1) Na pewno sama z Ameryki nie przypłynęła
2) Co jakiś czas ktoś łowi w polskich rzekach piranie, ponoć roślinożerne (?), 5 lat temu spływałem Narwią w NPN, kąpałem się itd., po czym złowiono tam piranię, zawsze można było potem bajerować że pływałem w rzece pełnej piranii
Rybki te pochodza ponoć od znudzonych hodowców/przemytników zwierząt, które chcąc się ich pozbyć wypuszczają do rzeki (jak z żółwiem czerwonolicym). Te 5 lat temu pracownicy Narwiańskiego PN zastanawiali się czy mogą przetrwać zimę, nie wiem co z tego wyniknęło.
Tak, to nic nowego z piraniami. Jakoś od 10 lat, gdy nastąpiła moda na te rybki wśród akwarystów zaczęła być łowiona to tu, to tam, jak choćby w Wiśle pod Toruniem, przy ujściu Brdy czy pod Kozienicami, w jeziorach Wielkopolski.
Pojawia się dlatego, gdyż w warunkach akwariowych rośnie bardzo szybko i jej wyżywienie dla wielu osób staje sie kłopotliwe, a szklane zbiorniki za małe. Do zbyt urodziwych rybek tez nie należy i rzeczywiście dość często zamiast krwiożerczych pirani czerwonych sprzedawane sa roslinożerne, nie do odróżnienia w stadium młodocianym ( w ogóle gatunki pirani jest cięzko odróżnić od siebie). Czasem zresztą nawet w asortymencie akwarystycznym kupując np. 10 sztuk po pewnym czasie okazuje się, że sa to przedstawiciele różnych gatunków (bo są wymieszane) o skrajnie róznych upodoabaniach pokarmowych. A potem sa wypuszczane... Gdy cena tych rybek w sklepie jest naprawdę niska jak teraz, to własnie tak postępują hodowcy, gdy im się znudzi...
Piranie świetnie się adaptują do polskich warunków choć teoretycznie nie powinny przetrwać zimy Nie jest to jednak takie pewne Szczególnie w okolicach zrzutu podgrzanych wód z elektrowni, a właśnie Zalew Rybnicki jest jednym z takich miejsc ( zrzut wody z Elektrowni Rybnik). Ponad dwa kilogramy to chyba największy osobnik złowiony w Polsce do tej pory
Nie jest tez takie pewne czy nie potrafiłyby się rozmnożyć w wodach otwartych gdyby znalazły partnerów....
Jak na razie jednak można włożyc miedzy bajki opowieści o krwiożerczości tych pojedynczych sztuk. Piranie paku sa roslinożerne, czerwone zaś wykazują swoje słynne skłonności dopiero w stadzie Ale co będzie za parę lat... zobaczymy
Kretyni - bo tylko tak można nazwać osoby, które wrzucają piranię do polskich wód. Jeśli Polacy nie potrafią hodować tych ryb w swoich akwariach, to uważam, że ich sprzedaż w naszym kraju powinna zostać zakazana. Ostatnie lata pokazują, że piranie potrafią przeżyć w naszych rzekach i jeziorach. A ocieplenie klimatu pomaga tym rybom przy adaptacji do nowego środowiska, więc mogą się tutaj rozmnażać. Na dzień dzisiejszy nie ma problemu piranii, ale co będzie za 10, 15 lat, kiedy ich populacja zacznie rosnąć ?. Szczęście w nieszczęściu, że nasze zimy są stosunkowo mroźne, a wody zanieczyszczone (to jest powazniejszy problem), co utrudni piraniom życie w polskich warunkach.
Podczas kąpieli lub wędkowania możemy się natknąć na drapieżne zwierzę. - Drapieżne nie znaczy agresywne - uspokajają znawcy rybich obyczajów.
Pan Marcin kąpał się w Jeziorze Kierskim. Niedaleko od brzegu, na którym przysiedli wędkarze. Nagle poczuł ukąszenie w łydkę. - Nie na tyle silne, aby z bólu pójść na dno, ale jednak dosyć nieprzyjemne - mówi, prezentując centymetrowej średnicy ślad. - Widocznie pomyliła moją nogę z zarzucaną przez wędkarzy przynętą i wyżarła mi kawał mięsa - domyśla się pan Marcin. Jaki gatunek reprezentował wodny potwór? Ukąszony podejrzewa, że była to pirania.
Czy może mieć rację? Poznański okręg Polskiego Związku Wędkarskiego odebrał w tym roku już dwa zgłoszenia o złowionych przez wędkarzy piraniach. Drapieżne ryby dały się złapać w jeziorach w okolicy Osiecznej. - Wędkarze przynieśli je do naszej siedziby. Obejrzeliśmy je, zważyliśmy i pomierzyliśmy. Nie mamy wątpliwości. To były piranie - mówi Grzegorz Kujawa, ichtiolog ze PZW.
Pirania wyłowiona pod koniec maja
To nie jedyne przypadki. Pod koniec maja tego roku piranię ze stawu przy ul. Wykopy wyłowił czytelnik "Głosu Wielkopolskiego". Półkilogramowa ryba połakomiła się na wbite na haczyk ziarno kukurydzy konserwowej. Dwa lata temu mierzącym 13,5 cm okazem pochwalił się mediom czytelnik "Rzeczy Krotoszyńskiej". Rok wcześniej tę agresywną, odżywiającą się mięsem rybę wyłowił z Wisły Bogdan Pietruszak na wysokości bydgoskiego Fordonu.
- Kiedy zobaczyłem, co chwyciło haczyk, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Jestem wędkarzem od 30 lat, interesuję się rybami, więc szybko się zorientowałem, że to pirania - opowiada. Ryba była bardzo silna, wyjęcie jej z wody sprawiło wędkarzowi sporo kłopotów. - Złapała się na zwykłego robaka - mówi. Pietruszak rzucił rybe na pożarcie kotom.
Hodowcy wyrzucają ryby
Polskie piranie mają marne szanse na przetrwanie zimy. I zerowe na rozród. Tropikalne ryby nie przepadają za temperaturami niższymi niż 20 st. C. Pojawiają się w polskich wodach za sprawą niekonsekwentnych hobbystów. Znudzeni rybami akwaryści wyrzucają zwierzęta wprost do jezior i stawów.
Kujawa ma jednak wątpliwości, czy pana Marcina użarła rzeczywiście pirania. Wprawdzie ruchy pływaków są dla tych zwierząt drażniące, ale... - Piranie, wbrew krążących o nich opiniach, to nie potwory - podkreśla Kujawa.
Dobrego wizerunku drapieżnika broni też Grażyna Pabijan, kierownik starego Zoo. - To najbardziej nieśmiałe ryby ze wszystkich przez nas hodowanych - zaznacza. Pewniej czują się w stadzie. Atakują niczym rekiny, gdy poczują krew.
To kto lub co ugryzło pana Marcina? - Już bardziej prawdopodobne, że był to żółw czerwonolicy. Codziennie odbieram telefony od ludzi pragnących pozbyć się żółwi. W sprawie piranii ktoś dzwoni nie częściej niż raz, dwa razy na rok - mówi Pabijan. Piranii Zoo nie przyjmuje. Ryby te nie aklimatyzują się w obcym stadzie. Prędzej dadzą się pożreć koleżankom niż się zaprzyjaźnią.
Pranie szkodzą lokalnym gatunkom
Pan Marcin spotkanie z wodną bestią potraktował jak przygodę. Ukąszenie nie było zbyt dokuczliwe. Dla spokoju, jak po każdym ugryzieniu (niezależnie, czy rybiego, czy żółwiego autorstwa), warto wybrać się na zastrzyk przeciwtężcowy. A co jeżeli piranię wyłowi wędkarz? - Koniecznie powinien poinformować PZW. Jeżeli przypadki będą się powtarzać, trzeba będzie ryby odłowić. Obcy gatunek, który nagle pojawia się w polskich wodach, zaburza ekosystem - ostrzega Kujawa. Przykład? Pirania może zjadać małe rybki żywiące się larwami komara. I wpływać na wzrost populacji tych mało sympatycznych owadów.
A czy piranię można ugotować na obiad? Kujawa: - Nie widzę przeszkód. Ryby nie cierpią na choroby, które byłyby szkodliwe dla ludzi.
Pabijan: - Hm... Wolałabym pójść do sklepu rybnego.
Chodzac po plazy podczas odplywu(u mnie jest akurat mozna sie natknac na ciekawe rybki morskie schowane pod kamieniami.Tutaj znalazlem lepadogaster lepadogaster i slizg blennius folis.Udalo mi sie znalezc pholis gunnelus,ktory jest waznym elementem pozywienia dla nurnikow,ale niestety nie zrobilem fotki.latwo tez znalezc kapsulki jaj rekinka psiego.
To gdzie mozna jesze w Europie spotkac te piekna rybe? (jesiotr)
Kiedys znalazlem zdechla rybke ktora oznaczylem jako różanke bo... bo tak mi sie wydawało. czy to rzadka ryba i czy wystepuje rowniez w srodlesnych oczkach wodnych (tam znalazlem)... ?
PS Korzystam z sytuacji, ze w koncu powstal taki temat
Różanka wcale nie jest rzadka. Wydaje mi się, że występuje właściwie wszędzie gdzie są małże, a mając te ostatnie do dyspozycji mnoży się wręcz masowo (tarło odbywa kilka razy w ciągu roku). Przy czym dość powszechnie się uważa, że ma gorzkie mięso i nie jest jadana przez drapieżniki.
Chroniona jest raczej jako ciekawostka. Tyle tylko, że wiedza przeciętnego Polaka odnośnie ryb dotyczy w zasadzie tylko gatunków biorących na wędkę lub wpadających w sieci. W moich stronach (Suwalszczyzna) różanki są we wszystkich jeziorach i rzeczkach (sprawdziłem), ale mało kto w ogóle wie, że taka ryba istnieje. Podobnie jak mało kto zna tutaj kozę czy śliza, też dość pospolite.
Taaa to prawda, głównie wpuszczaja je znudzeni akwaryści.
Od dawna jestem akwartystą i znam setki innych akwarystów. Nikt kto jest akwarystą nie zrobiłby takiej rzeczy! Nie stawiałbym również na ludzi, którzy od tak dla szpanu kupili sobie piranie i wpuścili je do 50litrowego akwarium - nie mają dostatecznej wiedzy i nie potrawią przygotować odpowiednich warunków dla ryb - piranie zdychają w pierwszych tygodniach. Jednak ryby jakoś trafiają do stawów i rzek. Stawiałbym może na właścicieli lokali, których wystrój często stanowią akwaria. Po bankructwie/zamknięciu lokalu nie ma co zrobić z rybami.
zgadza się, na wschodzie i północnym-wschodzie kraju jeszcze dość częsta, ale w mojej okolicy to ze świecą szukać. na terenie województwa ma kilka stanowisk zaledwie. a małży u nas dostatek
mięso może i gorzkie (nie jadłem ), ale aby unikały jej drapieżniki pierwsze słyszę. wprost przeciwnie, w starszej literaturze wędkarskiej często mozna trafić na informację, że to wyjątkowo skuteczna przynęta na okonie (co tylko świadczy o drastycznym spadku liczebności, skoro kiedyś na żywą przynętę często stosowana i poszukiwana).
co do tezy, że wędkarze znają tylko ryby, które łowią na haczyk, to trochę naciągane może "niedzielni wędkarze" ( są i tacy co nie odróżniają wzdręgi od płoci, fakt ). w "podrywki" przez dziesięciolecia wpadało wędkarzom to co w wodzie żyje ( a niedawno wprowadzony zakaz połowu żywczyków siateczkami na pewno nie przyczyni się do wzrostu naszej wiedzy o ichtiofaunie naszych wód )
Podczas odłowów kontrolnych na wodach Jeziora Goczałkowickiego rybakom z Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów wpadł w sieć wiosłonos amerykański. To przedziwna ryba z rodziny jesiotrowatych, zwana także wielozębem, która w stanie naturalnym występuje w dorzeczu Missisipi w Stanach Zjednoczonych i jeziora Erie. Wiosłonos odżywia się planktonem, który pochłania filtrując wodę przy pomocy swego długiego, płaskiego "nosa", przypominającego wiosło. Wyposażony jest w specjalne wypustki, na których zatrzymują się drobne żyjątka.
- Nigdy tego gatunku nie wpuszczaliśmy do jeziora. Ten okaz jest drugim, jaki nam się trafił w ciągu ostatnich lat- mówi Andrzej Siudy, kierownik zapory.
Początkowo przypuszczano, że może to być uciekinier ze stawów Polskiej Akademii Nauk w Gołyszu, gdzie prowadzi się badania ichtiologiczne, ale wczoraj wykluczono tę wersję. Wiosłonosy są rybami długowiecznymi, dorastającymi do 2 metrów i osiągającymi do 70 kilogramów wagi.
Ten, który trafił do sieci goczałkowickich rybaków, musiał być młody, bo nie ważył więcej niż 6 kilogramów. Trofeum trafi na talerz. Mięso wiosłonosów uznawane jest za bardzo smaczne. Skóra i łeb zostaną wypreparowane i pozostaną jako ozdoba w siedzibie kierownictwa zbiornika.
- To ryba czystych wód. Jeśli w naszym jeziorze czuła się dobrze, to dowód, że jest w dobrej kondycji biologicznej - dodaje Siudy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum