FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum
Google  

Poprzedni temat «» Następny temat
Storczyki
Autor Wiadomość
Ptyś 

Posty: 1623
Skąd: Ponidzie
Wysłany: 2008-11-27, 12:03   

Mysle ze trzeba szukać a sie znajdzie. pytanie co w sytuacji gdy znajdziemy stanowiska szczątkowe np 2-3 rośliny w marnym stanie w jakichś krzakach na gruncie prywatnym :idea: :? ewentualnie na terenie zalesionym :?
_________________
"Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament" .
 
 
Rojst 
Oenanthe


Posty: 2502
Skąd: W-wa
Wysłany: 2008-11-27, 12:12   

Atterdag napisał/a:
Malaxis występował na nadjeziornych torfowiskach powszechnie,

Współcześnie to takie rzeczy tylko na Suwalszczyźnie :cool: , ona odstaje mocno od reszty niżu (ale z tym "powszechnie" to chyba jednak przesadziłeś ;) )
Atterdag napisał/a:
Nad Dolną Wisłą nawet nie liczę

mam nadzieję, że się przeliczysz ;-)
Mam ustną informacje o reprezentantach rodzaju Orchis na przełomie lat 70/80 koło Płutowa... :idea:
 
 
 
Atterdag 
Śmiałek Darniowy


Posty: 2684
Skąd: Zewsząd
Wysłany: 2008-11-27, 12:30   

Nie liczę w znaczeniu nie wyliczam ;)

Mam własną obserwację kilku osobników Orchis militaris z Płutowa z roku 2003. No i podania jakoby od czasu do czasu trafiał się tam. :]

Do tego w Rezerwatach Przyrody podają jakieś obserwacje... ale nie wiem ile w tych opracowaniach własnych badań, a ile danych z różnej maści i jakości operatów.
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…

LSz FP
 
 
 
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-27, 12:34   

Dzięki serdeczne za wymienione lokalizacje, nie wiem ile jeszcze zajmie mi nanoszenie na mapy dawnych punktów z terenu Ślaska ale od dawien dawna wiem, że kolejnym etapem będzie to samo z rejonu Pomorza - Doliny Dolnej Wisły i najogólniej Bydgoskiego. Mam trochę lokalizacji wspólczesnych, najczęściej militaris ale nie jest chyba tajemnicą, że najbardziej interesuje mnie ustulata. Oglądałem przed chwilą mapę Liszkowic z konca XIXw. i jest tam trochę do złażenia. Największym błędem jest podchodzenie do storczyków na zasadzie poszukiwania muraw na poludniowych stokach wzniesień. Przynajmniej jedno do tej pory wiem na pewno:
- ustulata może rosnąć na prawie równym terenie
- może trafiać się na pólnocnych stokach wzniesień, o ile nie są zarośnięte
- potrafi rosnąc na bardzo ubogich w węglan wapnia glebach mineralnych
Do tego np. morio unika wręcz skłonów i zdecydowanie preferuje miejsca płaskie jak tafla stołu, oby jedynie w podlożu było dużo gliny, permanentnie mokrej w okresie wegetacji. Co sie tyczy przyczyn wymierania storczyków, to w wielu wypadkach absolutną rację ma Rojst - przede wszystkim zniszczone zostało siedlisko, a wtedy szkoda czasu bawić sie w dociekania, Na Górnym Śląsku taką "magiczną" okolicą była wieś Wieszowa kolo Gliwic - z notowaniami m.innymi ustulata i coriophora. Wystarczyło zmeliorować łąki i kilka lat z rzędu orki aby o wszelkich storczykach zapomnieć.
Jest jednak zupełnie inny aspekt całej sprawy - mianowicie zbieranie informacji z terenu. Nie wiem czy zastanawialiście sie kiedys skąd pochodzą dawne lokalizacje, umieszczane w pracach znanych botaników. Dzisiaj wygląda to na ogól tak, ze działa na danym terenie placówka naukowa, np. uniwersytet i konkretna osoba zajmuje sie badaniem flory tego obszaru. Na przestrzeni kilku lat wyjeżdża osobiscie w teren, niekiedy mając do pomocy studentów w formach praktyk lub promowania przyszlych magistrów. Jeżeli przy uczelni istnieje herbarium, etatowi pracownicy wyjeżdżaja również w teren celem zbioru okazów zielnikowych. Taki okres badawczy może trwac powiedzmy 5 lat, przy czym nie ma nawet mowy aby poznać wszystkie siedliska w róznych porach roku na przestrzeni tych kilku lat, bo nie ma na to ani czasu ani możliwości technicznych - bo poza działalnościa czysto naukową, trzeba jeszcze prowadzić zajęcia dydaktyczne. A ilu jest pracowników naukowych w regionach kraju typu np.Kujawy, którzy powiedzmy badają podmokłe łąki? Ilu łącznie przez ostatnie 60lat zdeptało tamtejsze siedliska? Teraz wróćmy do "starych, dobrych" czasów - dane umieszczane w różnego rodzaju "florach" pochodziły z wielu różnych żródeł, przekazywanie informacji najczęściej dokonywało się drogą korespondencji listowej. Niekiedy zbiory takich listów były publikowane, a z biegiem czasu ktoś podejmował się opracować całość w formie monografii. Emil Fiek z Hirschberg był aptekarzem, nie profesorem z Breslau, miał swój własny "interes", o który musiał dbać, mial rodzinę i zapewne mnóstwo spraw na głowie - a mimo to znajdował czas na penetrację Sudetów. Gdyby przenieść podobne praktyki do współczesności - w dobie błyskawicznej wymiany informacji, uczelnie i placówki naukowe powinny być teoretycznie zawalone danymi z terenu - a jaka jest rzeczywistość??? Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, że w Polsce kontakt "poważnego" naukowca z amatorami traktowany jest jak coś niemile widziane, m.innymi z powodów prestiżu. Rojst - Atterdag - zastanawaliście sie kiedyś, jak będzie to wyglądało w przyszłości, kiedy rozwijać sie będzie Wasza kariera naukowa? Następna sprawa - edukacja i chęci. W Polsce rozwinęło sie już masowo tzw."birdwatching" - wystarczy przegląd statystyki postów na tym forum aby mieć jasność, jaka jest skala "tematyki ptakowej". To jest armia ludzi, w skali roku są to w całym kraju dziesiątki tysięcy wypadów w teren - i aż sie prosi aby tego typu pasjonatów "wykorzystać" - już nie mówię do celów w jakikolwiek sposób naukowych. Ale wystarczy minimalna edukacja, kilkanaście zdjęc gatunków flory najcenniejszej i najrzadszej - i też najbardziej rzucającej sie w oczy odmiennościa jak goryczki, tojady i rownież storczyki, aby teoretycznie otrzymywac sygnały ze to i tamto widziano w okolicy. Oszczędzę wszystkim komentarzy jak sie teoria ma do praktyki w Polsce. To jest zbyt duży kraj. aby samemu rzucać się z motyką na słońce, w pojedynkę efekty sa z góry do przewidzenia. A niestety naszą najgorsza dla mnie cecha narodową jest nieumiejętność działania w zespole i trzeba dopiero kataklizmu, aby to zmienić. A tu nie w tym rzecz aby wspólnie "lać Niemca" ale aby tworzyć rzeczy konstruktywne w czasach normalnych!!!
Napisałem o tym, jako że mimo niekiedy tragicznej sytuacji - nie wierzę, że wszędzie powymierały nasze storczyki i mam zamiar zrobić co tylko jestem w stanie, aby je odnależć. Dlatego nie wybieram się nad Rospude czy "Całowanie" ( Rojst - ładne mi "pospoliciaki"), bo nie widzę takiej potrzeby. Natomiast chętnie wyskoczę kiedyś na łąki pod Liszkowicami poszukać ustulata.
Pozdrawiam serdecznie
Krzysiek
P.S.Też coś tam wiem o żyjących storczykach z DDW
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Rojst 
Oenanthe


Posty: 2502
Skąd: W-wa
Wysłany: 2008-11-27, 12:41   

Atterdag napisał/a:
Nie liczę w znaczeniu nie wyliczam ;)

a, to sorry...
Atterdag napisał/a:
Mam własną obserwację kilku osobników Orchis militaris z Płutowa z roku 2003.

ano, ano, o niego chodziło. Moje informacje są z pewnego źródła. Znaczy że trzyma się jakoś :oki: Prowadzony tam obecnie wypas owiec może znacznie polepszyć sytuację.

Swoją drogą, aktualne stanowiska Orchis militaris na północy Polski można na palcach jednej ręki zliczyć... A dane historyczna wskazują, że był naprawdę częsty :!:
(nie wymieniajmy publicznie jego stanowisk pls)
 
 
 
mazah 


Posty: 189
Skąd: Białystok
Wysłany: 2008-11-27, 12:49   Pytania na temat zagrożonego stanowiska storczyków

Witam
Mam niedaleko swojego bloku takie miejsce gdzie na powierzchni ok. 300m kwad. znajduje się stanowisko 2 gat. storczyków D.incarnata i D.majalis(naliczonych ponad 100 sztuk).Teren ten jest narażony na zasypanie gdyż parę lat temu od wschodniej strony postawiono garaże i z każdym rokiem dowożona jest ziemia w wyniku czego dystans między garażami a stanowiskiem występowania storczyków skraca się.Obawiam się że z czasem teren ten całkowicie zostanie zasypany.
Takich miejsc jak to o którym pisze w miastach jest pewnie sporo i wiele z nich ginie bezpowrotnie z powodu rozbudowy. Dlatego nasuwa mi się takie pytanie:Czy można jakoś temu zaradzić? Wiem że te gatunki nie nalezą do wielkich rzadkości ale niemniej jednak są chronione i szkoda byłoby aby takie stanowisko w środku miasta zostało zniszczone. Przeniesienie tych okazów chyba nie wchodzi w grę- prawda? Po pierwsze dlatego że storczyki żyją chyba w mikoryzie? a po drugie są chronione i pewnie potrzebna byłaby zgoda Konserwatora. Czy w ogóle takie praktyki z przenoszeniem gatunków chronionych,narażonych na zniszczenie przez kogoś były czynione?
Przepraszam za może trochę tendencyjne i nie na poziomie pytania ale kompletnie nie wiem co można by z tym zrobić. Bo trochę ciężko mi się pogodzić z tym że miejsce to może za chwilę przestać istnieć. Pozdrawiam
 
 
Rojst 
Oenanthe


Posty: 2502
Skąd: W-wa
Wysłany: 2008-11-27, 12:49   

Krzynianek napisał/a:
nie wybieram się nad Rospude czy "Całowanie" ( Rojst - ładne mi "pospoliciaki")

yyy :shock: chyba się nie zrozumieliśmy ;)

Dodam tylko, że zestawianie w jednym zdaniu Rospudy z Całowaniem jest takie sobie... To zestawienie raju botanicznego z miejscem zniszczonym, choć jeszcze mającym pewne walory. Zestawienie liczb gatunków storczyków: 19 kontra 4 mówi samo za siebie...
 
 
 
Rojst 
Oenanthe


Posty: 2502
Skąd: W-wa
Wysłany: 2008-11-27, 12:52   

mazah napisał/a:
niedaleko swojego bloku takie miejsce gdzie na powierzchni ok. 300m kwad. znajduje się stanowisko 2 gat. storczyków

a kto jest właścicielem? To punkt wyjścia do dalszych rozważań. A czy łąka jest koszona?
 
 
 
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-27, 12:53   

Atterdag napisał/a:
Mam własną obserwację kilku osobników Orchis militaris z Płutowa z roku 2003.

Panowie, o tym stanowisku można przeczytać w sieci od kilku lat, nie podam linka na forum bo ktoś naprawde pozbawiony wyobrażni wstawił zdjęcie miłka wiosennego więc wolę sie wstrzymać. Co się tyczy stanowisk kukawki - cóż, w ramach przyciągania turystów informacje dostepne sa także w sieci. Może tak w sumie powinno być, pojęcia nie mam - ale skoro Anglicy sami chronią swoje stanowiska jak relikwie...
Krzysiek
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Atterdag 
Śmiałek Darniowy


Posty: 2684
Skąd: Zewsząd
Wysłany: 2008-11-27, 13:02   

Podejrzewam, że nad Dolną Wisłą występuje w paru jeszcze miejscach. Co ciekawe moja obserwacja była sprzed wypasu i wycinki krzewów w tym miejscu. Niestety nawet użytkowanie w tamtej okolicy wiele nie zmieni. Ocaleje te parę ciekawszych płatów w rezerwacie, ale poza nim to murawy idą w diabły na całego. Poza jednym fragmentem. Okolice Unisławia i zbocza pod miastem. Storczyków tam nie widziałem, ale ilość Campanuli, Gentiany, Oxytropis... robiły wrażenie. Warto by tam kiedyś znów zajrzeć.

Krzynianek. Racja i prawda. Chociaż ptaki zawsze miały lepszy PR niż rośliny. Niestety większość ich miłośników bardziej myśli jak je wykopać i przesadzić niż o tym, że warto by je jakoś chronić.

Owszem miejsc do schodzenia jest sporo. Właśnie robię bazę historycznych stanowisk roślin z terenu prowincji bydgoskiej - chociaż z tego najbardziej mnie interesują dawne gminy Bydgoszcz, Szubin, Wyrzysk, Inowrocław. Dodatkowo zebrałem już kilka GB materiałów topograficznych z lat 1850-1950 i też tworzę do nich bazę potencjalnych siedlisk (piaszczysk i odlesionych wzgórz na terenie pradolinnym i morenowym było od groma, że o łąkach nie wspomnę).
_________________
...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…

LSz FP
 
 
 
mazah 


Posty: 189
Skąd: Białystok
Wysłany: 2008-11-27, 13:12   

Rojst napisał/a:

a kto jest właścicielem? To punkt wyjścia do dalszych rozważań. A czy łąka jest koszona?

Tego dokładnie nie wiem, ale podejrzewam że jest to teren spółdzielni mieszkaniowej, lub PKP
popytam ludzi którzy mają tam garaże- komu płacą czynsz.
Łąka nie jest koszona. Porasta w dużej części arcydzięglem nadbrzeżnym Storczyki rosną wzdłuż ścieżki gdzie roślinność jest najniższa
 
 
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-27, 13:36   

Rojst napisał/a:
chyba się nie zrozumieliśmy ;)

- zrozumiałem bardzo dobrze, możesz być pewien - dla mnie jedynie biała incarnata to rewelacja, od kilku lat próbuję juz kupić i bez powodzenia stąd może lekko "spłyciłem" :)
Odnośnie milośników roślin i przesadzania - cóż, nie dziwcie sie Panowie - ludzie lubią rośliny, żywe i namacalne a ochrona siedlisk to zupełnie inna bajka. Nigdy nie urkywałem, że interesuje mnie rozmnażanie z nasion ostatnich reliktów danych populacji - koncentruje się na Dolnym Śląsku, bo tam przyszedłem na świat. Jednak jeśli juz "stanie sie cud", uda sie odszukać ustulata, przekonac urzędników aby wydali zgodę na pobranie nasion ( sam je zapylę jeśli bedzie taka potrzeba ), wytargować u najlepszych fachowców w Europie priorytetowe potraktowanie zagadnienia ( mam "dogadane", że się tego podejmą ) i nasiona faktycznie skiełkują ( ustulata to najgorszy z mozliwych gatunków - pod tym względem coriophora to "pryszczyk" ), uda się otrzymać 50-100sztuk, wówczas kolejny problem to siedlisko... No i tu zaczyna sie jazda - zamiast zajmować sie tym, co sprawia przyejmność: sterty papierów, kwestie prawne, ewentualni sponsorzy i perspektywa "zebraniny" bo bez funduszy nie da rady, opieka lokalnych władz, kosiarze, owce, kozy, akty własności - inny świat po prostu. Najrozsądniej myślę kupic kawałek gruntu na wlasność, ale wówczas możesz miec do czynienia z lamentem o dobro wspólne itd. itp. To nie jest prosta sprawa - zapewniam. Załóżmy nawet że masz już siedlisko, rośliny reintrodukowano, oczywiste straty nie są zbyt duże - pojawić sie może kwestia genów i ich degeneracji, teoretycznie potrzeba "swieżego" materiału - czyli znowu lament że będziesz chciał zrobic coś wbrew naturze, zapylić roślinami obcymi genotypami - czyli niekonczący sie cyrk... Ale nie ma innego wyjścia, sytuacja wygląda tragicznie a planu na zmianę stanu rzeczy nie ma żadnego i gwarantuję, że nie będzie. Po prostu nie będzie i warto w tym miejscu powiedzieć to sobie bez udawania - nikt się tym nie ma najmniejszego zamiaru zajmować.
Krzysiek
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Ptyś 

Posty: 1623
Skąd: Ponidzie
Wysłany: 2008-11-27, 14:54   

W sprawie tych Stoplamków to sytuacja jest dziwna -otóż same rośliny sa chronione ale miejsce w którym rosną nie i nie ma żadnych prawnych przeciwwskazań żeby nawalić tam tony ziemi-owszem można zgłosić stanowisko i próbować tak zawalczyć ale wtedy w spółdzielni zapewne naskrobią pismo ze ze względu na interes społeczny i dobro mieszkańców garaże sa ważniejsze i śmiem wątpić czy takiej zgody spółdzielnia nie dostanie :? mozna by rosliny przesadzić na jakieś stanowisko zastępcze ale trzeba by miec na to zgodę z ministerstwa bo inaczej nie wolno -mlyny ministerialne mielą jednak powoli i zanim będzie na to zezwolenie to czesć piesni{a tak poza tym śmiem wątpić czy osoba fizyczna nie będąca pracownikiem nakowym-chocby nie wiem jaką wiedzę na ten temat miala w ogóle by taką zgodę otrzymała :idea: -choć akurat ten fakt po czesci rozumiem} A co do ochrony storczyków to dam przyklad:
Nasze sukcesy: http://www.wigry.win.pl/storczyki2/storczyki.htm
za granicą :
http://www.lidaforsgarden.com/Orchids/engelsk.htm
sądzę, że to dokładnie
odzwierciedla stan polskiej nauki (jako całości - może z paroma wyjątkami):
tu łopata tam laboratorium. I ta odpowiedź na początku polskiej strony na
słynne pytanie "po co?": "Głównym celem projektu była ochrona zagrożonych
gatunków storczyków...." !!! Kuriozum
_________________
"Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament" .
 
 
Krzynianek 

Posty: 110
Skąd: Londyn
Wysłany: 2008-11-27, 15:03   

Skoro już Paweł "dowalił z grubej rury" :-D to dodam w kwestii wyjaśnienia, że Svante Malmgren bardzo przychylnie podszedl do mojego projektu odszukania i ratowania genotypu ustulata ssp.ustulata na Dolnym Śląsku.
Krzysiek
_________________
Krzysztof Andrzejewski
 
 
Rojst 
Oenanthe


Posty: 2502
Skąd: W-wa
Wysłany: 2008-11-27, 15:44   

Krzynianek napisał/a:
projektu odszukania i ratowania genotypu ustulata ssp.ustulata na Dolnym Śląsku.

Fajnie. Tylko pamiętaj, że cały czas ktoś będzie Ci patrzył na ręce. I chyba dobrze - samowolek typu wsadzanie roślin z odległych populacji, robienie "ogrodów botanicznych" w przyrodzie mamy już dosyć... Na wszystko musisz mieć papiery. A oprócz papierów - potrzebne jest etyczne podejście, ale tego - mam nadzieję - nie muszę tłumaczyć.

Najlepiej (i łatwiej w kwestii zezwoleń itd.) byłoby, gdyby Twoja działalność w tym zakresie była firmowana przez jaką znaną i uznaną organizację pozarządową (lub jednostkę naukową).

Chodzi o to, aby takie działania podlegały ocenie i ew. krytyce - aby były jawne. Nikt nie jest nieomylny, nawet największy spec nie powinien działać wyłącznie w oparciu o swoje widzimisie - to zbyt ważna sprawa.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

oceń stronę w
katalogu molos.pl
oceń stronę w
katalogu przyroda.org