FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Mapa GoogleMapa Google
Google  



Poprzedni temat «» Następny temat
PTASIE POGOTOWIE
Autor Wiadomość
wieslawbaginski 
ornitolog

Posty: 988
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-09-01, 15:46   

Tak czy owak nie można problemu zrzucać, na przypadkowych znalazców ptaków oraz na mniej lub więcej przypadkowe odpowiedzi forumowiczów i wykręcać się ptasią grypą, jak ogladam jakże liczne programy o zoo, mam tu na myśli zagraniczne, np. na niemieckiej ARD codziennie po południu taki leci, to dowiaduję się ze pracujący tam ludzie są wielkimi miłośnikami zwierząt z dyrektorami na czele, może niektórzy nasi są z jakiegoś klucza partyjnego ;) .
 
 
jurek b. 

Posty: 88
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2007-09-01, 22:40   

kacper77 napisał/a:
Wrocławskie ZOO nie przyjmuje w ogóle ptaków

No właśnie, się bez Gucwińskich "rypło" i ma ktoś pomysł ma dostatni żywot dla wilgi?
kacper77 napisał/a:
schronisko dla zwierząt we Wrocławiu przyjmuje tylko ptaki z okolic Wrocławia.

Raczej z lojalności wobec ptactwa, Szefowa Zosia zazwyczaj pyta, też mnie, co jej przynieśli i co z tym fantem zrobić :lol:

Raz jeszcze: ma ktoś pomysł ma godny żywot dla wilgi? Najlepiej w wolierze w okolicach Wrocławia, ale mogę dowieżć.
Pzdr Jurek
 
 
salamandra 


Posty: 34
Skąd: Lublin
Wysłany: 2007-09-06, 22:04   

ja w tamte wakacje mialam przygode z mewa smieszka-dziwne bo na terenie zabudowanym ja znalazlam.niedaleko mojego osiedla. wtedy tez byla ta afera z ptasia grypa. a bylo to w ten sposob ze szlam sobie ulica gdy nagle zobaczylam szamoczacego sie kota z jakims ptakiem.oczywiscie szybko podbiegalam zeby uratowac ptaka i udalo mi sie go oswobodzic. w tym momencie nawet nie myslalam o ptasiej grypie ale ludzie chyba wokol tak bo nikt nawet nie zareagowal na ta sytuacje!! :/ ... bardzo sie zdziwialam ze byla to mewa-chociaz na poczatku myslalam ze rybitwa :/ ptak byl caly a jedynie jego skrzydlo krwawilo i bylo poszarpane. szybko wzielam go do weterynarza. na miejscu pan doktor zbadal ja i stwierdzil ze ptak nie nadaje sie do wyleczenia..jedynie amputacja skrzydla wiec trzeba go uspic :( ( strasznie to przezylam bo jestem wrazliwa na punkcie zwierzat ale wiem ze czasem takie kroki trzeba podjac..chociaz ja bylabym gotowa opiekowac sie mewa nawet bez skrzydla ale jednak fakt faktem bylaby to meczarnia dla tego ptaka :(
zdziwilam sie tylko jedna kwestia a mianowicie tym ze lekarz spisal moje dane,miejsce znalezienia ptaka i zapytal mnie-!!??-jaki to ptak?!?! :-| czy lekarz weterynarii nie powinien sie znac na gatunkach?! ja powiedzialam ze rybitwa ale w ksiazce sprawdzilam i byla to jednak mewa smieszka :(

poza tym zdarzeniem bylo jeszcze wiele gdy znalazlam malego wrobla lub kawke ale nie zawsze udawalo mi sie ich uratowac :(
 
 
 
wieslawbaginski 
ornitolog

Posty: 988
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-09-06, 22:28   

Oni znają tylko budowę ptaka, a znać gatunki chyba powinni bo podobno się kocha tylko to co sie zna, a co to za lekarz, który nie kocha pacjentów, tylko kto ich tego nauczy.Przynajmniej powinien taki znać grupy ptaków by nie doradzać np. karmienia ptaka owadożernego zbożem.
 
 
salamandra 


Posty: 34
Skąd: Lublin
Wysłany: 2007-09-06, 22:31   

ja zauwazylam ze czesto weterynarze jak idzie sie do nich z dzikim zwierzeciem stweirdzaja ze trzeba je uspic... a przeciez sa ludzie ktorzy moga sie zajac tym zwierzeciem a nawet pokryc koszty leczenia! :(
 
 
 
wieslawbaginski 
ornitolog

Posty: 988
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-09-06, 22:56   

Może jaki fundusz ochrony zdrowia należałoby dla nich zrobić :) ,
a na prawdziwe azyle dla ptaków pewnie znalazłby się pieniądze nawet unijne,w ramach różnych programów typu " infrastruktura i środowisko" tylko urzędnicy powinni o nie zabiegać i pewnie by nie byli przeciwni gdyby ktoś ich do tego przekonywał, a ich też na ogół nikt niczego nie uczył o ptakach poza budową.
 
 
Corbie 


Posty: 766
Wysłany: 2007-09-09, 18:30   

salamandra napisał/a:
zdziwilam sie tylko jedna kwestia a mianowicie tym ze lekarz spisal moje dane,miejsce znalezienia ptaka i zapytal mnie-!!??-jaki to ptak?!?! :| czy lekarz weterynarii nie powinien sie znac na gatunkach?! ja powiedzialam ze rybitwa ale w ksiazce sprawdzilam i byla to jednak mewa smieszka :sad:

Cóż myślę, że lekarz weterynarii nie musi wcale znać się na gatunkach ptaków chyba, że jest specjalistą w zakresie chorób zwierząt dzikich – czy u takiego byłaś może ze swoją mewą ?
Raczej nie powinniśmy oczekiwać, że nasz najbliższy lekarz weterynarii potrafi rozpoznać i wyleczyć każde chore zwierzę, które przyniesiemy mu do gabinetu.
Chociaż… zdaje się był taki jeden co potrafił… nazywał się jakoś tak Dolittle … ;-)

Ujmę to w następujący sposób - w weterynarii, podobnie jak w medycynie człowieka szybko postępujący rozwój nauki wymusza coraz większą specjalizację w zakresie leczenia zwierząt.
Obecnie coraz częściej możemy natknąć się na specjalistów, którzy nie leczą nawet całego zwierzaka, ale zajmują się jakąś jego częścią (brzmi dziwnie ;-) ) czyli mamy lekarzy od serca, od skóry, od oczu, chirurgów, neurologów itd. itp.

Oczywiście każdy lekarz weterynarii posiada ogólne, teoretyczne wykształcenie z zakresu chorób większości zwierząt podobnie jak lekarze medycyny mają ogólne pojęcie o wszystkich chorobach człowieka, ale nikt kto jest przy zdrowych zmysłach nie pójdzie przecież z chorym gardłem do psychiatry !
No chyba, że właśnie przy nich nie jest !

Dlaczego więc oczekujemy, że lekarz który na co dzień styka się głównie ze zwierzętami trzymanymi w domach i z tego zakresu ma wiedzę oraz doświadczenie będzie dysponował również wiedzą ( i na dodatek sprawnie rozpoznawał gatunki) na temat dzikich ptaków, nietoperzy czy może gadów ? Ile takich pacjentów trafia do niego w skali roku ? Jakie może mieć więc doświadczenie ? Jeżeli ktoś potrafi wyleczyć psa, kota czy papugę nie znaczy przecież, że automatycznie da sobie radę z dzięciołem, jaskółką lub puszczykiem !

To trochę tak jakby zakładać, że skoro ornitolodzy zajmują się ptakami powinni też umieć fruwać !

Często faktycznie lekarz weterynarii jest najbardziej kompetentną osobą, która może cokolwiek pomóc w pewnych sytuacjach, ale nie oczekujmy cudów ! W ten sposób zaoszczędzimy sobie rozczarowań, a komuś pretensji.


wieslawbaginski napisał/a:
Oni znają tylko budowę ptaka, a znać gatunki chyba powinni bo podobno się kocha tylko to co sie zna, a co to za lekarz, który nie kocha pacjentów,

Kiedy to czytam, przypomina mi się pewna anegdota:
Otóż spytano kiedyś kata dlaczego uprawia swój zawód ?
Na co odparł - Bo lubię pracować z ludźmi ! ;-) :-P


wieslawbaginski napisał/a:
Może jaki fundusz ochrony zdrowia należałoby dla nich zrobić :smile: ,
a na prawdziwe azyle dla ptaków pewnie znalazłby się pieniądze nawet unijne,w ramach różnych programów typu " infrastruktura i środowisko"

Jakoś trudno mi uwierzyć w tą rzekę unijnych pieniędzy płynących do powstających jak grzyby po deszczu azyli dla ptaków i innych dzikich zwierząt.
Te które już funkcjonują pewnie nie narzekają na nadmiar środków.


Kolejna kwestia –
salamandra napisał/a:
ja zauwazylam ze czesto weterynarze jak idzie sie do nich z dzikim zwierzeciem stweirdzaja ze trzeba je uspic... a przeciez sa ludzie ktorzy moga sie zajac tym zwierzeciem a nawet pokryc koszty leczenia! :sad:

Sprawa jest dosyć delikatna ponieważ osoba przynosząca do gabinetu chore, cierpiące zwierzę kieruje się głównie własnymi emocjami i przez pryzmat tych emocji ocenia postępowanie lekarza.
Jednak powinniśmy sobie zdawać sprawę, że w przyrodzie istnieje coś takiego jak naturalna selekcja i pewne osobniki zostają po prostu wyeliminowane (brzydkie słowo) niezależnie od naszego subiektywnego poczucia sprawiedliwości.
Podejmując się opieki na chorym zwierzęciem powinniśmy sobie postawić pytanie czy zdołamy przywrócić mu pełną sprawność by potem przywrócić go naturze ?
Jeżeli nie, jeśli do końca życia ma wieść egzystencję jako kaleka w klatce to należy poważnie zastanowić się nad sensem takiego postępowania, biorąc pod uwagę również to czy jesteśmy w ogóle w stanie zapewnić mu odpowiednie warunki do życia w niewoli ?

Pozostaje jeszcze kilka innych kwestii chociażby taka czy przypadkiem w nasze ręce nie trafiają z reguły osobniki najsłabsze fizycznie i genetycznie, schorowane, „wadliwe”, które z punktu widzenia gatunku są najmniej wartościowe czy wręcz niosą jakieś zagrożenie dla całości populacji, zatem ulegają naturalnej eliminacji my zaś, wtrącając swoje trzy grosze i przywracając je naturze nie przyczyniamy się do osłabienia jakości gatunku ?

Ten wątek dotyczy udzielania pomocy ptakom.
Większość postów traktuje o pisklętach, które trafiają w nasze ręce.
Wiele osób uzyskuje tu w krótkim czasie szereg porad na temat postępowania i opieki nad konkretnym gatunkiem.
Niestety jakoś rzadko można się dowiedzieć o ich dalszych losach. Czy zostały wypuszczone, czy żyją w niewoli, jak im się powodzi ?
Śmiem twierdzić, że większość z nich po prostu nie przeżywa.

Nie znaczy to oczywiście, że należy zachować obojętność, ale czasem warto zastanowić się co naprawdę chcemy osiągnąć - pomóc ptakom czy zaspokoić odruch serca ?
(Najlepiej jedno i drugie ;-) )
I chyba nie jest zbiegiem okoliczności, że większość osób proszących tu o pomoc to panie. ;-)

Przepraszam, że się tak rozpisałem, ale to pewnie ta pogoda za oknem…

Pozdrawiam.
 
 
salamandra 


Posty: 34
Skąd: Lublin
Wysłany: 2007-09-09, 21:29   

Corbie tak ja wszystko wiem..kiedys bralam mlode kawki do domu ale nie zawsze udawalo mi sie je utrzymac przy zyciu i postanowilam teraz nie ingerowac gdy widze mala kawke ktora wypadla z gniazda itp lub wrobelka.jednak naprawde trzeba sie znac na tym zeby je wychowac szczegolnie jak sa malutkie i slabo opierzone.
co do lekarzy weterynarii to nie osadzam ich bo przeciez wiem ze robia wiele dobrego i bez nich nasze pupile nie moglyby cieszyc sie zdrowiem i bardzo ich szanuje! jednakze czasem przykro mi gdy jedynym wyjsciem staje sie uspienie..
sama wiem ze zwierze dzikie bardzo sie meczy gdy nie ejst w pelni sprawne ale czy to znaczy ze trzeba pozbawiac zycia? kurcze wiem ze pisze tutaj z perspektywy czlowieka,zreszta zawsze bylam przewrazliwiona na punkcie krzywdy zwierzat i czesto zapominam o zdrowym rozsadku bo gore biore emocje...tak samo mialam z zajacem..ale to inna historia...
teraz nie chce miec juz zadnych zwierzat na sumieniu..chociaz chcemy pomoc nie zawsze sie to udaje :cry:
 
 
 
wieslawbaginski 
ornitolog

Posty: 988
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-09-09, 21:34   

Może w kilku słowach, weterynarz powinien zawiadomić policję o przyniesieniu zwierzęcia chronionego bez pozwolenia ministra środowiska na jego złapanie i cały problem będzie rozwiązany. Powinien mieć na scianie takie tablice jakie miał RAF z samolotami - z sylwetkami zwierząt chronionych i ze strzałkami nota bene to na nich się wzorował Piterson, by przypadkiem nie wezwać policji do zwierza nie chronionego bo bedzie jak z tym co wołał :"wilki !".
Wystarczy 1% pieniędzy na meliorację i problem schronisk może być rozwiązany, pisząc o funduszu zdrowia parafrazowałem narodowy, stąd ikonka. Mogły by to przegłosować kobiety w sejmie, a więc wszysko przed nami :)

Corbie napisał/a:


Pozostaje jeszcze kilka innych kwestii chociażby taka czy przypadkiem w nasze ręce nie trafiają z reguły osobniki najsłabsze fizycznie i genetycznie, schorowane, „wadliwe”, które z punktu widzenia gatunku są najmniej wartościowe czy wręcz niosą jakieś zagrożenie dla całości populacji, zatem ulegają naturalnej eliminacji my zaś, wtrącając swoje trzy grosze i przywracając je naturze nie przyczyniamy się do osłabienia jakości gatunku


I z tym bym się zgodził,zwłaszcza jeżeli chodzi o rzadkie ptaki oraz ptaki drapieżne przyjmowane przez ośrodki sokolnicze, te które są bez odpowiednio wyspecjalizowanych weterynarzy i możliwości zdiagnozowania, wszelkich możliwych chorób jakie mogą wnieść takie ptaki do dzikich populacji, a wierz mi nie jest to łatwe, nawet w specjalistycznych klinikach, i nawet jeżeli chodzi o ludzi.
Pozdrawiam
 
 
salamandra 


Posty: 34
Skąd: Lublin
Wysłany: 2007-09-09, 22:21   

a ja sie dalej zastanawiam skad ta mewa smieszka mogla sie znalezc na takim terenie przy moim osiedlu..dziwne :?
 
 
 
wieslawbaginski 
ornitolog

Posty: 988
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-09-09, 22:28   

salamandra napisał/a:
a ja sie dalej zastanawiam skad ta mewa smieszka mogla sie znalezc na takim terenie przy moim osiedlu..dziwne :?

Pełno mew w miastach odkąd się nauczyły z wysypisk śmieci korzystać.
Pozdrawiam
 
 
Corbie 


Posty: 766
Wysłany: 2007-09-10, 16:15   

salamandra napisał/a:
sama wiem ze zwierze dzikie bardzo sie meczy gdy nie ejst w pelni sprawne ale czy to znaczy ze trzeba pozbawiac zycia? kurcze wiem ze pisze tutaj z perspektywy czlowieka,zreszta zawsze bylam przewrazliwiona na punkcie krzywdy zwierzat i czesto zapominam o zdrowym rozsadku bo gore biore emocje...tak samo mialam z zajacem..ale to inna historia...

Nie ma prostych rozwiązań.
Myślę, że jeżeli jest szansa na zapewnienie odpowiednich warunków i miejsca do życia w niewoli i potrafimy doprowadzić zwierzę do odpowiedniej kondycji to warto próbować. :oki:
Zwierzęta nie są świadome swych ułomności, nie dołuje ich brak skrzydła albo oka. Zresztą trzeba by spytać opiekunów takich „egzemplarzy”. ;-)
Wydaje mi się, że duży (pozytywny) wpływ odgrywa tu stopień oswojenia zwierzęcia jeśli już ma ono pozostać w niewoli.
Jeżeli poświęca mu się odpowiednią ilość czasu albo dostarcza jakiegoś zajęcia to o.k.
Natomiast odrzuca mnie wizja woliery wypełnionej po brzegi ptakami stojących obojętnie we własnych odchodach lub plączących się z kąta w kąt. :/


wieslawbaginski napisał/a:
Może w kilku słowach, weterynarz powinien zawiadomić policję o przyniesieniu zwierzęcia chronionego bez pozwolenia ministra środowiska na jego złapanie i cały problem będzie rozwiązany.

Taaa... i jeszcze całe zajście powinien nagrać albo lepiej sfilmować... ;-)
 
 
wieslawbaginski 
ornitolog

Posty: 988
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-09-21, 22:39   

Jednak może być normalnie:

http://samorzad.pap.com.p...709210921570542

przytoczyłem z listy PTAKI
 
 
wanda164 

Posty: 1
Skąd: śląskie
Wysłany: 2007-10-18, 10:52   

dzień dobry, trafiłam na to forum szukając pomocy dla łabędzia, którego widzieliśmy na stawach koło Zawiercia (Kroczyce). Ptak ma od dzioba do szyi oplątaną żyłkę z haczykiem, musiał zaczepić się o wędkę... Może jeść, ale pewnie cierpi. Czy jest możliwość mu pomóc? Jakaś instytucja się tym zajmuje? Na stronach www nie widzę interwencji przyrodniczych w rejonie Jury... Może ktoś z Was wie? Pozdrawiam serdecznie.
_________________
wanda164
 
 
BeaJolKa 


Posty: 4282
Skąd: Gorzów n/Wartą
Wysłany: 2007-10-18, 12:38   

wanda164, a nie da się zaangażować jakiegoś miejscowego weterynarza? bo rozumiem, że chodzi Ci o to, ze ktoś miałby złapać tego łabędzia i udzielić mu pomocy na miejscu?
może tutaj ktoś Ci coś podpowie:
Śląski Ogród Zoologiczny
dr Sabina Cieśla-Nobis
Adres: Promenada gen. Jerzego Ziętka 7, 41-501 Chorzów
Tel.: 032 34 98 271; kom. 601-469-310
Fax: 032 3498 251

albo:
Sosnowiec
dr Robert Myszkowski
ul. Skośna
tel. 606 689 083
godziny przyjęć: pon. i sr. .od 15 do 19 ,a we wt. i czw. od rana do 14
_________________
"Żywa substancja jest bytem,który naprawdę jest podmiotem,albo,innymi słowy,jest bytem o tyle, o ile substancja jest ruchem zakładania i ustanawiania siebie samego, czyli zapośredniczeniem między swoim stawaniem się czymś innym i sobą samym. " G.W.F.Hegel
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



© Forum Przyroda
POLECAMY


www.kuling.org.pl

www.kp.org.pl

www.nietoperze.pl

REKLAMA


.

.

.

DogCampus.pl