Czy właściwa jest regulacja populacji wilków w Bieszczadach poprzez odstrzeliwanie? Hodowcy owiec,bydla... domagaja sie aby rozstrzelic czesc wilkow,poniewaz powoduja one ogromne szkody.Czy wojewoda powinien wydac pozwolenie na ich odstrzał mimo iż są pod ochrona ?
Dokladnie:) Ale zbijając troche z tropu to w Nadleśnictwie Rudnik widziano willka jakieś 200 metrów od miejsca w którym prowadzono konną zrywkę drewna... Bardzo blisko ale piękny basior był:))
_________________ A potrąciła Was kiedyś łania podczas polowania??
W Borach Dolnośląskich pojawiły się wilki. - To największe skupisko tych drapieżników w zachodniej i środkowej Polsce - mówią przyrodnicy.
- Jeszcze kilka lat temu był tu tylko jeden wilk, a teraz są dwie watahy i dwa pojedyncze osobniki, w sumie trzynaście zwierząt - mówi biolog i leśnik Robert Mysłajek, wiceprezes Stowarzyszenia dla Natury "Wilk", które zajmuje się badaniami polskich drapieżników.
Biolodzy przewędrowali latem 600 km dolnośląskich ścieżek, szukając wilczych śladów. Monitoring zakończyli w sierpniu. Znaleźli tropy, ziemię zrytą pazurami (między opuszkami wilczych łap znajdują się gruczoły wydzielające substancje, którymi wilki znaczą teren) oraz odchody, z których naukowcy pobrali próbki do badań genetycznych. Dzięki nim wiadomo, że drapieżniki przewędrowały do nas tzw. korytarzami ekologicznymi, czyli leśnymi ciągami, ze wschodu: z Puszczy Białowieskiej, Knyszyńskiej, Roztocza i Karpat. Świetnie się tu czują, bo Bory Dolnośląskie to jeden z największych kompleksów leśnych w Polsce, zasobny w wilczy pokarm: jelenie, dziki, sarny. Mają więc pożywienie, przestrzeń (jedna wataha potrzebuje 250 km kw. do swobodnego życia) oraz spokój. Spora część borów to dawne poligony poradzieckie, na które turyści się nie zapuszczają.
- Widziałem ostatnio tropy wilczego szczenięcia - przyznaje Marek Cieślak, dyrektor Przemkowskiego Parku Krajobrazowego, który wchodzi w skład Borów. - Dla człowieka nie są groźne. To raczej człowiek zagraża wilkowi, zwłaszcza że kłusownicy działają pełną parą. Zakładają wnyki, w które łapią się nawet stukilowe dziki.
- Wilki unikają ludzi, bo my dla nich po prostu śmierdzimy - dodaje Robert Mysłajek. - Nawet na kilometr potrafią wyczuć nasz zapach, który oznacza dla nich coś obrzydliwego i niebezpiecznego. Polują nocą, w dzień chowają się w młodnikach, na wysepkach, na mokradłach. Mogłyby być niebezpieczne, gdyby były wściekłe, ale takiego ryzyka raczej nie ma. Zjadają te same szczepionki, które są zrzucane z samolotów dla lisów.
Dolnośląskie wilki podzieliły się terytorium: jedna wataha zajmuje Lasy Przemkowskie na południowo-wschodnim krańcu Borów, druga rodzina jest w części zachodniej, przy granicy niemieckiej, a dwa dorosłe osobniki, które dopiero będą zakładać własne rodziny, żyją w środkowej części.
Wilki w Borach Dolnośląskich już kiedyś były. - Wybito je tu co do sztuki w latach 50., kiedy partia zarządziła "wilczą akcję" - opowiada biolog. - Uważano je za szkodniki i zaplanowano, że zostaną wytępione w całym kraju. Truto je strychniną i luminalem, strzelano do nich, wybierano wilczęta z nor. Przy radach narodowych powołano komisarzy ds. zwalczania wilków. Wystarczyło przynieść wilczą skórę albo czaszkę, żeby dostać dużą nagrodę pieniężną. Ludzie oszukiwali, przynosząc psie czaszki, ale akcja się udała: w całym kraju ostała się wówczas tylko setka wilków.
Pojedyncze osobniki próbowały ponownie osiedlić się w Borach, ale nadal je wybijano. Całkowitą ochroną zostały objęte dopiero przed dziesięciu laty. Dziś w całym kraju żyje ok. 700 wilków; najwięcej w Karpatach, na Roztoczu i w puszczach południowo-wschodniej Polski.
Stowarzyszenie dla Natury "Wilk" monitoruje populację wilka w zachodniej i centralnej Polsce od 2001 roku. Na pojedyncze osiadłe watahy biolodzy natrafili jedynie w Puszczy Rzepińskiej (Lubuskie), Lasach Wałeckich (Wielkopolska) i Puszczy Bydgoskiej.
Część wilków z Borów Dolnośląskich przepłynęła granicę na Nysie Łużyckiej i osiedliła się w Niemczech. Trzy watahy po pięć osobników oraz dwie pary mieszkają w Borach Mużakowskich (Muskauer Heide), m.in. na poligonach NATO. - Niemcy bardzo się nimi interesują, bo to największa w ich kraju populacja wilków. Jedyna, która osiadła i wciąż się rozmnaża - mówi Robert Mysłajek.
W polskich lasach przybywa wilków. Populację tego drapieżnika szacuje się już nawet na tysiąc sztuk. Dwie nowe watahy grasują od niedawna pod Bydgoszczą. Czy Czerwony Kapturek może jeszcze spać spokojnie?
Wilków wprawdzie przybywa, ale leśnicy zapewniają, że nie ma powodów do obaw. Wilk to bojaźliwe zwierzę i nie odważy się zaatakować człowieka - uspokaja Jakub Siedlecki z nadleśnictwa w Solcu Kujawskim pod Bydgoszczą.
Grzybiarze z okolic Bydgoszczy czują przed wilkami respekt, ale raczej nie boją się ataku. Jak zareagowaliby na niespodziewane spotkanie z drapieżnikiem? Stałabym nieruchomo, żeby poszedł - mówi reporterowi RMF FM Tomaszowi Fenske jedna z grzybiarek.
Leśniczy podkreślają, że duże drapieżniki są w polskich lasach potrzebne, bo w naturalny sposób regulują populację innych zwierząt.
W Borach Dolnośląskich pojawiły się wilki. - To największe skupisko tych drapieżników w zachodniej i środkowej Polsce - mówią przyrodnicy.
- Jeszcze kilka lat temu był tu tylko jeden wilk, a teraz są dwie watahy i dwa pojedyncze osobniki, w sumie trzynaście zwierząt - mówi biolog i leśnik Robert Mysłajek, wiceprezes Stowarzyszenia dla Natury "Wilk", które zajmuje się badaniami polskich drapieżników.
Biolodzy przewędrowali latem 600 km dolnośląskich ścieżek, szukając wilczych śladów. Monitoring zakończyli w sierpniu. Znaleźli tropy, ziemię zrytą pazurami (między opuszkami wilczych łap znajdują się gruczoły wydzielające substancje, którymi wilki znaczą teren) oraz odchody, z których naukowcy pobrali próbki do badań genetycznych. Dzięki nim wiadomo, że drapieżniki przewędrowały do nas tzw. korytarzami ekologicznymi, czyli leśnymi ciągami, ze wschodu: z Puszczy Białowieskiej, Knyszyńskiej, Roztocza i Karpat. Świetnie się tu czują, bo Bory Dolnośląskie to jeden z największych kompleksów leśnych w Polsce, zasobny w wilczy pokarm: jelenie, dziki, sarny. Mają więc pożywienie, przestrzeń (jedna wataha potrzebuje 250 km kw. do swobodnego życia) oraz spokój. Spora część borów to dawne poligony poradzieckie, na które turyści się nie zapuszczają.
- Widziałem ostatnio tropy wilczego szczenięcia - przyznaje Marek Cieślak, dyrektor Przemkowskiego Parku Krajobrazowego, który wchodzi w skład Borów. - Dla człowieka nie są groźne. To raczej człowiek zagraża wilkowi, zwłaszcza że kłusownicy działają pełną parą. Zakładają wnyki, w które łapią się nawet stukilowe dziki.
- Wilki unikają ludzi, bo my dla nich po prostu śmierdzimy - dodaje Robert Mysłajek. - Nawet na kilometr potrafią wyczuć nasz zapach, który oznacza dla nich coś obrzydliwego i niebezpiecznego. Polują nocą, w dzień chowają się w młodnikach, na wysepkach, na mokradłach. Mogłyby być niebezpieczne, gdyby były wściekłe, ale takiego ryzyka raczej nie ma. Zjadają te same szczepionki, które są zrzucane z samolotów dla lisów.
Dolnośląskie wilki podzieliły się terytorium: jedna wataha zajmuje Lasy Przemkowskie na południowo-wschodnim krańcu Borów, druga rodzina jest w części zachodniej, przy granicy niemieckiej, a dwa dorosłe osobniki, które dopiero będą zakładać własne rodziny, żyją w środkowej części.
Wilki w Borach Dolnośląskich już kiedyś były. - Wybito je tu co do sztuki w latach 50., kiedy partia zarządziła "wilczą akcję" - opowiada biolog. - Uważano je za szkodniki i zaplanowano, że zostaną wytępione w całym kraju. Truto je strychniną i luminalem, strzelano do nich, wybierano wilczęta z nor. Przy radach narodowych powołano komisarzy ds. zwalczania wilków. Wystarczyło przynieść wilczą skórę albo czaszkę, żeby dostać dużą nagrodę pieniężną. Ludzie oszukiwali, przynosząc psie czaszki, ale akcja się udała: w całym kraju ostała się wówczas tylko setka wilków.
Pojedyncze osobniki próbowały ponownie osiedlić się w Borach, ale nadal je wybijano. Całkowitą ochroną zostały objęte dopiero przed dziesięciu laty. Dziś w całym kraju żyje ok. 700 wilków; najwięcej w Karpatach, na Roztoczu i w puszczach południowo-wschodniej Polski.
Stowarzyszenie dla Natury "Wilk" monitoruje populację wilka w zachodniej i centralnej Polsce od 2001 roku. Na pojedyncze osiadłe watahy biolodzy natrafili jedynie w Puszczy Rzepińskiej (Lubuskie), Lasach Wałeckich (Wielkopolska) i Puszczy Bydgoskiej.
Część wilków z Borów Dolnośląskich przepłynęła granicę na Nysie Łużyckiej i osiedliła się w Niemczech. Trzy watahy po pięć osobników oraz dwie pary mieszkają w Borach Mużakowskich (Muskauer Heide), m.in. na poligonach NATO. - Niemcy bardzo się nimi interesują, bo to największa w ich kraju populacja wilków. Jedyna, która osiadła i wciąż się rozmnaża - mówi Robert Mysłajek.
Clavik żebyś wiedział że od mnie jest bliżej jakieś 10 km...A na dodatek w mojej gminie... A wy dopiero sie o tym dowiedzieliście ja już dawno pisałem o tym na SB.....Ale Eryczka nikt nie raz nie słucha....
P.S. Jak chcesz to wpadaj ze sprzętem może poszukamy...
Między błotami swój żywot prowadzi
Kulig, na długich przeto nogach chodzi.
Nie wdzięcznym, ale głośnym krzyczy głosem
Pokiwając na wsze strony nosem".
Mateusz Cygański
skąd to takie informacje
kupa bredni - jestem pracownikiem parkow jurajskich i nic takiego nie ma.
mialbym wiadomosci z Nctwa Chrzanów i Krzeszowice a przede wszystkim od WKP
Co do wilka to bardzo wiele wskazuje ze juz wkrotce zostanie wykreslony z listy zwierzat chronionych, jego ochrona nie ma juz obecnie zadnych przeslanek merytorycznych, natomiast do co rysia jestem za utrzymaniem ochrony tegoz, ... to nie jest gatunek tak expansywny jak wilk i troche czasu potrwa zanim sie rozprzestrzeni.
kwestia odstrzalu wilka to kwestia czasu wrocilem 3 dni temu z Bieszczadow, troche popolowalem, pozwiedzalem okolice ( slicznie tam jesienia) i przede wszystkim porozmawialem z miejscowymi .... sprawa jest prosta, albo redukcja wilka bedzie sie odbywala na zasadach cywilizowanych i pod kontrola, albo zdesperowani ludzie wezma sprawy w swoje rece i sytuacja wymknie sie spod kontroli ...zreszta mam wrazenie ze juz sie powoli wymyka ......naprawde tego chcecie ?? ??
Czy rzeczywiście jest już tak źle i powrót wilka na listę gatunków łownych,to kwestia czasu?
Czy nie da się propagować wśród rolników i hodowców owiec sposobów ochrony swoich inwentarzy,czy nie ma to, większego sensu? ...
Czy rzeczywiście jest już tak źle i powrót wilka na listę gatunków łownych,to kwestia czasu?
Czy nie da się propagować wśród rolników i hodowców owiec sposobów ochrony swoich inwentarzy,czy nie ma to, większego sensu? ...
Chcieć to oni mogą...
W Bieszczadach lobby myśliwskie mocno agituje za odstrzałem wilków, bo sami myśliwi przez ostatnie lata wytłukli jeleniowate. Do tej pory Szyszko skutecznie blokował takie ruchu (ewentualnie pozwalał na odstrzał kilku osobników, ale w bardzo krótkim okresie czasu co skutkowało tym, że żaden wilk nie ginął). Zobaczymy jak obecny minister będzie działał (bo póki co to za wiele o nim nie słychać).
Tak naprawdę to sami hodowcy nie są zainteresowani zabezpieczaniem stad, bo po ataku wilków dostają odszkodowania, a łatwiej dostać odszkodowanie niż martwić się o zbyt. Myśliwi fantazjują, że ludność "sama chce wsiąść sprawy we własne ręce". To pseudoargument za wznowieniami odstrzału.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum