Z tą policją nie jest tak źle. W dniu 22.10.2006r. w Koninie został pobity wędkarz bo zwrócił uwagę 15 latkowi, czy ma karte wędkarską. Młodzian zadzwonił. Przyjechał ojciec i starszy brat oraz matka.Wedkarz nie znał napastników ale ich opisał. Policjanci zatrzymali po tygodniu sprawców. Policja i Prokurator stanęli na wysokości zadania bo Sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy wobec ojca i brata, natomiast matka dostała dozór. Nielatem zajmie się Sąd dla Nieletnich. W najbliższym numerze Przeglądu Konińskiego to zdarzenie będzie opisane. Przypadki łamania prawa trzeba zgłaszać.
Łososie i trocie ciągną na tarło w górę zachodniopomorskich rzek. Ryby te do końca grudnia są pod ochroną. Wędkarze przenieśli się więc nad jeziora, a nad rzekami pojawiły się bandy kłusowników - alarmuje "Głos Szczeciński".
Nie ma dnia i nocy, by strażnicy rybaccy nie schwytali amatorów nielegalnego połowu łososiowatych. Nad wodami pojawiają się też kłusownicze bandy.
Pomiędzy kłusownikami i strażnikami trwa wojna podjazdowa. Stawką są duże pieniądze. W ciągu tygodnia kłusownicy zabijają nawet kilkaset kilogramów ryb. Cena sklepowa kilograma szczupaka czy sandacza to 18-25 zł, troci i łososia dwa razy tyle. Sprzedają towar za pół ceny, a i tak przynosi im to spory dochód. Odbiorcami ryb są często właściciele restauracji i sklepów - ujawniają strażnicy.
Ja jak miałam może z dziesięć lat łowiłam ryby z moim dziadkiem... teraz już tego nie robie... z resztą mój dziadek też nie. Wiecie mój dziadek jest z czasów kiedy to nie trzeba było posiadać karty rybackiej, a w rzekach pływały ryby "tłuściochy olbrzymiaste" Teraz to same małe rybki... obniża się poziom wód. Mój dziadek łowił ryby nie dla sportu lecz aby je zjeść. To było bardzo dawno... mnie kiedyś wędkowanie nawet interesowało, ale według mnie to niepotrzebny ból dla ryby jak i robaka... No chyba, że się złowi kiełbia w słoik, tak jak ja to zrobiłam rok temu oczywiście odrazu wypuściłam
bardzo ciekawe rozumowanie.................
......to wtedy już się nie zadaje bólu ani robakowi ani rybce...........
Z tym kiełbikiem to było tak, że poszłam z siostrzenicą nad rzekę i mnie męczyła, abym złowiła jej rybę. A jak ona się uprze to nie odpuści. No to wwaliłam słoik na sznurku i byłam pewna ze nic się nie złapie. A tu kiełb
Ryb nie łowie od dawna... od czasu gdy zrozumiałam, że to jest złe i tak nie wolno. (bez karty wędkarskiej itp.) Niestety moi bracia cioteczni nadal łowią i łowią i do nich nie dociera to, że to nie ma już sensu bo od trzech lat w rzece łowią same małe rybki. To oni zawsze namawiali mnie do łowienia i niadal usiłują to robić! A moje "NIE" co do łowienia ryb umocniło sie kiedy złapałam rybe tak ze przekuło jej się oko!!!
Metro": W najnowszym, niepublikowanym jeszcze raporcie Komisja Europejska piętnuje Polskę za kłusownictwo.
Zajmujemy w Unii pierwsze miejsce w bezprawnym połowie dorszy - według inspektorów UE co drugi wyłowiony u nas dorsz jest nielegalny. Raport nie mówi o innych gatunkach ryb, ale ekolodzy i straż łowiecka potwierdzają: kłusownictwo w naszym kraju rośnie w zastraszającym tempie.
Polski kłusownik już dawno nie zabija zwierząt w pojedynkę, żeby mieć co do garnka włożyć. Na rzekach i jeziorach grasują wieloosobowe gangi wyposażone w drogie motorówki, sieć informatorów, broń i ukryte chłodnie. - W tydzień potrafią zabić kilkaset kilogramów ryb. Sprzedają je za połowę ceny właścicielom barów czy sklepów - opowiadają funkcjonariusze ze straży rybackiej w Szczecinie. Tylko w ciągu minionego półrocza zachodniopomorscy strażnicy i policjanci zdjęli ponad tysiąc takich dużych sieci. Padło w nich ponad 50 ton ryb. A to zaledwie 15-20 proc. tego, co udaje się wykryć. - Kłusowników trzeba złapać na gorącym uczynku, bo inaczej nie ma dowodów - przyznaje Wojciech Prądzyński, szef zachodniopomorskiej państwowej straży łowieckiej.
Strażnicy jednoczą się przeciw kłusownikom z policją, strażą graniczną, leśnikami, wędkarzami i ekologami. Efekty? Podczas kilkudniowej zmasowanej akcji na wodach Drawy, Odry czy Parsęty udaje się czasem złapać nawet sto kłusujących osób. Każda płaci po kilkaset złotych mandatu, po czym... wraca kłusować.
Kłusownicy pustoszą też lasy: w zeszłym roku w Lasach Państwowych wykryto 600 takich przypadków, dwa lata temu było ich o sto mniej. - Zjawisko przybiera coraz większe rozmiary. W 2005 r. wyliczyliśmy straty związane z kłusownictwem na 1,5 mln zł, a w ubiegłym już na ponad 1,7 mln zł - wylicza Tadeusz Pasternak, główny inspektor Straży Leśnej.
OK-jeśli o kłusownictwie to i ja dorzucę kilka zdań.
O tym,że jest to plaga Polski i w dodatku za społecznym przyzwoleniem pisać już nie trzeba. Na każdy taki przejaw trzeba a nawet należy reagować i to stanowczo. W dzisiejsej dobie tel. komórkowych raczej nie stanowi problemu powiadomienie odpowiednich służb, a do takich należy Policja, Państwowa Straż Rybacka, Społeczna Straż Rybacka PZW (jeśli działa prężnie na tym terenie) a w określonych wypadkach także Straż Graniaczna (strefa przygraniczna) Straż Łowiecka i Straż Ochrony Przyrody lub Parku. Nie zawsze wiemy kto działa na określonym terenie więc najpewniej jest dzwonić na Policję (to także darmowy numer) oni sami podejmą decyzje co robić dalej, ewentualnie kogo powiadomić. Pewnym problemem jest fakt,że kłusownicy są bardzo mobilni, tzn. to, że widziano ich tu i teraz nie znaczy,że ciągle tam są, a to jest istotne z punku widzenia służb. Musicie sami zdecydować czy pomimo wszystko prosić o przyjad czy lepiej (jeśli uznamy, że to raczej koniec kłusowania, za chwile się przemieszczą lub odjadą) złożyć zawiadomienie,że w tym a tym miejsu widziano tyle a tyle osób, poławiających ryby w taki a taki sposób itp. Jeśli jeszcze wiecie,że ten proceder trwa od dawna, są to Ci sami ludzie, kłusują o podobnych godzinach i w tym samym miejcu (np. na tarlisku) to te informacje na pewno będą pomocne w złapaniu sprawców. Teraz nie mniej ważna sprawa: częst można natknąć się na zastawione lub ukryte narzędzia kłusownicze (sieci, łodzie itp.) . Musicie pamiętać,że w Polsce ten kto zostanie złapany z np. siecią i nie jest uprawnionym do rybactwa sam może być posądzony o kłusownictwo!
I coś jeszcze. Pamiętajcie, że wasze zdrowie a nawet życie jest najważniejsze!!! Kłusownicy to osoby często bezwzględne, po wyrokach i spotkaniach z Policją lub PSR. Nie będą się nikogo pytać co robią na "ich terenie", może dojść do rękoczynów! Brak świadków ich działalnosci gwarantuje im powodzenie. Wystrzegajcie się osobistych spotkań z nimi, nie podchodzcie do zastawionych sieci nawet jak nie ma nikogo w pobliżu,nie próbujcie ich wyciagać z wody w każdej chwili może ktos się zjawić, a wtedy kto szybszy ten lepszy. Znam prawdzie opowieści jak po złapaniu kłusowników przez PSR za chwilę na brzegu pojawiało się pół wsi w ich obronie. To nie zabawa a tym bardziej nie miejsce na Rambo! Pomóżmy przyrodzie -ZERO TOLERANCJI DLA KŁUSOWNICTA!
Pozdrawiam Deo.
Na jednym z jezior pojezierze kaszubskiego gdzie dość często przebywam, sytuacja jest dość tragiczna. Miejscowy dzierżawca kosi wszystko sieciami i dodatkowo rozkłada żaki. Ryb z roku na rok jest mniej, a w porównaniu ze stanem sprzed 10-15 lat to już całkowita porażka. Najbardziej interesuje mnie temat żaków które odkryłem dopiero w tym roku. Są one legalne
Tylko wysokie kary pieniężne, w tym przepadek narzędzi (jako takie należy również traktować samochód którym delikwenci zajeżdżają nad wodę) może poprawić sytuację. Oczywiście także konsekwentne działania odpowiednich służb. Ale bez dostania po kieszeni POLAK to taka wredna istota, że nie zrozumie. Co gorsza uważa się za bohatera i cwaniaka.
Sznury - bo taka jest potoczna nazwa tego narzędzia do połowu ryb sa oczywiście narzędziem kłusowniczym, nieetycznym, itd. Przy czym ich wpływ na stan ryb w danym akwenie jest niewielki. Największe zagrożenie to zorganizowane grupy kłusownicze i stosowane przez nie metody połowu - w szczególności agregaty - tzw. bicie prądem. Przy ich stosowaniu ginie w promieniu wielu metrów wszystko co sie rusza (narybek itd.). Oni zabieraja jedynie te okazy które da sie sprzedać. Prawdobodobnie proceer można ukrócić nakładając na sprzedawców obowiązek posiadania certyfikatów potwierdzających pochodzenie sprzedawanych ryb, ale nikt nie chce sie bawic w taka biurokracje - nazywaja to ograniczaniem swobód obywatelskich.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum