FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum
Google  

Poprzedni temat «» Następny temat
Gatunki skazane na śmierć!
Autor Wiadomość
Rey 
moderator



Posty: 8595
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-09-13, 22:39   

Cytat:
16 306 gatunkom grozi wymarcie


Czerwona lista gatunków zagrożonych wymarciem, opublikowana w środę przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody i jej Zasobów (IUCN), wskazuje na alarmujące tempo, w jakim ginie różnorodność gatunków zwierzęcych i roślinnych na Ziemi.
"Życie na Ziemi znika w coraz szybszym tempie i będzie się tak działo, dopóki nie zostaną podjęte pilne działania" - ostrzega IUCN.

Na 41 415 gatunków monitorowanych przez IUCN już 16 306 grozi wymarcie. To o 188 gatunków zagrożonych wymarciem więcej niż rok wcześniej. Zagrożony wymarciem jest co czwarty gatunek ssaków, co piąty ptaków, co trzeci płazów i 70 procent roślin.

Wyginęło już 785 gatunków, a 65 żyje obecnie jedynie w niewoli - stwierdza IUCN, która działa od 1948 roku.

Pełna liczba gatunków zamieszkujących Ziemię nie jest pewna, szacunki wahają się od 10 do 100 mln, przy czym wartością najbardziej prawdopodobną jest 15 mln, z czego znamy 1,7 mln.

Wśród ssaków z kategorii "w niebezpieczeństwie" do kategorii "w krytycznym niebezpieczeństwie" awansował goryl równinny (Gorilla gorilla). Jego populacja została zdziesiątkowana wirusem ebola o ponad 60 procent w ciągu 25 lat.

W "krytycznym niebezpieczeństwie" jest też orangutan sumatrzański (Pongo abelii), a jego kuzyn z Borneo (Pongo pygmaeus) - "w niebezpieczeństwie". Oba gatunki często są ofiarą wylesiania.

Biały delfin z Jangcy, "baiji" (Lipotes vexillifer), jeden z najstarszych gatunków zwierzęcych, zdziesiątkowany przez zanieczyszczenia, kłusownictwo i ruch na rzece, znajduje się w "krytycznym niebezpieczeństwie". Być może już wyginął, ale chińscy naukowcy w sierpniu na nowo wzbudzili nadzieję, że jednak widziano baiji w prowincji Anhui.

Podobnie jest z krokodylem z Gangesu - gawialem gangesowym, któremu wyginięcie grozi z powodu degradacji jego naturalnego środowiska. Populacja gawiali z 436 dorosłych osobników w 1997 roku zmalała do 182 w 2006 roku.

Po raz pierwszy na liście znalazły się korale - ofiary ocieplenia klimatu i zjawiska El Ninio. Zagrożonych jest 10 gatunków z Archipelagu Galapagos, z których jednego (Rhizopsammia wellington) najprawdopodobniej już nie ma.

Zagrożonych jest 1 217 ptasich gatunków spośród istniejących 9 956, zwłaszcza czerwony sęp azjatycki (Sarcogyps calvus) i egipski (Neophron percnopterus), zdziesiątkowane przez przeciwzapalny lek diklofenak, podawany bydłu.

W królestwie roślinnym sytuacja również nie napawa radością: na 12 043 gatunki zagrożonych wymarciem jest 8 447.

Wśród gatunków "w niebezpieczeństwie" znalazła się dzika morela (Armeniaca vulgaris) z Azji Środkowej, protoplastka odmian hodowanych dzisiaj w wielu krajach.

Do IUCN należy 81 państw, 113 organizacji publicznych, ponad 850 organizacji pozarządowych i około 10 000 naukowców i ekspertów ze 181 krajów.


Źródło
_________________
Marcin
The Show Must Go On
 
 
 
Rey 
moderator



Posty: 8595
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-09-16, 11:14   

Cytat:
Coraz mniej pływaczy szarych na Pacyfiku


Współczesna populacja waleni z gatunku pływaczy szarych na Pacyfiku stanowi jedną-trzecią albo nawet jedną piątą ich liczby z okresu, nim zaczęły się tam połowy wielorybów na wielką skalę - informuje najnowszy numer PNAS.

Pływacze szare (Eschrichtius robustus) to walenie, będące jedynym gatunkiem z rodziny wali szarych i z rodzaju Eschrichtius gray. Osiągają długość do 14 m i ważą od 15 do 35 ton.

Ich skóra jest szara, często pokryta pąklami. Zamiast płetwy grzbietowej mają serię zgrubień, zaczynającą się od jednej trzeciej długości ciała. Mają charakterystyczny, krótki i żółty fiszbin. Żywią się m.in. wieloszczetami i mięczakami.

Obecnie w Pacyfiku żyje ich jedynie 22 tys. Tymczasem, jak wynika z najnowszych analiz DNA tych ssaków, zanim zaczęły się polowania na wielką skalę, żyło ich od 76 tys. do 118 tys.

Wcześniej spadek liczby waleni w latach 1999-2001 uznawano za wynik naturalnego procesu związanego z wewnętrzną regulacją całej populacji.

Tymczasem wyniki badania DNA pozwalają sądzić, że prawdziwym powodem spadku liczebności tych ssaków był wpływ klimatu na zasoby pożywienia w Morzu Beringa - sugerują Elizabeth Alter z Uniwersytetu Stanforda w USA i jej zespół w swojej najnowszej publikacji w PNAS.

Naukowcy pobrali próbki DNA od 42 pływaczy szarych, po czym je zbadali. Na podstawie tych analiz byli w stanie określić dawną liczebność całej populacji. Uznali, że obecna stanowi zaledwie jedną trzecią do jednej piątej ich dawnej liczebności - z okresu, zanim zaczęto połowy wielorybnicze na skalę przemysłową.

Zdaniem ekspertów, spadek liczebności pływaczy może się odbić na wielkości populacji innych zwierząt, np. ptaków morskich.


Źródło
_________________
Marcin
The Show Must Go On
 
 
 
claviceps 
moderator
Siedzący Łoś



Posty: 3281
Skąd: Vratislavia
Wysłany: 2007-09-17, 23:52   

Cytat:

Żegnaj, mój misiu (polarny)
Tomasz Ulanowski
2007-09-18, ostatnia aktualizacja 2007-09-17 17:50

Za pół wieku populacja niedźwiedzi polarnych zmniejszy się aż o dwie trzecie - alarmują naukowcy. Nie sprzyja im klimat. Globalne ocieplenie rozpuszcza lodową pokrywę Morza Arktycznego

Spod lodu wynurzyła się góra. Rodzina trzech niedźwiedzi polarnych, która przechodziła w pobliżu, postanowiła sprawdzić, kto zacz. Pewnie nigdy takiej dziwnej góry nie widziały. Przyglądały jej się przez prawie dwie godziny. Niby podobna do wieloryba, ale jakaś taka zimna. "Górą" był bowiem amerykański okręt podwodny USS "Honolulu" stacjonujący w Pearl Harbor. Jesienią 2003 r. wypełniał misję wojskowo-badawczą na Morzu Arktycznym.

Do niezwykłego spotkania z trójką misiów doszło 280 mil morskich (jedna mila to 1852 m) od bieguna północnego. Zaskoczone były nie tylko zwierzaki. Jeden z marynarzy zrobił pamiątkowe zdjęcie. Historyczne, jak można dziś już powiedzieć, bo wkrótce ludzie i niedźwiedzie polarne będą się spotykać tylko w zoo.

Z powodu ocieplenia klimatu bardzo szybko znika wieczna pokrywa lodowa skuwająca wody Arktyki. Białe misie tracą dom, w którym żyły od tysięcy lat.

Idzie odwilż

Doniesienia o dramatycznym kurczeniu się północnych lodów pojawiły się już zeszłego lata. Son Nghiem z NASA policzył, że od 2004 r. do 2005 r. arktyczna zmarzlina zmniejszyła się aż o 14 proc. W ciągu ledwie roku z rejonów polarnych znikł lód o powierzchni 720 tys. km kw. - tyle co dwie Polski.

W tym roku jest jeszcze gorzej. - W porównaniu z poprzednim wrześniem pokrywa lodowa skurczyła się aż o jedną czwartą - mówi Leif Toudal Pedersen z duńskiego Narodowego Centrum Kosmicznego. - Biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat corocznie ubywało ok. 100 tys. km kw. lodu, to tegoroczne tempo topnienia jest dramatycznie wysokie.

Arktyczna pokrywa lodowa jest dziś najmniejsza od 30 lat, kiedy rozpoczęto jej pomiary za pomocą satelitów - podaje Europejska Agencja Kosmiczna.

Otworzyło się dla żeglugi Przejście Północno-Zachodnie, czyli najkrótszy morski szlak prowadzący z Europy do Azji wzdłuż północnych wybrzeży Ameryki. Prawie wolne od lodu jest też Przejście Północno-Wschodnie omijające biegun wzdłuż wybrzeży Syberii.

Według związanego z ONZ Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu do 2070 r. arktyczne lata będą zupełnie wolne od lodu. Tylko zimą wróci on na miejsce. Marne to jednak pocieszenie dla niedźwiedzi polarnych, które zimą nie polują, bo śpią.

Za to latem zamarznięte Morze Arktyczne to ich ulubiony teren łowiecki, na którym nie mają konkurencji (ich jedynym wrogiem jest człowiek). W takim środowisku świetnie się poluje na foki - główny składnik ich menu. Zaczajają się na nie przy przeręblach i czekają cierpliwie, aż któraś wychyli głowę, by zaczerpnąć powietrza. Skradają się też do tych, które wylegują się na lodzie. Czasem potrafią go przebić, by zaatakować focze stadko. Są świetnymi pływakami, nurkują na głębokość kilku metrów.

Niedźwiedź w niebezpieczeństwie

Bez lodu na Morzu Arktycznym niedźwiedź polarny stanie na krawędzi zagłady. Klimat zmienia się tak szybko, że miś nie zdąży się dostosować do nowych warunków. Według szacunków United States Geological Survey (USGS), amerykańskiej agencji rządowej zajmującej się m.in. zmianami przyrody, za pół wieku populacja niedźwiedzia polarnego wynosząca obecnie ok. 24 tys. osobników zmniejszy się aż o dwie trzecie.

Amerykańscy ekolodzy chcą więc, by Waszyngton wpisał białego misia na listę gatunków zagrożonych. Rząd byłby wtedy prawnie zobowiązany do ochrony tego gatunku.

Dlaczego to takie ważne? Stany Zjednoczone są największym producentem dwutlenku węgla, jednego z gazów cieplarnianych, które odpowiadają za podgrzewanie Ziemi (temperatura wzrosła w ciągu ostatniego stulecia średnio o blisko 1 st. C i rośnie). Jednak do tej pory ten kraj bardzo niechętnie brał na siebie odpowiedzialność za globalne ocieplenie. Aby je ograniczyć, należy według Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu zmniejszyć emisję CO2. Tymczasem administracja George'a Busha nie chce się na to zgodzić, bojąc się, że ograniczyłoby to konkurencyjność amerykańskiej gospodarki.

Na nieszczęście dla niedźwiedzi gospodarka na krótką metę zyskuje na topnieniu Arktyki. Ludzie dostają krótsze, bezpieczne szlaki morskie skracające podróż pomiędzy kontynentami. A także dostęp do nowych złóż ropy i gazu (których spalanie prawdopodobnie jeszcze zwiększy emisję dwutlenku węgla). Według szacunków USGS Arktyka skrywa jedną czwartą ziemskich zasobów tych paliw.

Nie wszystkie gatunki stracą na zmianach klimatu. W południowych Włoszech pojawiło się w tym roku 160 przypadków, w tym jeden śmiertelny, tropikalnej choroby chikungunya (w języku suahili słowo to oznacza skurczonego człowieka). To groźna choroba wirusowa przenoszona przez komary. Wywołuje wysoką gorączkę, zapalenie stawów, ból głowy, mięśni, wysypkę, czasami także problemy gastryczne. Prof. Antoine Flahault, naukowiec koordynujący francuskie badania nad chikungunyą, uważa, że wirus zadomawia się w południowej Europie, bo jej klimat staje się coraz bardziej tropikalny.

Ale w końcu z biologicznego punktu widzenia wszystkie gatunki są równe, może więc nie ma powodu, by bardziej lubić misie od wirusa chikungunya.

Źródło: Gazeta Wyborcza


źródło
_________________
Bart Smyk

"Na zielonej trawce
Pasły się pratchawce
Jeden mówi do drugiego:
Pożycz cewki Malpighiego"


Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!
 
 
 
Kalina 


Posty: 741
Skąd: Krzeszowice
Wysłany: 2007-09-27, 23:50   

Cytat:
Tygrysy giną w Indiach


Malejąca populacja tygrysów w Indiach nie odbuduje się nigdy, a ocalenie tych, które przeżyją mimo kłusownictwa i kurczenia się ich siedlisk, wymaga cudu - twierdzi indyjski ekolog i znawca tygrysów Valmik Thapar.

Brak zrozumienia potrzeb tygrysów i właściwej ochrony doprowadził do tego, że ich liczba spadła z około 3700 w latach 2001-2002 do 1300 obecnie - powiedział agencji Reutera.
Thapar od 30 lat dokumentuje on życie tych wielkich kotów; napisał o nich 15 książek, jest też autorem 20 filmów dokumentalnych o tygrysach, m.in. dla BBC, National Geographic, Discovery i Animal Planet. Był też pierwszym badaczem, który udokumentował, w jaki sposób tygrysie samce zachowują się w rodzinie.

"Żeby ocalić indyjskie tygrysy, potrzebny jest cud. Ale nie wierzę w cuda, ponieważ nie istnieje zaangażowanie" w to, by chronić je przed wyginięciem - powiedział. "To, co się teraz dzieje, to tragedia. Zakłada się komisje, które mają dbać o tygrysy, ale składają się one z ludzi, którzy nic o tygrysach nie wiedzą" - dodał.

Jego zdaniem przetrwanie tygrysów zależy od błyskawicznej akcji, reformy i silnej ochrony w ich środowisku. A tymczasem rząd - uważa Thapar - naraża je na jeszcze większe ryzyko, przyznając ludziom prawo do zasobów leśnych i opowiadając się za koegzystencją tygrysów i ludzi.

"Lwy nie koegzystują z ludźmi w Afryce, jaguary nie koegzystują z ludźmi w Ameryce Południowej, a tygrysy i pantery nigdy nie koegzystowały z ludźmi w Indiach" - przypomina. Taka koegzystencja to według niego "mit", "złudzenie" i tym większa "katastrofa", skoro wierzą w to władze.

Uchwalona w zeszłym roku w Indiach ustawa, która ma wejść w życie w najbliższych miesiącach, przyznaje części najbiedniejszych, zmarginalizowanych indyjskich społeczności prawo do osiadania w dżungli. Wywołała ona debatę między środowiskiem obrońców przyrody a rządem, czy przyczyni się do ratowania tygrysów czy też zwiększy zagrożenia.

Zdaniem Thapara w latach 1850-1950 ludzie zabili co najmniej 100 tysięcy tygrysów, a tygrysy - 25 tysięcy ludzi i około miliona sztuk bydła. Liczby te pokazują, jak wielka jest wrogość między nimi. "Ale tego nasi politycy nie pojmują - powiedział - Myślą, że można tygrysy przytulać".

Wdzieranie się ludzkich siedzib w głąb dżungli sprawia, że spada liczba zwierząt będących łupem tygrysów. Ustawa oznacza koniec dżungli: "To tak, jakby otworzyć drzwi do banku i zaprosić publiczność do grabieży" - mówi Thapar.

Połowa pozostałych na wolności tygrysów żyje w Indiach. Ich populacja ucierpiała i nadal kurczy się ze względu na popyt na ich skóry i kości stosowane w tradycyjnej chińskiej medycynie.


źródło: http://www.naukawpolsce.p...kSum=1986941444
_________________
"Tylko milczenie
jest właściwym językiem
w obcowaniu z nimi
Tylko w wielkiej ciszy
słyszy się ich głos

Czasami"
 
 
 
Rey 
moderator



Posty: 8595
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-10-05, 09:36   

Cytat:
16 tys. gatunków grozi wyginięcie


Polsko-europejski spór o dorsza to przykład tego, że nie potrafimy uczyć się na błędach. Dorsz i inne gatunki zwierząt giną na naszych oczach, a ściślej - w naszych żołądkach.

Najgorsze, co mogło mi się w życiu przytrafić, to spotkanie z człowiekiem. Tak mogłaby powiedzieć krowa morska Stellera, gdyby oczywiście potrafiła wdać się z nami w pogawędkę. Żyła w arktycznych wodach okalających Wyspę Beringa. Przed 1741 r. nigdy nie widziała człowieka, nic więc dziwnego, że się go nie bała. Była potężnym ssakiem - ważyła ok. czterech ton, mierzyła do dziewięciu metrów i - niestety - miała smaczne mięso. W ciągu 27 lat wielorybnicy zabili wszystkie krowy morskie. Ten sam los z rąk człowieka spotkał zresztą inne gatunki, m.in. potężne ptaki moa żyjące w Nowej Zelandii i ptaki Dodo na Mauritiusie. A dziś bez żadnych skrupułów wykańczamy kolejne zwierzęta.

Przystawka: sushi


Międzynarodowa Rada Badań Morza (ICES) szacuje, że większość populacji ryb w Europie jest nadmiernie eksploatowana. Ich mięso jest zdrowe, więc chętnie je jemy. Na niektórych gatunkach (dorsz, tuńczyk) rybacy mogą świetnie zarobić. I wszystko to można by ze sobą pogodzić, gdyby wypracowano złoty środek - łowić tyle, by dany gatunek mógł w naturalny sposób uzupełniać braki. Ale rybacy wolą zarobić, ile się da, nawet ryzykując wyniszczenie danego gatunku. Pomaga im w tym technika - szukanie ławic ułatwiają sonary, rejestratory głębokości i komputery zamontowane na kutrach.

Niedawno na listę zagrożonych gatunków, którymi międzynarodowy handel musi być ściśle regulowany, wpisano węgorza europejskiego. Dorszy - jak podaje ICES - łowi się w Bałtyku o 35-45 proc. ponad limit wyznaczony przez Komisję Europejską (limitu nie chcą przestrzegać m.in. polscy rybacy popierani przez nasz rząd). WWF, organizacja zajmująca się ochroną przyrody, szacuje, iż prawie jedna trzecia tuńczyków poławianych w Morzu Śródziemnym pochodzi z nielegalnych połowów. Tuńczyk błękitnopłetwy, ceniony jako składnik sushi, to dziś jedna z najdroższych ryb na świecie. Pesymiści twierdzą, że właśnie dlatego skazany jest na wymarcie.

I danie: zupa z rekina


Przekleństwem morskich zwierząt są sieci. Wpada w nie wszystko: zagrożone żółwie morskie, delfiny, rekiny, jeżowce, rozgwiazdy, małże. Według WWF na każde 450 g ryby soli dostarczanej na światowy rynek ginie siedem kilogramów innych morskich stworzeń.

Zwierzęta, które przypadkowo dostaną się w sieci, wyrzucane są z powrotem za burtę. Większość z nich ginie. FAO, organizacja ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa, szacuje, że takie "odpady" mogą stanowić nawet 25 proc. wszystkich rejestrowanych połowów handlowych. Odpadem stały się nawet rekiny, którym rybacy obcinali jedynie płetwy - z nich przyrządza się zupę - i tak okaleczone wyrzucali do wody. Dziś ten proceder jest oficjalnie zabroniony.

Śmiercionośne są też sieci zerwane podczas sztormów, zgubione pułapki na raki i kraby, taśmy do mocowania ładunków i wszystkie inne plastikowe odpady wyrzucane przez ludzi do morza. Zrobione z nylonu sieci skrzelowe dryfują po oceanach i zabijają wszystko, co w nie wpadnie. Ptaki morskie, rekiny giną uduszone przez sznury hakowe.

Ich ofiarą pada co roku także prawie 250 tys. żółwi morskich, które nabijają się na haki.

Wieloryby połykają torby nylonowe, a w plastikowych taśmach wyrzucanych do morza giną foki.

II danie: comber z jelenia


Zagrożone sa nie tylko gatunki morskie. Ofiarą kłusownictwa padają m.in.: goryle, orangutany, tygrysy syberyjskie. Groźne sa też zmiany w środowisku oraz w klimacie. Destrukcyjne jest niszczenie siedlisk, w których żyją zwierzęta, np. wycinanie lasów równikowych pod pola uprawne. Polowania i wylesianie doprowadziły niemal do zagłady jelenie baweańskie. Na maleńkiej wyspie Bawean położonej na północ od Jawy żyje ich ledwie 200.

Podobny los spotkał jelenie Alfreda, które jeszcze na początku ubiegłego wieku żyły w filipińskich dżunglach wysp Panay, Negros i Cebu. W 1980 r. ogłoszono, że gatunek ten wyginął. Jednak siedem lat później w jednej z górskich wiosek znaleziono oswojonego samca. Później udało się odzyskać jeszcze kilka zwierząt od kłusowników. Obecnie są hodowane w zoo.

Działalność człowieka doprowadziła do tego, że dziś - według danych Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody i Jej Zasobów (IUCN) - wyginięciem zagrożonych jest ponad 16 tys. gatunków. W przeszłości mieliśmy już do czynienia z pięcioma masowymi wymieraniami: ordowickim, dewońskim, permskim, triasowym i kredowym (wtedy zniknęły m.in. dinozaury). Naukowcy podkreślają, że teraz jesteśmy świadkami szóstego wielkiego wymierania w historii Ziemi, tym razem spowodowanego działalnością człowieka.

Deser: ślimaki


W jednym z pomieszczeń poznańskiego zoo mieszka 70 proc. światowej populacji ślimaków Partula hebebella. Przodek tych mięczaków dostał się na wyspy Polinezji Francuskiej prawdopodobnie przyklejony do ptaka. Tam, gdzie wylądował, nie miał konkurentów - dopóki na wyspy nie przyjechali Francuzi, którzy sprowadzili mogące ważyć nawet pół kilograma ślimaki Achatina achatina. Olbrzymy zaczęły niszczyć uprawy. Żeby je wytępić, Francuzi sprowadzili ślimaki drapieżne. Te jednak zamiast zjadać achatiny, zaczęły polować na centymetrowe, bezbronne partule. Efekt? W latach 80. XX w. wszystkie partule na wolności wymarły. W ostatniej chwili kilkanaście sztuk udało się przewieźć do ogrodów zoologicznych, w których są dziś hodowane.

Ta historia to jeden z przykładów tego, jak łatwo my - ludzie - możemy przyczynić się do zagłady gatunku. I przykład, że czasem nam - ludziom - udaje się uratować zwierzęta, które są już na krawędzi.


Źródło
_________________
Marcin
The Show Must Go On
 
 
 
szymbz 
moderator



Posty: 1338
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2007-10-07, 20:28   

Cytat:

Przekleństwem morskich zwierząt są sieci. Wpada w nie wszystko: zagrożone żółwie morskie, delfiny, rekiny, jeżowce, rozgwiazdy, małże. Według WWF na każde 450 g ryby soli dostarczanej na światowy rynek ginie siedem kilogramów innych morskich stworzeń.
Zwierzęta, które przypadkowo dostaną się w sieci, wyrzucane są z powrotem za burtę. Większość z nich ginie. FAO, organizacja ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa, szacuje, że takie "odpady" mogą stanowić nawet 25 proc. wszystkich rejestrowanych połowów handlowych. Odpadem stały się nawet rekiny, którym rybacy obcinali jedynie płetwy - z nich przyrządza się zupę - i tak okaleczone wyrzucali do wody. Dziś ten proceder jest oficjalnie zabroniony.
Śmiercionośne są też sieci zerwane podczas sztormów, zgubione pułapki na raki i kraby, taśmy do mocowania ładunków i wszystkie inne plastikowe odpady wyrzucane przez ludzi do morza. Zrobione z nylonu sieci skrzelowe dryfują po oceanach i zabijają wszystko, co w nie wpadnie. Ptaki morskie, rekiny giną uduszone przez sznury hakowe.
Ich ofiarą pada co roku także prawie 250 tys. żółwi morskich, które nabijają się na haki.
Wieloryby połykają torby nylonowe, a w plastikowych taśmach wyrzucanych do morza giną foki.
Źródło


mały komentarz,
Świat powoli sie zmienia. Opisane w barwach horroru informacje o śmiercionośnych zgubionych sieciach dziś są już przesadzone. Postęp techniki powoduje, ze coraz rzadziej łowi się to, czego nie chcemy, a coraz skuteczniej to, co chcemy. Klasyczna pławnica, zgubiona w morzu, już po kilku godzinach traci łowność... wciąż powstają nowe sposoby połowu, coraz bezpieczniejsze dla środowiska - ale jedynym powodem ich wprowadzenia... jest większa skuteczność... mniejszy nakład pracy na pozbywanie się niechcianego przyłowu... większe możliwości pozostawania na łowisku bo ładowni nie zagraca niechciany przyłów (jeżeli jest nakaz zatrzymywania go na pokładzie).
Pozdrawiam
Szymon
_________________
www.kuling.org.pl
 
 
 
Corvus 
moderator
..ichtio-mod...



Posty: 5616
Skąd: Siedlce
Wysłany: 2007-10-07, 20:33   

szymbz napisał/a:
Klasyczna pławnica, zgubiona w morzu, już po kilku godzinach traci łowność...

a możesz coś bliżej o tym napisać, bo to interesujące( przynajmniej dla mnie).
_________________
waxwing fanatic

 
 
 
szymbz 
moderator



Posty: 1338
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2007-10-07, 23:00   

Klasyczna pławnica jest długą kurtyną (kilkusetmetrowej długości), której górną krawędź stanowią płynące po powierzchni morza pływaki, dolną - obciążona linka. Wysokość to przeważnie 4m. W ten sposób łowi się duże ryby pelagiczne - czyli w Bałtyku łososia. Ptaki, które w tę sieć wpadają, giną z wyzębienia i mechanicznych uszkodzeń - a nie z uduszenia - większość wypływa na powierzchnię wody. Śmiertelnośc w połowach to kilkanaście% zaplątanych - resztę staramy się obrączkować, ale nie mam jak dotąd wiadomości powrotnych (poza jednym ptakiem utopionym po kilku tygodniach w necie).
Gdy tylko stan morza jest niekorzystny (tj. kompletna flauta lub wiatr pow. 3) - siatka traci napięcie uzyskane podczas rozwijania, skłębia się i przestaje łowić. Zmienia się w kulę nylonu, w którą o ile nie było nic wcześniej zaplątane - raczej nic nie wpada. Przynajmniej nie w morzu takim jak Bałtyk. Stąd pławnice wydawane są na krótko, w porównaniu choćby z sieciami stawnymi dennymi (kotwiczonymi na dnie - tzw. netami).
Pozdrawiam
Szymon
_________________
www.kuling.org.pl
 
 
 
claviceps 
moderator
Siedzący Łoś



Posty: 3281
Skąd: Vratislavia
Wysłany: 2007-10-15, 08:07   

Cytat:

Afrykańskie wojny zagrażają rzadkim gatunkom zwierząt
Wojciech Jagielski
2007-10-15, ostatnia aktualizacja 2007-10-14 15:54

Śmiertelna groźba zawisła nad ostatnimi na świecie gorylami górskimi. Ludzie, którzy w sercu Afryki od lat toczą wojny, tym razem na pole bitwy wybrali malownicze zbocza wulkanów Virunga, ostatnią kryjówkę goryli.

Od tygodnia zielone wzgórza na wschodzie Konga wstrząsane są wybuchami moździerzy i seriami karabinów maszynowych. Walki w siedliskach goryli wybuchły, gdy pojawili się tam partyzanci zbuntowanego generała Laurenta Nkundy.

Rebelianci splądrowali posterunki strażników parku narodowego Virunga, którzy śledzili zwyczaje gorylich rodzin. Strażnicy wraz z tysiącami chłopów z okolicznych wsi pouciekali. - Kiedy uciekaliśmy z Dżomby, strzelanina dochodziła już z okolic, gdzie żyły goryle - mówi jeden ze strażników. - Nikt nie wie, co się stało z gorylimi rodzinami ani gdzie są. Teraz ich los zależy już tylko od partyzantów i żołnierzy.

Niepokój opiekunów goryli z Virungi jest tym większy, że partyzanci i żołnierze od lat zabijają goryle, żeby je jeść albo sprzedać właścicielom prywatnych menażerii i producentom łowieckich trofeów. W styczniu partyzanci Nkundy przyznali, że zastrzelili i zjedli dwa dorosłe samce. W lipcu strażnicy znaleźli w parku wymordowaną maczetami rodzinę pięciorga goryli. Pod koniec września odkryli kolejnego trupa, tym razem trzyletniego gorylątka.

Na świecie żyje już tylko 700 górskich goryli. Ich ostatnimi siedliskami są zbocza łańcucha wulkanów Virunga położonych na pograniczu Ugandy, Ruandy i Konga-Kinszasy. Połowa żyje w Virundze rozciągającej się na wszystkie trzy kraje, druga połowa żyje w górskiej dżungli Bwindi w Ugandzie.

Wybijanym przez kłusowników i spychanym coraz wyżej w góry gorylom zagłada groziła już w latach 70. Przed wymarciem uratowała je wtedy amerykańska uczona Dian Fossey, która zamieszkała wśród goryli, by badać ich zwyczaje i zdobyła światowy rozgłos dzięki swym bojom z kłusownikami.

UNESCO wpisała Virungę, najstarszy w Afryce, utworzony w 1929 r. przez Belgów i jeden z największych na kontynencie park narodowy, na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego.

Fossey w końcu przegrała wojnę z kłusownikami. Nazajutrz po Bożym Narodzeniu w 1985 r. została zamordowana maczetą we własnym domu, a jej podopiecznym już zawsze miała towarzyszyć groźba zagłady gatunku.

Przekleństwem górskich goryli jest to, że ich ostatnia kryjówka leży na ziemiach, na których nawet jak na afrykańską miarkę wojny toczą się wyjątkowo często, właściwie bez przerwy, i są wyjątkowo krwawe i barbarzyńskie. Popełniane zostały podczas nich wszystkie możliwe i znane człowiekowi zbrodnie.

Kraina Kivu położona na wschodzie Konga od zawsze była kryjówką wszelkich możliwych buntowników przeciwko rządom z dalekiej Kinszasy. Kongijska armia wspierana często przez białych najemników od zawsze wyprawia się tam w karne ekspedycje, mordując, gwałcąc i plądrując.

W sąsiedniej Ruandzie makabrycznym uwieńczeniem krwawych rzezi urządzanych przez ludy Hutu i Tutsi była masakra tych ostatnich w 1994 r., kiedy w ciągu stu dni wymordowany został prawie milion ludzi. Lękając się zemsty Tutsi, których partyzantka obaliła zajęty mordami reżim Hutu, połowa wszystkich Hutu uciekła do kongijskiego Kivu.

Setki tysięcy uchodźców umarły z głodu w obozowiskach na zboczach wulkanów, gdzie żyły goryle. Uciekinierzy założyli też w Kivu swoją partyzantkę, by kiedyś odzyskać władzę. W pościgu za nimi w 1996 r. ruandyjscy Tutsi najechali Kongo, wywołując największą (uczestniczył w niej tuzin krajów) i najkrwawszą (zginęło w niej 4 mln ludzi) wojnę współczesnej Afryki przerwaną dopiero w 2003 r.

