FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum
Google  

Poprzedni temat «» Następny temat
Storczyki
Autor Wiadomość
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-27, 16:17   

Pierwszy krok został zrobiony prawie 2 lata temu - zarejestrowaliśmy PTS "Orchis". co do jego uznawania lub nie przez kogokolwiek, przyznam że kompletnie o to nie dbam. Życie uczy, że najpierw potrzebny jest sukces a dopiero przychodzi uznanie. Kontakty nawiązaliśmy - coś się zaczyna dziać, to pewne. Pierwsze pisma do odpowiednich urzędów poszły, więc pomysl przestał być anonimowy - i o to rownież chodziło od początku. Środowisko naukowe również wie już w czym rzecz, nie ukrywam że ze sceptycznym nastawieniem. Sam fakt odnalezienia żywych roślin i ich powiedzmy wykopania w jakimkolwiek celu jest całkowicie bezsensowny, no bo jak ewentualny sukces - czyli uzyskanie dziesiątek roslin - niby po czymś takim nagłośnić??? Kolejna rzecz to owe obce genotypy - gwoli ścisłości to w kilku miejsach w kraju rokrocznie rozsiewaja się zapewne Anacamptis pyramidalis z ogrodów i nikt tego faktu nie ma prawa w jakikolwiek sposób zmienić - rośliny zostaly zakupione legalnie, otrzymane z nasion i jest na to potwierdzenie na papierze. Nie ma ten fakt najmniejszego wpływu na cokolwiek, bo storczyki to nie stokrotki i jakiekolwiek kwestie typu opanowywanie nowych siedlisk można schowac miedzy bujdy. Zwłaszcza że wyżej byla mowa o ich zniszczeniu lub całkowitym braku. Trudno poza tym mówić w przypadku gatunku uznanego za dawno wymarły o jakiejkolwiek szkodliwości środowiskowej - raczej burzy czyjąś ideologie, a to rownież niewiele mnie i moich znajomych interesuje. A na marginesie - placówki naukowe Gdańska i Wrocławia podejmują pierwsze próby rozmnażania z nasion - to kwestia czasu, kiedy taka metoda stanie się i u nas doceniona. Pozdrawiam
Krzysiek
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Ptyś 

Posty: 1623
Skąd: Ponidzie
Wysłany: 2008-11-27, 16:21   

nic nie dowalilem-przecie kazdy ozdrowych zmyslach kto to porówna stwierdzi ze te nasze polskie dzialania sa takie przaśne- pszenno -buraczane chciało by się rzec :idea: najgorsze w tym wszystkim jest to ze to zadne cuda sa - szybkowar ,lodówka trochę odczynników-wszystko w sumie jest do kupienia w Polsce nie rozumiem tego :idea: :?
_________________
"Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament" .
 
 
Rojst 
Oenanthe


Posty: 2501
Skąd: W-wa

Wysłany: 2008-11-27, 17:13   

Ze smutkiem przeczytałem Twoją wypowiedź.
Krzynianek napisał/a:
Środowisko naukowe również wie już w czym rzecz, nie ukrywam że ze sceptycznym nastawieniem.

A jaka jest przyczyna tego "sceptycznego nastawienia" :?: Chciałbym mieć nadzieję, że to "sceptyczne nastawienie" nie jest wynikiem Twoich uprzedzeń względem środowiska naukowego... tak czy siak - szkoda, że tak jest. Patrząc z zewnątrz i oceniając perspektywy działania Waszej organizacji - to porażka na samym początku. Szkoda.
Krzynianek napisał/a:
w kilku miejsach w kraju rokrocznie rozsiewaja się zapewne Anacamptis pyramidalis z ogrodów i nikt tego faktu nie ma prawa w jakikolwiek sposób zmienić - rośliny zostaly zakupione legalnie, otrzymane z nasion i jest na to potwierdzenie na papierze.

Z ochroną przyrody to nic wspólnego nie ma - lepiej byłoby dla przyrody, gdyby koślaczki niewiadomego pochodzenia pozostały w ogrodach. A papier jest cierpliwy...
Krzynianek napisał/a:
Trudno poza tym mówić w przypadku gatunku uznanego za dawno wymarły o jakiejkolwiek szkodliwości środowiskowej - raczej burzy czyjąś ideologie, a to również niewiele mnie i moich znajomych interesuje.

Nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi.
Krzynianek napisał/a:
A na marginesie - placówki naukowe Gdańska i Wrocławia podejmują pierwsze próby rozmnażania z nasion - to kwestia czasu, kiedy taka metoda stanie się i u nas doceniona.

Rozmnażanie z nasion, czy nawet z hodowli tkankowych, i to różnych gatunków storczyków, prowadzono w warunkach laboratoryjnych już kilkanaście lat temu... Np. we Wrocławiu właśnie. Radzę poszperać w uczelnianych periodykach z dziedziny botaniki z początku lat 90.
I na koniec, radziłbym, aby opinie innych środowisk bardziej obchodziły "Ciebie i Twoich znajomych" - po prostu wtedy wasze działania na polu ochrony przyrody mogłyby być skuteczniejsze. Szkoda tracić czas na konflikty - lepiej uczyć się współpracować.
 
 
 
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-27, 19:46   

Rojst - naprawdę nie ma powodów do smucenia sie. Wymiana mysli na wszelkiej maści formach internetowych niesie dość wysokie ryzyko niezrozumienia intencji. Postaram sie w zarysie odpowiedzieć na niektóre uwagi:
- nie wiem jaka jest przyczyna "sceptycznego nastawienia" choc z kilku żródeł usłyszałem, że chodzi przede wszystkim o doświadczenia związane z wykopywaniem roślin z natury i tu chyba nie potrzeba żadnego komentarza - przynajmniej dla mnie jest to nadwyraz czytelne. Nie ma się co dziwić - przyznaję bez bicia.
- posądzanie mnie o negatywne nastawienie względem świata nauki jest Twoim własnym pomysłem, wystarczy zadać sobie pytanie, dlaczego usilnie szukam kontaktu???
- porażka na samym starcie: tu sie diametralnie różnimy w odbiorze - chyba że powrót do stanu sprzed 2 lat czyli zero jakiejkolwiek organizacji jest lepszym wyjściem
- nie tworzyliśmy z zalożenia organizacji zajmującej sie tylko i wyłącznie ochroną przyrody, bo tych jest juz wiele. Po części jest to celem naszej działalności ale absolutnie nie oznacza, że ktokolwiek ma prawo zabraniać komukolwiek uprawy w swoim ogrodzie czegokolwiek, jeżeli jest to tylko zgodne z prawem - i nie ma takiej organizacji w tym kraju, ktora wladzę ku temu posiada.
- "Z ochroną przyrody to nic wspólnego nie ma - lepiej byłoby dla przyrody, gdyby koślaczki niewiadomego pochodzenia pozostały w ogrodach." - kolejny powrót do rozważań ideologicznych pomijam z zalożenia
- o próbach rozmnażania wiem małe conieco, ale dziś mamy końcówkę roku 2009 a w stacji PAN w Powsinie szczytem osiągnieć jest Dactylorhiza mailais, bynajmniej nie uzyskana z nasion więc o czym w ogóle mowa??? No chyba że wiesz coś o jakimkolwiek ogrodzie botanicznym w kraju, o czym nie słyszałem??? Może o probach reintodukcji tudzież introdukcji uzyskanych z nasion polskich storczykow???
- jestem absolutnie za wszelką wspołpracą z każdym - zaczynając od rolników a skończywszy na profesorach najlepszych uczelni, gwarantuję. Jednak z góry mówię, że nie oczekuj ode mnie zmiany nastawienia bo mam swój rozum i widzę do czego doprowadzono na przestrzeni mojego życia i naprawde nie będę sie wdawał w polemiki na temat sluszności przyjętego planu działania. To naprawde wolny kraj - trzeba to wreszcie pojąć!

"Szkoda tracić czas na konflikty - lepiej uczyć się współpracować" - jeszcze raz powtórzę - jestem jak najbardziej ZA - pozdrawiam
Krzysiek
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Rojst 
Oenanthe


Posty: 2501
Skąd: W-wa

Wysłany: 2008-11-27, 21:58   

Krzynianek napisał/a:
chodzi przede wszystkim o doświadczenia związane z wykopywaniem roślin z natury i tu chyba nie potrzeba żadnego komentarza

czyli, jak rozumiem, chciałbyś odtwarzać śląskiego Orchis ustulata w oparciu o nasiona pobrane z ocalałych stanowisk :?: Napisz proszę otwarcie, jaki masz stosunek na wykopywania roślin, ok :?: ;-)

Krzynianek napisał/a:
posądzanie mnie o negatywne nastawienie względem świata nauki jest Twoim własnym pomysłem

OK, mam nadzieję, że tak jest w rzeczywistości. Ale zdziwiło mnie to, że "środowisko naukowe" podchodzi krytycznie do Twoich planów - jakiś powód musi być. Nikt Ci nie każe lubić naukowców, ale warto się zastanowić, nad ich argumentami (o ile jakieś są).

Krzynianek napisał/a:
"Z ochroną przyrody to nic wspólnego nie ma - lepiej byłoby dla przyrody, gdyby koślaczki niewiadomego pochodzenia pozostały w ogrodach." - kolejny powrót do rozważań ideologicznych pomijam z zalożenia

A ja widzę niespójność rozumowania. Z jednej strony chcesz chronić lokalną populację storczyka drobnokwiatowego, w oparciu o lokalny genotyp itd. Z drugiej nie przeszkadza Ci, że w przyrodzie występować mogą koślaczki niewiadomego pochodzenia...

To nie żadna ideologia. Założenie, że ochronie powinny podlegać lokalne ekotypy danego gatunku, a nie tylko sam gatunek (będący w rzeczywistości jedynie sztucznym tworem, nakładką wymyśloną przez ludzi służącą porządkowaniu zastanego zróżnicowania), leży u podstaw ochrony różnorodności biologicznej.

Wprowadzanie do przyrody w Polsce koślaczków pochodzących z Irlandii czy Estonii, można porównać do sadzenia w przeszłości przez leśników w Sudetach świerków pochodzących z Alp...

Krzynianek napisał/a:
No chyba że wiesz coś o jakimkolwiek ogrodzie botanicznym w kraju, o czym nie słyszałem???

Wiem, to co napisałem - że na Uniwersytecie Wrocławskim pracowano nad hodowlą storczyków in vitro - w ten sposób namnażano np. Liparis loeselii. Kiełkowaniem też się zajmowali. Odsyłam do periodyka "Acta Universitatis Wratislaviensis". (nawiasem mówiąc, niektóre badania nad storczykami wówczas prowadzone, trudno nazwać etycznymi - ale to odrębna kwestia. Naukowcom zdarza się, niestety, prowadzić nieetyczne badania. Jak w każdej grupie zawodowej, zdarzają się różni ludzie...).

Krzynianek napisał/a:
Może o probach reintodukcji tudzież introdukcji uzyskanych z nasion polskich storczykow???

Nie, nie słyszałem. I uważam, że ten kierunek badań należy rozwijać, aby chronić najbardziej zagrożone taksony storczykowatych w Polsce - jak Orchis ustulata ssp. aestivalis, Orchis morio, Spiranthes spiralis, Herminium monorchis...

Projekt restytucji śląskiej populacji Orchis ustulata ssp. ustulata bardzo mi się podoba, pod warunkiem, że:
- pobrane nasiona naprawdę będą pochodzić ze śląskich populacji (nikt nie będzie "wzbogacał" puli genetycznej w oparciu o własne widzimisie");
- działania te będą legalne, począwszy od pobrania nasiona na wysadzeniu skończywszy;
- stanowisko (-a) zastępcze zostanie (-ną) wyznaczone w taki sposób, aby panowały tam odpowiednie warunki siedliskowe (tu wykorzystałbym wiedzę naukowców wyposażonych w odpowiednią aparaturę - aby potem ograniczyć krytykę, że miejsce to zostało źle wybrane itd. To jest istotne również dlatego, żeby zwiększyć szanse powodzenia tej introdukcji)
- miejsce to zlokalizowane będzie na obszarze, którego przyszłość jest zapewniona - najlepiej na terenie państwowym, przeznaczonym na cele ochrony przyrody (rezerwat na terenie LP, użytek ekologiczny będący własnością gminy itd.). W grę wchodziłoby też kupienie ziemi i powołanie - na wzór zachodnich organizacji zajmujących się ochroną storczyków - własnego, społecznego rezerwatu.
- zapewnione zostanie odpowiednie użytkowanie - najlepiej wypas. I tu dobrze by było nawiązać współpracę z organizacjami pozarządowymi, które mają np. własne owce (jak Klub Przyrodników). Nie będziesz przecież sam się tym zajmował, a wchodzenie w umowy z rolnikami bywa trudne - lepiej oprzeć się na instytucjach zajmujących się czynną ochroną przyrody.
- od początku do końca cały proces będzie udokumentowany i monitorowany.

Pozdrawiam,
 
 
 
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-27, 23:00   

Rojst - wszystkie punkty ktore wypisałeś myślnikami pod koniec postu są w 100% odpowiednikami mojego zalożenia. Siedlisko już znalazłem, mimo że to zakrawa na dzielenie skóry na niedzwiedziu skoro kolejny rok nie natrafiliśmy na chocby jeden żywy okaz. Wiesz, aż mi się nie chce o tym już pisać, serio - osłabia mnie to samo wałkowane na okrągło, ale to zrobię - NIC NIE BĘDZIEMY WYKOPYWAĆ ALE POBIERAĆ NASIONA - i nie mamy najmniejszego zamiaru przenosić jakichkolwiek storczykow drobnokwiatowych z innych krajow czy rejonów Polski. W tym roku znalezliśmy byc może calkiem nowe stanowisko w G.Swiętokrzyskich, stąd nie bylo problemu - pomijając już te znane od lat czy choćby z Garbu P. Powiem tak - i od razu do Waldka również: dlaczego sami sie do nas nie przyłączycie, aby miec pogląd na całość "od srodka"??? Cholera naprawde nie rozumiecie, ze potrzebujemy fachowców od siedlisk, znawców flory i ludzi którzy sa w środowisku?? Chociażby aby zebrac podpisy pod petycje do Ministerstwa wśród pracownikow nauki, do wyrażenia opinii, do kontaktów z organizacjami pozarządowymi??? Tak jest juz ten świat skonstruowany, ze samemu można duzo ale w kupie wszystko!!!
Tu jest wszystko co potrzeba:
http://terrorchid.maniak.....php?f=15&t=200
a wiosną zapraszam na poszukiwania morio - jeśli oczywiście chcesz na własne oczy zobaczyc, ile pozostało w najbogatszym kiedyś w ten gatunek rejonie kraju...
Pozdrawiam -
Krzysiek
P.S.Zapomniałeś o jednym - to ma byc reintrodukcja stad perspektywiczne nowe siedlisko jest pomiedzy dawnymi lokalizacjami Fieka i Schube, w promieniu kilku kilometrów znano przynajmniej 3 (sub-?)populacje ustulata.
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Rojst 
Oenanthe


Posty: 2501
Skąd: W-wa

Wysłany: 2008-11-27, 23:29   

Cieszę się, że sobie pewne rzeczy wyjaśniliśmy :oki:
Krzynianek napisał/a:
naprawde nie rozumiecie, ze potrzebujemy fachowców od siedlisk, znawców flory i ludzi którzy sa w środowisku?? Chociażby aby zebrac podpisy pod petycje do Ministerstwa wśród pracownikow nauki, do wyrażenia opinii, do kontaktów z organizacjami pozarządowymi?

Takie wsparcie dla waszych działań się na pewno przyda - zachęcam o zabieganie o nie.

Sam z zainteresowaniem będę śledził bieg wydarzeń. Z góry dziękuję za informacje w tej sprawie.
 
 
 
Ptyś 

Posty: 1623
Skąd: Ponidzie
Wysłany: 2008-11-27, 23:35   

po pierwsze w sprawie tego obco-genotypowego A.piramidalis niby czemu ma zaszkodzić :idea: :?: rodzimej populacji :?: niby jakiej ,jak dzieki umiejętnej ochronie genotypu rodzimego nie ma od przedwojnia .co do dolnoślaskich A.ustulata a co będzie gdy sie okaze ze rośnie 2 rośliny jedna dajmy na to pod Strzegomiem a druga 30 km od tej pierwszej - jak sobie wyobrażacie ochronę jednego niesłychanie cennego storczyka :idea: :?: Co rezerwat powstanie w takim miejscu :idea: :? Jeśli było by to miejsce chronione no to pół bidy a co jeśli to pastwisko na którym krowy sie pasą i pierwsza lepsza krasula jednym ruchem gęby załatwi cala populację- jasne ze trzeba wykopać :idea: :!: miodokwiaty z nad Rozpudy można w majestacie prawa szpadlować i to sie nazywa introdukcją [choć dla mnie to jest ewidentne wyrwanie kasy z ekofunduszu} a w takiej hipotetycznie krytycznej sytuacji nie wolno :?: :shock: moim zdaniem w przypadku szczególnie zagrożonych populacji nie mamy niestety innego wyjścia jak przenieść rośliny{oczywiscie pod nadzorem ekspertów z tej dziedziny i z wszelkimi niezbędnymi zezwoleniami} w miejsce gdzie będzie mozna miec nad nimi jakiś nadzór i zebrać nasiona . Swoją drogą uwazam ze jakaś instytucja naukowa powinna zacząc gromadzic kolekcje zachowawczą polskich storczyków nie tylko roślin ale takze nasion- to by pozwolilo odbudować populacje w przypadku jakichś niespodziewanych klęsk naturalnych bądz też spowodowanych niestety przez samego czlowieka. bo na razie nie robimy nic -jest dobrze tak jak jest a potem znowu sie obudzimy z ręką w przyslowiowym nocniku :idea: :? Zobaczcie jak to jest:



A teraz jest tak:



i niech mi ktoś powie zeby nie wykopywać :|
_________________
"Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament" .
 
 
Ptyś 

Posty: 1623
Skąd: Ponidzie
Wysłany: 2008-11-27, 23:41   

a jakby ktoś chcial jeszcze to mam tez "piekne" zdjęcia z pod Buska-Zdroju :evil:
_________________
"Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament" .
 
 
pulsatilla1214 


Posty: 3206
Skąd: Gołonóg, DG
Wysłany: 2008-11-27, 23:58   

Atterdag napisał/a:
Cytat:
Malaxis występował na nadjeziornych torfowiskach powszechnie,

Rojst:
Cytat:
Współcześnie to takie rzeczy tylko na Suwalszczyźnie

...nie zapominajmy o nadjeziornych torfowiskach Pojezierza Zagłębiowskiego :tup: :-D W lasach zresztą też tu jest - polecam ATPOL-owe mapki występowania - szczególnie, że większość stanowisk odkryto stosunkowo niedawno
_________________
Łukasz Krajewski
 
 
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-28, 00:02   

Rojst napisał/a:
Sam z zainteresowaniem będę śledził bieg wydarzeń. Z góry dziękuję za informacje w tej sprawie.

Rojst - kibiców naprawdę nie potrzebujemy, natomiast botaników i biologów którzy chcą cokolwiek robić nie mamy wcale. Dzisiaj rozmawiałem telefonicznie z Uniw.Wrocławskim i może nie będzie tak żle, przyszłość pokaze.
Krzysiek
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Rojst 
Oenanthe


Posty: 2501
Skąd: W-wa

Wysłany: 2008-11-28, 01:31   

Ptyś napisał/a:
po pierwsze w sprawie tego obco-genotypowego A.piramidalis niby czemu ma zaszkodzić :idea: :?: rodzimej populacji :?: niby jakiej

A pomyślałeś o tym, że z czasem takie wprowadzone koślaczki z bóg-wie-skąd (np. Irlandii) mogą się skundlić z koślaczkami czeskimi :?: Ochrona przyrody to działanie ponadregionalne...

A poza tym - ochrona koślaczka stożkowatego w Polsce, w oparciu o materiał pochodzący np. z Niemiec, nie byłaby ochroną tego, co u nas kiedyś rosło (a przynajmniej trudno byłoby to udowodnić, i zawsze pozostałyby wątpliwości).

Czy nie lepiej chronić to, co u nas jeszcze się ostało, zamiast tracić czas i pieniądze na ochronę "pterodaktyli" :?: :>

Ptyś napisał/a:
dzieki umiejętnej ochronie genotypu rodzimego nie ma od przedwojnia.

Nie przeginaj - z Twojego postu wynika, że wyginięcie gatunku w Polsce było efektem ochrony :roll: Aby być w zgodzie z historią - w czasach, kiedy koślaczek w Polsce wyginął, o ochronie czynnej jeszcze żaden bocian nie myślał ;-)

pulsatilla1214 napisał/a:
...nie zapominajmy o nadjeziornych torfowiskach Pojezierza Zagłębiowskiego

...ale to już jest wyżyna. Chodziło mi o niziny środkowej i północnej Polski.

Krzynianek napisał/a:
Rojst - kibiców naprawdę nie potrzebujemy, natomiast botaników i biologów którzy chcą cokolwiek robić nie mamy wcale.

trochę nie wiem, jak mam to skomentować :roll: Ja tam do zagorzałych fanów piłki nożnej i innych sportów nie należę, a na co dzień zajmuję się zupełnie innymi rzeczami ;-) Ale zachowam dobrą wolę. Chodziło mi dokładnie o to, że jako pracownik naukowy mogę na to i owo rzucić okiem...
 
 
 
Atterdag 
Śmiałek Darniowy


Posty: 2682
Skąd: Zewsząd
Wysłany: 2008-11-28, 09:00   

A ja jak już wspominałem, jeżeli czas pozwoli na poszukiwania morio się udam, a i pomocą w miarę swoich skromnych możliwości służyć mogę. No i zapraszam na Kujawy gdzie od czasu Kępczyńskiego to poza Ostericum i solniskami chyba żadna flora nie była ponawiana ;)

A to Krakowskie cuda... o dziwo i tu występowały storczyki. O. militaris jednakże wyginął co nie było trudne mając jedno stanowisko "gdzieś w Witkowicach". Podobnie jak i O. morio który rozsiany był tu i ówdzie po mieście. Z danych jakie posiadam wynika, że ostatnie notowane storczyki to Dactylorhizy, które spotyka się jeszcze na podmokłych łąkach (incarnata, maculata, maialis) i różne Epipactisy (atrorubens, helleborine, palustris, purpurata) i co normalne to jest zaledwie cień tego co było :?
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…

LSz FP
 
 
 
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-28, 11:28   

Rojst napisał/a:
A poza tym - ochrona koślaczka stożkowatego w Polsce, w oparciu o materiał pochodzący np. z Niemiec, nie byłaby ochroną tego, co u nas kiedyś rosło (a przynajmniej trudno byłoby to udowodnić, i zawsze pozostałyby wątpliwości).

Myślę, że w przypadku gatunku całkowicie wymarłego od ok.80lat zwrot "ochrona" jest delikatnie rzecz ujmując - nie na miejscu. Rośliny to nie rysie, stąd nie istnieje żadna analogia do ewentualnych "skundleń". Podobnie jak mieszanie się z czeskimi populacjami - jakos nie zauważyłem aby miały one jakąkolwiek ochotę wędrowania przez naszą południową granicę. Paweł ma zapewne na myśli próbę ponownego wprowadzenia gatunku na teren Polski - i niejako prywatnie mogę powiedzieć, że uważam to za całkiem fajny pomysl i bynajmniej nie od dzisiaj. W tym miejscu dwie uwagi - otóż znając nasze narodowe ciągotki do "udupiania tych co się wychylają", bardzo starannie dbamy o posiadanie wszelkiego typu dokumentów zakupu roślin, stąd określenie "niewiadomego pochodzenia" jest lekko nie na miejscu. Wiem dokładnie jakie jest żródło moich roślin. Niekiedy jest problem z ustaleniem pochodzenia nasion - i tego nie jestem w stanie przeskoczyć. Dlaczego? Otóż niektórzy fachowcy na zachodzie parają się uzyskiwaniem storczykow z nasion od wielu juz lat, stąd nawet przy bardzo życzliwym podejsciu i pełnym zrozumieniu - nie są w stanie podać mi takiej infromacji, skoro spod ich rąk wyszły już setki np. O.mascula czy O.apifera. Kolejna kwestia to "nielegalne" możliwości na introdukowanie koslaczka - Rojst, na chwilę obecną na moim storczykowym skrawku ogrodu jest juz kilkadziesiąt rozet A.pyramidalis - gdybym miał ochotę na pseudo-naukowe sensacje, 2 miesiące temu kilka sztuk mogło spokojnie trafić na polską ziemię, tak trudno to sobie wyobrazić??? Widzisz, problem absolutnie wszystkich naukowców i milośnikow przyrody z jakimi do tej pory rozmawiałem polega na tym, że kompletnie nie zdają sobie sprawy jak w praktyce wygląda "uprawa" storczyków w sztucznych warunkach. Argument "my sie tym nie zajmujemy" jaki słyszę w odpowiedzi aż się prosi, aby w niegrzeczny sposób odpowiedzieć - " to się nie wypowiadajacie na tematy o których nic nie wiecie". Zrozum, że tu trzeba stałego dozoru, niekiedy istnej wojny ze ślimakami, permanentnej kontroli warunków, podlewania jeśli przyjdzie susza - i nikt tak naprawde nie jest w stanie powiedzieć, ile lat trzeba aby rośliny osiągneły względną stabilność. Ale jedno jest pewne - tego typu eksperymenty warto zacząć przeprowadzać, jeśli się chce mówić o jakiejkolwiek introdukcji. Mniej jest po prostu żal, jeśli szlag trafi zachodnie koslaczki niż wowczas, kiedy po kilku latach masz pierwsze setkę rodzimych morio i tracisz w pierwszym roku 75%, rozumiesz??? Nie martw sie o pieniądze, do nikogo jeszcze nie wyciągneliśmy łapy.

Rojst napisał/a:
Chodziło mi dokładnie o to, że jako pracownik naukowy mogę na to i owo rzucić okiem...

Oczywiście - i bardzo mi na tym zalezy, aby chciało się rownież rzucanie okiem ludziom nauki w Krakowie, Szczecinie, Opolu i gdzie się tylko da. Ale trzeba jeszcze myśleć pragmatycznie - sam pisałeś, że każda organizacja pozarządowa musi mieć uznanie stąd co innego jeśli wypowiadasz się na temat naszych poczynań stojąc "z boku", a co innego jeśli sam do niej należysz i tworzysz coś, co nazwaliśmy 2 lata temu komitetem naukowym. Mamy w nim mnóstwo wakatów, bo na chwile obecną ilość osób = 0!!! A jest to cholernie ważne, aby przy pismach do np.Woj.Konserwatora Przyrody w Kielcach na temat masakrycznego stanu muraw z ustulata obok nazwisk wpisać Uniwersytet Jagieloński czy Warszawski, naprawde muszę to tłumaczyć???
Na przedpolu sudeckim w morfologii terenu wyraznie widać linię sudeckiego uskoku brzeżnego, wzdluż ktorej poludniowa część została wydżwignięta. Towarzyszyły temu zjawiska wulkaniczne, których pozostałości do dzisiaj można obserwować w postaci tzw.twardzieli - lub ostańców, nie pamietam już dokładnie róznicy. W okolicach Jawora jest jedno z ostatnich takich wzgórz, kompletnie nieznane turystycznie i botanicznie. Calośc zajmuje powierzchnię ok.12ha. Na szczycie w miejscu małego łomiku bazaltu rośnie olbrzymia, poniemiecka czereśnia. Calośc przypomina już step a jedynie w najwyższych partiach widać relikty tego, co amatorsko wydaje mi się być mieszaniną murawy kserotermicznej i blizniczkowej, a niekiedy murawa naskalną.

Potrzebuję chętnych do społecznego wysiłku naukowców, którym będzie się chcialo ruszyć cztery litery i zrobić możliwie jak najbardziej pełną dokumentacje florystyczną całości i pomóc zebrać podpisy w środowisku, aby uznać ten teren za użytek ekologiczny z możliwością przyszłego użytkowania pod kątem introdukcji ustulata. Wchodzisz???????
Pozdrawiam
Krzysiek
P.S.Sąsiednia, identyczna murawa właśnie jest niszczona rozszerzającym sie kamieniołomem – tu o eksploatacji na szczęscie nie może byc mowy.
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-28, 11:42   

Atterdag napisał/a:
No i zapraszam na Kujawy

Tez o tym myślę, warto będzie pomysł poruszyć w szerszym gronie - zwłaszcza że wczorajszą lokalizację ustulata mam ciągle w glowie.
Atterdag napisał/a:
Dactylorhizy, które spotyka się jeszcze na podmokłych łąkach

Łaziłem 2 lata temu pod Piaskami Wielkimi i ani krztyny nie znalazłem, choć łąki niesamowite się trafiały.
Krzysiek
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group -

oceń stronę w
katalogu molos.pl
oceń stronę w
katalogu przyroda.org