nie umiem tego rozgryźć, ale kolor przylaszczek ma w sobie coś magicznego - te same kwiaty raz wydają się różowawe, raz intensywnie błękitne ; nie wiem, ale coś mi się wydaje, że pora dnia (oświetlenie) i wiek kwiatu (tzn. ile godzin temu rozkwitł) może mieć znaczenie. Jeśli wiecie coś na ten temat - piszcie
Trafiłam dziś na stanowisko przylaszczki Jest w drzewostanie bukowo-dębowym, pH gleby nie sprawdzałam Kolor płatków jak widać na zdjęciu, chociaż niektóre kwiaty były nieco bledsze.
Listopadowo odświeżając temat nieodgadnionych okruchów to leśnego lapis-lazuli, to znów ametystu...
Też zagłebiowskie - niby te same, ale w inny dzień, w zdecydowanie innym słońcu (poprzednie w zachodzącym ) i... na negatywie innej firmy, wywołanym w innym laboratorium Obróbki brak (tylko zmniejszane), tak jak i na poprzednim zdjęciu.
Nikt nie wspomniał jeszcze - przylaszczkom płatki korony i pylniki rosną w miarę kwitnienia, stąd nic dziwnego, że najintensywniej wybarwione są zaraz po rozkwitnięciu. I od słońca, jak wszystko, zdecydowanie płowieją
Fiolet... w przewadze, ale i niebieskie widywałem w Wielkopolsce
Czasem to właściwie niektóre ocierały się o biel...
_________________ ...Tam, gdzie przedtem w niedostępnych bagnach, kisiały zaraźliwe zgnilizny i jady straszliwe, gdzie w gęstych łozach lęgły się drapieżne wilki (...) tam dziś widać naypyszniejsze łąki i bogate osady przytykaiące do samych brzegów Noteci…
Tak jeszcze przypadkiem dorwałem coś z wcześniejszych wypowiedzi pulsatka:
Cytat:
w naturze rosną tam, gdzie są najlepiej przystosowane nikt ich nie zmusza
I tutaj powiem, że się bardzo mylisz. Jest tak, że rośliny mają pewną niszę ekologiczną, w której oczywiście zawierają się dwa skrajne pesyma warunków siedliskowych i pewne optimum. I nie zawsze jest tak, że jakiś gatunek rośliny rośnie w optimum warunków siedliskowych swojej niszy ekologicznej. Akurat, aby to wyjaśnić mogę podać przykład sosny, która tak naprawdę ma się źle na torfowiskach i na wydmach, ale tam napotyka najmniejszą konkurencyjność ze strony innych gatunków i tam jest najliczniejsza. Musi tam rosnąć, bo nie może konkurować z innymi gatunkami, które zajmują to samo optimum swojej niszy. Dlatego, to, że jakiś gatunek gdzieś rośnie wcale nie świadczy o tym, że mu jest tam najlepiej. Mnie uczono, że jak dwa gatunki mają tą samą niszę ekologiczną, to najczęściej jeden wypiera drugi i ich nisze się rozchodzą. Ja bym raczej powiedział, że wcale się nie rozchodzą, a jeden gatunek musi zejść do pesym, podczas gdy drugi zajmuje swoje optimum. Co nie zmienia faktu, że gdyby gatunek pierwszy mógł rosnąć na miejscu drugiego to nie miałby się tam lepiej. Gdyby naukowcy starannie uprawiali różne gatunki, to mogliby się więcej dowiedzieć o ich wymaganiach i w razie konieczności tak pokierować ochronę przyrody, aby oscylowało ono wokół optimum dla danego gatunku. (Ale mi się offtopik walnął.)
A nawiązując do barwy i ogólnie jonów wapniowych. Zauważyłem też, że niektóre gatunki, które w naturze rosną na wapieniu, bez niego mogą nie zakwitnąć, mogą się nie wybarwić, ale najczęściej w ogóle nie zawiązują nasion. Ciekawe jakie mechanizmy odpowiadają za to. A przede wszystkim, jak jony wapnia wzmagają barwę kwiatów, gatunków wapieniolubnych... Na pewno ma to swoje naukowe wytłumaczenie, ale niestety nigdy się nie zbliżyłem do takich informacji.
_________________ Pozdrawiam,
Krzysztof Ciesielski
Przypomnę, że zacytowana wypowiedź dotyczyła przylaszczki, a konkretnie Twojego stwierdzenia, że jedynie jest zmuszona rosnąć w cieniu, choć pewnie wolałaby w słońcu.
Ale skoro miał miejsce obszerny elaborat na temat wymagań środowiskowych roślin na przykładzie sosny...
Cytat:
Akurat, aby to wyjaśnić mogę podać przykład sosny, która tak naprawdę ma się źle na torfowiskach i na wydmach, ale tam napotyka najmniejszą konkurencyjność ze strony innych gatunków i tam jest najliczniejsza. Musi tam rosnąć, bo nie może konkurować z innymi gatunkami, które zajmują to samo optimum swojej niszy
Ale dlaczego spotyka tam mniejszą konkurencyjność - sosna ma po prostu bardzo szerokie spektrum środowiskowe, którego inne gatunki po prostu nie mają. A z czego ono wynika? Wprost z przystosowań gatunku. Skoro na wydmach wg Ciebie nie ma dziś optimum, to jak wytłumaczysz fakt, że właśnie na wydmach i na otwartej przestrzeni najszybciej zaczyna się rozmnażać? Nie, nie będzie rosła szybko, ani strzelała pniem w niebo okazałymi rozmiarami - bo i po co ?
Potrafi świetnie dopasować się do zastanych warunków, jest bardzo plastyczna - inne gatunki aż tak nie są, więc jej (na wydmach nigdy) nie zagrażają. Poza tym to klasyczny pionier, stąd wdziera się nawet na torfowiska. Czy wytworzenie specjalnej formy torfowiskowej jest oznaką złej kondycji, czy świetnego przystosowania do środowiska? Kosodrzewina opanowała kolejne środowiska, a jak blisko jest spokrewniona świadczy właśnie mozliwość krzyżowania się. Ile znamy ekotypów sosny, a ile przylaszczki (barwna mutacja płatków korony nic gatunkowi nie daje)?
Czy optymalne są okazałe masztówki z Piskiej czy niskie kilkusetletnie z borów chrobotkowych na wydmach? Czy huragan albo okiść prędzej powali masztowe, czy niewysokie z wydm? Wytrzymalsze jest drewno szeroko-, czy wąskosłoiste..? Które atakują szkodniki? Czy więcej nasion produkuje ugałęziona do ziemi, czy z niewielką koroną powyżej 2/3 wysokości?
Czy może Pinus aristata, alias longaeva wg niektórych, w wieku czterech tysięcy lat wciąż rośnie nie w optymalnych warunkach ?
Cytat:
Dlatego, to, że jakiś gatunek gdzieś rośnie wcale nie świadczy o tym, że mu jest tam najlepiej
Z tym się zgodzę Ale z zastrzeżeniem - tam, gdzie rośnie najliczniej, gdzie dominuje, tworzy swoje zespoły, jednak jest mu najwyraźniej najlepiej
Teraz znajdź mi miejsce w naturze, gdzie przylaszczka występuje poza siedliskami zacienionymi. Gdzie więc ma optimum? Chyba nie na murawach... Czy może choć eksploduje krótkotrwałą liczebnością na zrębach..? Czy raczej wycofuje się nie wytrzymując zbyt silnego nasłonecznienia, większych amplitud temperatury, niższej wilgotności i suszy, wymarzania bez osłony opadłych jesienią liści. Gdyż brak ochronnego wpływu drzew czy choć zarośli, by dotrwała do odnowienia lasu.
Cytat:
Co nie zmienia faktu, że gdyby gatunek pierwszy mógł rosnąć na miejscu drugiego to nie miałby się tam lepiej. Gdyby naukowcy starannie uprawiali różne gatunki, to mogliby się więcej dowiedzieć o ich wymaganiach i w razie konieczności tak pokierować ochronę przyrody, aby oscylowało ono wokół optimum dla danego gatunku
Powiem tak - kiedyś to na Ziemi rosły tylko skrzypy, potem np. w Dąbrowie rosły całe puszcze zbudowane z widłaków, był okres, że panowały iglaste, a w świecie zwierząt niejakie dinozaury
Czy ochrona przyrody powinna polegać na stwarzaniu i opisywaniu całkowicie sztucznych optimów gatunkowych, nie daj Boże ich uprawianiu, czy może raczej na zachowaniu naturalnego charakteru zbiorowisk z całą niezwykle skomplikowaną siecią zależności?
Im więcej będzie nisz, tym więcej zachowamy gatunków - środowiska skrajne dziś zanikają, a wraz z nimi aktualnie najlepiej ( optymalnie z łaciny) do nich przystosowane gatunki. To, że te gatunki są niejako "przy okazji" (czasem, nie zawsze!)przystosowane także do innych warunków, nie ma już najmniejszego znaczenia, skoro od dawna są z nich wyrugowane przez inne, nowo powstałe, nowo przybyłe (w geologicznej skali czasu), z którymi nie mają najmniejszych szans konkurować.
Wszystko zależy od rozumienia "optimum" - dla drwali jest to najwięcej metrów sześciennych z hektara w jednostce czasu przy braku wad drewna Ale okazałe rozmiary niekoniecznie idą w parze ze zdrowiem - vide Homo sapiens
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum