a ja mam takie pytanie troche odbiegajace od tematum nie tylko o ssakach, ale a propos Bałtyku
U których gatunkow (tych najbardziej znanych oczywiscie) mozna zauwazyc zwiekszenie populacji?
Ostatnio bylem w delfinarium Hardewijk (Holandia), gdzie sa chyba jedyne na swiecie morswiny w niewoli. Zrobilem im pare zdjec, ktore moga Was zainteresowac. W kazdym razie ja bylem zaskoczony, ze morswin jest tak maly - mozna go uniesc w rekach!
Prawie 12 metrowy wieloryb karłowaty pojawił się 4,5 mil morskich na płn-wsch. od Górek Wschodnich w Gdańsku. Zwierzę trafiło do polskiej części Bałtyku przez cieśniny duńskie. Ssak wypływa na powierzchnię wody z częstotliwością od pół do czterech minut.
- Wieloryb ma sporo zmian dermatologicznych, widoczne są liczne rany, m.in. cztery szramy u nasady ogona, które być może są śladami śruby motorówki – mówi prof. Krzysztof Skóra, kierownik naukowy Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego. – Ponieważ zwierzę utrzymuje się długo przy powierzchni wody, istnieje duże ryzyko wpadnięcia na niego. Grozi to zarówno niebezpieczeństwem dla zwierzaka, jak dla jednostki pływającej.
Jednak jednostki pływające po Zatoce Gdańskiej to nie jedyne zagrożenie dla wieloryba. Jeżeli ssak nie znajdzie drogi powrotnej, grozi mu śmierć głodowa.
- Bałtyk nie dysponuje pokarmem, który mógłby go zadowolić – dodaje Krzysztof Skóra. – Nie mamy zbyt wielu skupisk zooplanktonu i dlatego to zwierze może głodować, a nawet umrzeć.
Przypomnijmy, że w marcu ubiegłego roku w okolicach Helu również pojawił się wieloryb. Był to humbak o długości do 12 metrów (ostatni raz humbak pływał po wodach Bałtyku w 1979 r.). Pod koniec marca ssaka znaleziono martwego w wodach Zatoki Ryskiej. Przyczyną śmierci była prawdopodobnie kolizja ze statkiem.
Wieloryb, który widziany był w ostatnich dniach w wodach Zatoki Gdańskiej, to najprawdopodobniej finwal, a nie wieloryb karłowaty, jak wstępnie przypuszczano - poinformował dr Krzysztof Skóra, szef Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego.
Naukowcy z Helu po analizie materiałów z obserwacji wieloryba doszli do wniosku, że jest to finwal, a nie jak wcześniej przypuszczano wieloryb karłowaty. 12-metrowy morski ssak nie jest osobnikiem młodym, nie wiadomo jeszcze jakiej jest płci.
"Wieloryba nie poznaje się tylko po grzbiecie, trzeba móc określić kilka jego dodatkowych cech; zwierzę nie obróci się na nasze życzenie brzuchem do góry, nie zaprezentuje płetw, nie pokaże wszystkich cech taksonomicznych. Opis gatunku dokonywany jest na osobnikach już martwych, jeśli się więc nie widzi jego wszystkich cech, to nie można przesądzać sprawy." - powiedział Krzysztof Skóra.
Dodał, że swoje wnioski naukowcy z Polski konsultowali również z fachowcami z innych krajów, którzy również stwierdzili, że najprawdopodobniej w Bałtyku pływa teraz finwal. Jest też bardzo prawdopodobne, że właśnie tego wieloryba obserwowano już w połowie czerwca w okolicach Sztokholmu.
"Jeżeli nie ma drugiego wieloryba w Bałtyku, to pierwsza informacja o nim pochodzi sprzed sześciu tygodni. Był on obserwowany w okolicach Sztokholmu, dwa tygodnie temu był też widziany u wejścia do Zatoki Gdańskiej, tylko nie udało nam się wtedy go namierzyć, ale jak dostaliśmy drugi sygnał, to wynajęliśmy bardzo szybkie łodzie, odszukaliśmy go i zrobiliśmy mu zdjęcia" - wyjaśnił dr Skóra.
Dr Skóra, który przyznaje, że z wielorybem "spędził" kilka godzin, zaznacza, że finwal nie jest w najlepszej kondycji, widać na nim m.in. ślady zmian dermatologicznych i zwierzę jest chyba ogólnie wyczerpane, pływa bardzo wolno, z trudem przemieszcza się. Może nie potrafi znaleźć pożywienia w Bałtyku - wyjaśnia naukowiec. Finwale odżywiają się makroplanktonem np. krylem, ale również drobnymi rybami.
W Morzu Bałtyckim jest odpowiednia ilość pożywienia dla finwala, jednak musi on poznać życie w akwenie, do którego wpłynął. Zwierzęciu, które nie urodziło się na Bałtyku, które nie ma odpowiedniego przekazu genetycznego, może to przyjść z trudem, może ono wręcz paść z głodu.
Biorąc pod uwagę nienajlepszy stan zdrowia wieloryba, naukowcy zrezygnowali z próby wypłoszenia go z Bałtyku przy pomocy jednostek pływających. Nie chcieli narażać zwierzęcia na stress i duży wydatek energii, ponieważ to mogłoby ssaka zabić. "Im dłużej on będzie żył tym większe ma szanse znalezienia wyjścia z Bałtyku, ale, niestety, nie jest powiedziane, że znajdzie tę drogę ratunku" - podkreślił dr Krzysztof Skóra.
W polskiej strefie Bałtyku pierwszego finwala odnotowano w 1874 r. niedaleko Gdańska, w 1899 r. widziano wieloryba niedaleko Dziwnowa w 1899 r. Ostatni raz widziano finwala na zatoce Puckiej w 1930 r. Dwa martwe finwale, o czym donosi strona internetowa helskiej stacji UG, napotkano w 2005 i 2006 roku na wodach Niemiec.
Finwale to ssaki morskie zaliczane do waleni, fiszbinowców i rodziny fałdowców. Cechą fiszbinowców odróżniającą je od swych uzębionych kuzynów (kaszalotów, delfinów i morświnów) są rogowe płyty zwisające ze szczęki górnej tzw. fiszbin. Fiszbin tworzy podobną do sita strukturę, która umożliwia żerowanie na ławicach małych zwierząt. Finwale posiadają od 260 do 480 takich rogowych płytek po jednej stronie szczęki.
Dorosłe finwale dorastają nawet do długości 26-27 metrów, osiągają wagę do 75 ton. Ich barwa ciała przechodzi od szarej do czarnej przy czym podgardle, brzuch, spodnie strony płetw piersiowych i płetwy ogonowej są białe.
- Dwa delfiny pojawiły się na wodach Zatoki Gdańskiej, przy gdyńskim porcie - poinformował szef stacji morskiej Uniwersytetu Gdańskiego w Helu dr Krzysztof Skóra.
- Podejrzewam, że mogą to być dwa delfiny obserwowane na Bałtyku już wcześniej, ale nie mam pewności. Apeluje do załóg jednostek pływających aby cały czas obserwowały wodę w celu uniknięcia zderzenia. Delfiny są szybsze od wielorybów i mogą same uniknąć zderzenia, ale mimo wszystko trzeba zachować ostrożność - powiedział dr Krzysztof Skóra.
Dodał, że sygnał o pojawieniu się dwóch delfinów, które pływają niedaleko boi świetlikowych przy gdyńskim porcie odebrał w sobotę rano. Dr. Skóra apeluje też o przekazywanie naukowcom z Helu wszelkich informacji o delfinach pod nr 0601 88 99 40. Jeden z żeglarzy, który znajduje się w sobotę na Zatoce Gdańskiej poinformował, że na delfiny natknął się kuter wędkarski z Jastarni.
- Tek kuter to Passat 7. Przed jego dziobem pojawiły się dwa małe delfiny, które wyskakiwały, fikały koziołki w wodzie. Delfiny napotkano mniej więcej w połowie odległości pomiędzy portami w Gdyni i Helu - powiedział żeglarz znajdujący się na Zatoce Gdańskiej Henryk Ziółkowski.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum