Teoretycznie, to można zarazić się nawet wścieklizną, bo wirus zachowuje zjadliwość np. w gnijącym mózgu - przez 7-10 dni. Ale światło słoneczne niszczy go po 2 godzinach. Praktycznie o takich przypadkach zarażenia, nie słyszy się. Na wszelki wypadek, po eksploracji terenu - należy po prostu umyć ręce.
Wirus wścieklizny ginie po ok.10 dniach,jeśli ciało jest wystawione na działanie słoneczne - ale jeżeli nie,jeśli,np.lis padł w norze,to wirus może się utrzymać nawet przez pół roku - jak widać,jest to bardzo niebezpieczne choróbsko.
Tylko, zarażenie odbywa się wyłącznie podczas przedostania sie wirusa do układu nerwowego bądź krwi. Czyli konieczna jest u nas otwarta rana. A nawet podczas przedostania się wirusa do naszego organizmu, rzadko kiedy dochodzi do zarażenia.
Kilkanaście lat temu pracując w Lasach Panstwowych mialem kontakt, jak sie okazalo po badaniach, z lisem chorym na wscieklizne. Poniewaz dziada bralem w lapy bylem ciagany do szpitala i wypytywany o rodzaj kontaktu. Po tym jak powiedzialem lekarzowi chorob zakaznych ze bralem lisa w skorzanych rekawicach stwierdzil ze kontaktu (w sensie zakazenia) nie bylo i nie podlegam szczepieniu. Po paru dniach przypomniałem sobie jednak że wracając od tego zdechlaka; jadąc motocyklem wycieralem sobie reka zalzawione oczy. Kiedy o tym wspomnialem w Nadlesnictwie zostalem ponownie zweryfikowany pod katem koniecznosci zaszczepienia i szczepionke mi podano. Na szczescie nie byla to, jak podawali nieraz w radiu, seria bolesnych zastrzykow gdyz stosowano juz wtedy nowa szczepionke w ramie. Zastrzykow bylo 6 i byly prawie bezbolesne poniewaz igla do iniekcji byla bardzo cieniutka i calosc nie byla bardziej bolesna od uklucia komara.
Konczac chcialbym nadmienic ze te 20 lat temu bawilem sie w preparowanie czaszek znalezionych "zdechlakow". Najlepsza metoda bylo wygotowywanie znalezionych lbow. Niestety specyficzny "zapach" uniemożliwial mi nieraz wykonanie tej czynnosci w domu wiec nosilem padline do lasu do mrowiska. Nalezalo jednak dobrze ja zabezpieczyc coby jakis padlinozerca nam jej nie zwedzil! Sposobem bylo przymocowanie jej drutem do drzewa w sasiedztwie mrowiska. Lis czy nawet dzik jej nie siegnal a mrowki znalazly i zrobily swoje. W obraniu czaszki z tkanek miekkich pomagaly mi rowniez muchy, a raczej ich larwy. I powiem ze byly nawet szybsze od mrowek. Padliny szukalem przy drogach i na torowiskach PKP. Najczesciej znajdowane byly psy i koty (ktorych nie bralem) ale trafialy sie tez lisy, sarny dziki i zajace. Ostatnio jadac autem zauwazylem na sasiednim pasie zabitego lisa. Niestety zanim zawrocilem i po niego podjechalem TIR przejechal mu przez glowe i z czachy nici. Teraz z powodu chlodow nie da sie skorzystac z pomocy mrowek czy much ale chcac pozyskac czaszke i uniknac konflktu z domownikami lebek gryzonia czy owadozercy mozemu wygotowac w puszcze nad ogniskiem. Oczywiscie bierzmy sie za to z zachowaniem odpowiednich srodkow ostroznosci i zasadami higieny.
Pozdrawiam!
_________________ Nie bójmy się zadawać pytania
Wszak tyle jest do poznania
Przyroda jest kopalnią wiedzy
Więc do dzieła, Koleżanki, Koledzy!!!
Przechadzając się dziś po działkach Szczecińskich pod Puszczą Bukową znalazłem martwą łasiczkę (proszę potwierdzić) Znalazłem też niedaleko dwa martwe krety, więc domyślam się, że jakiś ogrodnik mógł ją złapać w pułapkę...
Dzisiejszy spacer z psem po lesie w gogolinie i znaleziony martwy lis.Na szczęście pies się nie zbliżał do niego a ja wzięłam dwa grube kije i wyniosłam go w głąb lasu bo leżał na ścieżce.Nie widać było żadnych ran czy coś w tym stylu.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum