Mysle ze trzeba szukać a sie znajdzie. pytanie co w sytuacji gdy znajdziemy stanowiska szczątkowe np 2-3 rośliny w marnym stanie w jakichś krzakach na gruncie prywatnym ewentualnie na terenie zalesionym
_________________ "Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament" .
Mam własną obserwację kilku osobników Orchis militaris z Płutowa z roku 2003. No i podania jakoby od czasu do czasu trafiał się tam.
Do tego w Rezerwatach Przyrody podają jakieś obserwacje... ale nie wiem ile w tych opracowaniach własnych badań, a ile danych z różnej maści i jakości operatów.
_________________ ...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…
Dzięki serdeczne za wymienione lokalizacje, nie wiem ile jeszcze zajmie mi nanoszenie na mapy dawnych punktów z terenu Ślaska ale od dawien dawna wiem, że kolejnym etapem będzie to samo z rejonu Pomorza - Doliny Dolnej Wisły i najogólniej Bydgoskiego. Mam trochę lokalizacji wspólczesnych, najczęściej militaris ale nie jest chyba tajemnicą, że najbardziej interesuje mnie ustulata. Oglądałem przed chwilą mapę Liszkowic z konca XIXw. i jest tam trochę do złażenia. Największym błędem jest podchodzenie do storczyków na zasadzie poszukiwania muraw na poludniowych stokach wzniesień. Przynajmniej jedno do tej pory wiem na pewno:
- ustulata może rosnąć na prawie równym terenie
- może trafiać się na pólnocnych stokach wzniesień, o ile nie są zarośnięte
- potrafi rosnąc na bardzo ubogich w węglan wapnia glebach mineralnych
Do tego np. morio unika wręcz skłonów i zdecydowanie preferuje miejsca płaskie jak tafla stołu, oby jedynie w podlożu było dużo gliny, permanentnie mokrej w okresie wegetacji. Co sie tyczy przyczyn wymierania storczyków, to w wielu wypadkach absolutną rację ma Rojst - przede wszystkim zniszczone zostało siedlisko, a wtedy szkoda czasu bawić sie w dociekania, Na Górnym Śląsku taką "magiczną" okolicą była wieś Wieszowa kolo Gliwic - z notowaniami m.innymi ustulata i coriophora. Wystarczyło zmeliorować łąki i kilka lat z rzędu orki aby o wszelkich storczykach zapomnieć.
Jest jednak zupełnie inny aspekt całej sprawy - mianowicie zbieranie informacji z terenu. Nie wiem czy zastanawialiście sie kiedys skąd pochodzą dawne lokalizacje, umieszczane w pracach znanych botaników. Dzisiaj wygląda to na ogól tak, ze działa na danym terenie placówka naukowa, np. uniwersytet i konkretna osoba zajmuje sie badaniem flory tego obszaru. Na przestrzeni kilku lat wyjeżdża osobiscie w teren, niekiedy mając do pomocy studentów w formach praktyk lub promowania przyszlych magistrów. Jeżeli przy uczelni istnieje herbarium, etatowi pracownicy wyjeżdżaja również w teren celem zbioru okazów zielnikowych. Taki okres badawczy może trwac powiedzmy 5 lat, przy czym nie ma nawet mowy aby poznać wszystkie siedliska w róznych porach roku na przestrzeni tych kilku lat, bo nie ma na to ani czasu ani możliwości technicznych - bo poza działalnościa czysto naukową, trzeba jeszcze prowadzić zajęcia dydaktyczne. A ilu jest pracowników naukowych w regionach kraju typu np.Kujawy, którzy powiedzmy badają podmokłe łąki? Ilu łącznie przez ostatnie 60lat zdeptało tamtejsze siedliska? Teraz wróćmy do "starych, dobrych" czasów - dane umieszczane w różnego rodzaju "florach" pochodziły z wielu różnych żródeł, przekazywanie informacji najczęściej dokonywało się drogą korespondencji listowej. Niekiedy zbiory takich listów były publikowane, a z biegiem czasu ktoś podejmował się opracować całość w formie monografii. Emil Fiek z Hirschberg był aptekarzem, nie profesorem z Breslau, miał swój własny "interes", o który musiał dbać, mial rodzinę i zapewne mnóstwo spraw na głowie - a mimo to znajdował czas na penetrację Sudetów. Gdyby przenieść podobne praktyki do współczesności - w dobie błyskawicznej wymiany informacji, uczelnie i placówki naukowe powinny być teoretycznie zawalone danymi z terenu - a jaka jest rzeczywistość??? Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, że w Polsce kontakt "poważnego" naukowca z amatorami traktowany jest jak coś niemile widziane, m.innymi z powodów prestiżu. Rojst - Atterdag - zastanawaliście sie kiedyś, jak będzie to wyglądało w przyszłości, kiedy rozwijać sie będzie Wasza kariera naukowa? Następna sprawa - edukacja i chęci. W Polsce rozwinęło sie już masowo tzw."birdwatching" - wystarczy przegląd statystyki postów na tym forum aby mieć jasność, jaka jest skala "tematyki ptakowej". To jest armia ludzi, w skali roku są to w całym kraju dziesiątki tysięcy wypadów w teren - i aż sie prosi aby tego typu pasjonatów "wykorzystać" - już nie mówię do celów w jakikolwiek sposób naukowych. Ale wystarczy minimalna edukacja, kilkanaście zdjęc gatunków flory najcenniejszej i najrzadszej - i też najbardziej rzucającej sie w oczy odmiennościa jak goryczki, tojady i rownież storczyki, aby teoretycznie otrzymywac sygnały ze to i tamto widziano w okolicy. Oszczędzę wszystkim komentarzy jak sie teoria ma do praktyki w Polsce. To jest zbyt duży kraj. aby samemu rzucać się z motyką na słońce, w pojedynkę efekty sa z góry do przewidzenia. A niestety naszą najgorsza dla mnie cecha narodową jest nieumiejętność działania w zespole i trzeba dopiero kataklizmu, aby to zmienić. A tu nie w tym rzecz aby wspólnie "lać Niemca" ale aby tworzyć rzeczy konstruktywne w czasach normalnych!!!
Napisałem o tym, jako że mimo niekiedy tragicznej sytuacji - nie wierzę, że wszędzie powymierały nasze storczyki i mam zamiar zrobić co tylko jestem w stanie, aby je odnależć. Dlatego nie wybieram się nad Rospude czy "Całowanie" ( Rojst - ładne mi "pospoliciaki"), bo nie widzę takiej potrzeby. Natomiast chętnie wyskoczę kiedyś na łąki pod Liszkowicami poszukać ustulata.
Pozdrawiam serdecznie
Krzysiek
P.S.Też coś tam wiem o żyjących storczykach z DDW
Mam własną obserwację kilku osobników Orchis militaris z Płutowa z roku 2003.
ano, ano, o niego chodziło. Moje informacje są z pewnego źródła. Znaczy że trzyma się jakoś Prowadzony tam obecnie wypas owiec może znacznie polepszyć sytuację.
Swoją drogą, aktualne stanowiska Orchis militaris na północy Polski można na palcach jednej ręki zliczyć... A dane historyczna wskazują, że był naprawdę częsty
(nie wymieniajmy publicznie jego stanowisk pls)
Wysłany: 2008-11-27, 12:49 Pytania na temat zagrożonego stanowiska storczyków
Witam
Mam niedaleko swojego bloku takie miejsce gdzie na powierzchni ok. 300m kwad. znajduje się stanowisko 2 gat. storczyków D.incarnata i D.majalis(naliczonych ponad 100 sztuk).Teren ten jest narażony na zasypanie gdyż parę lat temu od wschodniej strony postawiono garaże i z każdym rokiem dowożona jest ziemia w wyniku czego dystans między garażami a stanowiskiem występowania storczyków skraca się.Obawiam się że z czasem teren ten całkowicie zostanie zasypany.
Takich miejsc jak to o którym pisze w miastach jest pewnie sporo i wiele z nich ginie bezpowrotnie z powodu rozbudowy. Dlatego nasuwa mi się takie pytanie:Czy można jakoś temu zaradzić? Wiem że te gatunki nie nalezą do wielkich rzadkości ale niemniej jednak są chronione i szkoda byłoby aby takie stanowisko w środku miasta zostało zniszczone. Przeniesienie tych okazów chyba nie wchodzi w grę- prawda? Po pierwsze dlatego że storczyki żyją chyba w mikoryzie? a po drugie są chronione i pewnie potrzebna byłaby zgoda Konserwatora. Czy w ogóle takie praktyki z przenoszeniem gatunków chronionych,narażonych na zniszczenie przez kogoś były czynione?
Przepraszam za może trochę tendencyjne i nie na poziomie pytania ale kompletnie nie wiem co można by z tym zrobić. Bo trochę ciężko mi się pogodzić z tym że miejsce to może za chwilę przestać istnieć. Pozdrawiam
nie wybieram się nad Rospude czy "Całowanie" ( Rojst - ładne mi "pospoliciaki")
yyy chyba się nie zrozumieliśmy
Dodam tylko, że zestawianie w jednym zdaniu Rospudy z Całowaniem jest takie sobie... To zestawienie raju botanicznego z miejscem zniszczonym, choć jeszcze mającym pewne walory. Zestawienie liczb gatunków storczyków: 19 kontra 4 mówi samo za siebie...
Mam własną obserwację kilku osobników Orchis militaris z Płutowa z roku 2003.
Panowie, o tym stanowisku można przeczytać w sieci od kilku lat, nie podam linka na forum bo ktoś naprawde pozbawiony wyobrażni wstawił zdjęcie miłka wiosennego więc wolę sie wstrzymać. Co się tyczy stanowisk kukawki - cóż, w ramach przyciągania turystów informacje dostepne sa także w sieci. Może tak w sumie powinno być, pojęcia nie mam - ale skoro Anglicy sami chronią swoje stanowiska jak relikwie...
Krzysiek
Podejrzewam, że nad Dolną Wisłą występuje w paru jeszcze miejscach. Co ciekawe moja obserwacja była sprzed wypasu i wycinki krzewów w tym miejscu. Niestety nawet użytkowanie w tamtej okolicy wiele nie zmieni. Ocaleje te parę ciekawszych płatów w rezerwacie, ale poza nim to murawy idą w diabły na całego. Poza jednym fragmentem. Okolice Unisławia i zbocza pod miastem. Storczyków tam nie widziałem, ale ilość Campanuli, Gentiany, Oxytropis... robiły wrażenie. Warto by tam kiedyś znów zajrzeć.
Krzynianek. Racja i prawda. Chociaż ptaki zawsze miały lepszy PR niż rośliny. Niestety większość ich miłośników bardziej myśli jak je wykopać i przesadzić niż o tym, że warto by je jakoś chronić.
Owszem miejsc do schodzenia jest sporo. Właśnie robię bazę historycznych stanowisk roślin z terenu prowincji bydgoskiej - chociaż z tego najbardziej mnie interesują dawne gminy Bydgoszcz, Szubin, Wyrzysk, Inowrocław. Dodatkowo zebrałem już kilka GB materiałów topograficznych z lat 1850-1950 i też tworzę do nich bazę potencjalnych siedlisk (piaszczysk i odlesionych wzgórz na terenie pradolinnym i morenowym było od groma, że o łąkach nie wspomnę).
_________________ ...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…
a kto jest właścicielem? To punkt wyjścia do dalszych rozważań. A czy łąka jest koszona?
Tego dokładnie nie wiem, ale podejrzewam że jest to teren spółdzielni mieszkaniowej, lub PKP
popytam ludzi którzy mają tam garaże- komu płacą czynsz.
Łąka nie jest koszona. Porasta w dużej części arcydzięglem nadbrzeżnym Storczyki rosną wzdłuż ścieżki gdzie roślinność jest najniższa
- zrozumiałem bardzo dobrze, możesz być pewien - dla mnie jedynie biała incarnata to rewelacja, od kilku lat próbuję juz kupić i bez powodzenia stąd może lekko "spłyciłem"
Odnośnie milośników roślin i przesadzania - cóż, nie dziwcie sie Panowie - ludzie lubią rośliny, żywe i namacalne a ochrona siedlisk to zupełnie inna bajka. Nigdy nie urkywałem, że interesuje mnie rozmnażanie z nasion ostatnich reliktów danych populacji - koncentruje się na Dolnym Śląsku, bo tam przyszedłem na świat. Jednak jeśli juz "stanie sie cud", uda sie odszukać ustulata, przekonac urzędników aby wydali zgodę na pobranie nasion ( sam je zapylę jeśli bedzie taka potrzeba ), wytargować u najlepszych fachowców w Europie priorytetowe potraktowanie zagadnienia ( mam "dogadane", że się tego podejmą ) i nasiona faktycznie skiełkują ( ustulata to najgorszy z mozliwych gatunków - pod tym względem coriophora to "pryszczyk" ), uda się otrzymać 50-100sztuk, wówczas kolejny problem to siedlisko... No i tu zaczyna sie jazda - zamiast zajmować sie tym, co sprawia przyejmność: sterty papierów, kwestie prawne, ewentualni sponsorzy i perspektywa "zebraniny" bo bez funduszy nie da rady, opieka lokalnych władz, kosiarze, owce, kozy, akty własności - inny świat po prostu. Najrozsądniej myślę kupic kawałek gruntu na wlasność, ale wówczas możesz miec do czynienia z lamentem o dobro wspólne itd. itp. To nie jest prosta sprawa - zapewniam. Załóżmy nawet że masz już siedlisko, rośliny reintrodukowano, oczywiste straty nie są zbyt duże - pojawić sie może kwestia genów i ich degeneracji, teoretycznie potrzeba "swieżego" materiału - czyli znowu lament że będziesz chciał zrobic coś wbrew naturze, zapylić roślinami obcymi genotypami - czyli niekonczący sie cyrk... Ale nie ma innego wyjścia, sytuacja wygląda tragicznie a planu na zmianę stanu rzeczy nie ma żadnego i gwarantuję, że nie będzie. Po prostu nie będzie i warto w tym miejscu powiedzieć to sobie bez udawania - nikt się tym nie ma najmniejszego zamiaru zajmować.
Krzysiek
W sprawie tych Stoplamków to sytuacja jest dziwna -otóż same rośliny sa chronione ale miejsce w którym rosną nie i nie ma żadnych prawnych przeciwwskazań żeby nawalić tam tony ziemi-owszem można zgłosić stanowisko i próbować tak zawalczyć ale wtedy w spółdzielni zapewne naskrobią pismo ze ze względu na interes społeczny i dobro mieszkańców garaże sa ważniejsze i śmiem wątpić czy takiej zgody spółdzielnia nie dostanie mozna by rosliny przesadzić na jakieś stanowisko zastępcze ale trzeba by miec na to zgodę z ministerstwa bo inaczej nie wolno -mlyny ministerialne mielą jednak powoli i zanim będzie na to zezwolenie to czesć piesni{a tak poza tym śmiem wątpić czy osoba fizyczna nie będąca pracownikiem nakowym-chocby nie wiem jaką wiedzę na ten temat miala w ogóle by taką zgodę otrzymała -choć akurat ten fakt po czesci rozumiem} A co do ochrony storczyków to dam przyklad:
Nasze sukcesy: http://www.wigry.win.pl/storczyki2/storczyki.htm
za granicą :
http://www.lidaforsgarden.com/Orchids/engelsk.htm
sądzę, że to dokładnie
odzwierciedla stan polskiej nauki (jako całości - może z paroma wyjątkami):
tu łopata tam laboratorium. I ta odpowiedź na początku polskiej strony na
słynne pytanie "po co?": "Głównym celem projektu była ochrona zagrożonych
gatunków storczyków...." !!! Kuriozum
_________________ "Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament" .
Skoro już Paweł "dowalił z grubej rury" to dodam w kwestii wyjaśnienia, że Svante Malmgren bardzo przychylnie podszedl do mojego projektu odszukania i ratowania genotypu ustulata ssp.ustulata na Dolnym Śląsku.
Krzysiek
projektu odszukania i ratowania genotypu ustulata ssp.ustulata na Dolnym Śląsku.
Fajnie. Tylko pamiętaj, że cały czas ktoś będzie Ci patrzył na ręce. I chyba dobrze - samowolek typu wsadzanie roślin z odległych populacji, robienie "ogrodów botanicznych" w przyrodzie mamy już dosyć... Na wszystko musisz mieć papiery. A oprócz papierów - potrzebne jest etyczne podejście, ale tego - mam nadzieję - nie muszę tłumaczyć.
Najlepiej (i łatwiej w kwestii zezwoleń itd.) byłoby, gdyby Twoja działalność w tym zakresie była firmowana przez jaką znaną i uznaną organizację pozarządową (lub jednostkę naukową).
Chodzi o to, aby takie działania podlegały ocenie i ew. krytyce - aby były jawne. Nikt nie jest nieomylny, nawet największy spec nie powinien działać wyłącznie w oparciu o swoje widzimisie - to zbyt ważna sprawa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum