PRZYRODA Strona Główna PRZYRODA
Forum dyskusyjne PRZYRODA to doskonale miejsce do wymiany informacji, poszerzania wiedzy, rozwiazywania problemow i wszystkiego co tylko zwiazane z przyroda i jej ochrona.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Morska opowieść: Hel 13-20.02.2010
Autor Wiadomość
Alcedo 
Piotr Guzik


Posty: 6452
Skąd: Krosno/Kraków
  Wysłany: 2010-03-21, 15:29   Morska opowieść: Hel 13-20.02.2010

Hel 13-20 lutego 2010


Półwysep Helski zimą, ehh... marzenie każdego ornitologa w kraju! ;)
Kilkanaście osób – członków Sekcji Ornitologicznej Wydziału Leśnego, Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie – dzięki pomocy Rektora naszej uczelni, przez tydzień stacjonowało w budynku Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego by móc podglądać morską awifaunę.
Oto jak cały wyjazd wyglądał z mojego punktu widzenia:
Podróż nad nasze Morze zaczęła się wcześniej niż innych – już w piątek 12 lutego o 22:00. Dość rozklekotanym autobusem jak na dalekobieżnego PKSa dotoczyłem się do Warszawy, skąd bez problemu znalazłem autobus do Gdańska. Mijają kolejne śpiące godziny w autobusie i nareszcie, około godziny 13:00 w sobotę postawiłem swoje południowe buty na dalekiej północy ;) .
Ornitologów w całej Polsce jest sporo, dlatego za pomocą Forum Przyroda umówiłem się tu ze znajomą na spotkanie. Co ciekawsze, w tym okresie również Sekcja Ornitologiczna Uniwersytetu im Adama Mickiewicza przebywała w Gdańsku, by docelowo trafić nad Ujście Wisły. Takiej okazji na spotkanie międzyuczelniane obu sekcji nie można było przegapić, dlatego po wykonaniu kilku telefonów i dotarciu na plaże znalazłem się w otoczeniu łącznie 6 przesympatycznych kobiet :D I właśnie w towarzystwie Irminy, Pauliny, Asi, Karoliny, Natalii (forumowa Perkozek) oraz Kasi (forumowa Kamikazi) rozpocząłem obserwacje ptaków.


Nad Zatoką Gdańską mnóstwo łabędzi niemych, łysek, kaczek krzyżówek, gdzieniegdzie pływał gągoł, a w oddali szlachar, natomiast pod molo nurkowały lodówki.


Tak mijały chwile obserwacji, rozmów, śmiechu

... i wspólnego zajadania faworków, które wiozłem ze sobą jakieś 900 km przez cały kraj, z przeznaczeniem dla krakowskiej sekcji ornitologicznej jednak no… Prezesie Sekcji – musisz mi wybaczyć - wolałem zjeść pakunek w towarzystwie samych kobiet niż w Waszym :P



Czas mnie jednak naglił, w planach chciałem dotrzeć przed zmrokiem na Hel, niestety - nadal jestem w Gdańsku, do zmroku pozostała godzina a od miejsca docelowego dzieli mnie 100 km. Od tej pory nic w mojej podróży nie było zgodnie z planem :-P Po pożegnaniu się ze wszystkimi w Gdańsku przez godzinę łapałem stopa, gdzie w końcu zatrzymał mi się młody chłopak, pracujący przy realizacji filmu o grudniu’70 „Czarny czwartek”. Daleko nie ujechałem – bo do Gdyni, ale grunt, że ‘do przodu’ :mrgreen: . Jeszcze nie widziałem tak zagmatwanego drogowo miasta jak Gdynia. Masakra! Przejście na drugą stronę ulicy niemalże niemożliwe bez łamania przepisów, znaki drogowe wskazujące NIE to, co trzeba w NIE tym, co trzeba kierunku, jakieś mostki i schodki! Dobrze, że chociaż mili ludzie dopisali i poinstruowali gdzie jest droga na Władysławowo :) Godzina 19:00, stoję przy drodze z plecakiem i czekam na okazje, zapadła już noc więc o transport trudniej. Nagle – HA! Podjeżdża taksówka; pytam więc czy mogę się zabrać na stopa, po czym dostaję bardzo sympatyczną odpowiedź: „aaaaa, stopa?! NIE!”. Podziękowałem więc ładnie i czekam dalej. Chwilkę później podchodzi do mnie jakiś starszy jegomość pod wyraźnym wpływem… Przytoczę tu monolog skierowany do mnie: „Nic tu na Hel nie jeździ, na Władysławowo też, nawet autobusy się tu nie zatrzymują. Teraz to tylko od Ciebie i od Twojej wiary zależy czy dotrzesz na Hel, kolego.” Jak widać, czego jak czego, ale wiary to mi nie brakowało ponieważ 10 minut później jechał autobus do Władysławowa, więc bez problemu się zabrałem :mrgreen: W autobusie wieczorne rozmowy rozweselonych Kaszubów umilały mi podróż, zauważyłem także ciekawą zależność – im starszy i bardziej pijany Kaszub tym gorzej szło mi tłumaczenie z kaszubskiego na polski, do tego stopnia, że z rozmowy 2 panów siedzących za mną nie rozumiałem kompletnie nic, oprócz charakterystycznego „jo” :blabla: :mrgreen:
Władysławowo 21:30. Za kilkanaście minut z dworca PKS ma jechać bus na Hel, także jest dobrze.
Władysławowo 22:15. Bus na Hel nie jechał, nadal jestem w ciemnym… Władysławowie :P
Władysławowo 22:20. „Eeee… co to dla mnie, na Hel jest tylko około 40km. IDE!” :oki:

I z takim oto ostatnim postanowieniem szedłem, szedłem.. aż doszedłem do granicy gdzie kończyły się latarnie i cywilizacja. Przede mną długie kilometry lasu, czas więc coś zjeść podczas ostatniej próby łapania stopa. O 23:00 w sobotę auta nie jeżdżą tu zbyt często, bodajże jedno na pół godziny. Po chwili czekania – znajomy widok, zatrzymuje się taksówka! Pytam kierowcy czy mogę się zabrać, pada odpowiedź: „wskakuj kolego!”. Jadę więc, co prawda tylko kilkanaście kilometrów do Kuźnicy ale zawsze to coś! Kierowca opowiada, że często się zatrzymuje stopowiczom, ale oni jakoś dziwnie nie chcą wsiadać. Ja mu na to, że w Gdyni zatrzymał mi się taksówkarz, jednak nie spodobał mu się mój pomysł na podróż i odjechał. Po chwili oboje mknąc autem przez półwysep zaczęliśmy się śmiać. Ehh… po drodze w kierunku Helu w zimie w niedziele o 1:00 w nocy kompletnie nic nie jeździ! Tak bardzo nic nie jeździ, że nawet zatrzymałem patrol Policji z pytaniem czy nie jadą w stronę Helu. Niestety, rozmowę z jednym miłym funkcjonariuszem przerwał mi drugi - ten mniej miły - krótko odpowiadając, że nie jadą, po czym odpalił radiowóz i odjechał :roll: No cóż, dalej więc, z plecakiem maszerowałem w środku nocy, w lesie przez Półwysep Helski. Po takim czasie spacerowania wzrok przyzwyczaił mi się do ciemności na tyle, iż widziałem wszystko dobrze pomimo zachmurzonego nieba. Jedynymi moimi kompanami podróży były spotkane 2 sarny, spory dzik i jeden rozjechany kot.

Kiedy łuna oświetlonego latarniami Helu zdawała się być już bardzo blisko zobaczyłem auto jadące w kierunku mojego miasta docelowego. Wystawiam rękę, czekam… przejechali obok mnie. Nagle samochód zatrzymał się, i zaczął cofać w moim kierunku. Para ze śląska z nieukrywanym zdziwieniem przyglądała mi się parę sekund po czym zaprosiła do środka auta. Znów jadę, dobrzy ludzie, szkoda tylko, że nie jechali na Hel ze 4 godziny wcześniej :P Po podwiezieniu aż pod brame Stacji Badawczej, zapukałem w szyby recepcji. Pani która tam była wydawała się jeszcze bardziej zdziwiona moją obecnością o tej porze niż przed chwilą poznani ślązacy :-D
Nareszcie dotarłem! Około 3:00 w nocy położyłem się w łóżku z widokiem na całą Zatokę Gdańską wraz z oświetlonymi Gdańskiem, Sopotem i Gdynią. Zjadając tabliczkę czekolady patrzyłem sobie na pływające foki w fokarium. Czy można wyobrazić sobie lepsze walentynki? :P

Rano obudziła mnie wiadomość SMS od Wojtka - Prezesa Sekcji Ornito WL w Krakowie z informacją, iż lekko się o mnie martwią, ale co ciekawsze, bardziej martwiła się Natalia - Prezes Sekcji Ornito UAM w Poznaniu :mrgreen: ;) . Po śniadaniu i dokładnym wypytaniu przez kolegów, jak mi minęła podróż – wyjście w teren. Lornetki, lunety i aparaty w ruch – oto przed nami na pierwszy ogień tuż po wyjściu ze stacji łabędzie nieme i krzykliwe (niektóre zaobrączkowane) łyski i śmieszki. Pomiędzy kutrami rybackimi w porcie znalazły się mewy: pospolite, siodłata oraz srebrzyste i blade.

Co chwilkę z pod wody wynurzały się kolejne kormorany kawałkami ryb w dziobach, czasem tak dużymi, że ptaki miały problem z ich połknięciem!

Kawałki ryb w wodzie można było znaleźć zapewne dzięki kutrom rybackim, których pokład czyści się wodą, a ta z pokładu wylewa się wraz z rzesztkami do portu. Widok zgrupowania mew, łysek i łabędzi wspieranych przez kormorany czekających przy którejś z łodzi był dość częsty, szczególnie jeśli z tej łodzi akurat strugą wypływała woda. Wśród takiej zgrai miejsce znalazł też sobie perkoz dwuczuby spokojnie nurkujący za pokarmem. Opiekun Sekcji – dr Michał Ciach prowadził nas teraz na brzeg portu z którego można wypłynąć na otwarte wody, a tam naszym oczom ukazał się niezwykły widok. Kilka tysięcy nurogęsi spokojnie odpoczywających na tafli wody, a w śród nich ukryte sprytnie szlachary. W oddali płynie kilka edredonów, zwane również miękkopiórami – gatunek ten słynie z najlepszej jakości puchu do kołder, śpiworów itp.

Nagle zauważamy markaczki, czernice i uhle, a do naszych uszu dochodzi charakterystyczny odgłos wydawany przez przesympatyczne lodówki.

Spokój panujący na tafli wody przerywa bielik przelatujący nad portem, wielkie ilości ptaków zrywają się i lecą na inne miejsce w strachu przed drapieżnikiem. Trafiło się nawet przelatujące stado jemiołuszek. Co ciekawe, nie tylko my obserwowaliśmy ptaki. Tamtejsi turyści czy mieszkańcy, widząc nas z całym sprzętem raz po raz podchodzili by dowiedzieć się co za ptaki znajdują się w zasięgu wzroku, albo w celu identyfikacji akurat uchwyconego w obiektywie aparatu ptaka. Najweselej było, gdy o pomoc w oznaczeniu edredona poprosiła pewna pani: pytając czy ten edredon ma na piersi pióra w kolorze écru. Michał ze stoickim spokojem przytaknął. Pani więc podziękowała za pomoc i odeszła. Nastąpiła chwila ciszy w której jeden z naszych kolegów zapytał się:
- „A jaki to jest kolor ten… écru?”
- „Taki osikany śnieg” - padła odpowiedź :mrgreen:
Ehh.. czy nie prościej by było nazywać rzeczy tak by facet też mógł od razu zrozumieć, drogie panie? ;-)
Cały dzień spędzony w porcie na obserwowaniu ptaków dał się co poniektórym we znaki i po przyjściu do ośrodka zdarzyło się, że zamiast po zachodzie słońca, dyskutować, wymieniać wrażenia i wyliczać nowe gatunki wraz z wszystkimi do późnych godzin nocnych, niektórzy woleli wybrać się w objęcia Morfeusza :P
Nazajutrz po śniadaniu kolejne wyjście w teren, tym razem gry-plan dnia nieco bardziej rozbudowany; oprócz portu idziemy na sam koniuszek Półwyspu Helskiego w nadziei na wypatrzenie jakichś morskich ptaków. Dotarliśmy na lekkie wzniesienie nad taflą wody, a więc zaczynamy tzw seawatching, czyli po prostu penetrujemy fale morskie w poszukiwaniu ptaków.

Kilka lunet, kilka aparatów fotograficznych oraz kilkanaście lornetek – wszyscy wpatrzeni w stronę morza. Na miejscu, nowo poznany kolega wspomógł nas w obserwacjach. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Raz po raz przelatywały na horyzoncie alki i nurniki. Trafił się nawet nur rdzawoszyi którego wypatrzył Sergiusz (forumowy Sergio) - wspomniany wcześniej kolega. Niektórzy zrobili sobie małą przerwę podczas obserwacji i spacerowali nad brzegiem Morza w poszukiwaniu muszli, bursztynów czy innych ciekawych rzeczy. Wieczorem – po powrocie do ośrodka i sutym obiedzie – konkurs w rozpoznawaniu ptasich głosów, a po konkursie ożywione nowymi gatunkami widzianymi dzisiejszego dnia dyskusje ciągnęły się do późnych godzin nocnych. Kolejny już poranek, pobudka skoro świt i po śniadaniu od razu ruszamy w teren. Skoro to wyjazd naukowy – czas więc na poważne badania: spróbujemy znaleźć różnice w zachowaniu między odpoczywającymi samcami a samicami w stadzie nurogęsi (Mergus merganser). No to zaczynamy! W ciągu następnych dni obserwujemy uważnie nasze jedno wielkie stado nurogęsi. Dzielimy się na podzespoły, z czego każdy podzespół ma do wykonania zadanie - albo obserwować i notować zachowanie nurogęsi zgodnie z metodyką, albo też liczyć ilość osobników w obserwowanej społeczności. Na brzegu, niedaleko od nurogęsi spacerowała sobie jedna czapla siwa. Tak mijają kolejne godziny spędzone przy lunetach, lornetkach, co też chwilę słychać kolejne pstryknięcia aparatów fotograficznych. Po skończonych obserwacjach można rekreacyjnie zwiedzić Półwysep Helski i jak najbardziej tylko się da okrężną trasą wrócić do ośrodka. Po drodze spotykamy latającego wysoko myszołowa, sójkę przeskakującą z gałęzi na gałąź. Na morzu widać siedzącego nura czarnoszyjego. Podczas spaceru plażą znalazłem kilka okazów pąkli bałtyckiej oraz jednego, wyrzuconego na brzeg bezgłowego witlinka. Wśród nadmorskiej sośniny bliżej miasta można było zobaczyć pospolite sroki, srokosza, bogatki i modraszki, na drzewie gruchał grzywacz a oprócz tego zobaczyliśmy dwa kruki lecące nad naszymi głowami, na niebie również skrzydłami trzepotała pustułka, natomiast w mieście widzieliśmy pospolite gawrony, wrony siwe, kawki i sierpówki. Raz po raz drogę przelatywał nam kos, a kwiczoły oraz wróble żwawo przelatywały z gałęzi na gałąź w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Nadszedł czas na kolejny obiad i kolejną noc rozmów do późna, w rytmach muzyki wszelkiego gatunku doszkalamy się w oznaczaniu tutejszych ptaków. Plan na kolejny dzień – podróż pociągiem do Władysławowa, by sprawdzić jak wygląda tamtejsza awifauna. Po wieczornych dyskusjach ciężko niektórym było się dobudzić, ale bez większych problemów wsiedliśmy w pociąg i już mkniemy do Władysławowa. Niektórzy z nas widocznie zmęczeni obozem przesypiają drogę podczas gdy inni ożywieni jak nigdy żywo dyskutują na tematy ogólno przyrodnicze, Wojtek zaś nie mógł nadziwić się skąd my mamy siły do tak żywych dyskusji.


Dojechaliśmy – Władysławowo, Port. Wysiadka całą zgrają nie należała do najłatwiejszych, bowiem z pociągu wydobyły się tylko dwie osoby, a reszta została w przedziale z powodu powstałego z nieznanych przyczyn zakorkowania przejścia. Mnie wraz z Wiktorią udało się w porę wyskoczyć na odpowiedniej stacji a "nasi" potoczyli się kilka kilometrów dalej na następną stacje. Okazało się, że w porcie również przebywał Sergiusz spotkany wcześniej, także we trójkę razem pomaszerowaliśmy w stronę portu i otwartego morza. Nad morzem spotkany Paweł Malczyk pokazał nam mewę czarnogłową.

Lodówki spokojnie nurkowały między lodowymi krami na otwartym morzu, a w zgrupowaniu tamtejszych kaczek można było znaleźć bielaczki, głowienki i ogorzałki.

Po dołączeniu reszty grupy wybraliśmy się w kierunku rybaków z zamiarem kupna dopiero co złowionych dorszy na obiad. Kilka minut targu i za dobrą cene kupiliśmy 7 kilo :res: We Władysławowie nadszedł moment pożegnania ze wszystkimi ponieważ musiałem wracać do Krakowa z powodu egzaminu. Podczas gdy reszta Sekcji Ornitologicznej wybrała się z powrotem na Hel, obserwować nurogęsi i zajadać się zakupionymi rybami, ja zmierzałem na autobus do Gdyni.
28 godzin drogi nad Morze, nieprzespane noce w ośrodku i ogólne zmęczenie organizmu spowodowało, że trasę w autobusie przespałem, przebudzając się jedynie gdy ktoś wsiadał/wysiadał. Pozdrawiam z tego miejsca śliczną niebieskooką dziewczynę wsiadającą w Pucku a wysiadającą bodajże w Redzie ;-)
Gdy dotarłem do Gdyni okazało się, iż żadnego autobusu aktualnie nie ma na południe a na pociąg sporo musiałbym czekać. Bez wahania podjąłem decyzje – powrót stopem! Miejsce docelowe to Stolica. Planowany czas operacyjny na pokonanie 400km drogi - około 8 godzin. Stojąc jakieś 20 minut na Obwodnicy Trójmiasta udało się w końcu złapać okazje. Wsiadam do dostawczego auta pachnącego frytkami i panierowanym kurczakiem ( :res: ) prowadzonym przez Darka. A więc jedziemy, niestety nie do Warszawy a do Płocka. 300 kilometrowa trasa dużym autem dłuży się nieco, ale na nudę narzekać nie mogę. Żywe rozmowy z kierowcą, mieszkańcem Łowicza oraz mijające mnie krajobrazy Pojezierzy oraz Borów Tucholskich umilają mi drogę. Po uzyskaniu informacji o najbliższych autobusach do Warszawy z Torunia, Włocławka oraz Płocka i przeanalizowaniu naszej sytuacji okazuje się, że pomimo starań kierowcy, spóźnię się około 10 minut na autobus z Torunia do Warszawy, 15 minut z Włocławka do Warszawy i 20 minut z Płocka do Warszawy. I tak tez się stało, o 20:25 dojechaliśmy do Płocka skąd wg rozkładu odjechał już jedyny pasujący mi autobus do Stolicy. Moja sytuacja nie była zbyt ciekawa bo szansa na złapanie stopa do Warszawy w nocy jest niewielka, a o 22:00 z Dworca Wachodniego w Wa-wie odjeżdża jedyny pasujący mi autobus do rodzinnego Krosna. Kątem oka widzę jak mój kierowca podbiega do stojących na przystanku ludzi, chwile z nimi rozmawia i po chwili krzyczy „Piotrek, Ty szczęściarzu! Autobus jeszcze nie jechał.. jednak zdążysz na ten Twój egzamin z grzybów!”.
I na tym moja przygoda z Helem się kończy, dalsza podróż autobusami, najpierw do Warszawy, a potem do Krosna mijała spokojnie – przesypiając całą drogę obudziłem się dopiero o świcie, by podziwiać wschodzące słońce nad Krosnem.
Podsumowując: przy lunetach i lornetkach spędziliśmy łącznie około 60 godzin i w tym czasie wypatrzyliśmy 46 gatunków ptaków. Ja natomiast przejechałem około 2000 kilometrów autobusami, pociągiem, taksówką, autem dostawczym i kilkoma autami osobowymi oraz przeszedłem pieszo połowę Półwyspu Helskiego pomiędzy godziną 23:30 a 2:30. Dojazd z Krosna na Hel zajął mi ponad 28 godzin.
Dziękuje serdecznie wszystkim kierowcom, którzy mi się zatrzymali :res:

PS – Egzamin z przedmiotu mikologia i ochrona grzybów w końcu zdany! :mrgreen:


Piotr Guzik, Sekcja Ornitologiczna Wydziału Leśnego, Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie

PS-> dziękuje dziewczynom z UAMu za udostępnienie zdjęć numer: 1, 3, 4, 5 :res: Reszta fotek moja.
_________________
Przyznane tytuły: Tańczący z Zimorodkami oraz Al-Szybki Bill
 
 
Pełek 
Wielki Integrator


otop

Posty: 3304
Skąd: 50.068N,19.918E
Wysłany: 2010-03-21, 15:49   

Skromnością to Ty Al nie grzeszysz....
Parę błędów merytorycznych i momentami stylistycznych. Poza tym wodolejstwo, i przedawnienie relacji, ale ja się nie czepiam :P
_________________
Jakub Pełka
Turysta przyrodniczy :)

"Those were the days of good hunting and good sleeping" Rudyard Kipling
 
 
 
BJK 


Posty: 5890
Skąd: Gorzów n/Wartą
Wysłany: 2010-03-21, 19:10   

no ... Al :oki: za grzyby :oki:
za relację :res: , kurcze :cool: fajnie piszesz, momentami miałam wrażenie , że idę koło Ciebie :res: napięcie rosło :tup:
Pełek napisał/a:
Skromnością to Ty Al nie grzeszysz....

ale o co chodzi Pełsonie :hmm2: , to jest relacja Alceda , więc dlaczego miał nie opisywać swoich perypetii i obserwacji, hę :?:
Pełek napisał/a:
Parę błędów merytorycznych i momentami stylistycznych

a to mnie mocno zaciekawiło..
te merytoryczne :?: , bo stylistyczne mogły się wkraść, w końcu Al jest leśnikiem nie polonistą... a czy Ty aby nie jesteś lekko i podejrzanie niezadowolony, że nie było tam Cię :?:
_________________
"Żywa substancja jest bytem,który naprawdę jest podmiotem,albo,innymi słowy,jest bytem o tyle, o ile substancja jest ruchem zakładania i ustanawiania siebie samego, czyli zapośredniczeniem między swoim stawaniem się czymś innym i sobą samym. " G.W.F.Hegel
 
 
lagopus 


Posty: 2481
Skąd: Środa Wlkp.
Wysłany: 2010-03-21, 19:54   

wszystko ładnie pięknie.... ale. zabrakło mojego nazwiska :evil: a kto koledze załatwiał audiencję z Ułamem? :] :mrgreen:

osikany śnieg.... :haha:

:res:
_________________

 
 
 
Pełek 
Wielki Integrator


otop

Posty: 3304
Skąd: 50.068N,19.918E
Wysłany: 2010-03-21, 21:46   

BeaJolKa, nie będę ukrywał że trochę żałowałem ;) Ale odległość Gdańsk - Hel wynosi przy zamarzniętej zatoce 23 km, a nie 100!! Co Al by nie przeszedł?! to bliżej niż Władysławowa na Hel (33 km) ;)
To tak apropo tych merytorycznych :P

a co do skromności, fakt czepliwy trochu byłem ;) :D ale podejrzewam że autor wiedział o co mi chodziło :D ;)
_________________
Jakub Pełka
Turysta przyrodniczy :)

"Those were the days of good hunting and good sleeping" Rudyard Kipling
 
 
 
BJK 


Posty: 5890
Skąd: Gorzów n/Wartą
Wysłany: 2010-03-21, 22:43   

Pełek napisał/a:
nie będę ukrywał że trochę żałowałem

tak podejrzewałam, bo cuś mi tam świta w tyle łepetyny, żeś kiedyś wzdychał za wybrzeżem :]
Pełek napisał/a:
To tak apropo tych merytorycznych

królowa nauk się ukłoniła , nie zwróciłam uwagi na te kilometry :lol: ot, taka płeć
Pełek napisał/a:
ale podejrzewam że autor wiedział o co mi chodziło
;)
słodka tajemnica autora :P ciągniemy za język :>
_________________
"Żywa substancja jest bytem,który naprawdę jest podmiotem,albo,innymi słowy,jest bytem o tyle, o ile substancja jest ruchem zakładania i ustanawiania siebie samego, czyli zapośredniczeniem między swoim stawaniem się czymś innym i sobą samym. " G.W.F.Hegel
 
 
Perkozek 

Posty: 12
Skąd: Poznań
Wysłany: 2010-03-23, 22:17   

Szanowny Kolego - relacja pierwsza klasa ;) :lol:
miło, że tak ciepło wspominasz nowe koleżanki z UAMowej Sekcji Ornito :P ;)
pozdrowionka ;)
_________________
Sekcja Ornitologiczna KNP UAM
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



I N F O R M A C J A
Forum Przyroda wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas korzystania z naszych usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, oznacza to, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki

© PRZYRODA.org | Noclegi Świerże Górne, Kozienice, Chinów - wysoki standard, niskie ceny!

phpBB by przemo  
POLECAMY
hwww.lto.org.pl

www.kuling.org.pl

www.kp.org.pl

www.nietoperze.pl



REKLAMA




.