Jakby tego było mało, wojny toczyły się też w pobliskich Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej, Czadzie, Burundi i Angoli.

Afrykańskie pola śmierci są też cmentarzyskiem zagrożonych zagładą dzikich zwierząt. Goryle z Virungi, przez lata pozbawione jakiejkolwiek ochrony, były zabijane przez partyzantów z Ruandy, Konga i Ugandy, przez kłusowników, wygłodniałych uchodźców, a także przez przymierających głodem wieśniaków pragnących przerobić dżunglę na pola manioku.

W latach 1994-96 w Virundze zginęły co najmniej 24 goryle górskie. Pozostałe uciekały coraz wyżej w zakryte mgłami wulkaniczne góry, gdzie ginęły jednak z powodu chorób i braku pożywienia. Nizinnych goryli już praktycznie nie ma. Pod koniec lat 80. w parku narodowym Kahuzi-Biega w pobliżu Bukavu żyło ponad 250 goryli - po kilkunastu latach wojen zostało ich niewiele ponad 50.

Partyzanci i kłusownicy doszczętnie wybili liczne tu niegdyś stada hipopotamów zabijanych na mięso, ale także dla ich kłów cieszących się równym powodzeniem co kość słoniowa. Na początku lat 80. w Virundze, nad jeziorem Edwarda, żyło prawie 30 tys. hipopotamów. Dziś zostało ich mniej niż półtora tysiąca.

Wybite zostały też hipopotamy nad jeziorem Tanganika, gdzie oprócz kongijskich założyli obozowiska rebelianci z Burundi. Podobny los spotkał tamtejsze słonie tropione i zabijane dla cennych kłów.

Z tysięcy słoni żyjących w lasach nad wielkimi jeziorami afrykańskimi zostały najwyżej setki. Za tę zagładę odpowiadają głównie partyzanci z południowego Sudanu, którzy do polowań używali karabinów maszynowych. Pewien były biały oficer z armii Południowej Afryki opowiadał mi, jak w Angoli wspierani przez rząd apartheidowskiej RPA partyzanci ustawiali pola minowe, a następnie wpędzali na nie całe stada słoni, by ich kły wymieniać na karabiny i dolary.

Sudańscy, ugandyjscy i kongijscy rebelianci wystrzelali ostatnie stada białych nosorożców, najbardziej zagrożonego gatunku zwierząt (zostało ich najwyżej dwa tuziny), w ich ostatniej na świecie kryjówce - parku narodowym Garamba na pograniczu Konga-Kinszasy, Sudanu i Ugandy.

Ruandyjscy rebelianci wybili bawoły, antylopy impala, a nawet krokodyle z parku narodowego Akagera na granicy Ruandy i Tanzanią.

Strażnicy z Virungi, którzy uciekli spod wulkanów, mają nadzieję, że goryle pójdą w ich ślady i powędrują przełęczami w odległe o zaledwie 50 km góry Ruwenzori w spokojniejszej Ugandzie.

Kongijskie wojsko dało zbuntowanemu generałowi Nkundze czas do dzisiaj, by złożył broń. Jeśli tego nie uczyni, armia ruszy do ataku, by odbić wulkany z rąk rebeliantów. Wczoraj Nkunda oświadczył, że ani myśli słuchać rządu, a dziennikarze, którzy rozmawiali z nim przez telefon, twierdzili, że słyszeli w słuchawce odgłosy strzałów.

Źródło: Gazeta Wyborcza


źródło
_________________
Bart Smyk

"Na zielonej trawce
Pasły się pratchawce
Jeden mówi do drugiego:
Pożycz cewki Malpighiego"


Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!
 
 
 
Rey 
moderator



Posty: 8595
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-10-15, 08:52   

Cytat:
Razem ochronią niedźwiedzie


Stany Zjednoczone i Rosja podpisały porozumienie w sprawie ochrony niedźwiedzi polarnych, żyjących na Alasce i Półwyspie Czukockim – poinformowała międzynarodowa organizacja ekologiczna WWF. To bardzo dobra wiadomość dla tych pięknych drapieżników, którym zagraża wyginięcie.

Porozumienie przewiduje długoterminową współpracę na rzecz ochrony niedźwiedzi polarnych na obszarze od Alaski po Czukotkę, który jest wspólny dla jego sygnatariuszy. Teraz decyzje w sprawie działań chroniących „misie” przed wyginięciem mają być podejmowane razem. Jest to niezwykle istotne w dobie globalnego ocieplenia, ponieważ głównym zagrożeniem dla tych ssaków jest topnienie lodowców. Wraz z nim kurczy się obszar, gdzie niedźwiedzie mogą polować.

Zarówno USA jak i Rosja zamierzają zaangażować w działania ochronne rdzennych mieszkańców Alaski i Czukotki. Dzięki współpracy obu krajów szanse na ocalenie niedźwiedzi polarnych rosną. Dlatego WWF z zadowoleniem przyjmuje tą inicjatywę i docenia kompleksowość działań, które przewiduje porozumienie. Przy tej okazji WWF ponowił swój apel do amerykańskiego rządu o zdecydowaną akcję na rzecz redukcji emisji dwutlenku węgla, głównego "sprawcy" globalnego ocieplenia.

Na obszarze między Alaską a Czukotką występuje około 2 tysięcy niedźwiedzi. Na świecie, żyje ich 25 tysięcy.


Źródło
_________________
Marcin
The Show Must Go On
 
 
 
jaboja 


Posty: 565
Skąd: 52N47' 15E12'
Wysłany: 2007-10-20, 23:18   

http://www.tutej.pl/cms.php?i=26899
_________________
 
 
 
Kalina 


Posty: 741
Skąd: Krzeszowice
Wysłany: 2007-10-27, 18:38   

Cytat:
Jednej trzeciej małp grozi wyginięcie


Niemal jednej trzeciej małp grozi wyginięcie z powodu niszczenia przez ludzi dżungli tropikalnych, handlu dzikimi zwierzętami i polowań - alarmuje w piątek Światowa Unia Ochrony Przyrody i Jej Zasobów (IUCN).

Po raz pierwszy od stu lat obserwujemy wymieranie małp - napisali naukowcy w raporcie IUCN, przygotowanym we współpracy z Międzynarodowym Stowarzyszeniem Prymatologicznym (IPS) i międzynarodową organizacją na rzecz przyrody Conservation International (CI).

Nad raportem pracowało 60 specjalistów z 21 krajów.

Do czynników składających się na zagrożenie, jak kurczenie się naturalnych siedlisk w związku z urbanizacją oraz polowania, dochodzi ocieplanie się klimatu - dodają naukowcy.

114 gatunkom naczelnych spośród 394 występujących na świecie - czyli 29 procentom - grozi wymarcie. Znalazły się one na czerwonej liście IUCN.

Najbardziej nagląca sytuacja jest w Azji - powiedział przewodniczący grupy specjalistów zajmujących się w IUCN naczelnymi, Russell A. Mittermeier.

Wśród gatunków najbardziej zagrożonych 11 żyje w Azji, siedem w Afryce i trzy w Ameryce Południowej. Na czerwonej liście IUPN są przede wszystkim orangutany z Sumatry i goryle z Kamerunu i Nigerii.

"Biorąc pod ochronę lasy tropikalne, które jeszcze się zachowały na świecie, chronimy naczelne i inne gatunki, jednocześnie zapobiegając emisji większej ilości CO2 do atmosfery i ocieplaniu się klimatu" - oświadczył Mittermeier.
źródło: http://wiadomosci.gazeta....55,4618015.html
_________________
"Tylko milczenie
jest właściwym językiem
w obcowaniu z nimi
Tylko w wielkiej ciszy
słyszy się ich głos

Czasami"
 
 
 
Rey 
moderator



Posty: 8595
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-11-03, 11:42   

Cytat:
Jedna trzecia europejskich ryb rzecznych zginie?


Ponad jedna trzecia ryb rzecznych w Europie jest zagrożona wyginięciem - wynika z raportu opublikowanego przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody i jej Zasobów (UICN).

200 spośród 522 europejskich gatunków ryb słodkowodnych może wkrótce wyginąć. 12 gatunków już wymarło. Jednym z nich jest sieja ostronosa, która jeszcze w latach 40. XX wieku żyła w zatokach Morza Północnego.

Europejskim rybom najbardziej zagrażają susze oraz obniżanie się poziomu rzek w powodu dużego poboru wody w celu sprostania wzrostowi demograficznemu i rozwojowi gospodarczemu, a także zmian klimatycznych.

Do lokalnego wyginięcia wielu gatunków migrujących doprowadziła także budowa wielkich tam. Problemem jest również nadmierne odławianie ryb oraz introdukcja egzotycznych gatunków i rozpowszechnianie się charakterystycznych dla nich chorób.

Szczególnie zagrożone są ryby w dolnym biegu Dunaju, Dniestru, Dniepru i Wołgi oraz na Uralu, na Bałkanach i w południowo-zachodniej Hiszpanii.

Według UICN, ryby w Europie są znacznie bardziej zagrożone niż ptaki czy ssaki.


Źródło
_________________
Marcin
The Show Must Go On
 
 
 
Rey 
moderator



Posty: 8595
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-11-05, 14:27   

Cytat:
Populacja tygrysów spadła o ponad połowę


- Populacja tygrysów w Indiach w ciągu ostatnich pięciu lat spadła o ponad połowę - wynika z opublikowanego w Delhi oficjalnego raportu.

Podczas gdy w 2001/2002 roku w Indiach w stanie dzikim żyło 3642 tych wielkich kotów, z badań przeprowadzonych przez indyjski instytut Wildlife Institute of India wynika, że dziś jest ich nie więcej niż 1300-1500. Głównym powodem takiej sytuacji jest kłusownictwo i ograniczanie obszarów rezerwatów, w których żyją tygrysy. Wdzieranie się ludzkich siedzib w głąb dżungli sprawia, że spada także liczba zwierząt będących łupem i podstawą egzystencji tygrysów.

Połowa pozostałych na wolności na świecie tygrysów żyje w Indiach. Ich populacja ucierpiała i nadal kurczy się ze względu na popyt na ich skóry i kości stosowane w tradycyjnej medycynie azjatyckiej.


Źródło
_________________
Marcin
The Show Must Go On
 
 
 
damiand95 

Posty: 29
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2007-11-09, 14:19   

skąd macie takie informacje??
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang

oceń stronę w
katalogu molos.pl
oceń stronę w
katalogu przyroda.org