Co do łabedzi to też nie moge uwierzyć aby skrzydłem, albo skrajnymi lotkami złamac człowiekowi jak?kolwiek koć. Przez moje ręce przewineło sie kilkadziesi?t łabędzi łapanych w różnych okolicznociach, w zime osłabione więc z tymi to wogóle nie bylo problemów. Wiosn? ganialimy na Jeziorku Czerniakowskim samca z zapl?tan? żyłk? wokół nogi (rozcieła mu skóre do koci i wiosłował juz jedn? nog?), była to cała rodzina, najpierw dwoma łodziami zapedzilimy je w w?sk? zatoczke aby oddzielic samca od reszty, potem zacz?ł sie szaleńczy pocig w trzcinowisku, ja utkn?łem w trzcinach, drugi naganiacz też. Łabędzia złapał Witalij skacz?c z łodzi szczupakiem do wody. Poza zdumieniem w jakie nas wprawił w szybkoci ucieczki przez trzcinowisko nie było żadnej próby ataku! (acha, przy okazji ci?gnelismy sieć kłusownicz?)
Myle że krzywde robia sobie sami ludzie w panicznej ucieczce, gdy ptaszek rozłoży skrzydła i zaczyna syczeć, a jeszcze jak zd?zy uszczypn?ć to sie mozna wykopyrtn?ć. Do tego prowadzi rozpowszechnianie informacji o łamaniu nóg i r?k.
Uderzeniami skrzydeł i szczypaniem może zadac spory ból, ale nic więcej. Co do pani, która sie utopiła, to panika też mogła odegrac spor? role, w?tpie aby łabędĽ siadł jej na głowie i przytapiał... Choć człowiek w wodzie, z perspektywy łabędzia musi wygl?dać na łatwego do przepędzenia...
I jeszcze jedna historyjka.
Pewnej zimy ostrej, 4 strażników miejskich czekało na kolektorze młocińskim w Warszawie nad Wisł? na przyjazd "specjalisty" od łapania groĽnych dla kończyn ludzkich łabędzi. Chodziło o schwytanie ptaka, który siedział na betonie i nie uciekał przed ludĽmi. Podszedłem poprostu do delikwenta, podniosłem i zapakowałem do wora i jazda do schroniska. Co sie okazało, łabędĽ miał obr?czkę założon? przez Andrzeja Kruszewicza w tymże schronisku poprzedniej zimy. Cwaniak poprostu czekał na transport na bezpieczne i ciepłe zimowisko.
Temat zszedł na łabędzie. Ale kiedy nie otworzę działu Ptaki i kiedy nie przeczytam: "Jak zabijaj? ptaki drapieżne?" - zawsze nasuwa mi się myl "SZYBKO" !
A druga moja myl to te moje bidne gołębie, które przez drapieżniki włanie zginęły...
eeechhh moje s? bezcenne
Miałem swego czasu poczciaka z lotów z niemieck? obr?czk? i gumk? który postanowił przenocować w moim gołębniku. Dawali mi za niego 120 PLN (a było to w 2001 r.) ale sie nie zgodziłem. Faktem jest że po kilku dniach gdzie go wcięło (żeby nie powiedzieć wszamało )
_________________ ogłoszenie:
parkę boćków (którym w głowie prokreacja) do mojej platformy lęgowej przyjmę
stare przysłowie pszczół mówi:
Nie pozwalaj wycinać lasu! Kto wie, może kiedyś będziesz musiał zostać partyzantem!
Faktem jest że po kilku dniach gdzie go wcięło (żeby nie powiedzieć wszamało )
- może poleciał dalej jak był taki dobry. Gadal do Twoich niewyedukowanych gołebi po niemiecku, Twoje na to ani be, ani me, to sie spienił i do szwabow polecial dalej - nie wiesz jak to jest w UE?
Może wrócił do siebie bo w niemczech jastrzębie maj? limity na zjadanie gołębi. Pewnie był okres ochronny i spokojnie mógł wrócić. Ciesz się, że żadna się z nim nie dogadała bo jeszcze by jak? gołębice stracił.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum