Dzikie psy. Janusz Kuźniewicz. 2004. Wydawnictwo Akademii Rolniczej we Wrocławiu
Książka jest dostępna na rynku już dłuższy czas. Nam wpadła w ręce niedawno. Ku przestrodze zamieszczamy recenzję tego "dzieła" - AS i BB
Na krajowym rynku wydawniczym dobrze i ciekawie napisane książki skierowane
do miłośników przyrody nie należą do często spotykanych. Tym większe
zainteresowanie i nadzieję wzbudziła w nas książka Janusza Kuźniewicza pod
tytułem "Dzikie psy". Nasze zaciekawienie szybko zostało jednak zastąpione
przez zdumienie a wręcz przerażenie. Już spis treści zasiał pewne
wątpliwości odnośnie kompetencji autora i osób odpowiedzialnych za
konsultacje merytoryczne i pozytywne opiniowanie tej pracy do druku.
Pierwszą rzeczą, która wzbudziła poważne wątpliwości co do jakości tej
pracy, był wybór gatunków "dzikich psów", które autor postanowił omówić.
Celem jaki postawił sobie autor jest "dostarczenie czytelnikom informacji i
wiedzy na temat dzikich psów oraz zwrócenie uwagi na szereg cech tych
zwierząt, które wyodrębniają je spośród innych gatunków dzikich zwierząt".
Niestety, w książce brak jakiejkolwiek definicji owej grupy, jaką stanowić
mają "dzikie psy". Prawdopodobnie dla autora, nazwa zwyczajowa jest
wystarczającym powodem do zakwalifikowania zwierzęcia do danej grupy
systematycznej. Jeżeli w takiej nazwie, czy to w języku polskim, angielskim
czy jakimkolwiek innym pojawia się słowo "pies" lub "wilk", jest to
wystarczający powód do traktowania tego zwierzęcia jako "dzikiego psa". I
tak ubolewając nad wymieraniem niektórych gatunków psowatych (Canidae), jako
przykład podaje wilka tasmańskiego! Profesor (sic!) Kuźniewicz nie wie
bowiem, że wilk tasmański (poprawnie zwany workowatym), nie należy do
psowatych, co więcej, nie należy nawet do łożyskowców. Jest - o zgrozo -
torbaczem i bliżej mu do kangura niż wilka. Wilk workowaty jednak
przynajmniej trochę przypomina wyglądem psowate. Tego nie da się jednak
powiedzieć o kolejnej rewelacji tej książki: obok torbaczy znajdziemy bowiem
opis innych "dzikich psów", mianowicie, piesków preriowych... Systematyków
zainteresuje też fakt włączenia do rodziny psowatych protela. Od lat
specjaliści z zakresu systematyki i ewolucji ssaków nie mają wątpliwości, co
do bliskiego pokrewieństwa protela z hienami. Kierując się taką logiką,
gdyby pojawiła się książka zatytułowana "Dzikie konie", należałoby w niej
szukać informacji o pasikonikach i konikach morskich, a w wydawnictwach o
profilu teologicznym obowiązkowy powinien być rozdział o diable tasmańskim!
Czytając "Dzikie psy", odnosimy nieodparte wrażenie, że autor nie do końca
rozumie czym są rasy, podgatunki, gatunki i rodzaje. Na stronie 77 w
rozdziale poświęconym kojotom, autor wymienia cztery najczęściej spotykane
podgatunki tego zwierzęcia. Są to Canis latrans (sic!), C. l. lestis, C. l.
incollatus oraz C. l. thomus. Ponownie widać, że autor "Dzikich psów" nie
wie, iż nazwy gatunkowe są dwuczłonowe, podczas gdy nazwy podgatunków -
trójczłonowe, a Canis latrans to nie nazwa podgatunku nominatywnego (Canis
latrans latrans), tylko nazwa całego gatunku. Nie do końca też wiadomo, czy
nazwa Aardwolf podana została jako obcojęzyczna alternatywa dla nazwy
protel, czy też profesor Kuźniewicz uważa ją za część nazwy gatunkowej -
napisana jest kursywą i nie oddzielona od poprawnej nazwy gatunkowej. W
tekście zaś obok takich nazw jak "wilki ziemne" używane są zamiennie
Aardwolf oraz Aardwalf.
Autor omawia skład pokarmu lisa (Vulpes vulpes). Przytoczone przez niego
dane dotyczące składu pokarmu tego drapieżnika są bardzo ciekawe. Mianowicie
zwykle dodanie wszystkich kategorii pokarmowych daje sumę 100%. Jednak w
przypadku lisa jest inaczej, bo przekracza to 190%. Autorowi sugerujemy
podjęcie szczegółowych badań nad tym, ile procent pokarmu jest w pokarmie
lisa.
Wiele nazw łacińskich autor tegoż dzieła napisał fonetycznie i tak Cuon
alpinus to według autora Cyjon alpinus, Lycaon to Licaon.
Kolejnym kuriozum są zdjęcia zamieszczone w tej książce. Szopy pracze
podpisano jako szczenięta jenotów, piesiec ilustruje rozdział o lisie
(Vulpes vulpes). Autor zapewne nie wie, że jest to nie tylko odrębny
gatunek, ale i rodzaj (Alopex). Nie za bardzo też wiadomo, czemu miało
służyć zamieszczenie słabej jakości rysunków kojota amerykańskiego i
kanadyjskiego.
Pomijając wszystkie błędy i nieścisłości merytoryczne, razi też styl i brak
konsekwencji (koncepcji?) w omawianej książce. Z drobniejszych uchybień
wymienimy kilka, jak np. sposób cytowania prac innych autorów - raz autor w
ogóle nie wspomina o źródle informacji, innym razem nazwisko autora
oryginalnego doniesienia jest podawane bez daty, jeszcze w innym przypadku
nazwisko i data są w okrągłym nawiasie, a w jeszcze innym przypadku w
kwadratowym. W spisie literatury nie są podawane numery stron na których
wydrukowany był dany artykuł, co może utrudniać dotarcie do prac źródłowych.
Nazwy gatunkowe omawianych "dzikich psów" raz są podawane wraz z nazwiskiem
autora tej nazwy, innym razem nie. W wydawnictwie, które aspiruje do miana
skryptu dla studentów, takie uchybienia nie powinny mieć miejsca, chyba że
mają służyć za przykład jak pisać nie należy.
Część rozdziałów poświęconych kolejnym omawianym gatunkom kończy się
podrozdziałem poświęconym badaniom naukowym prowadzonym na nich, innym razem
nie. Pomijamy tu mizerność informacji dotyczących tych badań - autor
kompletnie nie orientuje się w obecnych trendach badawczych, o czym dalej -
ale znowu pewien schemat w opisie poszczególnych form byłby więcej niż
wskazany. W omawianej książce, autor cytuje 48 publikacji. Nie jest to duża
liczba, a co więcej, prawdopodobnie prace te nie zostały zbyt uważnie
przestudiowane. Na przykład profesor Kuźniewicz powołuje się na książkę
profesora Kalety "Psy i hieny", a mimo to protel trafia w poczet psów. Na
stronie 109 można przeczytać, że obecnie "mało miejsca nauka poświęca dzikim
psom, którym grozi zagłada oraz tym, które już całkowicie wyginęły". To
kolejny dowód na to, że profesor Kuźniewicz porwał się na dziedzinę, o
której pojęcie ma nikłe. W dobie powszechnego (przynajmniej na uczelniach)
dostępu do Internetu wyszukanie publikacji dotyczących jakiejś tematyki nie
powinno nastręczać kłopotu, zwłaszcza uczonemu. Już bardzo pobieżne
przejrzenie spisów treści zaledwie kilku periodyków (Biological
Conservation, Conservation Biology, Conservation Genetics, Journal of
Mammalogy, Journal of Zoology, Mammalogy) z okresu mniej więcej 10 lat
sprzed opublikowania "Dzikich psów" zaowocowało znalezieniem około setki
artykułów poświęconych psowatym - w znacznej większości właśnie ich
ekologii, biologii i ochronie, a zajęło to nam mniej niż 10 minut. Z całą
pewnością dokładne i metodyczne przeszukanie stosownych baz danych
(obowiązkowe przed rozpoczęciem pisania jakiejkolwiek naukowej pracy!)
zaowocowałoby znalezieniem znacznie większej liczby fachowych artykułów.
Recenzowana książka jest wydana jako skrypt Akademii Rolniczej we Wrocławiu
(obecnie Uniwersytetu Przyrodniczego). Jest to kuriozum, że tak marnej
jakości tekst ukazuje się nakładem instytucji o uznanej renomie i prestiżu.
Książka ta, dostępna jest w sprzedaży w księgarniach, można ją nabyć przez
Internet. Niestety, jej poziom merytoryczny jest żenująco niski. Pozycja,
zawierająca tyle skandalicznych błędów nie ma prawa ukazać się nakładem
żadnego poważnego wydawnictwa. Jej treść stanowi negatywne świadectwo na
temat wiedzy autora, jak i osoby odpowiedzialnej za pozytywne zaopiniowane
"Dzikich psów" do druku (prof. dr hab. Manfred Oskar Lorek). Wstydzić się
powinien też konsultant merytoryczny (sic!), dr hab. Krystyn Hudoba. Czy
naprawdę żaden z nich nie wie, że pieski preriowe z psami mają wspólną
jedynie nazwę potoczną? Że wilk workowaty jest wilkiem tylko z nazwy. Że
piesiec nie jest lisem (Vulpes sp.), a protel należy do hien? Mamy nadzieję,
że nie jest to książka poczytna, gdyż błędy tam zawarte, a podparte
autorytetem wyższej uczelni, mogą zaszkodzić nie tylko czytelnikom, ale i
dzikim psom. W sumie, szkoda drzew, które posłużyły za papier na którym
wydrukowana została ta książka.
piesiec ilustruje rozdział o lisie
(Vulpes vulpes). Autor zapewne nie wie, że jest to nie tylko odrębny
gatunek, ale i rodzaj (Alopex)
Hmmm...nie wiem,czy się czasami nie mylę,ale tu się chyba,coś zmieniło w przeciągu ostatnich lat,gdyż zauważyłem różnicę - jeszcze dwa lata temu lis polarny/piesiec był odrębnym gatunkiem - a teraz?:
Nadal jest odrębnym gatunkiem - to się nie zmieniło Gdyby był podgatunkiem lisa zwyczajnego to jego łacina brzmiałaby Vulpes vulpes lagopus.
Zmiana, o której mówisz dotyczy stosunku niektórych co do wyodrębniania rodzaju Alopex. A to z powodu swobodnej hybrydyzacji obu tych gatunków (pieśca i lisa). Więc synonim to kompromis. Niemniej jednak autor książki nie powinien ilustrować pieścem rozdziału o lisie zwyczajnym bo czy przed kompromisem czy po - piesiec to nadal odrębny gatunek
Aha - dzięki za wyjaśnienie,bo nie wiedziałem co jest grane.
Szkoda że pozycja okazała się nierzetelna,bo mało jest na naszym rynku książek poświęconych innym psowatym,niż psy,wilki.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum