Zaczne od tego, ze bardzo kocham wszystkie zwierzatka i nie potrafie przejsc obojetnie obok najmniejszego stworka ktore cierpi... ale z nietoperzem jeszcze nigdy nie mialam bliskiego kontaktu do wczoraj...
Gdzies o godzinie 10:00 wyszlam z pieskiem na poranny spacerek i przechodzac z boku mojego bloku uslyszalam jak cos dziwnie, zupelnie dziwnie, syczy nie wiedzialam co jest grane????
rozgladam sie... a tu na ubitym piasku lezy brzuszkiem do gory maly nietoperz, widac bylo ze strasznie biedaczek sie meczyl, skrzydelka mial rozlozone, pyszczek szeroko otwarty, mocno zacisniete oczka i caly byl w piasku lezal tak bez ruchu i czekal na powolna smierc w meczarniach... a jak podchodzilam i go delikatnie dotknelam to jeszcze sie dosyc intensywnie ruszal i tak przerazliwie piszczal i syczal, bardzo chcialam mu pomoc, przeciez dzien jest dla nich morderstwem (tylko tyle wiedzialam na ich temat) a on tam lezal i tak bardzo cierpial jak dlugo.. nie wiem;[ i .... nie myslac za dlugo, chcialam jak najszybciej mu pomoc wiem ze kazda kolejna minuta musiala byc dla niego bardzo bolesna, ojj jak mi bylo go szkodazdany byl wylacznie na mnie, i wiedzialam ze jak czegos nie zrobie to nikt mu nie pomoze ....a wiec zostawilam go tam i pobieglam zalatwic karton w ktory bede mogla go wsadzic, troszke sie nameczylam ale udalo sie i nietoperek znalazl sie w pudeleczku... strasznie sie bal, bo jego piskliwy glosik do tej pory mam w glowie. wzielam go w kartoniku i jedynie co moglam zrobic to zanioslam stworka tam gdzie jest najciemniej czyli do piwnicy, polozylam kartonik na rurach pod sufiem wychodzac slyszalam jak jeszcze piszczy, ale w momencie jak zgasilam swiatlo i zapadla przerazajaca ciemnosc to nietoperz zamilkł....bylo ciemno i cichutko juz nikt nie syczal i nie piszczal...... wtedy wiedzialam ze sprawilam mu $*&%)*($ przyjemnosc, a jednoczesnie niesamowicie przyjemnie i milutko mialam w serduszku czulam sie tak, jakby ktos mi bardzo pomogl piekna rzecz, teraz tylko sie martwie, czy starczy mu sil na przezycie i czy da sobie rade?
Boje sie zejsc do piwnicy, bo nie zniose jego widoku jak bedzie martwy
Ale jak bedzie taka potrzeba to oczywiste że pójde!
Tylko nie wiem co robic i BARDZO WAS PROSZE O CENNE RADY !!!!!!!
Po pierwsze czy zostawiłaś karton otwarty?!
Po drugie czy w piwnicy jest jakieś otwarte okno, przez które mógłby wylecieć?
Po trzecie nie martw się tak bardzo, myśle że nie wszystko stracone. A czasem bywa tak że nietopek spadnie na ziemie i nie moze wystartować. Pewnie tak było i z tym. nie sądze by był tam dłużej niż od dzisiejszej nocy (co też dziwne, bo było już dość zimno), a wiec pewnie mu sie uda przeżyć. ale poczekaj na opinie specjalistow.
_________________ "Those were the days of good hunting and good sleeping" Rudyard Kipling
w temacie który polecił Rey, a konkretnie tutaj jest napisane co należy doraźnie zrobić.
a masz może możliwość wykonaniu mu zdjęcia powiedzielibyśmy Ci co to konkretnie za nietoperze (postaraj się aby fotka byłą wyraźna, w widocznymi szczegółami pyszczka i ucha)
_________________ ogłoszenie:
parkę boćków (którym w głowie prokreacja) do mojej platformy lęgowej przyjmę
stare przysłowie pszczół mówi:
Nie pozwalaj wycinać lasu! Kto wie, może kiedyś będziesz musiał zostać partyzantem!
Jedna uwaga: nie trzeba było go jednak ani na chwilę zostawiać, bo w międzyczasie mógł go znaleźć pies lub ktoś nieodpowiedzialny, albo jakieś dziecko które by się nim bawiło. W takim przypadku można znaleźć cokolwiek większego, np. kawałek sztywnego papieru, na tyle duży aby nietoperz nie wypadł, zgiąć w pół czy w inny sposób, aby w miarę ograniczyć przestrzeń aby go zabezpieczyć, czy nawet położyć go na jakąś szmatkę czy ewentualnie zdjąć kurtkę i na nią położyć nietoperza.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum