Dziś znaleziono go po burzy na stadionie miejskim w Toruniu. Miły spokojny, je delikatnie z ręki, i pięknie ćwierka
[...]2. Gdzie mam to zawieść?[...]
w Toruniu jest "tylko" ogród zoobotaniczny ale pracuje tam niejaki Leszek Wasielewski który jest prodrapolowcem (i KOOowcem), jestem pewien że się odpowiednio ptakiem zajmie: 606 972 549, oepe[małpa]konto.pl
_________________ ogłoszenie:
parkę boćków (którym w głowie prokreacja) do mojej platformy lęgowej przyjmę
stare przysłowie pszczół mówi:
Nie pozwalaj wycinać lasu! Kto wie, może kiedyś będziesz musiał zostać partyzantem!
Tak się składa że znam ogród toruński od podszewki, współpracuje z nim, sponsoruje również. I dlatego szukam innego miejsca dla ptaszka
We Włocławku jest ośrodek zajmujący się restytucją sokoła wędrownego, i ta opcja wydaje mi się najodpowiedniejsza w tej chwili. Odwoziłem im już pustułki kilka lat temu i wydawali się być ok. Czy są tutaj inne opinie?
Hmm Trzmielojad, ja tam mam inne podejrzenia. Ale ekspertem nie jestem.
Weterynarz powiedzial ze ptak w pełni zdrowy. Więc go wypuscilem z drugiego piętra polecial na drzewo (ledwie dolecial) zawial wiatr i spadl z galązki na ziemie poszedl pod krzak i zjadl pare tlustych much jak go podrzucilem chwile lecial ale zaraz o tym znow spadl bezradnie na trawe. wziolem go do domu i dalem jeszce dwie duze muchy. juz sie mnie nie bal. widac ze byl spokojniejszy. pomyslalem ze będel chodzil z nim co dziennie na podworko i będe go prubowal uczyc latac oraz mialem nadzieję ze poje sobie much. Niestety wyszedlem z domu. wrocilem po poludniu a ptak sie nie ruszal. wziąłem go do ręki ale juz byl caly sztywny...
Szkoda ptaszka ale pomyslalem tez ze kot mugl do zębami uszkodzic wewnątrz.
Kilka słów komentarza.
W przypadku pokąsania przez kota wydaje się, że oprócz równolegle występujących obrażeń ciała, znaczącą rolę odgrywa możliwość zarażenia rany bakteriami z rodz. Pasteurella często występującymi w jamie ustnej kota. Jeśli popatrzymy na długie i wąskie kły kocie, które zatapia on w ciele ofiary, to można przyjąć, że jest to czymś w rodzaju podania szczepionki złożonej ze wspomnianych bakterii głęboko do tkanek ciała.
W takiej sytuacji bezwzględnie wskazane jest jak najszybsze podanie antybiotyku np. Enrofloxacyny w dawce ok. 5-10 mg/kg m.c. dwa razy dziennie przez 7-10 dni.
Zanim wybierzemy się do weta dobrze jest znać przybliżoną wagę ptaka (np. poszukać w książce jaka jest średnia masa ciała dla danego gatunku). Pozwoli to szybciej wyliczyć potrzebną dawkę leku.
Preparat taki najwygodniej podawać kroplami bezpośrednio do dzioba pamiętając, by nie doprowadzić do zachłyśnięcia.
Co do oceny kondycji ptaka, to bywa ona myląca nawet dla fachowców, ponieważ ptaki maskują wszelkie objawy chorobowe (zgodnie z zasadą nieoznaczoności ). Wiąże się to z tym, że w naturze osobnik wyglądający na chorego i osłabionego jest w pierwszym rzędzie wybierany jako ofiara przez drapieżniki. Średnio można przyjąć, że jeśli ptaszor sprawia wrażenie osowiałego, to proces chorobowy toczy się już ze dwa tygodnie. Zależy to oczywiście od intensywności urazu, ale żeby obiektywnie przekonać się w jakiej ptak jest formie należałoby go poobserwować, nie będąc przez niego widzianym. Przesiadywanie w kącie, nastroszone pióra, półprzymknięte powieki wskazują jednoznacznie na zła kondycję.
Zresztą jak to mawiają lekarze: „nie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani ”.
Dobrym sposobem na poprawę kondycji ptaka jest dogrzewanie go przy pomocy niewielkiej żarówki 20-40 W przez ok.12-14 godzin dziennie. Chodzi tutaj o 2 rzeczy – podniesienie temperatury otoczenia ptaka, co pozwala mu na mniejszy wydatek energetyczny w celu utrzymanie właściwej temperatury ciała (pozwala to na sprawniejsze zachodzenie procesów metabolicznych, a co za tym idzie szybszy powrót do zdrowia), druga rzecz to wydłużenie dnia świetlnego, w którym te procesy aktywnie przebiegają.
Pamiętać również należy o utrzymaniu odpowiedniej wilgotności powietrza. Tak więc temperatura powinna wynosić co najmniej 25° C, a wilgotność być na poziomie przynajmniej 70 %.
Źródło ciepła najlepiej umieszczać w taki sposób, żeby ptak miał możliwość oddalenia się jeśli będzie mu za gorąco.
Rzecz jasna, należy też wykonać poprawkę na porę roku.
Niebagatelną rolę odgrywa tu także stres, dlatego wszelkie manipulacje należy ograniczyć do niezbędnego minimum. Trzymałem kiedyś śpiewaka, który rozbił sobie głowę o jakąś przeszkodę, ptak był tak zestresowany, że sam nie pobierał pokarmu w ogóle, a przy próbach podawania go do dzioba, mdlał po przyjęciu 2-3 kulek mieszanki nabiałowej. Być może jakieś znaczenie miał tu również uraz głowy, finał jednak był smutny.
Tak więc początkowo dobrze jest umieścić ptaka w niewielkim, zaciemnionym pudełku w celu ograniczenia stresu.
Na koniec należy chyba wspomnieć, że nie powinniśmy oczekiwać zbyt wiele w przypadku postępowania z ptakiem rannym ( to zupełnie co innego niż wychowywanie pisklęcia), dlatego jeśli obrażenia wydają się poważne i nie rokują na pełny powrót do zdrowia, najbardziej humanitarne jest poddanie go eutanazji.
W przypadku pokąsania przez kota wydaje się, że oprócz równolegle występujących obrażeń ciała, znaczącą rolę odgrywa możliwość zarażenia rany bakteriami z rodz. Pasteurella często występującymi w jamie ustnej kota. Jeśli popatrzymy na długie i wąskie kły kocie, które zatapia on w ciele ofiary, to można przyjąć, że jest to czymś w rodzaju podania szczepionki złożonej ze wspomnianych bakterii głęboko do tkanek ciała.
W takiej sytuacji bezwzględnie wskazane jest jak najszybsze podanie antybiotyku np. Enrofloxacyny w dawce ok. 5-10 mg/kg m.c. dwa razy dziennie przez 7-10 dni.
Czyli wynika z tego, że (pomijając wetów specjalizujących się w dzikich zwierzętach) trzeba do weterynarza iść z gotowymi żądaniami konkretnych leków, a wet jest po to, żeby wypisać receptę
_________________ www.pajacyk.pl
jedno kliknięcie to 5 gr - niby niewiele, ale wszystko zależy od tego, ile osób kliknie...
Mówcie sobie, co chcecie, a ja jestem przeciw znacznikom nosowym!!!
No powiedzmy, że z grubsza tak to wygląda, choć może nie do końca.
W każdym razie przynajmniej do czasu kiedy nie powstanie w naszym kraju sieć wyspecjalizowanych placówek ratujących dzikie zwierzęta.
Nie ma co się oszukiwać i oczekiwać cudów od weta. Pisałem o tym już kiedyś.
Tak samo jak „miejski” weterynarz nie poradzi sobie z chorą krową bo jego najbardziej intymny kontakt z nią od czasu zdobycia dyplomu ogranicza się do zamówienia befsztyka w restauracji , tak samo lekarz nie mający do czynienia z ptakami, a do tego jeszcze dzikimi, może posługiwać się tylko ogólną wiedzą teoretyczną, jeśli jeszcze pamięta ją ze studiów.
Warto jednak pamiętać, że nawet najmniej doświadczony lekarz weterynarii o pewnych sprawach ma lepsze pojęcie niż nawet najbardziej doświadczony przyrodnik.
Dlatego w przypadku zwierząt egzotycznych, rzadkich czy dzikich najlepsze efekty przynosi właśnie współpraca hodowcy bądź przyrodnika z lekarzem bo tylko wzajemne uzupełnianie się swojej wiedzy pozwala osiągnąć najlepszy rezultat. Oczywiście bardzo ważny jest tu wzajemny szacunek i współpraca bez uprzedzeń typu – „co on mnie tu będzie pouczał” i „czego oni go tam uczyli”.
Medycyna dzikich zwierząt to w naszym kraju wciąż jeszcze terra incognita, ale moim zdaniem to kwestia pewnie kilku lat, kiedy będziemy mieli takie same możliwości jakie istnieją w krajach położonych bardziej na zachód. Główny problem to jak zawsze pieniądze, ponieważ dzikie zwierzęta są bezpańskie i nie ma komu pokrywać kosztów leczenia i opieki. W przeciwnym wypadku PTASIE AZYLE funkcjonowały by już pewnie w każdym większym mieście.
nawet najmniej doświadczony lekarz weterynarii o pewnych sprawach ma lepsze pojęcie niż nawet najbardziej doświadczony przyrodnik.
Tak, tylko nie zawsze to, o czym akurat ma pojęcie, przyda się do uratowania zwierzaka. jakoś ty wiedziałeś, że ptakowi trzeba było podać antybiotyk, a wet nie wiedział. Najlepiej to mają warszawiacy - mają gdzie oddawać znalezione ptaki
_________________ www.pajacyk.pl
jedno kliknięcie to 5 gr - niby niewiele, ale wszystko zależy od tego, ile osób kliknie...
Mówcie sobie, co chcecie, a ja jestem przeciw znacznikom nosowym!!!
Ha ! No bo ja czytam to Forum, a tamten wet pewnie nie.
Oprócz Warszawy jest jeszcze parę miejsc gdzie można pomóc ptakom. Kiedyś taką funkcję spełniały ogrody zoologiczne, niestety histeria związana z ptasią grypą pogrzebała nadzieje.
Ale tak jak mówię są pierwsze jaskółki. Jakiś czas temu na rynku pojawiła się książeczka „Zwierzęta w mieście. Interwencje. Poradnik dla służb miejskich i lekarzy weterynarii” autorstwa dr Kruszewicza i jego wpółpracownicy Agnieszki Czujkowskiej. Podstawy postępowania z dzikimi zwierzętami i ptakami, które trafiły w ręce człowieka.
Powoli będzie tego coraz więcej.
Dlatego mimo wszystko jestem orędownikiem odwiedzania lecznic ze znalezionymi ptakami z prostej przyczyny - bardzo trudno jest po raz kolejny spojrzeć w oczy osobie przynoszącej chorego ptaka mówiąc: „ale ja się na tym nie znam”. Chociażby dlatego, że jeśli będzie to stały klient chodzący z dwoma psami i trzema kotami, to w tym momencie autorytet lekarza może zostać nadszarpnięty. A jak powszechnie wiadomo potrzeba jest matką wynalazków.
Dlatego mimo wszystko jestem orędownikiem odwiedzania lecznic ze znalezionymi ptakami z prostej przyczyny - bardzo trudno jest po raz kolejny spojrzeć w oczy osobie przynoszącej chorego ptaka mówiąc: „ale ja się na tym nie znam”.
Niestety, obawiam się, że znaleźliby się tacy, którym by nie było trudno Obm się myliła. Ale masz rację, może jak ludzie zaczną męczyć weterynarzy, to oni się w końcu zaczną "dokształcać" w kwestii dziczyzny. A póki co trzeba mieć swój rozum nawet jak się idzie do weta i nie ufać mu bezgranicznie.
Wysłany: 2008-08-08, 16:23 DOROSłA JASKółKA - PROSZE O POMOC
Witam,
mam dorosła jaskółeczkę.
Wykarmiłam już sporo pisklaków wypadających z gniazda przy mojej kamienicy karmiąc mieszanką nabiałową.
Chciałam spytać czy dorosłą jaskółkę też można karmić tą mieszanką?
Jutro dopiero mogę zabrać ją do weterynarza, ma skręconą(złamaną?) nóżkę i być może coś ze skrzydłem.
może jak ludzie zaczną męczyć weterynarzy, to oni się w końcu zaczną "dokształcać" w kwestii dziczyzny. A póki co trzeba mieć swój rozum nawet jak się idzie do weta i nie ufać mu bezgranicznie.
Jest jeszcze jedna bardzo ważna kwestia oprócz wiedzy, o której należy tu wspomnieć - mianowicie opieka.
Lekarz może być świetnym specjalistą, znawcą w temacie, ale po udzieleniu pomocy jego rola się kończy.
Nie można przecież oczekiwać, że będzie np. co godzinę karmił małego pisklaka, którego mu przyniesiono. Trudno też spodziewać się, że zleci to osobie, która ptaka przyniosła i która nie ma o tym pojęcia. Pomoc dzikim zwierzętom nie sprowadza się przecież do podania zastrzyku i opatrzenia rany. To całodobowa praca wymagająca czasu, wiedzy i olbrzymiego zaangażowania. Wie o tym każdy, kto choć raz próbował odchować jakiegoś „dzikusa”.
Dlatego tylko powstanie specjalistycznych placówek zatrudniających fachowców, lekarzy,przyrodników i wolontariuszy pozwoli na profesjonalne podejście do tematu, a nie jak to zwykle bywa działania pozorowane.
Ponieważ kolejny raz dyskusja odbiegła od głównego tematu, jakim jest tu pomoc ptakom, wydzieliłem część postów do nowego wątku w kuluarach.
Dalsze rozważania o sensie i potrzebie ingerowania w życie rannych tudzież młodych ptaków (i wszelakich innych dzikich zwierząt) proszę zatem kontynuować w odpowiednim miejscu.
_________________ Bart Smyk
"Na zielonej trawce
Pasły się pratchawce
Jeden mówi do drugiego:
Pożycz cewki Malpighiego"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum