rospudy są zabudowywane drogami).
Uj, chyba trochę schodzę z tematu obcych gatunków .
jaboja
A co do off-top, to tylko pozornie schodzisz z tematu. Przecież o to poszło (przynajmniej w ostatniej fazie dyskusji) - tzn czy możemy cofać zmiany, które zaszły "dzięki" nam na przyklad przez introdukcje obcych gatunków (celowe lub nie). Ja też uważam, że możemy o pewnych rzeczach decydować (oczywiście bardzo ostrożnie i z wykorzystaniem juz zdobytej wiedzy)
_________________ Bart Smyk
"Na zielonej trawce
Pasły się pratchawce
Jeden mówi do drugiego:
Pożycz cewki Malpighiego"
Witam, ja się sobie pozwolę wtrącić, choć wiele więcej nie mam od Was do powiedzenia. Sobie rozmyślałam wczoraj, że człowiek jest częścią natury i nawet degradacja przyrody jakiej dokonuje człowiek jest procesem z nią zgodnym, i pomyślałam sobie, że to jednak trzeba jakoś ukierunkować. Chodzi mi o to, że nawet jeśli jesteśmy "naturalni" to swoich dobrze pofałdowanych, dumnie wyewoluowanych mózgów moglibyśmy użyć do rozsądnej ingerencji w naturę (i to wciąż będzie w zgodzie "z naturą"). Jednak nie podoba mi się, że konsekwencją naszych wcześniejszych "błędów" ma być zabijanie jednych gatunków w interesie innych. Doszłam, więc do tego, że z norką czy papugą w brytani trzeba coś zrobić, ale niestety jeszcze nie wiem co.
Możemy tu sobie fizlozoficznie dywagować, ale w końcu trzeba będzie działać, pytanie: jak?
_________________ N I E M A S P R A W I E D L I W O Ś C I
J E S T E M T Y L K O J A
ŚMIERĆ
Możemy tu sobie filozoficznie dywagować, ale w końcu trzeba będzie działać, pytanie: jak?
...przede wszystkim warto dopuscić do siebie myśl, że jeśli wprowadzony przez nas gatunek wywołuje szkody w rodzimej przyrodzie, to naszym obowiązkiem jest te szkody ograniczyć.
A jak działać należy zacząc od drobnych kroczków...
Toż ja włąśnię tę myśl dopuściłam patrz post wyżej, a "małe kroczki" to dla mnie jest mało konretne i wciąż mętne jakie to działanie ma być. Może to być poproszenie norki żeby sobie poszła, albo przeganianie jej z jej terenów, a nie, nie to już by była Galopada, a miały być małe kroczki
Postraszymy je sądem, komisją europejską ale czy to już nie za poważne?
_________________ N I E M A S P R A W I E D L I W O Ś C I
J E S T E M T Y L K O J A
ŚMIERĆ
A jak działać należy zacząc od drobnych kroczków...
np. zezwolenie na posiadanie i uzywanie srutowki przez ornitologow przy okazji bedzie mozna odstrzelic jakiegos raryta i miec dowod ze sie go widzialo (w koncu taki raryt to tez tak jakby obcy byl )
albo teraz odstrzelic te szopy i in. futrzaki poki jeszcze sie da (czy juz nie za pozno?) albo potem masowa eksterminacja duzo wiekszych populacji lub pozostawienie tego bez ingerencji i patrzenie jak niektore rodzime gatunki padaja... co wolicie
a Ty co wolisz? Podoba Ci się masowa rzeź? Mi się nie podoba i nie podoba mi się pozostawienie tego samopas. Toteż pytam się jakie są pomysły na powstrzymanie tego prodecederu?
_________________ N I E M A S P R A W I E D L I W O Ś C I
J E S T E M T Y L K O J A
ŚMIERĆ
nie, zarowno tych obcych gatunkow przez ludzi jak i rodzimych przez te obce
Diafora napisał/a:
Toteż pytam się jakie są pomysły na powstrzymanie tego prodecederu?
kilka osob podalo sposob - eliminacja obcych gatunkow lub kontrolowanie ich liczebnosci na niskim poziomie a to da sie wykonac tylko w 1 sposob (no chyba, ze ktos ma pomysl, czas i mozliwosci zeby wylapac wszystkie szopy, norki, jenoty i co... dalej?)
innego sposobu chyba nie ma
Dla mnie sprawa jest jednoznaczna jesli chodzi o gatunki zawleczone i obce: niecierpek pospolity, klon jesionolistny, czeremcha późna, daglezja, wejmutka itp. W "naturalnym" krajobrazie czyli lasach, parkach narodowych itp nie ma dla nich miejsca. Sa to gatunki które owszem, znalazły u nas miejsce i warunki do rozwoju ale nie są pożdane. Walczymy o tak zwaną róznorodność biologiczna, która nie polega tylko na tym, że wszedzie na świecie mamy mnóstwo tych damych gatunków ale równiez na tym ze tumamy gatunki inne niz gdzie indziej. Co się stało z flora i fauną wysp Galapagos po wkroczeniu obcych gatunków?
Nie podoba mi się wizja kosmopolityzacji przyrody. Niech sobie wejmutki, daglezje i inne skądinad piękne drzewa rosna w USA. Z naszych lasów - wypad.
Problem pojawia się przy gatunkach, które mają w poblizy granice zasięgu. Czy buk na mazurach jest gatunkiem obcym? czy modrzew polski na mazowszu jest gatunkiem niepożądanym? Tu szczerze mówiąc głupi jestem i nie tak radykalny w poglądach...
Nie mam wiedzy, jak można zmniejszyć populację norki. Wątpię, aby w wypadku tego gatunku eliminacja chociażby z ptasich obszarów chronionych była mozliwa.
To wymagałoby ukierunkowanej polityki panstwa (panstw), w co wątpię.
Na pewno pomoglby (w niewielkim zakresie) zniesienie okresu ochronnego na norke (szopa, jenota itp.).
W przypadku częsci gatunków, należałoby pogodzić się, że inwazja jest nieodwracalna.
Czasami pomóc może działanie doraźne. Np. w Holandii, w kilku szczegolnie cennych ptasio rezerwatach, NGO prowadza legalny odstrzal drapieznikow (choć sa to głownie lisy, nie norki).
W Kampinoskim PN wycina sie czeremche amerykanska. W "Ujsciu Warty" walczy sie z rzepieniem. W stepowych rezerwatach niszczy sie robinie. Uwazam, ze zapisy o eliminacji obcych gatunkow drzewiastych powinny znalezc się w planach ochrony w sytuacjach, gdy te gatunki zagrazaja miejscowej florze (w przypadku czeremchy, debu czerwonego tak czesto jest, gdyz drzewa te zacieniaja czesto stanowiska gatunkow chronionych).
Potrzebna jest tez wieksza swiadomosc spoleczna i kontrola np. tego, jakie ryby PZW/prywatni wlasciciele wpuszczaja do dzierzawionych akwenow - niedopuszczalne jest zarybianie np. sumikiem karlowatym i innymi egzotami, czesto do zbiornikow wodnych u nas wpuszczanymi.
Zakaz zadzenie klonow jesionolistnych-dziewczynek bylby bardzo wskazany. Podobnie, warto lobbowac w srodowisku lesnym, aby nie sadzili krzewów-egzotów (roze, tawuly, pigwowce itp.), oraz przeciwstawiac sie ciagotom sadzaenia buka poza granica zasiegu, ze o mieszancach modrzewi juz nie wspomne.
Takze trzeba lobbowac na rzecz egzekwowania zakazu introdukcji, a w konkretnych przypadkach - np. w planach ochrony - eliminacje gatunkow obcych traktowac priorytetowo obok innych dzialan ochrony czynnej na obszarach chronionych.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum